Ostatnie wpisy
Zakładki:
Animuję, publikuję
Blogi
Już - jeszcze nie
Kliknij w okładkę poniżej i dowiedz się o "Co to, to nie". Nowa książka Haliny Bortnowskiej z przedmową Adama Michnika i posłowiem Jerzego Sosnowskiego: "Co to, to nie. Myślennik Haliny Bortnowskiej", książka, która może stanowić początek istotnej debaty o tym, jak nie wykluczać i jednocześnie trzymać standardy
W sprzedaży są jeszcze ostatnie egzemplarze poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki: Książka "Wszystko będzie inaczej"
Książka nie tylko na Adwent
--- Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest. Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie. Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje. |
wtorek, 24 stycznia 2012
Antyfona: Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu ziemio cała. * Przed Nim kroczą majestat i piękno, * a potęga i blask w Jego świątyni. [Ps 96(95),1.6] Prorok Jonasz przez trzy dni przemierza Niniwę, prawdziwe, duże miasto. Trzy dni - tyle zwykle trwają rekolekcje, misje, dni przypomnienia o drodze, którą wybraliśmy. To dobra droga, ale odstępstwo od niej grozi niebezpieczeństwem. To droga wąska, wiodąca między manowcami, zapadliskami i przepaściami. Jonasz upomina z proroczą siłą, którą na próżno usiłują imitować współcześni nam kaznodzieje. Jonasz woła - może od pewnego dnia coraz słabszym głosem - "Jeszcze czterdzieści dni błądzenia - i zobaczycie gruzy swego miasta - więc nawróćcie się teraz!". Powrót na wąską drogę to sprawa pilna. To nie przestaje być prawdą, chociaż Pan jeszcze nie dopuszcza do klęski, powodowany swoją litością [Jon 3,1-5.10]. ---------------- Nadchodzący Wielki Post wydaje się już promieniować na tę niedzielę. List do Koryntian [1 Kor 7,29-31] przedstawia duchowy kształt wąskiej drogi chrześcijanina. To tekst delikatny, subtelny, daleki od retoryki walki i wyboru skrajności. Myślę, że chodzi o rachunek sumienia: czy bez reszty żyjemy tym, co nas ogarnia z zewnątrz? Czy bez reszty pochłaniają nas troski i satysfakcje płynące z tego, co "doczesne", co trwa do czasu (jeszcze czterdzieści dni!). Apostoł nie żąda, aby to wszystko porzucić, aby doczesność przestała się liczyć. On tylko wzywa do zaczerpywania oddechu: pozostańmy tymi, kim jesteśmy, ale jednocześnie stawajmy się jakby już kim innym, nowym człowiekiem mocą chrztu. A więc mamy nie zanurzyć się w doczesności, raczej lekko wystawać ponad nią, przyjąć cząstkę wolności: ... Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, tak jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. PRZEMIJA BOWIEM POSTAĆ TEGO ŚWIATA. O przemijaniu świata mało pamiętamy, chociaż niejedno wskazuje właśnie na przemijalność. *** Rybacy w swoich łodziach, przy robocie [Mk 1,14-20]. Myślę, że pracują sprawnie, szybko, z wprawą. Sortowanie ryb, naprawa sieci. Towarzystwo, inni rybacy, grupa nawykłych do pilnej roboty. Ale ci wybrani, przyszli apostołowie słysząc wezwanie Jezusa, tym razem zdecydowane, wezwanie do przyszłości INNEJ, niż ich rybacka teraźniejszość. Wstają, pewnie obcierają ręce o to, w co są przyodziani, idą. Teraz zostawiają wszystko. Całkowicie wyzwalają się z pogrążenia w swoim fachu. Będą jeszcze wiosłować i łowić, ale nie tak jak dotąd. "Rybacy ludzi", siewcy nawrócenia, wędrownicy Ewangelii, mogą czasem złowić kilka świeżych ryb, nawet pełną sieć - ale nie przylgną do tej zdobyczy, zostawią je innym, tyle, że upieką kilka na ognisku, kilka wezmą ze sobą, aby było co rozmnożyć cudem dla tysięcy. *** Modlitwa tej niedzieli i czasu, który ona wyznacza. Myślę, że to prośba o to, by wybór wąskiej drogi ukształtował wnętrza ludzi, by nie stali się obcy światu, w którym żyjemy, ale nie byli w nim uwięzieni i zniewoleni. Będziemy mieć czterdzieści dni na przemyślenie wezwania i przyjęcie. Wszechmogący, wieczny Boże, kieruj naszym życiem według swego upodobania, † abyśmy w imię umiłowanego Syna Twojego * mogli obfitować w dobre uczynki. ...
wtorek, 17 stycznia 2012
Antyfona: Niechaj Cię wielbi, Boże, cała ziemia i niechaj śpiewa Tobie, * niech wysławia Twoje imię, o Najwyższy. [Ps 66(65),4] Od dawna wracam do historii młodego Samuela i jego wychowawcy - kapłana Helego [1 Sm 3,3b-10.19]. To tekst niejako patronalny dla żyjących w układzie młodość-starość; ktoś, kto wchodzi na drogę życia w duchu służby, chce taką drogę wybrać - i drugi człowiek, który dobiega kresu, wierząc, że wybrał dobrze, warto iść tą drogą. Heli śpi lekkim snem starca. Samuela budzi głos, który wydaje się głosem Helego. Może Czcigodny potrzebuje jakiejś usługi. Samuel wstaje, podchodzi do Helego - pyta, pewnie szeptem: "wołałeś mnie, jestem..." Heli odsyła go: "Idź, śpij". Sytuacja się powtarza. Znów ktoś woła Samuela, jakby głosem nauczyciela. Heli, znający życie duchowe, domyśla się: to Pan woła Samuela. Więc stary prorok poucza chłopca: Jeśli znów usłyszysz ten głos, odpowiedz "Mów, Panie, sługa Twój słucha". Tak się dzieje, Samuel, jeszcze prawie dziecko, słucha wiernie, ani jedno słowo Pana nie ginie w pyle drogi, nie pada poza serce słuchającego. *** Nie dorastamy do biblijnych postaci, ale możemy się w nie wczuwać, a przez to prosić o wstawiennictwo. Kiedyś bliski mi był Samuel. A teraz Heli. Chciałabym umieć powiedzieć w porę: Otwórz serce na ten głos, na prośbę i zaproszenie, wobec którego stoisz. Warto! Naucz się mówić, że słuchasz. Nie czekaj na okoliczności niezwykłe, na burzę i szum wiatru. Najcichszy głos, znak - po prostu sens sytuacji, o której myślisz budząc się w nocy - to już może być wezwanie. Piszę to z przekonania i z wahaniem, bo nie chcę zachęcać do kierowania się w życiu rzekomymi znakami z wysoka. Mamy wybierać to, co należy kierując się najwyższym darem, rozumem, odpowiedzialnością, wyrokiem sumienia. To nie przekreśla prawdy odpowiedzi: "Mów, Panie". Jest w tym tekście jeszcze jedna nauka. Pan nie ustaje w swoim wzywaniu Samuela. Nie zraża Go fakt, że chłopiec przede wszystkim chce spełnić swój obowiązek ucznia, usłużyć nauczycielowi. Samuel wszystko zawdzięcza doświadczeniu Helego, jego mądrości i wierności. Heli wie, kto woła Samuela, bo należy do rozmawiających z Panem. "Czy chcesz? Jeżeli chcesz..." To są święte pytania. Odpowiedź TAK obejmuje to samo, co odpowiedź na pytanie chrzcielne. Nie ma tu czytania wróżebnych znaków. *** Ten sam motyw powraca w Ewangelii Janowej [J 1,35-42]. Dwaj uczniowie Chrzciciela znajdują Mesjasza, bo idą za słowem swego pierwszego nauczyciela "Oto Baranek Boży...". Jest w nich tęsknota, potrzeba - ale też determinacja: iść za tym, co Nauczyciel wskazuje. Dzielić się tym, co się odkryje.
czwartek, 12 stycznia 2012
Spośród nas znikła osoba, będąca szczególnie istotnym i głęboko uczciwym świadkiem losu własnego pokolenia - profesor Hanna Świda-Ziemba. Dla mnie - w szczególny sposób koleżanka - pozostanie przede wszystkim autorką "Urwanego lotu" - jedynej w swoim rodzaju monografii ukazującej losy młodzieży inteligenckiej dobijającej do matury w latach 1948-1949. To była jej klasa i moja. Bez tej książki o wiele trudniej byłoby mi zrozumieć siebie i to, że różne moje przygody duchowe i myślowe wcale nie były bez odpowiedników w życiu nieznanych mi ludzi. Panią Profesor poznałam osobiście w kręgu Teresy Torańskiej i jej prób tzw. "sądów", analiz różnych aktualnych wydarzeń poruszających naszym poczuciem sensu i sprawiedliwości. Podziwiałam jasność sądu i wstręt do uproszczeń, przejawiany przez profesor Świdę-Ziembę. Była wrogiem stereotypów, umiała pokazać, skąd się biorą, co ułatwiają, a czego pozbawiają. Będzie nam jej brak, ale koniecznie trzeba wracać do tego, co zdążyła napisać. Niech się to nie marnuje, niech jej głębokie, sprawiedliwe oceny uczą, jak patrzeć i odważnie mówić, co się widzi. Antyfony dla obu świąt: Ze święta Oto przybył Pan i Władca, * a w Jego ręku królewska władza i moc, i rządy. [por. Ml 3,1; 1 Krn 29,12] Z niedzieli Gdy Jezus został ochrzczony, * otworzyły się niebiosa * i Duch Boży jak gołębica zstąpił na Niego, * i zabrzmiał głos Ojca: "Ten jest mój Syn umiłowany, * w którym mam upodobanie". [por. Mt 3,16-17] W ciemności wielka potrzeba, by towarzyszyło nam światło, choćby małe światełko gasnącego knotka. Proszę - Panie, nie dopuść, by zgasło. Święto Epifanii i następująca po nim niedziela zachęcają do kontemplacji, do rozważania i oglądania faktu, że Bóg Niepojęty i tajemniczy odsłonił nam Siebie. Mesjasz, Bóg-Człowiek, Jezus jest obrazem Boga. Bóg jest taki, jak On, nie inny. Stół Słowa ukazuje tę możliwość, by w Jezusie widzieć Niepojętego. Jak to dobrze i jak to ważne, że mamy dostęp do tego stołu. Wszystko, co na nim Kościół umieszcza, jest nasze. Jestem przekonana, ufam, że może już niedługo zobaczymy błogosławione skutki reformy liturgii związanej z Soborem Watykańskim II. Gdybyż była ona nastąpiła wcześniej, już mielibyśmy ze dwa pokolenia katolików lepiej znających Ewangelię i czytających ją również w świetle Proroków. Kto naprawdę chce znać Jezusa i przez Niego, w Nim, ma też świadomość, jaki jest Bóg - niech czyta Izajasza [Iz 42,1-4.6-7]. Postać Mesjasza ukazywana przez Izajasza niesie w sobie blask, za którym tęsknimy. To taki Jezus powiedział ludzkości, kto jest bliźnim; taki Jezus pisał na piasku przygotowując ocalenie oskarżonej przed Nim kobiety. Kiedyś odprawiający Mszę świętą kapłan w pośpiechu recytował łacińskie teksty - wierni mogli je przeczytać co najwyżej w "Mszaliku Niedzielnym", jeśli go posiadali. Teraz tekst może być odczytany tak, że konfrontuje wiernych ze swoją treścią. Myślę, że to ważne. Czytajcie z otwartymi oczami serca. Nasza wyobraźnia pełna jest obrazów Jezusa, tworów świeżej daty lub jeszcze nawet z dziewiętnastego wieku. Czekam na obraz inspirowany tekstem Izajasza. Takim się nam objawił nasz Mesjasz. Jest obecny w ikonie czuwającego nad gasnącym płomykiem. Miłość czuwa. W tekście Izajasza jest wiele zdań dyktujących kształt ikon. Dla waszych opisów jest tu u mnie miejsce! Dla wygody, by nie odkładać oglądania sercem - oto tekst: [Iz 42,1-4.6-7] To mówi Pan: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności. *** Jezus Izajasza i Jezus Ewangelistów. To jak ten sam przyjaciel w relacjach różnych przyjaciół. Ten Sam, oczywiście ten sam - jak stwierdzamy z radością. Jednak jakby inny. Powołując uczniów na świadków nie odebrał im władzy widzenia i przywoływania po swojemu. Warto ożywić w sobie nieco zapomnianą i zaniedbywaną wdzięczność dla świadków. Obejmujmy nią Ojców wiary, Patriarchów i Proroków, spośród których twórcami ikony Mesjasza chyba najwyraźniej byli ci wielcy: Jeremiasz, Ezechiel oraz Izajasz. Skoro ta niedziela otwiera korowód niedziel "zwykłych", poświęconych poznawaniu Jezusa, niech nam świeci czytany dziś tekst i imię Izajasza. Syn Człowieczy strzeże gasnących płomyków. Pan świecących nam gwiazd i dalekich słońc pochyla się nad naszym przygasającym ogniskiem. CDN?
niedziela, 08 stycznia 2012
Antyfona do dziś śpiewanego psalmu [Ps 67,2-3.5.8] niech posłuży za motto życia i samorekolekcji w tym rozpoczynającym się roku 2012. BÓG MIŁOSIERNY NIECH NAM BŁOGOSŁAWI. Potrzebujemy Miłosiernego. Wszyscy. I ja i Wy, drodzy bliscy i dalecy. Niech nam błogosławi Ten, kto wieńczy swoje własne dary. Dary już zakorzenione, rosnące w nas, choć przewyższają to, czym i kim jesteśmy. Bóg Miłosierny, jednający nas ze Sobą mimo wszelkich uszczerbków naszego oddania, naszej miłości ku Niemu. Miłosierny Naprawca, nie rezygnujący z człowieka, którego stworzył i ocalił, wciąż ocala, pozwalając nawet o tym nie pamiętać, pragnąc wdzięczności nie przyćmionej wstydem, całej tryumfalnej. Nowy Rok to tylko umowa - że właśnie teraz się zaczyna. Nawet nie wszyscy otwierają nowe kalendarze. A jednak ta noc zmiany daty jest wspólnym przeżyciem ludzkości. Miłosierny niech nam błogosławi... Powtarzając te słowa otwieramy przed Bogiem swoje wnętrze: jest tam pragnienie dobra, które Bóg daje (wielu dóbr rozmaitych i każdy myśli, czego mu brak), a ponadto, albo przede wszystkim, ożywiamy w sobie więź z samym Bogiem, niepojętą, a przywoływaną, ożywianą tym wezwaniem. "Błogosławiąc" Bóg łączy nas ze sobą. Nie można sobie tego wyobrazić, bo Ten, kto nas przygarnia i uszczęśliwia, jest niepojęty. Ośmielając się prosić o błogosławieństwo mamy oparcie w nauczaniu Jezusa, w Jego lekcji modlitwy, lekcji uroczystej, będącej spełnieniem Obietnicy i misji Mesjasza: mówcie "Ojcze nasz..." *** Na Nowy Rok - na wyznaczony sobie odcinek drogi, prosimy: Bóg Miłosierny niech nam błogosławi... Tymi słowami błogosławimy - czyli życzymy szczęścia. Prosimy Boga o szczęście dla was, dla nas wspólnie [por. Lb 6,22-27]. Dobrze stanąć z tą prośbą w ciszy, pod gwiazdami, gdy na twarze spadają nie wiadomo skąd przywiane płatki śniegu. *** Z tym obrazem harmonizuje myśl z listu do Galatów [Ga 4,4-7]. Pełnia czasów! Boże Narodzenie, Wcielenie, Syn Słowem Ojca. Jeszcze raz nazwę Go moim ulubionym tytułem: Autor Przypowieści o Miłosiernym Człowieku i o powszechności tytułu i o powszechności praw "bliźniego" czyli współczłowieka. W Jego misji Pełnia Czasów, aż po dzień dzisiejszy, po jutro nieznane, niepewne: zawsze Pełnia Czasów. Nie wychodzimy spod kopuły tej Pełni. Cokolwiek to znaczy, ta wiedza jest dana jako pociecha. *** Łukaszowa Ewangelia [Łk 2,16-21] o Narodzeniu tylekroć opowiedziana w kolędach. Może ktoś - na przykład jakieś dziecko nie uczące się "religii" - pomyśli na zawartą w nich opowieścią, proklamacją Pełni Czasów, Światłości Mesjasza od Boga - cokolwiek to znaczy? Może spytają "Ach, ubogi żłobie, cóż ja widzę w tobie?" Co widzę w tej "maleńkiej osobie", w tej i w każdej, tym bardziej, im mniejsza i bardziej nam powierzona? To jeszcze rzecz jedna: pełnia czasów i ubóstwo. Może znajdujemy się pod kopułą Pełni czasów, ale z samego brzegu, bo ciągle zbyt ważne jest to, co mamy, a tu trzeba być tym, czym się jest, bez nadrabiania posiadaniem rzeczy i władzy? Co nas odpycha, odgradza, oddziela od świetlistej Pełni? Ubodzy już Go witają, mało co mając poza zaszczytem witania. A my z tobołami i berłami, to później.
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Zaczynałam już żałować, że mój Myślennik nosi tytuł „Co to, to nie”. Potrzebujemy optymizmu. Może by go nazwać „Ależ tak!”, na przykład od roku 2012? „Nowy roczek” przedstawiany jako dzidziuś – ale tego roku wszyscy się boją. Jak on tego dokonał? – pyta Wichajster w TP.
Zanim się zaczął, już pod znakiem „co to, to nie”. Mój gniew – „oburzenie” to za mało! – budzi pewne zjawisko całościowe, generalna postawa beztroski wobec osób najsłabszych, bezradnych. Dzieje się taj, jakby rządzący nie zdawali sobie sprawy z tego, jak łatwo naruszyć poczucie bezpieczeństwa i że nieprędko da się je przywrócić nawet jeśli sytuacja ulegnie zasadniczej poprawie. To, co się raz zdarzyło, może zdarzyć się znowu. Prawa i porządek nie są gwarantowane. Najpierw wstrząsy związane z dostępnością niezbędnych leków – kwestia ceny, lekarzy, którzy mogą nie dać recepty. Nie wydaje się, by autorzy reformy układów pomiędzy NFZ, a producentami i dystrybutorami leków brali pod uwagę przeżycia, możliwości adaptacji i brak lub wąski zakres tych możliwości u bardzo wielu pacjentów. Głównie tych pod wielu względami „wykluczonych”. Skoro wykluczeni, to nie trzeba się z nimi liczyć. Sami nie potrafią wywołać szumu wokół swojej tragedii. Nikt się o nich nie upomni w sposób przemawiający do ogółu czy osób wpływowych. Na całe szczęście rządzących wykluczeni nie potrafią zainteresować swoim losem ani prasy, ani telewizji. Ich oparcie w III sektorze (organizacji pozarządowych) jest wątłe. Kontakt z nimi sporadyczny i płytki. Im gorsze położenie, tym mniej szans na to, by było wzięte pod uwagę. „Pomoc” w wielkiej mierze oznacza poddanie się decyzjom prowadzącym do dalszego zredukowania prywatności i możliwości decydowania o sobie. Tomy można by napisać na ten temat, ale kto by je czytał? W tej chwili jest do ogarnięcia kolejna sprawa, kolejne zagrożenie, czy też już wyrządzona krzywda. Nastąpiła redukcja kwot przeznaczonych na „opiekę społeczną”. Przestają więc obowiązywać prawa nabyte (czyli w tym przypadku już przyznane, kształtujące obecną sytuację. Osoba dotąd korzystająca z usług opiekuńczych codziennie (czasem osoba trwale leżąca) będzie miała te usługi rzadziej, na przykład raz w tygodniu. Innej osobie, w lepszym stanie, odmówi się ich całkowicie. W wyniku tych zmian spore grono osób będzie musiało przeorganizować swoje życie. Nie tylko sam pacjent (pożal się Boże „podopieczny”), ale i inni odpowiedzialni, a mało zasobni ludzie. Mało realistyczne, krępujące i upokarzające są próby oczywiście nieodpłatnego przerzucenia ciężarów opieki na sąsiadów. Pewne usługi muszą być wykonywane profesjonalnie, aby były znośne dla chorych. Myślę, że decydenci wprowadzając „oszczędności”, to znaczy skąpiąc na opiekę, starannie unikają wyobrażania sobie, co to będzie w praktyce oznaczać. Nie próbują postawić siebie czy swoich bliskich w sytuacji, jaką stwarzają dla innych. Szczególnie bolesne to się staje na tle lekkomyślnych wydatków na tzw. „promocję” czy „reprezentację”, poniekąd także na widowiska sportowe, cenione, wielbione przez pewne grupy obywateli, ale nie konieczne, będące luksusem, zasłanianym pozornym zyskiem dla kraju. Obawiam się, że ten zysk w przeliczeniu na podatki nie pokryje nawet kosztów wymieniania murawy na boiskach. Fundujemy widowiska sportowe kosztem potrzebujących pomocy. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? Trzeba za to nie tylko przeprosić, lecz szybko co się da naprawić. A może sytuacja już się zmieniła? Leki są dostępne, opieka przywrócona? Gdyby tak było, to świetnie! Ale musimy tak czy owak pamiętać, że dni niepewności były niepotrzebnym, szkodliwym pasmem złych myśli, upokorzenia, bezsilnego gniewu. Suma zaufania skurczyła się. Będzie trudniej robić swoje „Co to, to nie”.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Trochę powtórzę myśli wykorzystane w mediach, ale tu będą one miały więcej swobody, bo czas nie nagli tak bardzo. Myślę więc, że w życzeniach najważniejsza jest życzliwość. Prawda przełamywania się opłatkiem jest w tym, co zdołamy w sobie wzbudzić, albo co czujemy stale, choć nie zawsze dość usilnie staramy się wyrazić. Z opłatkiem w ręce może łatwiej przeprosić. A usłyszenie słowa "przepraszam" może być wielkim pragnieniem osoby, do której się zbliżamy, niepewnie, z wahaniem. Odwagi! Odwaga to coś bardzo poręcznego, coś, co musi tkwić w nas w taki sposób, by służyć na pierwsze zawołanie. Opłatek ma pomóc w zbliżeniu; dla wierzących jest znakiem, że w imię Nowonarodzonego mam odwagę. Niewierzący potrzebują jeszcze więcej odwagi, by posłużyć się tym symbolem, a przecież - tak sądzę - mają do tego ludzkie prawo. To nie sakrament, do którego Kościół ogranicza dostęp. Opłatek to chleb, cień chleba do podzielenia się z bliźnim (czyli sąsiadem). Opłatek ma głęboki związek z autorem przypowieści o Samarytaninie, ratowniku ponad podziałami. Do tego rdzenia Ewangelii każdy może sięgnąć, niczego nie udając i nie wymuszając, czy to na sobie, czy na bliźnim. Martwi mnie, ale też cokolwiek dziwi deklaracja człowieka mieniącego się ateistą: "opłatek - nie!". "Tak" wobec symbolu pojednania i życzliwości jest mi potrzebne, uwalnia z rytualizmu i zawłaszczania tego, co ludzkie przez mało-ludzko pojętą religię. Proszę nie deklarować, że "NIE". *** "Wobec Świąt". Już się przecież zaczęły. Za chwilę będziemy pogrążeni "w Świętach", wewnątrz ich odprawiania. "Odprawiać" czyli wykonywać coś transcendentnego wobec nas i tej chwili, odprawiać można także poza "religią" jako utożsamiającą się z instytucją. Bardzo pragnę, aby nikt nie walczył z tęsknotą do transcendencji, z gestami sięgania po nią dla wzbogacenia naszych międzyludzkich więzi. Święta nie muszą dzielić ludzi ani sprowadzać się do kultu określonego menu w pewien dzień roku. Taki kult łatwo i chętnie splata się z komercjalizacją. A w Święta musimy kosztować bezinteresowności. I darów, które nikną za postacią dawcy. *** "Bóg przemówił do nas przez Syna" napisały Siostry z Lasek na rozsyłanych przyjaciołom opłatku. To prawda wiary w cienkiej kopercie, w której połączyła się z rzeczywistością splątanych ludzkich stosunków. Dzielimy się prawdą wiary, wręcz samą wiarą, będącą życiem. To nie jest żadna magia, raczej przykład działania znaku otwierającego swój sens według kodu odczytywania. Wobec znaku stajemy jako ludzie wolni; jeśli tylko wyzwolimy się z zabobonu, każącego myśleć, że znak sam przez się zniewala, szkodzi, odbiera to, czego nie chcemy się wyrzec. Może warto byłoby w analogiczny sposób pomyśleć o znaku krzyża w klasie szkolnej, w szpitalu, w domu. *** Stół Słowa raz po raz nakrywany na nowo - jak nasze stoły świąteczne. Wszystko na nich w obfitości, na pewno dość dla każdego, kto zasiądzie do posiłku. Trzeba wybierać. Więc wybieram na dzień, który jeszcze trwa, pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia + błaganie, które usłyszałam i wzięłam w siebie. Chwilę przedtem, nim promień słońca przebił się przez chmury i oświetlił nas, parafian, wzajemnie życzących sobie pokoju. Oto błaganie z tej mszy Przedpołudnia. Bóg i Pan, do którego wznosimy serca - to Ten Jedyny, Stwórca człowieka, Który też odnowił godność człowieka. Tego Boga błagamy, aby dał nam uczestnictwo w bóstwie Syna, który stał się człowiekiem... Wydawałoby się, że tę nieogarnioną tajemnicę - przebóstwienia człowieka, uczłowieczenia Boga - łatwiej i bardziej należycie byłoby rozważać poza krzątaniną i zgiełkiem wspólnych Świąt... Ale właśnie te Święta niosą w sobie poczucie, że Syn stając się dzieckiem ludzkim, połączył dwa światy. Wyrzekł się majestatu. Życie Jezusa z Nazaretu biegło jak nasze, choć zarazem było inne; Jezus był wielkim nauczycielem, wszystkich też uznał za bliźnich, potem przyjął śmierć męczeńską i zmartwychwstał. W Nim trwa miłość, przywołuje, obejmuje wszystko. Nowe życie, przez Niego; w Nim Bóg jest wszystkim dla wszystkich. *** Mamy przestrzeń Kościoła, w którym zebrani moglibyśmy rozważać sens dalszych zwrotek wielu kolęd. Są takie, w których nasi przodkowie w wierze starali się wyrazić nieodgadnioną Tajemnicę. Dziękuję Księdzu Ostapkowiczowi z Kościoła Prawosławnego, który w swoim świątecznym mailu przypomniał mi cudowną formułę świętego Atanazego z Aleksandrii: "Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się Bogiem według łaski". Wszyscy chrześcijanie jakoś w to wierzą. Wierzą w gruncie rzeczy poniekąd nie całkiem świadomie... Ostrzejsza świadomość wymagałaby większej odwagi. Jeśli naprawdę jest tak, jak głosi Ewangelia Bożego Narodzenia - to musi być koniec z życiem byle jakim "z ręki do ust", koniec z bezsensem, szarpaniną, praktycznym egoizmem... Niełatwo dochodzić do takiej konkluzji między śledziem a kompotem. Dziękuję nadawcom dobrych sygnałów, mądrych i prostych życzeń. I ja Wam życzę, razem z Kazimierzem - tego "najlepszego", o którym przypomina święty Atanazy. A obok tego - i przez to - RZECZY ZWYKŁYCH, a upragnionych.
niedziela, 25 grudnia 2011
Może ktoś kiedyś umieści go na brukselskim grobie wielkiego polskiego nauczyciela myślenia i orientacji w świecie. Był świetnym przykładem tego najlepszego, co Polska zawdzięcza swoim Żydom. Poznałam pana Leopolda dano temu dzięki środowisku, które stało się Fundacją "Polska w Europie. Miło i pożytecznie było go słuchać, jak i czytać.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Mam go za wcielenie tego, co pokochałam w Czechach, w różnych ludziach, których w myśli nazywałam "chrześcijanami praskimi". Byli prawdziwi; Havel najbardziej znany, może też najbardziej krystaliczny. Nie chodzi o deklaracje, mogli czuć się wręcz ateistami. Ale byli ludźmi dla innych. Zazdrościłam Havla Jego Krajowi. Może i u nas jeszcze się ktoś taki urodzi. Świat bez Havla jakby mniej zasługuje na ocalenie (jeśli do ocalenia niezbędni są sprawiedliwi). Antyfona: Niebiosa, spuśćcie Sprawiedliwego jak rosę, * niech jak deszcz spłynie z obłoków, * niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela. [Iz 45,8] *** Rozpoczyna się czytanie Ewangelii według Łukasza [Łk 1,26-38]. To już bezpośredni link do opisu Narodzin w Betlejem, skąd ród Dawida, gdzie, śladem swego rodowodu, z Nazaretu przybyli na spis Józef i Maria, jego żona. Łukaszowy opis zwiastowania jest bramą Tajemnicy. Słowa Anioła Zwiastowania objawiają ją - nie zdzierając zasłony; te słowa to prośba o wiarę - do żony Józefa, z rodu Dawida i do nas, chrześcijan. Pójdziemy tropem Ewangelii wiedząc, o Kim ona opowiada, jak zwykle wiemy, kogo przywoła reportaż, czyją historię opowie. Ta historia jest opowiedziana po to, byśmy to wiedzieli. Czwarta niedziela Adwentu ma chronić przed wyłącznym skupieniem na fabule betlejemskiego epizodu. Jak w opisie Zwiastowania, tak potem wszystko ma świadczyć o Wcieleniu, o Mesjaszu, w którym chrześcijanie widzą Syna Bożego - jedną z trzech Osób Boga-Trójcy, Boga JEDYNEGO. Dla chrześcijan Mesjasz jest zarazem człowiekiem, Synem Dawida, Obiecanym potomkiem, zbawcą ludzi. *** Piękna jest myśl, którą prorok Natan przekazuje Dawidowi [2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16]. Oto był on, Dawid, najmłodszy z synów, wzięty z pastwiska, spośród owiec Ojca. I jego potomek, Syn po wiekach, narodzi się w owczarni; pierwsi hołd oddadzą pasterze. *** Dawid wypowiada swoją duszę, swoją nadzieję przede wszystkim w psalmach. Czwarta niedziela Adwentu przynosi psalm do śpiewania, odczytywania, rozważania ku czci Tajemnicy, której święto nadchodzi: [Ps 89, 2-5.27.29] Na wieki będę sławił łaski Pana, moimi ustami będę głosił Twą wierność przez wszystkie pokolenia. Albowiem powiedziałeś: "Na wieki ugruntowana jest łaska", utrwaliłeś swą wierność w niebiosach. "Zawarłem przymierze z moim wybrańcem, przysiągłem mojemu słudze Dawidowi: Utrwalę twoje potomstwo na wieki i tron twój umocnię na wszystkie pokolenia". On będzie wołał do Mnie: "Ty jesteś moim Ojcem, moim Bogiem, opoką mego zbawienia". Na wieki zachowam dla niego łaskę i trwałe będzie moje z nim przymierze. Po tym psalmie jest miejsce na okrzyk chwały, doksologię - przykład wzięty z listu do Rzymian: [Rz 16,25-27] Temu, który ma moc utwierdzić was zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną, a przez pisma prorockie na rozkaz odwiecznego Boga wszystkim narodom obwieszczoną, dla skłonienia ich do posłuszeństwa wierze, Bogu, który jedynie jest mądry, przez Jezusa Chrystusa, niech będzie chwała na wieki wieków. Amen. *** O co wspólnie prosimy Boga w Niedzielę otwarcia Tajemnicy? Wybiegamy ponad rozczłonkowanie tematów: Święto Narodzenia to Święto Zmartwychwstałego. Nasze oczekiwanie sięga w wieczność. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||