To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

Blog > Komentarze do wpisu

Moich aktualnych 7 „co to, to nie”

Moich aktualnych 7 „co to, to nie”: dla wydmuszek, prześladowców, posłuszeństwa władcom, niedialogicznych kampanii, wrogiego ziela i...

1. Nie dla marginalizacji solidarności. Nie zgadzam się na marginalizację obecności chrześcijaństwa w świecie współczesnym, a szczególnie w jego części Polski. Polska - choć nie tylko ona - to pole, w którym zakorzenione są moje najważniejsze doświadczenia, przede wszystkim udział w Solidarności. A może raczej w solidarności, czy też w tym, co można zawrzeć między wielką a małą literą; bo chodzi mi tak o fakt historyczny, o miliony odpowiadające na hasło w 1980 roku, jak i o koncept, o przekonanie, że o to właśnie musi chodzić (to jest, czy byłaby obecnie taka na to hasło odpowiedź).

2. Nie dla wykluczania. Jednym musi chodzić o drugich, o to by żyć z nimi nie bez słabszych, nie bez innych, nie bez zrazu obcych. Nie bez starych, nie bez młodych. Z tymi, co dziecinni i z tymi, których chcemy począć. Nie bez ateistów, nie bez wierzących tak - a również inaczej.
Tego pragnę, na to chcę postawić, na to, co między S/s jakoś wcielone, tylko nie w „lidera”, lecz w szczegółowe, konkretne działania, w których urzeczywistnia się zasada „nie dla zysku”. To znaczy nie dla zysku mojego czy naszego, lecz wspólnego z całością. Ta „całość” może być tylko LUDZKA, a każdy inny jej zakrój byłby kaleki, skoro bylibyśmy amputowani jedni od drugich, choćby nieznanych.
Udział w Sierpniu'80, w wydarzeniach tego czasu, te wspomnienia wciąż mnie przekonują, że to mogłoby być możliwe.

3. Nie dla wydmuszek. Ten tekst prosto ze snu wylał się na papier. Zawarty w nim patos, obłędna nadzieja, że jednak... w gruncie rzeczy mnie zawstydza. Ale innego źródła napędu nie znajduję. Wszędzie pełno wydmuszek, wydawania się. A w tym trzeba by naprawdę być, nie prowizorycznie.

4. Nie dla posłusznego podążania za władcami. Nie zgadzam się, by Kościół Rzymsko-Katolicki i inne Kościoły wywodzące się z Ewangelii Jezusa Chrystusa miały na zawsze wyrzec się jej społecznego sensu. Może potrzebny jest kolejny sobór nawiązujący do Jerozolimskiego (Dz. Ap. 15, 1-33), kiedy decydowano, czy Ewangelia ma zostać w obrębie żydowskiej wspólnoty i okazało się, że wolą Ducha Świętego i naszą jest wyjście w świat. Może współcześni chrześcijanie zdołaliby z Duchem Świętym udźwignąć taki ciężar i uznać prawdziwy koniec podążania za władcami żądającymi posłuszeństwa, koniec chowania ołtarzy za tronami.

5. Nie dla niedialogicznych kampanii. Problem jest w tym, że Kościół sam się marginalizuje. Dzieje się tak masowo mimo pewnych elitarnych prób idących - jak się wydaje, jak staramy się mieć nadzieję - w innym kierunku.
Myślę o próbach inspirowania dialogu, niestety o ile słabszych od zupełnie niedialogicznych kampanii typu contra-gender czy przeciw-in-vitro.

6. Nie dla Kościoła-prześladowcy. Co to, to nie! - nie godzę się na to, czuję się zgorszona, skrzywdzona, oburzona ilekroć widzę, że religia jest szerzona czy broniona kosztem ludzi wierzących czy niewierzących, którzy widzą w religii coś szlachetnego, strefę wolną od najgorszych przejawów znieczulicy, pychy i zagarniania pod siebie. A przede wszystkim od praktykowania pogardy, hejtu i mobbingu.
A więc ludzie Kościoła powinni trzymać się z daleka od tego, co może ich wciągać w role prześladowców. Sprawiedliwość, którą bracia wymierzają braciom, może być tylko naprawcza. Jeśli coś chcemy wynagrodzić Miłosiernemu Bogu, to znajdźmy ludzi, których krzywdę może dałoby się jakoś opatrzyć, zacząć proces gojenia ran.

7. Nie dla wrogiego ziela. Co to, to nie - nie może być tak, by społeczeństwo ćwiczyło się, w naszej obecności, jak żyć w okopach, unikając kontaktów, z których miałyby wynikać jedynie szkody.
Polska to wciąż jeszcze ugór, który powoli zmienia się w łąkę, ale wśród ziół pełno jest wrogiego ziela zwanego „barszczem”. Nieprędko uda się je wyplenić, nie wcześniej niż staniemy do tego razem. 

poniedziałek, 27 lipca 2015, halina.bortnowska

Polecane wpisy

  • KANDYDAT KAROL?”

    W tych dniach ktoś mi zwrócił uwagę na bardzo szczególny billboard. Pomysłodawcą i wydawcą jest Instytut Myśli Jana Pawła II. Hasło – mniej więcej takie &

  • CO TO, TO NIE

    W audycji radia TOK FM nagle słyszę swoją ulubioną pieśń kościelną „Kiedy ranne wstają zorze”. Po swojemu, pięknie, statecznie śpiewa Bernard Ładysz

  • Ja się tego wyrzekam

    Od wielu lat uczestniczę działaniach grupy „Horyzont – przeciw karze śmierci”. Grupa wyrosła z inicjatywy młodych ludzi zaangażowanych w kwest