Kliknij w okładkę poniżej i dowiedz się o "Co to, to nie". Nowa książka Haliny Bortnowskiej z przedmową Adama Michnika i posłowiem Jerzego Sosnowskiego: "Co to, to nie. Myślennik Haliny Bortnowskiej", książka, która może stanowić początek istotnej debaty o tym, jak nie wykluczać i jednocześnie trzymać standardy
W sprzedaży są jeszcze ostatnie egzemplarze poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki: Książka "Wszystko będzie inaczej"
Książka nie tylko na Adwent
--- Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest. Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie. Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje. |
Blog > Komentarze do wpisu
O SPOŁECZEŃSTWIE OBYWATELSKIM - ŹRÓDŁA SŁABOŚCIMoim zdaniem "Debata" w Fundacji Batorego (8 luty 2010) nie była wymianą myśli ani konfrontacją przekonań na temat "Społeczeństwa obywatelskiego".
Nie bez wpływu wybranych przez organizatorów panelistów zmieniła się w seminarium z zakresu socjologii, nie tyle doktoranckie, co wręcz doktorskie. Było to przedsięwzięcie sensowne, pożyteczne, ale inne niż oczekiwałam. Właściwie - poza krótką wypowiedzią profesora Wiktora Osiatyńskiego - nie mówiliśmy o rzeczywistości społecznej, ani o zjawiskach, które dziś dają do myślenia, lecz bardziej o tym, co dzieje się w socjologii czy wśród socjologów. Tekst Agnieszki Graff, a tym bardziej jej wypowiedź w panelu, nie okazały się właściwym zagajeniem dyskusji, bo nikt nie chciał czy też nie potrafił do tego bodźca nawiązać. W dniach poprzedzających tę debatę postawiłam sobie pytanie, którym chcę się podzielić, próbując też zarysować kierunek poszukiwania odpowiedzi. JAKIE SĄ ŹRÓDŁA SŁABOŚCI SAMOORGANIZACJI W POLSCE DZISIEJSZEJ? Źródła na pewno starsze, nie zamknięte w obecnym stanie rzeczy. Staram się wskazać te źródła tak jak potrafię - w świetle własnego doświadczenia organizacyjnego i pedagogicznego. - Dlaczego idzie nam gorzej niż by mogło iść? Co przeszkadza od wewnątrz, co mi psuje robotę i podobnie psuje innym; co sprawia, że działania dobrowolne, działania z wyboru, w grupach, ruchach czy organizacjach zamierają - ludzie tracą poczucie sensu swego zaangażowania? Dlaczego tak dzieje się jakby coraz częściej? A start nowych inicjatyw pali na panewce? Nie zawsze, ale niepokojąco często.
Nie jestem naiwna. Wiem, że to zjawisko ma wiele przyczyn, jak umieranie na chorobę nowotworową powodowane jest przez splot czynników. Na konferencji ktoś napomknął o naprawdę ważnej przyczynie słabości, którą się martwimy. Byt determinuje możliwości: wciąż mamy w Polsce silny, szeroko rozlany deficyt zarobków i co za tym idzie - czasu wolnego. Mało kogo stać na pracę za darmo albo opłacaną poniżej możliwości zarabiania w firmach. Na czas wolny pracuje się u nas długo i usilnie (podobnie jak na mieszkanie). Autentyczne ruchy i organizacje tworzone dla pożytku publicznego opierają się na zasadzie wolontariatu, rozumianego w sensie ścisłym lub takiego, że zaangażowany uczestnik pracuje w wybranej organizacji za pensję do 10., 15. czy 20. dnia miesiąca, a reszta czasu oferowana jest nieodpłatnie, wbrew własnym interesom. W takiej sytuacji trudno liczyć na konsekwentne, systematyczne działania. Dominują zrywy i mobilizacje wyjątkowe. *** Niestety mam poczucie, że zwracając uwagę na te aspekty zagadnienia pozostaję na jego powierzchni. Słabość samoorganizacji w istocie wiąże się z innym aspektem polskiej deprywacji. Bylibyśmy bardziej zdolni do działania, gdybyśmy potrafili okazywać zaufanie, liczyć jedni na drugich, być bardziej odważni w powierzaniu odpowiedzialności i w dzieleniu się wpływem na rzeczywistość. Społeczeństwo z poważnym deficytem zaufania w gruncie rzeczy aprobuje władzę podejrzliwą, usiłującą zapobiegać przestępstwom przez mnożenie zakazów, nakazów i formalności. Obawa przed korupcją i chęć eliminowania jej przez kontrolę administracyjną prowadzi do zaniku spontaniczności i do paraliżu inicjatyw. Przypomina mi to obawę przed "wtykami", przed infiltracją agentury w działania opozycyjne w stanie wojennym. To ograniczało zasięg grup opozycyjnych do struktur kanapowych, a przed infiltracją i tak nie chroniło. Atmosfera nieufności raczej sprzyja popieraniu tylko "swoich", a nie otwartości i gotowości do współpracy. *** Wreszcie to, co uważam za najbardziej znaczące: od przedszkola wychowujemy kolejne pokolenia młodych w duchu konkurencji, a nie współpracy. To konkurencja ma mieć błogosławiony wpływ na wszystko, na sensowność, zasięg i skuteczność projektów. Chcąc zwyciężyć w konkurencji zdobędziesz się na więcej. Rezerwując więcej dla siebie (albo dla swoich), strzegąc się udostępniania swoich zasobów innym działającym, zdobywasz punkty. W życiu organizacji non-profit zaczyna obowiązywać swoista "tajemnica handlowa". Wiedzę na temat "na co naprawdę dają" oraz "kto daje", należy trzymać pod kluczem, podobnie jak w biznesie orientację w kwestii popytu i podaży. Duch konkurencji ogranicza współpracę i zdolność koalicyjną organizacji. W konkurencji nieraz wybitne osiągnięcia mają dyktatury nie cofające się przed demoralizacją, wyzyskiwaniem i upokarzaniem ludzi. *** Proszę przyjrzeć się poniższemu zestawieniu. Przesunięcie w stronę "współpracy" daje szanse silnej samoorganizacji; dominacja "konkurencji" upodabnia działanie społeczne do obsługi, jaką oferują korporacje. Czy słusznie tak to widzę? Wcale nie jestem pewna. W praktyce chyba najważniejsze jest unikanie jednostronności, przesady - szukanie drogi środkowej. Chciałabym, żeby się nad tym zastanowili także sponsorzy, zwłaszcza instytucjonalni, zdolni do działań długofalowych, kształtujących przebieg samoorganizacji. KONKURENCJA --- WSPÓŁPRACA PLAN --- REAKCJA NA POTRZEBY "FIRMA" --- ZESPÓŁ ZADANIOWY KADRA --- MOBILIZACJA PREZENTACJA --- EWALUACJA SPECJALIZACJA --- IMPROWIZACJA "PRZETARGI" --- "KONKURSY" DYSPOZYCYJNOŚĆ --- INICJATYWA ZAMÓWIENIA --- POMYSŁY czwartek, 11 lutego 2010, halina.bortnowska
|