To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

sobota, 10 stycznia 2015

Antyfona:

Gdy Jezus został ochrzczony, * otworzyły się niebiosa * i Duch Boży jak gołębica zstąpił na Niego * i zabrzmiał głos Ojca: * „Ten jest mój Syn umiłowany, * w którym mam upodobanie.” [por. Mt 3,16-17]

Chrzest jest znakiem Tajemnicy, tego, co w Jezusie dla nas niepojęte. „Ewangelia” to dobra nowina o tym, że Mesjasz pełni swoje obiecane dzieło. Rozpoczął porządkowanie świata, już rozpoczął, choć jeszcze nie jest gotowy jego Ład.

Obietnice są pewne, ale my nie doświadczamy jeszcze ich pewności, nie doświadczamy tak, jak to kiedyś będzie naszym udziałem.

                                                            ***

Zatrzymaj się przy scenie opisanej w tekście [Mk 1,6b-11]. To jest zapisane po to, abyśmy – my, jako dalszy ciąg tych, co przyszli do Jana nad Jordan, aby przy wodzie chrztu, przy tym nurcie dowiedzieć się, że Jezus jest Panem, Mesjaszem, naszym  źródłem Prawdy, spełnieniem obietnic Proroków.

Zdumiewająca, radosna sprawa. Pamięć o niej trzeba przywołać ilekroć jesteśmy świadkami czyjegoś chrztu, chociażby dziecka. Człowiek ochrzczony ma prawo wiedzieć razem z kim przechodzi chrzest, co mu jest dane i obiecane.

                                                                        ***

18:32, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 stycznia 2015

Antyfona:

Gdy wszystko było pogrążone w głębokim milczeniu, * a noc w swym biegu dosięgła połowy drogi, * wszechmocne Słowo Twoje, Panie, * zstąpiło z nieba, z królewskiego tronu. [Mdr 18,14-15]

 

Ta antyfona ma piękne echo w licznych  kolędach – konfrontuje nas z pełnym tęsknoty milczeniem całego Stworzenia oczekującego – do dziś oczekującego Objawienia Mądrości Bożej w ludziach jako dzieciach Bożych.

Na tle tej ciszy brzmi tekst z Księgi Mądrości [Syr 24,1-2.8-12]:

… Stwórca wszystkiego, Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie i rzekł: W Jakubie rozbij namiot i w Izraelu obejmij dziedzictwo! Przed wiekami, na samym początku mię stworzył i już nigdy istnieć nie przestanę. …

A więc módlmy się,  wkładając serce w słowa Modlitwy wspólnej:

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty oświecasz wszystkich ludzi, którzy w Ciebie wierzą. + Napełnij cały świat Twoją chwałą * i ukaż się wszystkim narodom w blasku Twojej prawdy.

                                                                        ***

Apostoł Paweł do Efezjan: tekst lśni na Stole Słowa – myślę, że potrzebuje długiego milczenia jako tła.

Milczenie pomoże usłyszeć, że Apostoł i dla wiernych w Efezie, i dla nas, prosi o otwarte „oczy serca”, o taką wiarę, która pozwala dostrzegać, kogo Haszem chce z nas uczynić … świadków Jego Chwały, Potęgi, Miłości.

Początek Ewangelii według św. Jana odczytywano dawniej na zakończenie mszy  świętej, widząc w tych słowach ostateczne wyznanie wiary i potężny egzorcyzm – we właściwym sensie tego słowa – spełnienie przynależności wyłącznej do Ojca, dzięki Synowi w Duchu Świętym. Tymi słowami należy witać świat i żegnać go. Trzeba się więc ich nauczyć.

[J 1,1-5.9-14]
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.



19:24, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 grudnia 2014


Mówi się o niej, o  tej niedzieli, jako o niedzieli „Świętej Rodziny”. W mojej ewangelicznej wierze mieści się przekonanie, że ziemska rodzina Jezusa składała się z osób obdarzonych łaską wierności Haszem. Matka i mąż powołany do ojcowskiej roli opiekuna Matki i Jej Syna, Józef, to osoby słusznie otoczone czcią i tworzące świętą rodzinę Jezusa.

Ten dzień Ewangelii Dziecięctwa jest pełen treści bliskich sercu. Świętość tej rodziny promieniuje w myśli katolików na „rodzinę-jako-taką”! Nie brak sugestii, że ma to być dzień świętości tej instytucji, rodziny jako instytucji.

Ja osobiście chcę skupić na tym, czego bezpośrednio uczy Ewangelia.

Rodzina nie staje się czymś „świętym” przez sam fakt ukonstytuowania zgodnie z Prawem Kościelnym. Czymś „świętym” jest głęboki związek osób tworzących  „rodzinę”, rodzinę-wspólnotę. Taki, jak opisany w listach Apostoła  Pawła, w tym dokładnie w czytanym w tę niedzielę tekście z Listu do Kolosan [Kol 3,12-21].



Święty jest „Kościół  domowy”, cząstka Ludu-Bożego-w-Drodze. Kościołem Domowym mogą być rodzice, dzieci, krewni i połączeni wspólnym losem, rozpoznani jako bliźni.

Teksty ze Stołu Słowa tej niedzieli najwyraźniej opisują tak pojętą wspólnotę.

Czyż do rodziny Jezusa nie należą Symeon i świątobliwa wdowa Anna, posługująca w Świątyni? Albo Elżbieta i Zachariasz [Łk 2,22-40]; [Łk 1,39-56]?

                                                            ***

Z uwagi na nadchodzący – a raczej trwający Synod o Rodzinie – rozważania zainicjowane tą niedzielą powinny być kontynuowane i komunikowane wewnątrz Kościołów Domowych, ale też kierowane do Ojców Synodu i Papieża Franciszka. Ewangelie mówią o rodzinie, o rodzinach osób wezwanych, by być uczniami. Z jednej strony mamy katalog cnót rodzinnych: tu owe „poszanowanie dzieci”, mężowie unikający wyrządzania „przykrości” żonom, a także żony zgodliwe, wspierające swych mężów [Syr 3,2-6.12-14].

To też coś, co świadczy o zadaniu, jakim jest wspólnota rodzinna. Lecz Ewangelia i dzieje Ludu Bożego świadczą o świadomości, że bywa i tak, że spod władzy rodziny trzeba się uwolnić – pamiętając, że rodzina nie zwalnia od dyktatu indywidualnego sumienia. Do Rodziny Jezusa zdarza się wchodzić wbrew życzeniom biologicznych rodziców, w jawnym sprzeciwie: jak św. Franciszek z Assyżu nagi stając przed biskupem, bo płaszcz, który dał mu ojciec, musi z siebie zrzucić. Nie musiałby, gdyby jego zamożna rodzina była środowiskiem wolności, gdyby nie gaszono w niej Ducha.

                                                                        ***

Po tej niedzieli Nowy Rok. Niech będzie dla nas czasem trzeźwego namysłu oraz - między innymi – udziału w pracach Synodu. Chociażby w ramach Samorekolekcji, do czego zapraszam.



21:41, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 grudnia 2014

Antyfona:

Niebiosa, spuśćcie Sprawiedliwego jak rosę, * niech jak deszcz spłynie z obłoków, * niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela. [Iz 45,8]

 

Ta antyfona otwiera  „Niedzielę Zwiastowania”. Na Stole Słowa najjaśniejszym blaskiem świeci Zwiastowanie – czyli powiadomienie, ogłoszenie komuś, powierzenie Dobrej Nowiny. Niedziela Zwiastowania powierza nam Tajemnicę Ojca i Syna w Duchu Świętym. To zdanie dobrze wyraża to, czego nie pojmiemy: treść i sens słów, które tu padają, całkowicie nas przekracza.

Przed paktem zawartym z narzeczoną Józefa, cieśli z Nazaretu, były jeszcze inne, liczne zwiastowania z woli Boga tę wolę oznajmujące.

Dziś [2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16] Prorok Natan jako zwiastun – i jego przyjaciel, Król Dawid.

Natan w rozmowie z Dawidem wchodzi w rolę zwiastuna, ale sam Haszem tę rolę dopełnia. To Jego słowa, nie tracące aktualności, prowadzą uczestników służby Bożej do samego progu tego, czego już nie możemy pojąć.

Nie możemy pojąć – stajemy wobec gry znaczeń, z której wyłania się dla nas obraz dziejów Haszem z Jego Ludem. Z tej gry wyłaniamy się my – naszym świętem ku czci udzielonego nam ratunku. Razem z dziećmi i ubogimi, pasterzami, nie wiemy, jeszcze nie wiemy, choć już stajemy  progu tego, co jest darem nad darami.

                                                ***

List do Rzymian, następne ogniwo: jeśli pytamy, jeśli szukamy sensu nadchodzącego święta - ta niedziela przybliża nas do tego sensu najbardziej. Tekst jest trudny, ale warto wziąć w siebie to, co głosi. Znajdź w nim zdanie skierowane do siebie.

[Rz 16,25-27] Temu, który ma moc utwierdzić was zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną, a przez pisma prorockie na rozkaz odwiecznego Boga wszystkim narodom obwieszczoną, dla skłonienia ich do posłuszeństwa wierze, Bogu, który jedynie jest mądry, przez Jezusa Chrystusa, niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.

                                                                        ***

Ewangelia Łukasza [Łk 1,26-38] na ten dzień przeznaczona jest ukazaniem drogi do Betlejem. Na tę drogę: na radosne  bolesne ścieżki, Narzeczona Józefa wyraża zgodę, zgodę ludzkiej istoty na to, co ją przewyższa.



12:24, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2014
Od wielu lat uczestniczę działaniach grupy „Horyzont – przeciw karze śmierci”. Grupa wyrosła z inicjatywy młodych ludzi zaangażowanych w kwestie praw człowieka. Inicjatorzy uznali, że jest potrzebna, chociaż w Polsce karanie śmiercią jest już od lat wykluczone. Ale niestety przekonanie, że kara śmierci jest nie do przyjęcia wcale nie jest jeszcze powszechne i silnie ugruntowane. „Horyzont” pragnie naświetlać sprawę kary śmierci w taki sposób, by wzmacniać poczucie, że jest to kara niegodna wymierzania, że przynosi ona hańbę swoim rzecznikom i zwolennikom, kimkolwiek są. Wolność od kary śmierci to istotna część dorobku Unii Europejskiej, coś, co osiągnęliśmy tworząc tę wspólnotę. Argumentując przeciw karze śmierci - a naprawdę często musimy to robić na warszawskich ulicach – posługujemy się opinią, że wyrok śmierci i egzekucja to pasmo tortur, a zakaz tortur obowiązuje bezwzględnie. Powinien! Ale jest podważany.
piątek, 12 grudnia 2014

Antyfona:

Radujcie się zawsze w Panu, * raz jeszcze powiadam: radujcie się! * Pan jest blisko. [Flp 4,4-5]

 

Jest taka prawidłowość – swoją trzecią niedzielę ma Adwent i Wielki Post. I są to niedziele poświęcone radości. Uniesieniu ducha ponad przygwożdżenie troskami. Ponad ból konieczności pokuty. W trzecie niedziele pokuta staje się radosną celebracją wybaczenia. Ta szansa zależy od tego, czy naprawdę  wybaczamy jak nam wybacza Haszem. Prorokiem cudownej radości Święta Narodzenia Mesjasza jest Izajasz.

Słowa tego Proroka możemy czytać tak jakby były słowami samego Jezusa: - Radość Proroka, Radość Mesjasza, Radość Haszem. Ojciec Radości – jak dobrze, że nas stworzył i ocalił, Duch Radości, moc miłości Ojca i Syna, radość Boga-Człowieka przychodzącego, obejmującego świat, który stworzył i przygarnia.

[Iz 61,1-2a.10-11]
Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej. Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwalba wobec wszystkich narodów.

 

Do końca Adwentu naucz się fragmentu tekstu Izajasza, aby rozświetlił ci duszę.

 

Kolekta:

Boże, Ty widzisz, z jaką wiarą oczekujemy świąt Narodzenia Pańskiego, + spraw, abyśmy przygotowali nasze serca * i mogli obchodzić wielką tajemnicę naszego odkupienia.



-------------------------------

Minęła Niedziela adwentowej radości. Przy ołtarzu rozbłysł różowy żagiel ornatu sygnalizujący przesilenie oczekiwania: „Oto Pan Bóg przyjdzie… wielka radość w dzień ów będzie…” Radość przełamania opłatkiem, radość przy choince ozdobionej tajemniczymi i bajkowymi symbolami.

Zgasłby jednak żagiel ornatu gdybyśmy już czekali tylko na święto umówione między nami, a nie na potwierdzenie: realizację nadziei, że z rzeszą świętych k’nam przybędzie… być na zawsze, być wszystkim we wszystkich. Pragnąc tego czytajmy Apostoła Pawła. Wielki Mistrz, obdarowany poznaniem Tajemnic, wzywa:

[1 Tes 5,16-24]
Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona.

                                                            ***

Bardzo jest dla mnie uderzające pokrewieństwo ducha przełomu Adwentu i tego, ku czemu przywołuje Kościół Papież Franciszek. Wyobrażam sobie, że i on, jak wikary naszej parafii, zmierzał do ołtarza okryty różowym żaglem. Czynię postanowienie, że uczciwie postaram się odpowiedzieć na synodalne pytania Franciszka, gdy do mnie dotrą. Może uda się osnuć wokół tych pytań, chociaż kilku, jakiś rodzaj samorekolekcji.



11:31, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 grudnia 2014

Tak, zdaję sobie sprawę, że wielu nie może pamiętać. Nie pamiętają tego dnia ci Polacy, którzy urodzili się za późno albo za daleko od grudniowych wydarzeń. Łatwo zapomnieć dalekie echa.

Skrzywdzonych naprawdę osobiście, zachwianych w zdolnościach żywienia nadziei, przenikniętych gniewem, gotowych do wytrwania, była oczywiście mniejszość. Skala doznania była sprawą poniekąd przypadku, co się zdarzyło w obrębie świadomego kontaktu, co w zasięgu echa, co poza zasięgiem.

Obecna rocznica 13 grudnia 1981 teraz w grudniu 2014 może mieć znaczenie decydujące. Teraz groźba zatarcia pamięci wzrasta na sile. Wprawdzie co młodsi uczestnicy protestu przeciw stanowi wojennemu jeszcze trochę pożyją, ale sprawę, która tkwi w ich pamięci, w tym roku po raz pierwszy usiłuje się zasłonić, zaćmić, zatrzeć, zwekslować.

Na ulicach, po których jeszcze chodzę, ma się odbyć dzień protestu w innej sprawie. Moim zdaniem – wymyślonej albo niepomiernie rozdętej. Ale nie o to chodzi. Istotne jest to, że 33 lata temu na Polskę rykoszetem spadł cios z zewnątrz, przecięta i zablokowana została tylko co odzyskana droga odnowy, rozpoczęta solidarnym wysiłkiem bardzo wielkim.

W Nowej Hucie byłam tego uczestniczką i świadkiem.

13 grudnia – dzień hańbiącego ciosu, który jeszcze próbowaliśmy odepchnąć, powstrzymać.

Ale spadł, na 10 lat  instalując martwotę, rezygnację, bunt bez perspektyw (albo jakby bez nich).

Wydaje mi się, że weterani 13 grudnia powinni mieć prawo do przeżywania tego dnia swoich wspomnień. Ten i  ów może zechciałby opowiedzieć o tym kolegom lub co starszym wnukom, strzegąc się kombatanctwa, a zwłaszcza tromtadracji. Można by jednak coś opowiedzieć, choć to trudne. Albo gdzieś pójść, w jedno z pamiętnych miejsc, oświetlić je jednym czy drugim wspomnieniem.

Gdybym miała siły, poszłabym do nowohuckiego Kombinatu. Stanąć przed główną bramą, tam gdzie przemawiałam do ZOMO i wojska prosząc, by nie postępowali zgodnie z propagandą nienawiści. Przecież pochodzimy z takich samych lub tych samych rodzin.

13 XII jest dniem żałoby po zadaniu i odebraniu bratobójczego ciosu.

Mamy prawo do dumy z tamtego protestu, dumy z solidarności, z odwagi i opanowania. Wszyscy razem – z tego, że w Nowej  Hucie nikt nie zginął, bo nikt nie sięgnął po bezpośrednią przemoc.

Od: Edward Nowak  <edno@edno.pl>
Do: Mnie <bordab@poczta.onet.pl>;
Wysłano: 6 grudnia 10:37 (46 minut temu)
Temat: Re: 13 grudnia
Witaj Halinko, 
Bardzo dziękuję za ważny tekst.
Pozdrowienia od hutniczej braci. W najbliższy poniedziałek spotykamy się na mszy świętej na Szklanych Domach w Nowej Hucie, po której będzie spotkanie uczestników strajku grudniowego. Postaram się tam odczytać Twój list. 
Dziękujemy i życzymy Ci zdrowia. 
Edward i koledzy z Nowej Huty
17:49, halina.bortnowska , Co to, to nie!
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 grudnia 2014

Co roku to przeżywamy czując wezwanie do życia wewnętrznego, do tego, by praktykować swoją religijną tożsamość – tęsknimy  za skupieniem, za odkryciami w strefie myśli i uczuć, a tymczasem codzienność narzuca rozproszenie. Przed „Świętami” trzeba zatroszczyć się o to, owo i jeszcze o tamto.

Jest jakaś słuszna troska, by nie odmówić innym starań o ich radość, aby nasza serdeczność do nich dotarła tak, by mogli ją odczytać.

A sprzeczne z tym staraniem jest zabieganie  to, by przede wszystkim dobrze wypaść, zaimponować, sprawdzić się w organizowaniu, w hojności, osiągnięciach…

Duch Bożego Narodzenia przed tym ucieka.

                                                                        ***

Antyfona:

Ludu Boży, oto Pan przyjdzie, by zbawić narody. * Pan da posłyszeć swój głos pełen chwały * i uraduje się wasze serce. [por. Iz 30,19.30]

                                                                        ***

Teksty na Stole Słowa można oglądać jak serię witraży, z których można sporządzić szkice, stacje duchowej drogi.

W tym roku Izajasz jest naszym adwentowym prorokiem. Z Izajaszem oglądamy adwentowe złącze, klamrę oczekiwań.

Na witrażu Izajasza majestatyczne tło – przemiana stromych bezdroży, urwisk i przepaści w tryumfalny gościniec, gładki, niby wyściełany szatami witających. Na tym tle pasterz łagodnie prowadzący karmiącą owcę. I kobieta – zwiastunka śpiewająca pieśń pocieszenia, kolędę kolęd, która je wszystkie wyprzedza  - oto Obietnica: wszystko wybaczone! Możemy, powinniśmy tego dostąpić! [Iz 40,1-5.9-11]

                                                            ***

Witraż Piotra.

Zachowajmy to tło dla naszej choinki, niech przeziera przez jej gałązki. Oto gwiazdy końca tego świata swoim odejściem zapowiadające gwiazdy nowe, nowy świat, na który czekamy, dokąd zdążamy. Pan wszystkim we wszystkich. Oto światłość, którą witamy w dzień Bożego Narodzenia [2 P 3,8-14].

                                                            ***

Na tych tłach postać Jana Chrzciciela, proroka Adwentu. On jest wzorem skupienia, w swojej szacie pokutnika, z garścią szarańczy jako posiłkiem.

                                                            ***

Kolekta:

Wszechmogący i miłosierny Boże, + spraw, aby troski doczesne nie przeszkadzały nam w dążeniu do spotkania z Twoim Synem, * lecz niech nadprzyrodzona mądrość kształtuje nasze czyny i doprowadzi nas do zjednoczenia z Chrystusem.





17:06, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 grudnia 2014

ANIMACJA GRUP

link do archiwum Znaku
 
 



11:55, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 listopada 2014

Zapraszam do udziału w przeżywaniu tej duchowej pory. Dni Adwentu to czas konfrontacji początku i końca. Czas oczekiwań. Oczekiwanie jest tak naprawdę jedno. Kto czeka na koniec, czeka przecież na początek. Czeka na to, co nastanie. Nicość, nieistnienie nie zajmie przestrzeni. Widzimy w niej pole bytu. Tajemnica: adwent, przyjście. Oczekiwanie potomków pierwszych rodziców, patriarchów, proroków ogłaszających obietnice.

Adwent uczy o obietnicach ożywiających dzieje ludzkości. Gdy obietnice są spełnione, nie przestają być obietnicami. Zawsze jest w nich naraz JUŻ i jeszcze nie. Taka jest chrześcijańska obietnica spełniająca się w życiu narodzonego w Betlejem, aż po mękę i przyjście w chwale.

Myślę, że Adwent jest czasem zbliżenia się do chwały, do rozbłysku Prawdy o Miłosierdziu. Bóg przygarnia, przyjmuje do siebie.

***

Adwent. Fioletowa chmura na zachodnim niebie.

Niebiosa rosę spuszczające z góry sprawiedliwego wylejcie chmury.

Pojednanie to owoc Adwentu.

U nas w Polsce ciemne dni, zimą rosa na gołych gałęziach i w suchej trawie.

***

Adwent!

Intensywna radość z powodu Obietnicy, która przestaje być daleka, astronomicznie odległa.

W obrębie klamry: Już – jeszcze nie – to człon „już”, teraźniejszość naszych relacji z Bogiem, staje się bardziej dostrzegalna.

„I grzechów naszych zapomnij już Panie”.

***

Wokół radości – i znaczeń Adwentu – osnuta jest nasza mała książka „ludzi Adwentu”. „Nasza”, bo obok moich tekstów zawiera internetową korespondencję o Adwencie. Została wydana przez Wydawnictwo ZNAK, a teraz jest dostępna tu, na moim blogu jako „JUŻ / JESZCZE NIE”.

Zapraszam!

***

PIERWSZA NIEDZIELA ADWENTU

w „roku B” czyli drugim roku trzyletniego cyklu czytań.

Kolekta, modlitwa wspólna, jest zawsze ta sama. To ta kolekta otwiera Adwent:

Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy przez dobre uczynki przygotowali się na spotkanie przychodzącego Chrystusa, + a w dniu sądu, zaliczeni do Jego wybranych, * mogli posiąść  królestwo niebieskie.

 

Od kolekty prosto do Izajasza [Iz 63,16b-17.19b;64,3-7]. Tak powinno być, bo to czas proroków.





12:47, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 listopada 2014

Antyfona:

Baranek, który został zabity, * godzien jest wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i uwielbienie. * Jemu chwała i panowanie na wieki wieków. [por. Ap 5,12; 1,6]

Niedzielę tę osobiście poświęcam pamięci wielkiego myśliciela Pierre Teilhard de Chardin, uczonego jezuity, badacza paleontologa, filozofa, teologa, człowieka modlitwy, żyjącego siłą obietnic Bożych. Dodam do tego – poetę, bo jego rozważania z pogranicza nauki i wiary mają wielką siłę organizowania wyobraźni. Widzimy w nich naszą planetę, zasiedloną przez istoty żywe objęte nieustannym rozwojem. Szczytem tego rozwoju jest Chrystus, Syn Boży. W Nim rozwój osiąga i znajduje swój sens. Myślę, że tak pojmowanego Chrystusa czcimy w liturgii niedzieli kończącej rok liturgiczny.

Liturgia koryguje obraz Chrystusa jako Króla nad królami i dostojnikami. „Król wszechświata” to pojęcie nie harmonizujące z jakimś niby to chadeckim widzeniem w Jezusie kogoś, kto mieści się w horyzoncie sakralizacji władzy w gruncie rzeczy politycznej. Ten sztafaż jest obcy w stosunku do kultu Boga w Trójcy Jedynego.

Chrystus nazwany „Królem” wszechświata kwestionuje wszelkie „królowanie” poza swoim, stwórczym, transcendentnym, przenikającym wszystko.

W Chrystusie doznaje wywyższenia człowieczeństwo wspólne wszystkim członkom Rodziny Ludzkiej. To ważne i na czasie!

***

Dlaczego imię Teilharda nie figuruje w katalogach Świętych patronów? Przeanalizowanie jego dzieła to ogromna praca tym trudniejsza, że pod koniec długiego życia tworzył je w narzuconej przez Kościół rzymski samotności. Poddał się zakazowi publikacji i publicznego nauczania. Pracował jednak dalej jako teolog i paleontolog uczestniczący w przyrodniczych wykopaliskach.

Mógłby być i pewnie przed Bogiem jest świadkiem wartości godności posłuszeństwa wobec Kościoła unikającego dezercji z frontu własnych przekonań.

W Polsce promotorką znajomości myśli Teilhardowskiej była ŚP. Anna Morawska we współpracy z miesięcznikiem Znak.

***

Tradycyjnie niedziela przedadwentowa niesie zapowiedź a raczej wizję sądu nad ludzkością związanego z ponownym przyjściem Pana jako sędziego. Czytany w roku A tekst [Mt 25,31-46] w moim odbiorze jest na pierwszym miejscu proklamacją jednej miłości, jednego współczucia, jednej wierności wyrażanej czynem. Co uczyniliście dla Braci, uczyniliście dla Mnie, a czego zaniechaliście w stosunku do Rodziny Ludzkiej, tego odmówiliście Mnie samemu – mówi Pan z tronu sędziego.

To wielka sprawa: Panu i władcy wszechświata dajemy dokładnie to, co dajemy sobie nawzajem, a zwłaszcza najsłabszym, najbardziej wykluczonym spośród nas.

Jest w tym tekście wielka przestroga przed odmową. Tak odczytuję wyrok na niemiłosiernych, na sobków, na egocentryków. Ciekawe jest, że ci co dają i ci co odmawiają mogą nie kojarzyć swojej postawy wobec bliźnich z postawą wobec Boga. Bóg kryje się za bliźnimi i wcale nie żąda, byśmy Go dostrzegli. Sam się nam objawi w swoją porę.

***

W zbiorze na Stole Słowa Pan wszechświata jawi się jako Pasterz ludzkości, pełen troski o wszystkich [Ez 34,11-12.15-17]. Może, jak chciałby Teilhard, jest to troska obejmująca kosmos? Każdą istotę, która istnieje z wnętrzem pełnym tęsknoty za pełnią bytu.

***

Tak właśnie prorok Ezechiel śpiewa o Dobrym Pasterzu, w duchu tego tekstu przyłączamy się do śpiewania psalmu [Ps 23,1-2a.2b-3.5.6]. Wyznajemy wiarę, że Pan jest Pasterzem całego Stworzenia.

I wreszcie I List do Koryntian z zawartą w nim wiarą i nadzieją, że ostatecznie Król wszechświata, Władca i Pasterz będzie dla wszystkich Wszystkim. Piękna jest i radosna Teilhardowska niedziela.

Kolekta:

Wszechmogący, wieczny Boże. Ty postanowiłeś wszystko poddać umiłowanemu Synowi Twojemu, Królowi Wszechświata, + spraw, aby całe stworzenie, wyzwolone z niewoli grzechu, * Tobie  służyło i bez końca Ciebie chwaliło. 

19:09, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 listopada 2014

[tekst opublikowany w NEWSWEEK]
Czy Kościół będzie kiedyś w stanie zaakceptować gejów i rozwodników? - Wierzę, że co pewien czas Kościół, nie bez bólu i frustracji, dokonuje stosownej odnowy - teolożka Halina Bortnowska podsumowuje pierwszą sesję synodu.

Rozmawiali: Jacek Tomczuk, Ryszard Holzer

Newsweek: Rozczarowanie?
Halina Bortnowska, filozofka, teolożka, publicystka: Dlaczego?

Papież chciał, by podjęto rozmowę o rodzinie, rozwodnikach, homoseksualistach, a końcowy dokument mówi ogólnikowo o „potrzebie poszanowania dla każdego ludzkiego istnienia"...
- To prawda, uczciwie mówiąc, żaden z postulatów papieża nie znalazł miejsca w dokumentach podsumowujących pierwszy etap synodu. To pierwsza sesja, następna za rok, między nimi trwają spotkania. Dwa tygodnie w Watykanie to czas na ujawnienie się pewnych prądów, zrobienie kroku do przodu, a potem wstecz, nie można się spodziewać, że coś konkretnego już z tego wyniknie.

Jaki problem Kościół ma z rodziną?
- Kościół jest przygotowany do pracy tylko z klasyczną, szczęśliwą rodziną, nieżyjącą w nędzy, zdrową, mającą 2-3 dzieci, spełniającą sakramentalne warunki małżeństwa. Ale co na przykład z rodziną, która ma szóstkę dzieci? Wielodzietność kojarzy się w Polsce z patologią, rodziną alkoholową, w której pijany mąż gwałci żonę. A co z dobrze funkcjonującymi rodzinami, które jednak nie są zdolne do stworzenia związku sakramentalnego?

Z rozwodnikami? Homoseksualistami?
- Ci ludzie są ochrzczeni, tyle że żyją w takich, a nie innych związkach. Moim zdaniem nie można ich wykluczać z Kościoła, wymagać od nich podporządkowania się wszystkim wymogom moralnym. Może do uczestniczenia w Kościele potrzebna jest po prostu wiara chrzścielna, która opiera się na wyznaniu: „Jezus jest panem"? To znaczy bardzo wiele, ale nie wymaga precyzyjnego określenia pozostałych zasad wiary.

Rozwodnicy czy homoseksualiści nie chcą być wiernymi drugiej kategorii.
- Odpowiedzią na ich sytuację nie może być zorganizowanie dla nich specjalnego duszpasterstwa. To tak jakby zrobić duszpasterstwo dla trędowatych. Oczywiście cieszyliby się, że ktoś się nimi zajął, ale ich prawdziwym marzeniem jest uznanie, że blizny, jakie pozostawiła choroba, nie wykluczają ich ze wspólnoty. Trąd jest chorobą, ale ludzie, którzy żyją w związkach niesakramentalnych, nie chcą, żeby ich sytuację uznać za chorą.

Pani wierzy, że to się zmieni? Arcybiskup Gądecki powiedział, że zmiany proponowane przez papieża Franciszka są sprzeczne z nauczaniem Jana Pawła II.
- Miał prawo tak powiedzieć, ale jest różnica między prawem a roztropnością. Drażnił mnie ton tej wypowiedzi. Można dawać świadectwo swoim przekonaniom, ale bez sugestii, że kto myśli inaczej, ten się nie liczy.

Dlaczego rozmowa o homoseksualistach i rozwodnikach wzbudza w Kościele tyle emocji?
- Biskupi są przekonani, że orientacja homoseksualna jest zgubna, boją się, że ludzie o tej skłonności będą ją narzucać innym. Propagować. Ale propagowanie homoseksualizmu jest jak propagowanie niebieskich oczu. To jest coś poza naszym wyborem. Naszym wyborem może być tylko życie bez ukrywania się, w zgodzie ze sobą. A w środowisku katolickim jest tak, że każdy, kto się odsłoni, musi się liczyć z tym, że oberwie, będzie w praktyce pogardzany i upominany w sposób trudny do zniesienia.
Niedawno poznałam grupę Wiara i Tęcza stworzoną przez osoby LGBT, w której czułam się jak za dawnych czasów w duszpasterstwie akademickim. Promieniuje z nich radość z naszej wiary - cieszymy się, że się odnaleźliśmy na gruncie wiary.

I co oni czują na tym etapie synodu?
- Nie rozmawiałam z nimi jeszcze. Mają raczej oczekiwania wobec środowiska, w którym żyją, a nie wobec tego, co się wydarzyło w Rzymie. Liczą, że ci duszpasterze, którzy się nimi opiekują, nie opuszczą ich i że warunkiem ich pozostania w Kościele nie musi być zaprzeczenie samym sobie. Napisałam do nich list: nie martwcie się, bo reformy w Kościele jeszcze przed nami.

Wierzy pani w postęp w Kościele?
- Wierzę, że co pewien czas Kościół - nie bez bólu i frustracji - dokonuje stosownej odnowy. Przeżyłam to w związku z Soborem Watykańskim II [1962-1965 - przyp. red.], który relacjonowałam jako dziennikarka i obserwowałam także bezpośrednio. Nie był wcale dla Kościoła bezbolesny. Ale dał efekty. Moja współpracownica z Nowej Huty powiedziała mi kiedyś: „Moja córka ma nieślubne dziecko. Przed soborem ksiądz kazałby wyrzucić ją z domu, obrugać, a wnuczki się wyrzec. A teraz, jak przychodzi po kolędzie, to pyta, czy aby dosyć je kocham. Mówi: bądź wdzięczna córce, że urodziła".

Dlaczego Kościół ma się zmieniać? Są tacy, którzy twierdzą odwrotnie: jego siłą jest wierność tradycji.
- Świat się zmienia i nie uwzględniając tych zmian, Kościół traci z nim kontakt. Papież Franciszek tłumaczy: jeżeli zależy nam na dobru duchowym wiernych, musimy coś z tym zrobić.

Co zrobić?
- Papież Franciszek, aby coś zrobić skutecznie, przyjął metodę tworzenia żywych przypowieści. Nie opowiadania o czymś, ale działania, które daje do myślenia. Na przykład w ostatni Wielki Czwartek udał się do więzienia i osobiście umył nogi więźniarce, na dodatek muzułmance. Nie wyobrażam sobie, ile czasu trzeba, by sens też żywej przypowieści opowiedzieć słowami. Albo to, że zamieszkał w skromnym hotelu św. Marty, a nie w papieskich apartamentach. Albo odmowa wkładania papieskich butów z czerwonego safianu - zamiast tego zamówił kolejną parę takich samych, jakie nosił jako biskup. To bardzo rozważne, starzy ludzie muszą mieć wygodne buty, najlepiej trochę rozchodzone (śmiech). Jeździ przeciętnym samochodem, a nie luksusową limuzyną jak wielu biskupów. To część jego strategii, aby uniknąć bycia prezentowanym jako monarcha. On stara się ukazywać ludziom jako... No, jako duszpasterz.

I zarazem w trudnej sytuacji stawia tych biskupów, którzy jeżdżą 10 razy droższymi samochodami niż ich szef.
- Trudno. Jeśli czujesz się źle, kochany, zmień tę sytuację, nikt cię nie zmusza. Ale rozróżniłabym sytuację, w której biskup jest stary, chory i lepszy samochód oszczędza jego kręgosłup. Jak mnie prof. Andrzej Rzepliński zawiózł służbowym audi Trybunału Konstytucyjnego do Lublina, to mój kręgosłup w ogóle tego nie poczuł. Ja też pozwalam sobie na dobrą korporację taksówkową, w której samochody są w dobrym stanie i oszczędzają mi bólu.

Jaki ma cel papież, dając takie świadectwo?
- Aby Kościół zmienił się na taki, w którym ubodzy jeżdżący byle czym albo chodzący piechotą nie czuli się niepożądanymi dziwadłami.

Mówi pani, że „Ecclesia Semper Reformanda" - Kościół wciąż potrzebuje reformy. Czy to też dotyczy Kościoła w Polsce?
- Kościół ma taką strukturę prawną, że papież Franciszek jest też naszym biskupem. A ile polski Kościół z niego zechce wziąć? Zobaczymy. Wielu ludzi chce wziąć bardzo wiele. W jednym z więzień rozmawiałam z osadzonymi, pytali: czy on przyjdzie do nas? Tam jest kapelan. Ale to nie to. Oni chcieliby, żeby tam się pojawił ten człowiek, który jest dla nich jakimś zarzewiem nadziei.

„W imię zachwytu i miłości do Kościoła nie na wszystko można się godzić, można żyć z nim w łączności, choć nie bez protestów. Jest czas, gdy trzeba okazywać niecierpliwość, pilność spraw". Tak pani kiedyś pisała o soborze. Czy dzisiaj to może być zachęta do buntu?
- Nie, chodzi o danie świadectwa, osobiste zaangażowanie, wyznanie świeckich i duchownych, że liczymy na reformę, że jej się nie boimy. Żeby Kościół spełniał swoją misję, potrzebuje więcej zrozumienia dla ludzi w różnych sytuacjach. Ci, którzy mówią o zmianach, nie robią tego w duchu buntu, ale prośby, wezwania do opamiętania. Nie wykluczam, że wielu hierarchów boi się zmian, bo sądzą, że ludzie tego nie nie chcą. Ale nie jestem pewna, czy dobrze odgadują nastroje, bo kontakt biskupów z wiernymi jest bardzo słaby.

Czy jest możliwe zwołanie synodu w Kościele polskim?
- Jest. Nie byłaby to żadna nowość. Były już synody w okresie posoborowym, ale nie żywiłabym wielkich nadziei, że od razu będzie otwarta, szczera dyskusja, w której się dopuści różne głosy.

Kiedy ostatni raz pani rozmawiała z biskupem?
- Ze trzy lata temu z nuncjuszem apostolskim. A z moim biskupem warszawskim? Nie pamiętam. Swego czasu podpisałam list protestacyjny do niego w sprawie udostępniania przez parafie sal na antysemickie wykłady Jerzego Roberta Nowaka. Biskup odpisał bardzo miło, ale tydzień później Nowak na kolejnym spotkaniu w kościele znowu obrzucił Żydów błotem.

Jakby biskup Nycz zaprosił panią na spotkanie, to co by mu pani powiedziała?
- Nie wiem. Nie przygotowałam się do odpowiedzi na to pytanie (śmiech). Ale jest ta fundamentalna zasada kardynała Newmana: „Trzeba słuchać, jak oddychają wierni". Otóż mam poczucie, że naszego oddechu się nie słucha. Gruźlica może się w nas rozwijać, możemy się dusić, a nikt tego nie zauważy.

Nie ma uważności na słuchanie oddechu wiernych?
- Nie powiem, że jej w ogóle nie ma. Brak jej. A jak ktoś to robi jak ksiądz Lemański - który słuchał wręcz demonstracyjnie i odważał się wyrażać to, co usłyszał... Wiadomo.

Nie ma pani poczucia bycia samotną w Kościele ze swoimi poglądami?
- Kiedyś w redakcji „Tygodnika Powszechnego" ktoś przybił do ściany rysunek: stado kur, każda zniosła piękne, okrągłe jajko. Tyko jedna kura ma kwadratowe. I podpis: „to Halina Bortnowska". Nieraz mam poczucie, że ze swoimi poglądami jestem niczym kura z kwadratowym jajkiem. Już się do tego przyzwyczaiłam.

Jest pani zadowolona z roli świeckich w Kościele?
- Nie. Zwłaszcza że gdy kiedyś było lepiej, a potem jest gorzej, to człowiek się czuje bardzo skrzywdzony. Pozycja świeckich - także w polskim Kościele - niesłychanie wzrosła w trakcie Soboru Watykańskiego II i bezpośrednio po nim. Ja jeszcze przeżyłam okres uczestniczenia w duszpasterstwie w postaci prowadzenia rekolekcji czy komentowania dokumentów soborowych, np. w katedrze, na zmianę z biskupem... Bardzo to było ciekawe i dużo się nauczyłam - też z reakcji ludzi. Pamiętam, że mówiłam na temat etyki pracy w katedrze katowickiej, prosząc, żeby mi ludzie odpisali, co o tym myślą - wszystko jedno jak, może być na pudełku od papierosów. I dostałam takie pudełko, na którym jakiś pewnie górnik napisał: „Dziewczynko, ty jeszcze nic nie wiesz". To musiał być rok 1977...

Co to znaczy - jest gorzej, niż było?
- W tym sensie, że udział świeckich był większy, szerszy. Różni ludzie - z Klubów Inteligencji Katolickiej, z duszpasterstw akademickich, z różnych środowisk - mogli służyć Kościołowi, pozostając sobą. I ta możliwość została poważnie zredukowana. Mówię o upodmiotowieniu - dopuszczeniu do różnych czynności, które w Kościele pierwotnym nie były wcale zarezerwowane dla kleru.

Czy to dlatego, że Kościół po 1989 roku poczuł się politycznie zwycięski?
- Nie wiem... Jeszcze za czasów komuny też przecież tej demokracji w Kościele za wiele nie było. Gdy się mówiło na przykład o różnych strukturach w Kościele - o radach duszpasterskich, które mają mieć uprawnienia w pewnym sensie kontrolne w stosunku do gospodarki parafii - to argument był taki: no jak to, świeckich do księgowości dopuścić? Przecież to by nam odebrało całą swobodę działania! Oni by chcieli tego czy tamtego, kłóciliby się, wtrącali, może jeszcze jakieś nadużycia by popełnili...

Chodziło o kontrolę nad pieniędzmi?
- Rozliczenia zawsze pozostawały w rękach duchownych.

Czuła się pani odsuwana z życia parafii? Odsuwana od wpływu na Kościół?
- Niechętnie ten wątek rozwijam... To dawno było. Były rozmaite zaproszenia z prośbą o opowiedzenie o różnych sprawach, o soborze, o roli świeckich... A potem to po prostu ustało. Świętej pamięci ksiądz profesor Andrzej Zuberbier, z którym razem w duecie lubiliśmy o różnych sprawach mówić, dostał zaproszenie z parafii i mówi: „No to ja z Bortnowską przyjadę". A nie, jak z Bortnowską, to nie - usłyszał.

To było przez zmniejszenie roli świeckich czy zmniejszenie roli kobiet?
- To przebiegało równoległe. Kobieta jest po prostu świeckim. Ale oczywiście głosy duszpasterzy, kleryków są głosami męskimi. Zakonnice też rzadko się teraz pyta o zdanie. A przecież był czas, gdy na przykład ksieniom benedyktyńskim niejeden biskup mógł władzy pozazdrościć! A teraz nawet przełożone w wielkich zakonach nie mają chyba wiele do powiedzenia na zewnątrz. Nie słyszymy ich.

A pani głos - jako osoby świeckiej, ale zajmującej się Kościołem - jest brany pod uwagę?
- To nie jest dobre pytanie.

Bo mamy wrażenie, że na przykład głos środowiska „Frondy" jest jednak brany pod uwagę i wykorzystywany.
- To są szczególni świeccy, którzy do czegoś pasują.

Co pani czuje, gdy „Fronda" próbuje wypchnąć panią z Kościoła?
- To ja się nie dam (śmiech). Jak w wierszu Janiny Porazińskiej - „Jestem plama na podłodze, siedzę tutaj mocno, srodze, jestem tu we własnym domu, nie ustąpię stąd nikomu". To piękny poemat pedagogiczny, prawda? Nie dam się wygryźć. Mam nadzieję, że ksiądz Lemański też nie da się wygryźć. Chociaż jemu jest dużo trudniej.

WYIMEK

Poznałam grupę Wiara i Tęcza stworzoną przez osoby LGBT. Promieniuje z nich radość - cieszymy się, że się odnaleźliśmy na gruncie wiary

komentarz:

2014/11/11 12:51:26
Szanowna Pani, chcę się odnieść nie do Pani wpisu na tym blogu a do artykułu a w zasadzie rozmowy z Panią w newsweeku. Niektóre Pani stwierdzenie mnie zdumiały do tego stopnia iż w jednym ze swoich komentarzy napisałem :"Jak ktoś tak mądry może takie głupoty mówić"
Stwierdziła Pani : Biskupi są przekonani, że orientacja homoseksualna jest zgubna, boją się, że ludzie o tej skłonności będą ją narzucać innym. Propagować. Ale propagowanie homoseksualizmu jest jak propagowanie niebieskich oczu. To jest coś poza naszym wyborem. Naszym wyborem może być tylko życie bez ukrywania się, w zgodzie ze sobą.
Stwierdzenie iż propagowanie homoseksualizmu jest jak propagowanie niebieskich oczu jest czymś niebywałym.. Czy nie dostrzega Pani nachalnego promowanie związków homoseksualnych ? Nie tylko w Polsce ale i w świecie ? Powszechnego promowania hedoizmu pod przykrywką bycia w zgodzie ze sobą ? Mamy ulegać swoim popędom zamiast z nimi tak jak z naszymi słabościami walczyć ? Homoseksualne skłonności nie są złem. Złem jest jednak dopuszczanie się stosunków homoseksualnych. Nie dostrzeganie tego przez Panią teolog jest czymś dla mnie niezrozumiałym. I dalej. Osoby żyjące w związkach niesakramentalnych nadal pozostają w kościele. Bynajmniej nie są jednak osobami drugiej kategorii. Nie mogą z racji bycia w grzechu ciężkim przystępować do komunii. I tak to wygląda. Pani tymczasem przedstawia ich jako osoby drugiej kategorii w kościele. Pisze Pani : Może do uczestniczenia w Kościele potrzebna jest po prostu wiara chrzcielna, która opiera się na wyznaniu: Jezus jest panem?
To jest podstawa. Niemniej Chrystus nie wymazał 10 przykazań. Jeśli ktoś popełnia grzech ciężki i w nim trwa nie może dostąpić dopuszczenia do komunii. Co znaczy nie stwierdzenie : "nie można wymagać od nich podporządkowania się wszystkim wymogom maoralnym". Mnie osobę wychowaną na TP i tym co głosili i Jerzy Turowicz i Bp. Życiński i Ks. Tischner takie stwierdzenie szokuje. Jeśli ktoś przestrzega 9 przykazań a jednego nie przestrzega to ta osoba żyje w grzechu ciężkim. I nie pojmuje jak można będąc teologiem głosić że niektóre osoby mogą nie dotrzymywać zasad moralnych. Bierzemy Jezusa z całym bagażem wyzwań i wymagań jakie stawia. Albo nie bierzemy Go wcale.
Takie uproszczenia jakich Pani dokonała w w/w wywiadzie zaskakują i źle służą Kościołowi. Pozostając z wyrazami szacunku. Jerzy

 

20:17, halina.bortnowska , Co to, to nie!
Link Dodaj komentarz »

Antyfona:

Pan mówi: * Myśli moje są myślami pokoju, a nie udręczenia. * Wzywać mnie będziecie, a Ja was wysłucham * i sprowadzę do domu ze wszystkich krajów waszego wygnania. [Jr 29,11.12.14]

 

Antyfona, a za nią modlitwa – wspólna prośba zebranych – nadają ton dalszemu rozważaniu. Czas coraz wyraźniej staje się „czasem przedadwentowym”, ale nie ponurym! Weźmy ze Stołu Słowa najpierw pouczenia Apostoła Pawła [1 Tes 5,1-6], bardzo ważne, do dziś praktyczne,  zwłaszcza psychologicznie.

Listopad, roje opadających liści zmieniają park w cmentarz. Kto nie pomyśli, że przyjdzie i nam oderwać się od swojej gałęzi.

Apostoł zdaje się odsuwać na bok to, co często przeżywane jest jako smutne memento. Nawet do oczekujących go, dzień ich śmierci przyjdzie jednak jak złodziej, który cicho podkrada się nocą. I tak też będzie z Adwentem, przyjściem Pana na koniec czasu. Duszpasterz Tessaloniczan nie chce jednak, by trwali oni w niepewności. Pociesza  ich wizją końca, jako spotkania, zamykającego czas tęsknoty. Tak aluzyjnie, a jednak wyraźnie przywołana jest obietnica, że Pan, Haszem, będzie wszystkim we wszystkich…

W tej obietnicy kryje się wielka siła, ale obietnica nie zachęca do bezczynności. W stronę obowiązków działania prowadzą dwa centralne teksty.

Weźmy pierwsze czytanie, pochwałę „Niewiasty Dzielnej” [Prz 31,10-13.19-20.30-31]. Często słyszymy ten tekst podczas uroczystości ślubnych. Wtedy zdaje się on mówić o bardzo tradycyjnych zajęciach „niewieścich”.

W tę niedzielę odgaduję, że opiewana jest wspólnota wierzących, Kościół, Ecclesia, idąca drogą Haszem bogatego w miłosierdzie, drogą czułej Opatrzności.

                                                            ***

A oto przypowieść Jezusa dla uczniów – ta o nierówno rozdanych zasobach [(Mt 25,14-30]. Jeden sługa otrzymuje znaczny kapitał, drugi nieco  mniejszy, trzeci wreszcie -  też otrzymuje coś, co się liczy, ale jest tego minimum.

Ten najskromniej wyposażony zakopuje monetę i trwa biernie aż do dnia rozliczenia, pewien, że zwróci, co otrzymał i że to musi wystarczyć.

Ci, co pomnożyli swój przydział i przysporzyli coś swemu wierzycielowi, otrzymają w nagrodę jego radość.

Ten, kto nic nie przysporzył – straci i to, co miał. Odejdzie złorzecząc pełen gniewu i rozpaczy. Tak przebiegającego rozliczenia macie się strzec najdrożsi uczniowie. Można już być uczniem, ale do przymnażania darów dopiero dochodzić.

                                                            ***

Może ta przypowieść rzuca światło na niedawno czytaną, tę o weselniczkach przezornych i tych niezapobiegliwych. Nie należy zaniedbywać starań licząc na innych i na to, że jakoś tam będzie, starczy tego, co mamy?



11:17, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 listopada 2014

Na Stole Słowa tej niedzieli tasują się teksty przeznaczone na różne uroczystości związane w tym roku  z przypadającym w niedzielę dniem 9 listopada.

Być może odczytany zostanie inny tekst niż ten, który usiłuję komentować! Tak czy owak pomyślmy o tych, które wskazuje Tygodnik Powszechny. Przypominam: mamy czas przed-Adwentowy. Horyzont Adwentu coraz bliższy.

Tekst z Księgi Mądrości [Mdr 6,12-16] przypomina moją ukochaną antyfonę: „Mądrości, która z ust Bożych pochodzisz…”

Bohaterem tekstu jest poszukiwacz Mądrości, zakochany w niej,  a Mądrość nie kryje się przed nim – rankiem czeka na progu, gotowa obdarzyć tego, kto wstanie wcześnie… Mądrość jest dostojna, ale też czuła, jak dziewczyna.

Tekst opisuje tajemnicze mistyczne życie  z Mądrością na sercu. O takie życie każe  ubiegać się Paweł Apostoł pisząc  do nawróconych Tessaloniczan [1 Tes 4,13-18].

 

Pociecha z wiary, ze świadomości Zmartwychwstania, „zawsze będziemy z Panem”. To jest obietnica, którą ma przekazać tekst, z pewnością oparty na mistycznej wizji Apostoła. Obietnica dotyczy tego, że będziemy razem, wszyscy stworzeni i umiłowani, naprawieni łaską, wyleczeni miłosierdziem.

Treść tego tekstu to światło, którego ma nam nie zabraknąć, światło, które zawdzięczamy mądrości serca.

Gdybyśmy jeszcze wierzyli, pamiętali, że tego światła wystarczy – można się nim dzielić, gdy proszą o wsparcie bliźni, mniej zasobni.

A  jak nam brakuje świętego zasobu – nie dajmy się odesłać na rynek, gdzie można sobie kupić to czego potrzeba [Mt 25,1-13]. Zostańmy przy tych, co mają zapas, za mały, by wystarczyło dla nich i dla nas… Ci,  co podzielą się, otrzymają naddatek. Jak wdowa, która żywiła proroka w czasie głodu.

Tak sobie czytam przypowieść, chociaż jest ona o czym innym. Ale na dziś taka mi potrzebna.



[komentarz przeniesiony do CO TO,TO NIE]

17:24, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 listopada 2014

Sens warsztatów – czyli o co chodzi?

Wychowanie i kształcenie powinno wyglądać inaczej niż do tej pory, powinno polegać na współpracy. Tylko współpraca przynosi dorodne owoce, bo człowiek to nie „pusty garnek”, do którego wlewa się wiedzę. Tu pojawia się bardzo ważna funkcja dziennikarstwa i wychowania – potrzeba kształcenia, które nie zatraca poczucia ludzi, że mają coś na własność, że mogą tworzyć coś własnego.

Animator – kto to taki?

Po pierwsze, animator to nie nauczyciel! To człowiek, który nauczył się jak uczyć się razem. Animator ułatwia ludziom zrozumienie tego, co chcą robić. Animator nie narzuca grupie swoich pomysłów, ale wie jak dochodzić do pewnych umiejętności wspólnie. Ważne jest, aby animator potrafił odnosić się od źródeł, sięgać do książek, do fachowców. Istotniejsze dla animatora jest to, aby „umiał to”, a nie „wiedział to”. Animator musi mieć posługiwać się metodą czynną.

Metoda czynna – o sposobie pracy animatora.

Metoda czynna najlepiej się sprawdza w grupie liczącej maksymalnie 8 osób. Dlaczego grupa nie może być większa? Bo animator nie pracuje z tłumem. Grupa ma swoją wewnętrzną strukturę mniejszych podgrup, animator musi dostrzegać, kiedy grupa chce pracować w podgrupach, kiedy chce rozmawiać. Mała grupa jest motorem większej grupy. Animator musi inicjować mechanizm napędzania grupy przez małe grupy.

Jakie są zalety metody czynnej? Jeśli grupa pracuje tą metodą, to wychowuje własnych animatorów. Jest naturalną metodą doprowadzenia do powstania ciągłości. Następnym walorem metody jest to, że prawie wszyscy biorą odpowiedzialność za całość.

Jak wygląda planowanie w metodzie czynnej? Otóż jest ono konieczne, ale musi być inne niż w szkole. Trzeba być przygotowanym na sytuację, kiedy plany nie wyjdą.

Justyna Głogowska

 

I jeszcze fragmenty z notatek Marty Strzeleckiej:

Dyskusje, rysowanie plakatów, pisani ulotek – tak właśnie wyglądały pierwsze warsztaty akcji związkowych, zajęcia dla animatorów zapoczątkowane przez Halinę. – Wierzyłam, że można wybrać ludzi, żeby mogli robić swoje – mów Hala. Potem był barak z zabrudzoną podłogą – to miejsce początkowych spotkań, które z czasem przybrały wyraźnego kształtu, sensu i trwają do dziś.

Animator i animacja

Pomaga i ułatwia innym znaleźć lub odnaleźć swoje zainteresowania. Ważna jest przy tym metoda pracy czynnej, metoda w której człowiek angażuje się czynnie, może wykazać swój talent, zaangażowanie. Odwaga, sprawność robienia wielu rzeczy swobodnie odgrywają w tym wszystkim ważną rolę. Perspektywa spotkania się z innymi grupami i przedstawienia własnych dokonań napędza całość, powoduje, że pojedyncze, małe grupki mobilizują się do działania, żeby jak najlepiej wypaść na tle całej grupy.

Praca zespołowa wywołuje dynamikę, zwiększa chęć do działania. Ludzie mogą i potrafią w pewnym momencie swojego życia znaleźć czas, żeby zostać takim animatorem i poprzez aktywność pomagać innym znaleźć to co pozwala im odnaleźć się i dowartościować w dzisiejszym świecie.

A na koniec tekst Zosi Kirejczyk:

Co będzie, jeśli spotkają się ludzie bez podstaw teoretycznych ani doświadczenia dziennikarskiego i zaczną rozmawiać o tym zawodzie? Czy z takiego spotkania może wyniknąć coś istotnego? Według Haliny tak – o ile żaden z uczestników nie będzie się starał wejść w rolę wszystko wiedzącego mentora, ale raczej spróbuje być po trosze animatorem.

Wydawać by się mogło, że animatorów spotkać można głównie w różnorodnych placówkach wychowawczo-oświatowych. Jeśli jest to prawda, to za instytucje najbardziej wychowawcze należałoby uznać media, a pracujących w nich dziennikarzy za (potencjalnych) animatorów pierwszego kontaktu.

Animator to nie wykładowca, który podaje do wiadomości gotowe treści, ani nie nauczyciel, który uczy tego, czego sam się nauczył. Zamiast prezentować wiedzę, za cel stawia sobie „ożywianie duszy”. Animator nie musi umieć tego, czego uczy, ale musi umieć uczyć – animować, czyli pobudzać oraz uzdalniać do samodzielnego działania. Animator ma po prostu ułatwiać ludziom robienie swojego.

Nie mają racji ci teoretycy, według których młody człowiek jest jak puste naczynie, w które wystarczy wlać nowe treści. Takie podejście zakłada z jednej strony pewien element przymusu, uniemożliwiając tym samym prawdziwą współpracę, z drugiej – całkowicie bierną postawę człowieka „pobierającego” naukę. Metoda czynna, charakteryzująca działanie animatora, prezentuje nastawienie całkowicie odmienne. Członkowie animowanej grupy nie są bezwolnymi i biernymi odbiorcami treści, ale ich współtwórcami. Jakie są efekty takiej pracy?

Napełnianie kogoś umiejętnościami, wiedzą i wartościami jakby był pustym naczyniem nie musi za sobą pociągać rozumienia, ani świadomego i pełnego przyjęcia nowych treści. Inaczej się dzieje, jeśli pod wpływem działań animacyjnych człowiek samodzielnie do nich dojdzie – to, co sam wypracuje, odczuje i zrozumie będzie w nim trwale zakorzenione. Taki człowiek będzie gotowy dalej się angażować i brać na siebie odpowiedzialność.

Z pewnością, animatorem może być każdy, niezależnie od tego, czym się zajmuje. Jednak dziennikarze są do tej roli szczególnie predestynowani. Sposób przygotowywania do tego zawodu poprzez animację wydaje się również bardzo naturalny. Sposób przygotowywania do tego zawodu poprzez animację wydaje się również bardzo naturalny. Bo nie wystarczy biernie przyjąć wiedzę o tym, jak coś należy pisać. Nie mniej istotne jest, by nauczyć się to pisać.



18:09, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2014

antyfona:

Radujmy się wszyscy w Panu, * obchodząc uroczystość ku czci Wszystkich Świętych. * Z ich uroczystości radują się Aniołowie i wychwalają Syna Bożego.

 

Na cmentarze, nawiedzić groby bliskich, groby znanych zasłużonych, dobroczyńców, bohaterów.

Cenny zwyczaj, ożywiający pamięć o nich. Przy grobach stoją obok siebie, stoją przytuleni niewierzący i wierzący, przygarniając dzień, zgodnie ustanawiając strefę ciszy i szacunku dla swego obcowania z Pamiętanymi.

A może trzeba sięgnąć dalej, na ziemi cmentarnej pomyśleć o tych, co nas wyprzedzili, o całym universum tych, co byli jak my, pod słońcem, pod chmurami, we mgle tutejszego życia…

By swobodnie tak myśleć o obcowaniu z Pamiętanymi po imionach i bezimiennymi dla nas, trzeba utrzymywać w sobie świadomość, że oni – gdziekolwiek są – na pewno nie są tu zagrzebani, nie leżą pod płytami z lastriko ani  pod kamieniem, groby nie są ich domami, nie spoczywają pod kościelną posadzką, ani w omszałych grobowcach w stosach trumien. Wszyscy  możemy razem uznać, wierzący i niewierzący: oni spoczywają w nas, coś z nich niesiemy w sobie. Między nimi a nami otchłań jest zabliźniona naszą pracą pamięci. Jeśli  chcemy, możemy ich przywołać z dna pamiętania.

Oni nie są tam, w błotnistej ziemi, która spaja ich popiół.

To jest grunt wspólny ponad wszystkimi różnicami. Dzień obcowania z tymi, co nas wyprzedzili, możemy uczciwie przeżywać wspólnie wśród kwiatów i świateł pamięci, nieśmiało uczestnicząc też w umacnianiu mogił kamykami  pamięci.

                                                            ***

Wierzący powinni dawać przykład świadomości, że oni – ci, z kim obcujemy – nie są tam w dole, w czeluści zagrzebani w dziurach w warstwie gleby.

Naszą pamięć rozświetla myśl, że Bóg ich przygarnął. Haszem, Wszechmocny Stwórca, który nie gardzi żadnym z przez siebie stworzonych. On jest ich miejscem. W Bogu już można z nimi obcować. Także klękając przy grobach, miejscach pamięci. Chrześcijanie  wierzą, że w czasie ostatecznym ich ciała zostaną powołane od nowa jako święte ciała chwalebne. Nie wiemy, w jaki sposób będą one podobne do Chrystusa Zmartwychwstałego. Uciszmy natrętną wyobraźnię, weźmy dystans do jej tworów. Nasza wiara w swej istocie oznacza, że czeka nas powrót do obcowania między sobą jako dar samego Stwórcy i Jezusa, który nie chce, by zginęło cokolwiek z tego, co Ojciec miłuje.

                                                            ***

Św. Jan Apostoł:

[1 J 3,1-3]
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.

19:21, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 października 2014

Antyfona:

Niech się weseli serce szukających Pana. * Rozważajcie o Panu i Jego potędze, * zawsze szukając Jego oblicza. [Ps 105(104),3-4]

Przy Stole Słowa sięgam najpierw po tekst Ewangelii według Mateusza [Mt 22,34-40]. Jezus odpowiada na pytanie faryzeuszy o najważniejsze przykazanie.

Rozważając ten tekst przypomniałam sobie ważną przestrogę Siostry Emilii Ehrlich, urszulanki, wytrawnej biblistki, współpracującej w powstawaniu licznych tekstów Jana Pawła II. Emilia powiedziała kiedyś prowadząc studium biblijne, może nawet właśnie nad tym tekstem: „Pamiętajcie, że wcale nie wszyscy faryzeusze byli  obłudnikami, nie wszyscy chcieli Go przyłapać na jakimś błędzie. ,Faryzeusze’ to byli gorliwcy, dbający o znajomość Pisma, wszystkich Ksiąg, w tym nauki wielkich Proroków. Na pewno przynajmniej niektórzy szukali w Jezusie Proroka”. Proroków zaś poddawano próbom, aby sprawdzić, czy uczą tego samego, co Mojżesz…

Na centralne, fundamentalne pytania Jezus odpowiada tekstem, który sam na pewno powtarzał od dziecka u kolan matki  i opiekuna. Tak, miłość Boża i miłość bliźniego to dwa – a może raczej jeden wspólny zwornik całego prawa moralnego. Uczniowie Jezusa nie dziwią się tej odpowiedzi. Świadczy ona o tym, że Jezus przyszedł wypełnić Prawo, a nie zwolnić ludzi od spełnienia tego, co łączy ich serca z wolą Haszem.

                                                                        ***

Kto jest „obłudnikiem”? Ten, komu zależy na tym, by wydawać się, a nie na tym, żeby naprawdę być.

Pokusa obłudy jest bardzo potężna i dotyka ludzi mających pozycję, często szanowanych na wyrost. „Gorliwcy” bywali obłudnikami. Podobna jest sytuacja wszelkiego „kleru” otaczanego nimbem przez „zwykłych wierzących”. Jezus musi im przypominać, czego Haszem oczekuje od wszystkich.

                                                                        ***

Słyszą Go niepoprawni i szczerze szukający.

                                                                        ***

Na Stole Słowa piękny tekst [Wj 22, 20-26] wskazujący, kogo miłować jak siebie samego – kogo przede wszystkim… Trzeba uznać bliźniego w tym, kto jest w potrzebie. Poruszamy się blisko przypowieści o Samarytanie, który okazał się bliźnim człowieka, co  wpadł w ręce zbójców i jako ofiara leżał przy drodze [Łk 10,25-37].

                                                                        ***

Od samarytańskiej miłości bliźniego wróćmy do jej źródła.

Sens Pierwszego Przykazania, opis tego, co dzieje się we wnętrzu człowieka praktykującego wierność temu przykazaniu z wielką siłą wyraża pieśń, którą należy śpiewać w tę niedzielę, w Dzień Wszystkich Świętych, w czas przedadwentowy:

1. Boże, w dobroci nigdy nie przebrany,
żadnym językiem nie wypowiedziany!
Ty jesteś godzien, Ty jesteś godzien wszelakiéj miłości,
Poszanowania, poszanowania, chwały, uczciwości.   

2. Ciebie czczę, pragnę i ważę samego
nad wszystkie dobra, Tyś u serca mego
najwyższe dobro, najwyższe dobro, Tyś w najwyższéj cenie,
sam jeden u mnie, sam jeden u mnie nad wszystko stworzenie.   



11:44, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 października 2014

Samorekolekcje z opóźnieniem i usprawiedliwieniem. Jest nim potrzeba pilnego obserwowania wiadomości z Rzymu, gdzie obradował Synod, pierwsze z jawnie reformatorskich poczynań Papieża Franciszka. Trudno było oderwać się od czytania, słuchania. Ale  warto znowu na krótko powrócić  do Ewangelii w tej postaci wyższej. Liturgia nam ją przedstawia.

                                                            ***

Na Stole Słowa niezwykłe zestawienie. Oto w pierwszym czytaniu [Iz 45,1.4-6] prorok w swej wizji kontempluje postać Cyrusa Wielkiego, za którego rządów Izraelici mogli  powrócić z wygnania. Dla proroka rządy tego pogańskiego władcy są opatrznościowe – a sam Cyrus nie bez reszty jawi się jako „poganin”. Decyzja umożliwiająca powrót jest od Haszem, z wolą Haszem. Władca jest narzędziem woli Jedynego. Woli, na której uwyraźnienie i spełnienie musimy czekać.

                                                            ***

Na tym pięknym tle Jezus podstępnie pytany przez Faryzeuszy [Mt 22,15-21].

Ci znawcy subtelnego kategoryzowania ludzi chcą ustalić, jak mogą prezentować Jezusa swoim poplecznikom i władzy, może rzymskiej (okupacyjnej), a może własnej, arcykapłańskiej. Kim jest ten nauczyciel, a może wręcz prorok? Czy Jezus jest patriotą, żydowskim gorliwcem, obrońcą obywateli suwerennego państwa religijnej autokracji? Oto test: czy odrzuca obowiązek płacenia podatku rzymskim poborcom? A jeśli zobowiąże do płacenia – to czyż nie rezygnuje z wierności wobec żydowskiej teokracji?

Ścieńczała od długiego  używania moneta czynszowa z prawie zatartym wizerunkiem władcy. Jezus spogląda na nią, pyta: „Czyj to wizerunek?” odpowiadają od razu „cesarza” (czyżby Nauczyciel tego nie wiedział?). Image „Cesarza!”

Na to pada jedna z replik Jezusa, powtarzana przez wieki: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

                                                            ***

Cesarzowi  -  wytartą monetę z jego podobizną. Znaczy ona bardzo wiele. To symbol  przynależności, krok ku obywatelstwu, wyraz posłuszeństwa prawu narzuconemu przez Rzymian, przez ich cesarstwo, w pewnym sensie „świeckie” – w porównaniu z reżymem izraelskim.

Echem tej sceny wydaje się na przykład zapis polskiej konstytucji o „przyjaznej autonomii”.

                                                            ***

Chrześcijanie naszego wieku nie od dziś żyją w dwóch światach: medalika-krzyżyka na szyi – i monet czynszowych, ceny przynależności i składki na dobro wspólne. Trzeba umieć zdawać kolejno podwójny egzamin lojalności za wzorem Jezusa. Podwójny egzamin. To ciężar dla wielu za duży.

Ale trzeba iść za wyzwaniem Ewangelii, wyzwaniem do podwójności.



19:39, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2014

Światło pamięci, kamyk, który ją symbolizuje

Dla STEFANA STARCZEWSKIEGO, obrońcy Praw Ludzi, osoby zbudowanej z życzliwości i szacunku dla innych,

Za wiele spotkań,  słów i myśli pozostaję Mu wdzięczna, a zwłaszcza za wprowadzenie w krąg Komitetu Helsińskiego w Polsce. Cokolwiek się jeszcze zdarzy, czuję się jego członkiem, co się wyraża w łączności nieprzerwanej z Helsińską Fundacją Praw Człowieka.

Cokolwiek robimy dobrego, Stefan ma w tym nieprzemijający udział.



18:47, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 października 2014

Chcąc pozyskać ludzi jako uczestników dobrowolnego wysiłku trzeba

1)     odczytać ich silnie odczuwane potrzeby przekonać ich namacalnie, że uczestnictwo w danym przedsięwzięciu może te potrzeby w jakimś uchwytnym stopniu zaspokajać i to natychmiast.

2)     zainicjować pracę tak, aby rozbudzić dalsze, ważne, choć dotąd nie uświadomione potrzeby, które wspólna praca będzie zaspakajać.

Odczytaniu potrzeb służy znajomość środowiska, jego planowana obserwacja (choć przez pewien czas), ankiety i sprawdzanie propozycji w grupach pilotujących.

Trzeba przy tym liczyć się z ambiwalencją potrzeb, z tym, że przyciąganiu, atrakcyjności często towarzyszy opór, odpychanie. Dla przezwyciężenia tego oporu potrzebne są dodatkowe bodźce, jak atmosfera uwagi i przyjaźni, urok osobisty inicjatorów, możność uzyskania dodatkowych satysfakcji osobistych, takich jak wykorzystanie i uznanie grupy dla posiadanych talentów, pomoc w pokonaniu życiowych trudności, kontakt z ciekawym środowiskiem.

Samokształcenie odwołuje się do bardo żywej potrzeby wolności, do chęci działania według własnych decyzji, swobodnego wypowiedzenia się, rozszerzania horyzontu informacji i należenia do wspólnoty praktykującej zaufanie i życzliwość.

Jednakże osoby pragnące wolności jednocześnie odczuwają zwykle lęk przed odpowiedzialnością, kierują się nawykiem bezpiecznej bierności i chowania się za zwierzchnikami, tłumią w sobie świadomość, która kazałaby działać w sposób niezależny, a więc wymagający wysiłku i podjęcia ryzyka.

Przedsięwzięcie samokształcenia w swej istocie odpowiada potrzebie wolności, ale nie jest to związek bezpośrednio oczywisty. Aby się o istnieniu tego związku przekonać, potrzebna jest na wstępie jakaś „majoutyka”, pomoc w głębokim, angażującym dostrzeżeniu tego związku. W tym celu potrzebne jest przeżycie ukazujące samokształcenie jako wyraz i warunek zachowania godności własnej.

Uczestnicy muszą doświadczyć faktu, że niezależne zdobywanie wiedzy pozwala przezwyciężyć bezradność w konkurencyjnych sytuacjach – być kompetentnym – przewodnikiem, wychowawcą, doradcą i przywódcą.

Program samokształcenia musi więc brać pod uwagę sytuacje, w których takie przeżycia sukcesy były, są lub prawdopodobnie będą możliwe.

Nauczyciele potrzebują samokształcenia jako czynności uzupełniającej braki przygotowania zawodowego i korygującej zniekształcenia powstające na skutek warunków pracy w szkole. Samokształcenie stanowi przeciwstawiający się nieświadomej sowietyzacji i rutyniarstwu, w które nauczyciele są spychani.

Samokształcenie musi oczywiście być odróżniane od zaocznego dokształcenia się, przebiegającego według narzuconego programu i stanowiącego element systemu władzy nad społeczeństwem. Dokształcenie ma cele przystosowawcze – chodzi o spełnienie wymagań stawianych przez pracodawcę. Samokształcenie zmierza do realizacji własnych celów i wymagań stawianych sobie samemu.

Nauczyciele powinni z autopsji znać metody i samą rzeczywistość procesu samokształcenia, ponieważ wdrażanie uczniów do samokształcenia musi być dziś głównym celem pracy w szkole dla każdego nauczyciela i realistycznie pojmującego swoją rolę społeczną. Przez społeczeństwo – nie przez władzę – nauczyciele będą rozliczani z tego czy i jak przygotowali uczniów do szukania i poznawania prawdy i wiedzy poza ofertą systemu. Tylko praktyka samokształcenia stanowi trwałe studium przeciw dezorientacji i zakłamaniu. Nie wystarczy unikanie czy prostowanie tych czy innych fałszów – potrzebny jest nawyk i umiejętność samodzielnego sprawdzania i korygowania. Problem głodu rozwiązuje nie ten, kto da rybę, lecz ten, kto da wędkę.

Samokształcenie odpowiadające dostatecznie szerokiej skali potrzeb nie może by czysto indywidualne. Pojmujemy je tutaj jako pracę zespołową, prowadzącą niekiedy do powstawania trwałych wspólnot ideowych, a z reguły inicjujących silną więź między uczestnikami.

 

Program samokształcenia nie powinien być nie tylko narzucany, ale nawet sugerowany odgórnie. Kształtowanie własnego programu jest konstytuującym czynnikiem powstawania autentycznego zespołu samokształceniowego, odróżniającym taki zespół od grupy szkoleniowej, podporządkowanej jakiejś instytucji czy organizacji.

Zespół samokształceniowy może jednak, a nawet powinien korzystać z inspiracji i analiz nie tylko własnych; trzeba bowiem, aby program był syntezą własnych pytań i doświadczeń oraz recepcji wielkich prądów myślowych i poszukiwań obejmujących całe społeczeństwo, a nawet cały świat. Lokalne zespoły potrzebują styczności z różnymi środowiskami. Dzięki temu wzbogaca się skala ich zainteresowań i mogą uczestniczyć w kształtowaniu się etosu całego społeczeństwa i epoki.

Np. prelegenci z innych ośrodków, ludzi bywali w szerokim świecie mogą być czynnikami otwierającymi zespoły ku globalnym horyzontom. Ale równie potrzebne jest otwarcie na lokalny konkret – przeżycia, problemy i potrzeby społeczności, w której żyją uczestnicy samokształcenia.

Ten aspekt dotąd jest zaniedbany. W jego rozwijaniu mogła by pomóc obecność ekspertów odwiedzających zespoły czy to na ich  zaproszenie, czy systematycznie. Eksperci tacy mieliby inicjować i podtrzymywać poznawanie i analizowanie własnego środowiska działania.

Takich ekspertów trzeba przygotować do prowadzenia pracy seminaryjnej typu case-study.

Wdrażenia do samokształcenia jako element pracy nauczycielskiej nie sprowadza się do prowadzenia czy inspirowania specjalnych dodatkowych zajęć pozalekcyjnych („koła zainteresowań”). Chodzi także, a nawet głównie o wprowadzenie i podtrzymywanie pewnej samodzielności  uczniów, ich własnych prób i poszukiwań, w tym – pracy zespołowej.

Normalne lekcje, a przede wszystkim godziny wychowania pozostawiają pewne możliwości tego typu. Ich prawdziwe rzetelne wykorzystywanie powinno stać się sprawą łączącą nauczycieli, uczniów i rodziców niejako ponad liniami tradycyjnego podziału – w imię wspólnych wartości, które trzeba odszukać i w jakiś sposób proklamować.

Bardzo jest przy tym ważne, by akcentując wzajemną solidarność nie zatrzeć właściwego, antykonformistycznego charakteru cechującego samokształcenie. Byłoby tragicznym nieporozumieniem, gdybyśmy mieli przyczynić się do erozji jeszcze jednego cennego pojęcia, jak to się stało z ideą pracy społecznej, Dy weszła ona na listę zaliczanych obowiązków szkolnych.

Samokształcenie powinno być podtrzymywane przez nauczycieli i rodziców w ramach niekonformistycznego przymierza zwróconego przeciw systemowi, a nie jako krok ku „udomowieniu” czy wręcz kastracji wolnościowej sensu samokształcenia.

Inicjatywą zespołowego samokształcenia należałoby objąć oprócz nauczycieli pracujących w swoim zawodzie także i tych, których od tej pracy odsunięto, względnie korzystających z rent, urlopów macierzyńskich, oraz w miarę możności również przyszłych nauczycieli, obecnie w toku przygotowania do zawodu.

Dalsze kategorie osób to:

A)    młodzi, aktywnie rodzice, dający się poznać w różnych kręgach, np. takich jak KIK, Cazy, czy duszpasterstwa ludzi pracy.

B)    studenci i niektóre inne osoby mogące udzielać korepetycji, czy to płatnych (przez rodziców lub z funduszu społecznego) czy w pewnym zakresie bezpłatnych (jako forma wymiany usług lub służby społecznej). Mamy tu na myśli zarówno korepetycje wyrównawcze  dla dzieci zaniedbanych, pozbawionych pomocy rodziców, jak i korepetycje uzupełniające braki szkoły tak pod względem treści, jak i usprawnienia intelektualnego, rozwoju krytycyzmu i samodzielności. W przypadku zdolnych dzieci i młodzieży korepetycje mogą przekształcać się w inspirowane i podtrzymywane, ale jednak już samokształcenie.

Korepetytorzy i rodzice chcący w tym stylu pracować z dziećmi potrzebują uzupełniające formacji dydaktycznej, wskazówek, a przede wszystkim wymiany doświadczeń w kwestii metod, programu pracy, literatury i innych pomocy.

Działanie samokształceniowe dorosłych w zespołach złożonych z nauczycieli, rodziców i studentów ma wiele zalet, przede wszystkim prowokuje do szerszej wymiany doświadczeń, ułatwia nauczycielom przełamanie schematu własnej roli „pracowników państwowych” – uprzytamnia i umacnia więź z rodzicami, sugeruje wizję nauczyciela jako wolnego, przyjacielskiego współpracownika wychowujących rodzin i zespołów rodzin.

Z drugiej strony dla rodziców obecność nauczycieli jest pomocą w przełamywaniu nieufności czy służalczego fałszu w stosunkach z nauczycielami. Studenci mogą unosić swój dynamizm i nawyk wspólnotowego przeżywania i rozwiązywania problemów.



17:57, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46