Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka
nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

Blog > Komentarze do wpisu

10 PAŹDZIERNIKA 2009

Na tę sobotę przypada Trzeci Europejski Dzień przeciw karze śmierci.
Staramy się go obchodzić jako dzień radości, że nie zabijamy nikogo w imieniu państwa, z wyroku sądu - stać na to Europę i Polskę!
Upominamy się o życie skazańców na całym świecie - winnych zbrodni i niewinnych.
W tym dniu poświęć chwilę czasu na refleksję i poparcie akcji na rzecz świata bez kary śmierci.
Przyślij komentarz do hasła:
Niech świat zmierza do uwolnienia się od kary śmierci.
***
W Warszawie, podobnie jak w latach poprzednich, zapraszamy na osobiste spotkanie na jednej z ulic miasta. W tym roku, inaczej niż poprzednio - nasza stacjonarna pielgrzymka przeciw karze śmierci będzie miała miejsce na Krakowskim Przedmieściu przy stoliku i plakacie, obok kamienicy nr. 11 (róg Królewskiej, koło "Sklepu z kanapkami").
Będziemy tam od godz. 9ej do 20ej. Czekamy.
Przyjdź, podpisz apel o ratowanie życia skazańców.

Więcej informacji sukcesywnie w tym miejscu.
Halina Bortnowska,
"Wirydarz", przyjaciele z "POLIS" i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Wpisz się na listę przyjaciół tej akcji.
Ucieszymy się też z obietnicy "przyjdę".

Prosimy o umieszczanie zaproszenia na blogach i mobilizację znajomych.
środa, 30 września 2009, halina.bortnowska
Komentarze
Gość: Renata Markowska, chello089078076027.chello.pl
2009/10/10 13:47:06
Witam. W gazecie Metro bije w oczy tytuł "Kara śmierci to zbrodnia". Ja tak nie uważam. Dzisiaj kary nakładane przez sąd mają zadanie wychowawcze, ale też ich celem jest izolacja przestępców, zwł. tych niebezpiecznych dla społeczeństwa. Istnieją jednak zbrodnie, wobec których pozbawienie ich sprawcy wolności jest jedynie śmiesznym głupstwem, które w żaden sposób nie wypełnia poczucia i naturalnej potrzeby sprawiedliwości. Tym bardziej, że ludzie, którzy je popełniają, nie rokują zwykle żadnych nadziei na poprawę. Czy zatem jest sprawiedliwe i moralne wieloletnie utrzymywanie ich w więzieniu, gdzie, mimo restrykcji, mają zaspokojone potrzeby bytowe, możliwość pracy, nauki, rozwoju..., podczas gdy popełnione przez nich zbrodnia, często zbrodnie, zniszczyły życie wielu ludzi? Pamiętajmy, że zbrodnia uderza nie tylko w zabitego człowieka, ale zwykle powoduje nieodwracalną traumę w całym kręgu osób z nim związanych, rodziny, przyjaciół, niszcząc także ich życie. Jak tu mówić o sprawiedliwości w sytuacji, kiedy sprawca tej tragedii pozostaje przy życiu? Czasem mam takie wrażenie, że wymiar sprawiedliwości bardziej chce dbać o interesy i dobro przestępców niż ich ofiar. Jestem pewna, że ludzi, którzy tak zdecydowanie występują za zniesieniem kary śmierci, nie dotknęła bezpośrednio tragedia związana ze zbrodnią. Myślę, że ich optyka widzenia zmieniłaby się, gdyby to ich najbliżsi padli ofiarą.
Wydaje mi się, że surowość prawa ma wpływ na skalę przestępczości. Myślę, że im prawo było bardziej restrykcyjne i bezwzględne, tym ilość przestępstw, w tym tych najcięższych, malała. Działał mechanizm zastraszenia, obawa przed najwyższymi wyrokami w przypadku wykrycia sprawców. Nie jestem zwolenniczką tego, by kaci mieli pełne ręce roboty. Uważam, że kara pozbawienia życia powinna być zasądzana w przypadkach szczególnie okrutnych zbrodni i tylko wtedy, gdy zachodzi absolutna pewność co do winy skazanego. Dzisiaj, kiedy kryminologia dysponuje dużym wachlarzem naukowych metod wspomagających śledztwo, w większości wypadków pomyłka jest wykluczona. W sytuacjach, kiedy występują jakiekolwiek wątpliwości, kara śmierci nie powinna być zasądzana.
W artykule pani Halina Bortnowska dopuszcza się klasycznej manipulacji i dużego nadużycia porównując akty ludobójstwa w Rwandzie i Jugosławii do wykonywania wyroków śmierci. Nie robi tego wprost. Nie można jednak sugerować, że ludzie, którzy są za utrzymaniem w kodeksie prawnym kary śmierci kierują się tą samą ideologią co ludzie, "którym się wydaje, że zagłada to dobry sposób na oczyszczenie świata z ludzi, którzy im przeszkadzają, tych o odmiennym kolorze skóry, innej narodowości, religii czy obyczajach". W pierwszym przypadku chodzi o wyroki wydane przez instancje powołane w celu wymierzania sprawiedliwości, po długich i wnikliwych procesach, w wypadkach szczególnych i udowodnionych. W drugim mowa jest o dzikich samosądach, które wskutek trudnych sytuacji społecznych pchają sfrustrowanych ludzi do strasznych aktów przemocy nie mających nic wspólnego ze sprawiedliwością.
Na zakończenie chciałabym spytać, jak wielu ludzi z tych, którzy walczą o zniesienie kary śmierci, naprawdę, w głębi ducha tak uważa, a na ile jest to stanowisko podyktowane przez ogólne trendy i reprezentowane na użytek publiczny? Jeśli chodzi o mnie, nie jestem "zapieczętowana" w swoich poglądach, może nawet chętnie bym je zmieniła, ale musiałaby to być decyzja absolutnie szczera, zgodna z moim sumieniem. Jak dotąd sumienie opowiada się jednak za utrzymaniem kary pozbawienia życia, w szczególnych okolicznościach, o których mówiłam, a argumenty strony przeciwnej nie przekonują mnie do zmiany stanowiska.
Renata Markowska
-
Gość: Maciej Sopyło, 85.222.87.4*
2009/10/12 01:13:17
Nie zgadzam się z argumentami p. Markowskiej. Przeciwnikiem kary śmierci jestem z przekonania. W komentarzu czytam, że takie stanowisko może być podyktowane przez "ogólne trendy" - sęk w tym, że zarówno w Polsce, jak i w wielu innych krajach, większość ludzi karę śmierci akceptuje (wolałbym o tym nie pisać, ale z faktami się nie dyskutuje). Akcja, jak ta z 10 X czy akcje pisania listów AI, czyli (znów komentarz) reprezentowanie takiej postawy na" użytek publiczny" wymaga pewnej odwagi i dziękuję za nią wszystkim, którzy na karę śmierci się nie zgadzają, szczególnie tym, którzy podejmują wysiłek, by przekonać innych - nasze wysiłki nie są próżne popierających karę śmierci ubywa, mamy też prawo myśleć, że również dzięki naszym staraniom wielu skazańców żyje.
To prawda, że ogromna większość przeciwników kary śmierci (na szczęście!) nie zetknęła się bezpośrednio ze zbrodnią, ale to argument po pierwsze, obusieczny - popierający karę śmierci również (i również na szczęście!) w większości nie doświadczyli zbrodni na bliskiej osobie, po drugie, bardzo niepewny - nikt do końca nie może wiedzieć jak zachowa się w traumatycznej sytuacji. W, moim zdaniem niechlubnej, historii stosowania kary śmierci na świecie znane są przypadki, w których bliscy ofiary nie chcieli stracenia mordercy, takie, w których się tego domagali, i takie, w których ta kwestia ich dzieliła (nieraz trwale). O cierpieniach i krzywdzie ofiar nie można zapominać, ale, jakkolwiek nieludzko to dla niektórych zabrzmi, uczucia ofiar (o ile przeżyły atak na swoją osobę) i ich bliskich nie mogą być jedynym kryterium wymierzania sprawiedliwości. Wykorzystując znane przysłowie to trochę tak, jakby pytać tonącego, czy złapie się brzytwy. Pewnie się złapie. Wiele ofiar i ich bliskich, przynajmniej w pierwszym momencie, zechce śmierci zbrodniarza. Jeśli jednak kierować się tylko tą przesłanką, to po co nam wielka zdobycz ludzkiej cywilizacji - sądy? Czy tylko po to, by wyręczać ofiary w ferowaniu wyroków na ich oprawcach? Nie, sądy wymierzają sprawiedliwość nie tylko w imieniu ofiar, ale w imieniu państwa. I biorąc pod uwagę krzywdę ofiar jako jeden z czynników, mają osądzić sprawcę przestępstwa. Fachowo, na zimno, na spokojnie. Z taką rolą sądów w dzisiejszym państwie prawa popierający karę śmierci nie mogą chyba dyskutować. A skoro sprawiedliwość wymierzają dziś niezawiśli i niezależni sędziowie - nie zgadzam się, by w XXI wieku sądy zabijały w majestacie prawa.

Nigdy nie odważyłbym się nazwać kary więzienia "śmiesznym głupstwem" (komentarz p. Markowskiej). Proszę zamknąć się na miesiąc w pokoju (najlepiej o powierzchni 3 metrów kwadratowych) - bez internetu, bez komórki, ale z telewizorem (lecz nie z 40 kanałami!), z (powiedzmy) trzema książkami, z prawem do 30-min spaceru wokół podwórka i prysznicem raz w tygodniu (warunki w więzieniach różnią się od siebie, przyjmijmy jednak takie kryteria). To nie odzwierciedli w pełni, ale przybliży sytuację więźnia. Oczywiście - więzień żyje, jego ofiara (w przypadku morderstwa) nie. Jako przeciwnik kary śmierci wierzę, że zabijanie kolejnego człowieka (mordercy) niczego nie rozwiązuje. Popierający karę śmierci nie podzielają tej wiary - proszę jednak, żeby nie nazywać kary więzienia głupstwem. Gdyby zabranie wolności było nim naprawdę, świat nie znałby większości wojen.

To nie restrykcyjność i bezwzględność prawa wpływa na poziom przestępczości, ale nieuchronność kary i szybkość jej wymierzania. Potwierdzają to badania kryminologiczne. Kara śmierci nie uwolniła USA od morderstw. (cd. w następnym komentarzu)
-
Gość: Maciej Sopyło, 85.222.87.4*
2009/10/12 01:16:29
Nie zgadzam się, że doszukiwanie się analogii między karą śmierci a ludobójstwem jest manipulacją (komentarz). W moim rozumieniu stwierdzenie, że w jednym i w drugim przypadku zalążkiem czynu jest założenie, że problem można rozwiązać przez eliminację drugiego człowieka lub grupy ludzi jest uprawnione. To, czy dokona się to na sali sądowej czy w drodze samosądów, na grupie innowierców czy morderców jest dla tej analogii drugorzędne, bo nie wpływa na jej prawdziwość. W słuszności takiego myślenia umacnia mnie komentarz p. Markowskiej a dokładnie jego fragment, który naprawdę mnie przeraził: Dzisiaj, kiedy kryminologia dysponuje dużym wachlarzem naukowych metod wspomagających śledztwo, w większości wypadków pomyłka jest wykluczona. Czy większość wypadków to kryterium, które można stosować przy ferowaniu wyroku śmierci? Co, jeśli ten choć jeden, jedyny raz sądy (przecież złożone tylko z ludzi!!!) pomylą się? Kat będzie wtedy ofiarą, bliscy kata bliskimi ofiary. Co wtedy? Jaka jest kara dla państwa, które zabiło w majestacie prawa niewinnego człowieka? Jaka jest kara dla społeczeństwa, które dla swojego dobra zabiło niewinnego? Śmierć? W sensie moralnym, chyba tak...Czym wtedy sala sądowa będzie się różnić od dzikich samosądów, które wskutek trudnych sytuacji społecznych pchają sfrustrowanych ludzi do strasznych aktów przemocy nie mających nic wspólnego ze sprawiedliwością (komentarz)? Owszem, metody współczesnej kryminalistyki ograniczają prawdopodobieństwo błędu, ale tylko ograniczają, nie wykluczają. Ich koszty sprawiają też, że nie zawsze są stosowane (np. badania DNA) a nawet tam, gdzie są stosowane robią to tylko ludzie pojęcie absolutnej pewności co do winy skazanego (komentarz) pozostaje więc nieostre.

W roku 1956, wręczając dokument rehabilitacyjny rodzinie pewnego więźnia zamordowanego w majestacie prawa w okresie stalinizmu, prokurator powiedział, że wolałby oddać go żywego. Czy popierający przywrócenie kary śmierci potrafią wyobrazić sobie taką sytuację i wziąć za nią odpowiedzialność, nawet, jeśli szansa na jej zaistnienie jest minimalna? Ja - nie.