To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

Blog > Komentarze do wpisu

Komitet

"Nie palcie Komitetów, zakładajcie własne!" To kiedyś Jacek Kuroń. Co to jest „komitet”? Każdy może użyć i nadużyć nazwy. Nie wiem, czy liczni są ci, którzy zastanawiają się nad nią. Czym Komitet różni się od partii, związku, stowarzyszenia czy klubu?

Komitet to moim zdaniem szczególna grupa zadaniowa. Tworzony w określonym, raczej krótkoterminowym celu, wokół zadania do wypełnienia. Nie powinno to być zadanie egocentryczne - skupione na grupie, która coś realizuje dla siebie. Niby można sobie wyobrazić „komitet obiadowy”, złożony z kucharzy, kelnerów i konsumentów. Zadanie jest wykonane, gdy wszyscy wypełnią swoje role: ugotują, podadzą, zjedzą. Oczywiście, można nawet rozważyć kontynuację - perspektywę następnego posiłku.

Myślę jednak, że komitet jest instytucją zadaniową, docelową i skierowaną na zewnątrz. Nie powinien istnieć, by istnieć, ani służyć komuś za narzędzie do celów osobistych, partykularnych. To byłaby alienacja, przywłaszczenie sobie bytu, który jest przyporządkowany innemu celowi. Komitet obiadowy nie powstaje po to, by najedli się jego członkowie. Potrzebuje natomiast refleksji nad rozwojem własnym i rozwojem tych umiejętności swoich członków, które służyć mają szerszej społeczności.

Komitety są różnie zabarwione, mają różne style i konfiguracje działania. Wyrastają z czyjejś odrębnej inicjatywy, jakby na ugorze. Albo w oparciu o instytucję – aby ją wspomagać, ale często - by przeciw niej występować.

Teraz powstał KOD. I jest przykładem aktywnego komitetu.

Widzę podobieństwo KODu do komitetów rodzicielskich. Nie tych służalczych, zdominowanych przez grupy interesów, ale tych  krytycznych, buntowniczych, w których chodzi o szansę rozwoju, pogłębiania dojrzałości, brania losu we własne ręce. O trwanie przy właściwych aspiracjach, sprzeciwie wobec perspektywy rezygnacji.

W następnych tekstach - o tym, jak rozumiem pojęcia "obrona" i "demokracja".

piątek, 18 grudnia 2015, halina.bortnowska

Polecane wpisy