To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

sobota, 07 czerwca 2014

Antyfona:

Duch Pański napełnił okrąg ziemi, * Ten, który ogarnia wszystko, * zna każdą mowę. * Alleluja. [Mdr 1,7]

Bardzo trudno pisać samorekolekcje wokół Potężnych - wszystko ustawiających, głównych Świąt. Te święta powracają co roku w tej samej postaci.

Święta Wielkich Tajemnic wiary potrzebują ciszy, milczenia, a także proklamacji w antyramie ciszy. Proszę więc, wybaczcie, że na wstępie odeślę was do wcześniejszych komentarzy i do tekstu w książeczce „Już / jeszcze nie” (dostępnej z tego blogu). Podzielę się jednak tym, co w tym roku szczególnie daje mi do myślenia. A potem odeślę do tekstu, który – ku czci Ducha Świętego – warto wbudować w siebie. Temu służyć mają kolejne powtórzenia, które proponuję.

                                                            ***

W obrębie duszpasterstwa i na różne sposoby ujawnianych przeżyć wokół Święta i obecności Ducha Świętego w życiu Kościoła napotkałam różne podejścia. Nie muszą one występować rozdzielnie – czasem splatają się ze sobą – i dobrze, i słusznie. Warto je jednak wyodrębnić, bo wtedy może uda się bardziej całościowo i prawidłowo odwoływać się - uciekać się - do pomocy Wspomożyciela.

Kościół rzymsko-katolicki od wieków praktykuje wiarę w działanie Ducha Świętego na rzeczywistość liturgii. Podczas pierwszych soborów rozwinął też trynitarną teologię. Nie niedzielę tajemnicy Trójcy  Życie Trójcy Bożej jest dla nas niepojęte. Duch Święty jest niepojętym „ogniwem” Trójcy. Pochodzi od Ojca, na co kładzie nacisk doktryna prawosławna, lecz w ujęciu rzymskim – pochodzi i od „Ojca”, i od „Syna”. Cudzysłowy stosuję, bo fakt, że jak niepojętą Tajemnicą jest życie Trójcy, tak owo „pochodzenie” jest dla nas nie do zrozumienia. Ale tyle możemy pochwycić: Nasz Bóg nie tylko jest Jedyny, ale też jest „Wspólnotą”. Modlitwa zwrócona ku Trójcy jest cząstką naszego dziedzictwa chrzcielnego.

Mamy Święto Zesłania Ducha Świętego jako Daru Ojca i Daru Syna.

                                                            ***

Od innej strony przeżywamy obecność Ducha Świętego jako Wspomożyciela i Pocieszyciela. Życie we  wspólnocie wiary ma napełniać radością. Nie jesteśmy osamotnieni. Duch Święty daje siłę i męstwo, by trwać przy wierze.

 

Ty jesteś bardzo wielki.

Ty jesteś bardzo wielki.

 odnawiasz oblicze ziemi.

odnawiasz oblicze ziemi.

będę radował się w Panu.

będę radował się w Panu.

Panem jest Jezus

Panem jest Jezus

ten sam Duch

ten sam Duch

jeden Pan

jeden Pan

Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich

Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich

w jednym Duchu zostali ochrzczeni

w jednym Duchu zostali ochrzczeni

 napojeni jednym Duchem.

napojeni jednym Duchem.



22:21, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 czerwca 2014

Wysłuchałam transmitowanej części debaty TOK FM na temat spornej kwestii – wzniesienia pomnika wdzięczności dla „sprawiedliwych” w sąsiedztwie Muzeum historii Żydów Polskich – to znaczy na terenie byłego Getta, obok pomnika jego bohaterów.

Trudno było słuchać zderzania  się sprzecznych racji, gdy opinie, jedna po drugiej, wydawały się przekonujące. Ale nie do pogodzenia. Nad ranem wybrałam wniosek radykalny. Jednak czuję, że dla tego pomnika nie ma odpowiedniego miejsca ani w Warszawie, ani w Polsce, ani nigdzie. Być może w Jerozolimie. Tam już zresztą rośnie, w miarę bezpiecznie, las drzew pamięci. Tamta ziemia przyjmuje ich korzenie.

U nas nawet dedykowany przez Żydów „sprawiedliwym” pomnik nie ma szansy należytego zrozumienia i oddziaływania.

Kim byli „sprawiedliwi” usiłujący ratować Żydów? Każdy był w tym akcie sobą.

Tak to wnikliwie przedstawia Joanna Tokarska-Bakir – „sprawiedliwi” to ludzie samo-swoi, pojedynczy, jakoś odmienni. Nie mieli oparcia w sąsiadach, ani w plemieniu, ani w narodzie. Ani nawet w Kościele. Niekiedy kierowali się wiarą, ale przecież nie pouczeniami z ambon czy konfesjonałów, lecz tym, co w nich samych było jakimś imperatywem danym „sprawiedliwym” - wierzącym i niewierzącym - nie godzi się, nie mogę minąć, odepchnąć, porzucić tego człowieka, tych ludzi w ostatecznej potrzebie.

Takich „sprawiedliwych” poznałam kilkoro i zgadza się: tak się to w nich i z nimi działo. Usiłowali ratować bliźnich nie dlatego, że szlachetność leży w polskiej naturze. Nie wygnali szukających schronienia -  bo takie mieli obyczaje.

Myślę tu oczywiście o ratujących bezinteresownie. Dorabiających się na tym chyba naprawdę było więcej. Wszyscy zaś byli o to posądzani. Nie brakuje nam świadectw.

Bartoszewski napisał kiedyś o „sprawiedliwych”, że są z jego ojczyzny. Miał jednak na myśli Ojczyznę wyśnioną, nie tę realną, której interesom pomnik wdzięczności mógłby, albo musiał mimowolnie służyć.

Anna Bikont napisała „My z Jedwabnego”. Groźny, prowokujący tytuł. „My” musi tu objąć ofiary, ale też sprawców. Z Jedwabnem wiąże się moje poczucie, że pomnik wdzięczności dla „sprawiedliwych” jest nie do przyjęcia dla nas, pozornie ich pobratymców. Nie do przyjęcia, póki cmentarny pomnik w miejscu, gdzie ich spalono żywcem, wciąż nosi wykrętną fałszywą inskrypcję: nie wskazującą, skąd się wzięli sprawcy zbrodni.  Brak odwagi, by to zmienić, bo pomnik głoszący tragiczną prawdę natychmiast zostałby sprofanowany.

Pewnie stałoby się to z udziałem tych, co chętnie złożyliby kwiaty pod pomnikiem wdzięczności „dla naszych szlachetnych”. Czyli tych, kogo w tym miejscu w tamtych dniach zabrakło.



18:03, halina.bortnowska , Co to, to nie!
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 maja 2014

Antyfona:

Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Jezus tak przyjdzie, jak widzieliście Go wstępującego do nieba. Alleluja. [Por. Dz 1,11]

 

Już dość  pracował dla nas, ludzi, trzydzieści lat i trzy na tym naszym świecie… Poszedł do Jerozolimy i co o Nim pisano, to wszystko wykonał…

Świętujemy uroczystość przekazania ostatnich poleceń i Obietnicy, pozwalającej cieszyć się chwalebnym Jego powrotem na miejsce, którego przecież nigdy nie opuścił. Oto potomek, człowiek, osoba z rodu Dawida na łonie Abrahama, Ojca wiary.

Za tym obrazem niewysłowiona ikona, Syn w jedności z Ojcem. Z tej  Jedności do nas zstąpi i z nami, z Kościołem zostanie Paraklet-Wspomożyciel.

                                                            ***

Z Jego obecnością z nami teraz mamy do czynienia czytając tekst z Listu do Efezjan [Ef 1,17-23].

Przeczytajmy go jako modlitwę przygotowującą do Święta Zesłania Wspomożyciela.

Ojciec chwały

Ojciec chwały

ducha mądrości

ducha mądrości

światłe oczy serca

światłe oczy serca

nadzieja waszego powołania

nadzieja waszego powołania

wskrzesił Go z martwych

wskrzesił Go z martwych

I wszystko poddał pod Jego stopy

I wszystko poddał pod Jego stopy

Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko.

Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko.

 

Takim rozważaniem, wchłanianiem w siebie tekstów świętych ożywiają swoje powołanie Małe Siostry Baranka, nauczycielki modlitwy kontemplacyjnej. Spróbujmy im towarzyszyć.

 

Kolekta:

Wszechmogący Boże, wniebowstąpienie Twojego Syna jest wywyższeniem ludzkiej natury, + spraw, abyśmy pełni świętej radości składali Tobie dziękczynienie, * i utwierdź naszą nadzieję, że my, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z Nim w chwale.



09:34, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 maja 2014

Wyznanie wiary składają przy chrzcie rodzice chrzestni w imieniu swego chrześniaka.

Pamiętam, że przy Pierwszej Komunii recytowałam wyznanie wiary: „Wierzę w Ciebie, Boże Żywy…”

Później chrześcijanin wyznaje wiarę w to, co głosi Skład Apostolski czyli modlitwa „Wierzę w Boga”.

Lekarze i inne osoby, które nie mogą lub nie chcą podpisać tzw „Deklaracji wiary”, w pewnej kwestii odmawiają posłuszeństwa swojemu biskupowi lub zgromadzeniu biskupów, jakiejś ich komisji czy konferencji.

Jeśli chcą, z pewnością mogą nadal prawomocnie uważać się za wierzących w Boga Ojca Wszechmogącego… i w Jezusa Chrystusa… i Ducha Świętego, a także w Święty Kościół Powszechny.

Działając zgodnie ze swoim sumieniem, bynajmniej nie opuszczają wspólnoty rzymsko-katolickiej ani Kościoła Chrystusa. Posądzanie ich o odstępstwo jest moim zdaniem nadużyciem.

PS.

Zdaję sobie sprawę, że często my sami narażamy to, w co naprawdę wierzymy, na złośliwe prześmieszki. Niestety często mówimy o swojej wierze nieudolnie, naiwnie albo, co gorsza, z domieszką hipokryzji. A jednak ośmielam się prosić przynajmniej bliskich niewierzących, by nie kpili z tego, co wierzący otaczają czcią. Nie krytykujcie nas przy piwie, lecz z godnością i nie uwłaczając naszej ludzkiej godności, w poważnych rozmowach, może wręcz w dialogu.

Sumienie i Duch Święty to nie trampolina dla  żartów.

18:15, halina.bortnowska , Co to, to nie!
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 maja 2014

Niedziela Kościoła Otwartego

 

Antyfona:

Głoście radosną nowinę, * niech będzie słyszana, * po krańce ziemi rozpowiadajcie, * że Pan wyzwolił swój naród. * Alleluja. [Iz 48,20]

 

Obok Piotra i  Jana bohaterem tej niedzieli jest Apostoł Filip, ten, który  prosił Jezusa o dar najwyższy, który za wszystko wystarczy: „Pokaż nam Ojca”. To jemu, Filipowi, Jezus odpowiedział, mówiąc zarazem do nas: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł”.

                       

                                                            ***

W dzisiejszą niedzielę notatka z Dziejów Apostolskich [Dz 8,5-8.14-17]. Oto przedsięwzięcie Filipa, godne upamiętnienia, przykład, jak realizować posłannictwo.

Do Samarii!

Musiało być trudno  podjąć taką decyzję. Samaria to teren odmienny religijnie od Jerozolimy i Galilei. Teren „wierzenia i modlenia się inaczej”. Domyślam się, że w drodze do Świątyni Jerozolimskiej Samarię raczej omijano. Sam Jezus w drodze do Jerozolimy zatrzymał się poza miastem, przy studni Jakubowej. Z początku po zakupy poszli  uczniowie. Ale potem, śladem ewangelistki – kobiety z Samarii, Jezus sam, nie tak znów dawno, głosił w Samarii Królestwo Boże, znalazł sporo zainteresowania i zrozumienie [Dz 8,5-8.14-17].

Wydaje się należne i roztropne, by z nowiną o Zmartwychwstaniu pójść właśnie do Samarii. Projekt Filipa – pójść śladem Jezusa dla Niego i z Jego Ewangelią do sąsiadów, do Samarytan uznawanych nie przypadkowo za obcych, myślących inaczej niż tradycyjni Żydzi. To projekt jednak niezwykły, odważny, natchniony przez Ducha Świętego, którego Filip  już przyjął.

Gdy misja Filipa okazuje się udana, Piotr i Jan, już bez oporów, jak się wydaje – z radością odwiedzają Samarię. Są już tam początkujący uczniowie, ochrzczeni w Imię Jezusa. Gdy Piotr wkłada na nich ręce – otrzymują Ducha Świętego, umocnienie, ożywienie wiary, początek wzrastania w niej.

                                                            ***

„Dzieje Apostolskie” to jakby kronika pierwszych oddechów, kroków i decyzji wspólnoty wierzących w Jezusa i próbujących głosić Jego naukę, żyć według niej. To dla nas ogromnie ważne, by wiedzieć, wyobrażać sobie, przeżywać to, jak było z nimi, uczniami, w czasach pierwszych. W swej długiej historii, około 2000 lat – Kościół Chrystusa wielekroć potrzebował odrodzenia, ożywienia, naprawy. Chodziło o odrodzenie, o wejście z nową energią w nowe czasy ludzkości, o otwarcie ku światu przyszłości, dla którego wzór z czasów  pierwszych nie przestaje się liczyć.

                                                            ***

Filip, naczynie Ewangelii i narzędzie przenikania z nimi w nowe otwierające się przestrzenie darów Ducha Świętego.

Apostoła Filipa, patrona twórcy „Oratorium”, świętego Filipa Neri – wybieram sobie i dla swoich czytelników za orędownika, przykład i twórcę zachęty, by „odwiedzać Samarię”, szukać kontaktów z innymi od nas, a przecież potrzebującymi spotkania,  spotkań – by uwalniać się od ciężaru uprzedzeń, nieufności, niezdolności by wysłuchać, obejrzeć także innymi oczami.

                                                            ***

Kościół powinien wciąż ożywiać i na nowo poddawać refleksji doświadczenia pierwszych wieków. To doświadczenie to źródło świadomości ile było i ile nadal musi być „mieszkań w Domu Ojca” i że nikt na Ziemi nie wydaje na nie przydziałów, ani nie ma racji ich odmawiać.

Kościół otwarty – to już dużo. Zaproszenie, by wchodzić, ale też wychodzić. Znajdować kontakt z tymi, co  nie wchodzą tam, gdzie dla nas leży centrum. Może jednak to centrum tak silne pulsuje, że nie są poza nim ci z Samarii. I ci z „Galilei Pogan”. Kościół jest żywy, pełen niespodzianek. Jest duchowym mieszkaniem nie tylko dla nas i nie jest mieszkaniem jedynym, albo też Kościołem stają się miejsca przez kogoś zamieszkane, najlepiej – jeśli otwarte na stałe.

                                                            ***

Zachęcam, by zaglądać w tym blogu do zakładki „Kościół jak las”.

„…Wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was…” [J 14,15-21].

Niedzielę Kościoła Otwartego zamyka – nie! Nie zamyka, lecz otwiera na zawsze – wielka proklamacja najwspanialszych obietnic.

Zamykanie przestrzeni Kościoła powodowane jest strachem, że świętość nam zniknie, wyparuje jak obłok, odleci przez otwarte bramy.  Ewangelia tej niedzieli usuwa strach, umacnia ufność i radość, która ma dostęp do ufającego człowieka. Cieszmy się na dary naszego Parakleta, Wspomożyciela, od którego czerpiemy odwagę. Czyniąc tak spełnimy polecenia Franciszka z jego „Adhortacji” czyli zachęty: będziemy cieszyć się możliwym i dla nas głoszeniem Ewangelii po „Samariach” naszych czasów. „Głoszeniem” nie-głośnym,  raczej sprawiającym, że pojawia się szansa dostrzeżenia wartości otwartych bram.

18:48, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 maja 2014

Antyfona:

Śpiewajcie Panu  pieśń nową, * albowiem uczynił cuda, * na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość. * Alleluja. [Ps 98(97),1-2]

Jedna po drugiej kolejne niedziele przynoszą impulsy do refleksji – każdy z tych dni mógłby stać się dniem przełomu w historii wiary osoby uczestniczącej w liturgii, poważnie rozważającej to, co znajduje na hojnie zastawionym Stole Słowa.

***

Ewangelia [J 14,1-12] to świadectwo, jak Jezus sam widział swoją rolę wobec ludzi. To rola Mesjasza odsłaniająca się w nauczaniu proroków.

My, chrześcijanie, także powinniśmy zatroszczyć się o to, by być uczniami proroków, którzy przemawiali do synów, potomków Abrahama, Izaaka i Jakuba-Izraela. Ewangelia tej niedzieli buduje pewien świat duchowy oparty także na ich nauczaniu. Zasadnicza sprawa – jeśli chcemy wiedzieć – o ile to dla człowieka możliwe – w jakiego Boga wierzymy, komu służymy, kto nas przygarnie na zakończenie. Kto nasze życie wyprostuje swoim objęciem, kto uszczęśliwi cierpiących i udzielających trudnej, pracowitej pomocy innym…

Wydaje się, że tego pragnęli uczniowie, proszący wraz z Filipem „Panie, pokaż nam Ojca…”

                                                                        ***

Wyobrażenie o Jezusie uzyskiwane z Ewangelii i od Proroków ma kształtować nasze wyobrażenie OJCA - Ojca, z którym Jezus-Syn jest całkowicie  zjednoczony.

My, ziemscy ojcowie, a również nasi przyrodzeni ojcowie ziemscy, wszyscy niosą w sobie jakieś uzasadnienie faktu, iż Jezus uczył nas mówić „Ojcze nasz…”. „Ojciec” – to „Haszem”, Jego Imię… ale też nie zapominajmy, że właściwe imię, którego nie należy wymawiać – jest jakby na przeciwległym biegunie czułej bliskości. On, Haszem, jest całkowicie Inny, niepojęty. Jezus pozwala jednak, a nawet nakazuje, nazywać Niepojętego Ojcem.

Jak to możliwe? Odpowiedź w Ewangelii, którą trzeba tylko usłyszeć i uznać za Obietnicę obietnic.

„Ja i Ojciec jedno jesteśmy”

„Niepojęty” zbliża się do nas w Jezusie, w swojej niepojętej jedności z Nim.

                                                                        ***

kolekta:

Boże, Ty nam zesłałeś Zbawiciela i uczyniłeś nas swoimi przybranymi dziećmi, + wejrzyj łaskawie na wierzących w Chrystusa * i obdarz ich prawdziwą wolnością i wiecznym dziedzictwem.



21:05, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 maja 2014

Antyfona:
Ziemia jest pełna łaski Pana, * przez Jego słowo powstały niebiosa. * Alleluja. [Ps 33(32),5-6]
Trudno się dziwić, że ta niedziela, tak bliska Wielkanocy, jeszcze jest opromieniona blaskiem spotkań ze Zmartwychwstałym, tak jakby miały one miejsce w dniach, które ledwie przeminęły, a raczej wciąż jeszcze trwają. Po pierwsze - jest to kolejna niedziela Piotrowa. W Piotrze i w skupionych przy nim "jedenastu" mamy świadków, że Jezus żyje niepokonany przez śmierć i że to On właśnie jest Oczekiwanym, Mesjaszem [Dz 1,14a.36-41]. Ci, co dobrze wysłuchali Piotra, mają tylko jedno pytanie: "Co mamy robić?"W gruncie rzeczy jest to to samo pytanie, które pokutujący zadawali Janowi. Jeżeli tak, jeżeli przeżywamy chwilę ostatecznego wyboru - to jak mamy nasz wybór wyrazić?Odpowiedzią jest wola chrztu; dla już ochrzczonych poważne, solenne odnowienie tej woli. Pora na to w tę niedzielę, bliską "Pięćdziesiątnicy"? ***Na Stole Słowa tekst z Ewangelii janowej [J 10,1-10]. Dziwna, migotliwa przypowieść, której sensu uczniowie z początku nie umieją uchwycić. My też mamy z tym trudności. Zwłaszcza ci z nas, którzy we własnym życiu trzymają się z daleka od tekstów i wyobraźni poetyckiej. W wierszach bywa tak, że znaczenia słów i obrazy przywołane przez słowa przechodzą jedne w drugie i w tym procesie ich znaczenia przybierają na sile.Z jaką wiadomością, z jaką obietnicą wychodzimy ze świata tej przypowieści? Powiem, co sama odkrywam, pytajcie się o to również siebie samych i przyjaciół w wierze.Bierzcie przy tym pod uwagę, że tak naprawdę mało znamy świat prawdziwych owiec i ich pasterzy.Mnie pomaga wspomnienie owiec tatrzańskich i ludzi, dla których są ważne, i ich pomocników - piesków, które mają w genach instynkt kierowania stadem, porządkowania go spokojnie, bez złości, samym czujnym obieganiem i poszczekiwaniem na marudne osobniki.Jeśli my jesteśmy owcami, to żyjący Jezus jest dla nas bramą; bramą bezpiecznego schronienia, bramą wyjścia na wolność.Jak to możliwe, że będąc bramą Jezus jest też tym, kto woła i wzywa owce po imieniu?Brama jest bramą błogosławieństwa. Ten, kto przez nią wchodzi, jest - staje się pasterzem. Wzywa owce po imieniu. One znają, rozpoznają jego głos. Nie uciekają jak przed obcym. Jezus jest Bramą, ale obecny jest też jako pasterz nad pasterzami, jako źródło daru miłości do owiec. To także prawda, na którą przypowieść wskazuje.Bardzo bym chciała, byśmy nie czytali tej przypowieści tak, jakby opisywała ona Kościół-Instytucję, ziemską, historyczną, taką, jakiej doświadczamy. Zdarza się, że osoby oficjalne,  noszące tytuły "pasterzy", czy "arcypasterzy", przemawiają do nas zupełnie obcymi głosami. Dobrze, jeśli zdołamy chronić się przed nimi za Jezusem - Bramą Owiec, a nie uciekać bezradnie w nieznane domeny.
Kolekta:Wszechmogący, wieczny Boże, prowadź nas do niebieskich radości, +  niech pokorny lud dojdzie do Ciebie * podążając za zwycięskim Pasterzem. ZWYCIĘZCY Antyfona:
Ziemia jest pełna łaski Pana, * przez Jego słowo powstały niebiosa. * Alleluja. [Ps 33(32),5-6]
Trudno się dziwić, że ta niedziela, tak bliska Wielkanocy, jeszcze jest opromieniona blaskiem spotkań ze Zmartwychwstałym, tak jakby miały one miejsce w dniach, które ledwie przeminęły, a raczej wciąż jeszcze trwają. Po pierwsze - jest to kolejna niedziela Piotrowa. W Piotrze i w skupionych przy nim "jedenastu" mamy świadków, że Jezus żyje niepokonany przez śmierć i że to On właśnie jest Oczekiwanym, Mesjaszem [Dz 1,14a.36-41]. Ci, co dobrze wysłuchali Piotra, mają tylko jedno pytanie: "Co mamy robić?"W gruncie rzeczy jest to to samo pytanie, które pokutujący zadawali Janowi. Jeżeli tak, jeżeli przeżywamy chwilę ostatecznego wyboru - to jak mamy nasz wybór wyrazić?Odpowiedzią jest wola chrztu; dla już ochrzczonych poważne, solenne odnowienie tej woli. Pora na to w tę niedzielę, bliską "Pięćdziesiątnicy"? ***Na Stole Słowa tekst z Ewangelii janowej [J 10,1-10]. Dziwna, migotliwa przypowieść, której sensu uczniowie z początku nie umieją uchwycić. My też mamy z tym trudności. Zwłaszcza ci z nas, którzy we własnym życiu trzymają się z daleka od tekstów i wyobraźni poetyckiej. W wierszach bywa tak, że znaczenia słów i obrazy przywołane przez słowa przechodzą jedne w drugie i w tym procesie ich znaczenia przybierają na sile.Z jaką wiadomością, z jaką obietnicą wychodzimy ze świata tej przypowieści? Powiem, co sama odkrywam, pytajcie się o to również siebie samych i przyjaciół w wierze.Bierzcie przy tym pod uwagę, że tak naprawdę mało znamy świat prawdziwych owiec i ich pasterzy.Mnie pomaga wspomnienie owiec tatrzańskich i ludzi, dla których są ważne, i ich pomocników - piesków, które mają w genach instynkt kierowania stadem, porządkowania go spokojnie, bez złości, samym czujnym obieganiem i poszczekiwaniem na marudne osobniki.Jeśli my jesteśmy owcami, to żyjący Jezus jest dla nas bramą; bramą bezpiecznego schronienia, bramą wyjścia na wolność.Jak to możliwe, że będąc bramą Jezus jest też tym, kto woła i wzywa owce po imieniu?Brama jest bramą błogosławieństwa. Ten, kto przez nią wchodzi, jest - staje się pasterzem. Wzywa owce po imieniu. One znają, rozpoznają jego głos. Nie uciekają jak przed obcym. Jezus jest Bramą, ale obecny jest też jako pasterz nad pasterzami, jako źródło daru miłości do owiec. To także prawda, na którą przypowieść wskazuje.Bardzo bym chciała, byśmy nie czytali tej przypowieści tak, jakby opisywała ona Kościół-Instytucję, ziemską, historyczną, taką, jakiej doświadczamy. Zdarza się, że osoby oficjalne,  noszące tytuły "pasterzy", czy "arcypasterzy", przemawiają do nas zupełnie obcymi głosami. Dobrze, jeśli zdołamy chronić się przed nimi za Jezusem - Bramą Owiec, a nie uciekać bezradnie w nieznane domeny.
Kolekta:Wszechmogący, wieczny Boże, prowadź nas do niebieskich radości, +  niech pokorny lud dojdzie do Ciebie * podążając za zwycięskim Pasterzem. 

14:58, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 maja 2014

Nieważne, dlaczego właśnie dziś gorąco zapragnęłam podzielić się swoim poglądem na rolę chrześcijan w społeczeństwie, w jakim żyją. Zawdzięczam ten pogląd wykładom o starożytności chrześcijańskiej oraz lekturze Karla Rahnera. Otóż chrześcijan można porównać do duszy, która cicho, dyskretnie, niemal niepostrzeżenie ożywia ciało, w którym zamieszkuje. Za Rahnerem wierzę, że mogą to być także "chrześcijanie anonimowi", dalecy od oficjalnej przynależności do zgromadzenia wiernych, jakim jest Kościół. Myślę o naszej obecności - bo też jestem chrześcijanką - jako obecności przez tożsamość, od wewnątrz dyktującą czyny zgodne z tym, kim jesteśmy. Pełnimy rolę drożdży, żyjąc po swojemu, sprawiamy, że chleb wyrasta. Dodam od siebie - mam nadzieję, że obok działają jeszcze inne drożdże, zakwasy i polepszacze.Chleby, o których myślę, małe, wielkie i przeogromny, to społeczeństwa i ludzkość.Jak wiadomo - porównania kuleją. To porównanie jest również tylko porównaniem. Uważam je jednak za możliwe do przyjęcia, zwłaszcza z rahnerowskim uzupełnieniem.Natomiast porównanie KOŚCIOŁA do "DUSZY" niezbędnej państwu budzi moje poważne wątpliwości. Kościół sam jest przecież "ciałem" ożywianym przez Chrystusa. Nie widzę tu miejsca dla nowożytnego tworu prawnego, jakim jest państwo (narodowe). Za tym porównaniem kryje się podejrzenie mylenia tronu z ołtarzem.

11:51, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Komentarze (1) »


Antyfona:[Z radością sławcie Boga wszystkie ziemie, * opiewajcie chwałę Jego imienia, * cześć Mu wspaniałą oddajcie. * Alleluja. [Ps 66(65),1-2]


A potem na pierwszym planie - Piotr. Jego natchnione przemówienie referowane w Dziejach Apostolskich [Dz 2,14.22-33] i fragment Listu [1 P 1,17-21].Proszę mi wybaczyć, ale nie robi to na mnie żywszego wrażenia. W zbyt wielu przemówieniach usiłowano mną poruszać. Jeszcze gorzej z kazaniami, które skutecznie znieczulają. Wprawdzie to dobrze, że mamy na Stole Słowa godziny piotrowe, przybliżające tę ważną postać. To może odtrutka na obraz z Quo vadis, na dobrotliwego starca, który stanie się Klucznikiem Nieba, tego arcydworu. Wolę jednak  poświęcić tę niedzielę łatwiejszemu, wdzięczniejszemu zadaniu.


[Łk 24,13-25] Czytamy najpierw o czymś bardzo dobrze nam znanym: o rozczarowaniu.Jeszcze chętniej niż radością ludzie dzielą się rozczarowaniem. Wzajemnie współczują wtedy sobie. - "A myśmy się spodziewali..." Nie ziściło się spodziewanie, dotyczące dalszego biegu spraw, wymarzonego obrotu rzeczy. Może dochodzą do wniosku, że na próżno ścinali wiosenne gałązki oliwne, by przejechał po usłanym z nich dywanie na swoim oślęciu...Idą smutni, nie rozumiejący, aby jak się da dobrnąć do gospody i odpoczynku po bolesnych przeżyciach. Ale jeszcze szmat drogi przed nimi. Rozczarowani, zawiedzeni, suną noga za nogą. Nim zapadł zmrok dołączył do nich jeszcze  jeden wędrownik, gotowy wysłuchać ich opowieści, jak dla siebie nowej. Oni mają opowieść - ich słuchacz zrozumienie zawartych w niej znaków.W imię tych znaków sprzeciwia się rozczarowaniu.Zdejmuje kamienie z ich serc, przekonuje, że stało się to, co było w planie bożym, co zapowiadali prorocy.U progu zmierzchu zbliżają się do gospody w Emaus.  Proszą, by towarzysz ich drogi został z nimi, by odłożył dalszą wędrówkę. Czas na wspólną wieczerzę. Gdy ich gość łamie i rozdaje im chleb  - poznają, że to Jezus był i jest z nimi, choć rozpoznany - znika.Oni też opuszczają gospodę, nie czekając na nic ruszają z powrotem do Jerozolimy, na miejsce wydarzeń, by dać świadectwo jako wyleczeni z rozczarowania.Ważne świadectwo, wciąż aktualne, słyszymy je do dziś przezierające przez relację Łukasza o spotkaniu w drodze i rozpoznaniu Pana po łamaniu chleba.

***Aby być uleczeni z acedii, z poczucia, że nie spełniło się Obiecane - potrzebujemy znaków. Zobaczyć znaki jako przejrzyste, ukazujące oznaczoną prawdę...

***Gospoda w Emaus wydaje mi się podobna do dawnych schronisk tatrzańskich - jako miejsc przepracowywania rozczarowań - także dotyczących Kościoła. Dzięki takim miejscom i rozmowom odmienieni wracaliśmy z ożywioną gotowością, by szukać dalej. 

11:46, halina.bortnowska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 kwietnia 2014


W roku 2014 jest to niedziela, w którą Kościół uroczyście uzna i ogłosi świętość papieży: Jana XXIII i Jana Pawła II. Jakie teksty znajdą się na Stole Słowa w tym dniu? Na razie nie wiem. Obaj czcigodni następcy Piotra starali się głosić światu radość i nadzieję - a więc skuteczne miłosierdzie Najwyższego. Przyłączając się do żyjących w Bogu naszych drogich pasterzy śpiewamy piękną antyfonę nawiązującą do dzieła ochrony świątyni i czci Haszem.
Antyfona:Radujcie się i dziękujcie Bogu, * który was wezwał do królestwa niebieskiego. * Alleluja. [Ezd 2,36-37]
Obserwując  i włączając się w uroczystości rzymskie dziękujmy Najwyższemu za ożywienie wiary dzięki Papieżowi Soboru i dzięki wytrwałemu pielgrzymowaniu Jana Pawła II.

14:55, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »

Nigdy nie lubiłam i chyba nie używałam określenia "pokolenie JPII". Może wokół młodego wykładowcy i duszpasterza studentów mogła skupić się jakaś znacząca grupa młodzieży, środowisko bliskich mu w poszukiwaniu sensu życia i jego stylu, odpowiadającego ewangelicznemu powołaniu.Jako profesor etyki ks. Karol Wojtyła uczył o związku pomiędzy miłością i odpowiedzialnością. Seks jest usprawiedliwiony i błogosławiony jako wyraz miłości. W tym układzie płodność nie jest warunkiem koniecznym, ani dostatecznym.To jednak był co najmniej początek głębokiej zmiany w refleksji teologicznej na te tematy. Pozostał oczywiście zakaz aborcji, a także antykoncepcji, ale miał być głoszony i przestrzegany jakby w innym kontekście."Pokolenie JPII" nie miało szansy powstania. Filozof, duszpasterz niewielkich, choć licznych grup przyjaciół, został biskupem. Ciekawa anegdota opisuje, jak Wojtyła - już biskup-nominat - prosił o pozwolenie powrotu do swoich studentów na obozie nad jeziorami. Bp. Baziak miał wstępnie takiego pozwolenia odmówić. Wojtyła wyprosił zmianę decyzji odprawiając w tej intencji drogę krzyżową. Choć pozwolono mu na kilka dni wrócić, jednak miał zostać hierarchą, pasterzem nie dla młodzieży studenckiej i intelektualistów. Kontakty tego typu pozostały marginalną działką. Rzymskie powołanie przerwało inicjatywę Wojtyły - Synod duszpasterski, skupiający również grupy świeckich. Pokolenie JPII nie mogło się rozwinąć bez bliskiego, otwartego kontaktu, nie sprowadzającego się do uroczystych spotkań i związanych z nimi wyjątkowych przeżyć. Właśnie wyjątkowych - bez dalszego ciągu. Brakowało animatorów. Istniejące grupy rzadko szukały współpracy z innymi podobnymi zalążkami.Odwiedziny pielgrzymkowe to było za mało, by trwale kształtować zmiany w postawach polskich katolików. Za mało, choć sam papież w pewnych kwestiach do takich zmian dążył. Była położona na nowohuckim ołtarzu epokowa encyklika społeczna Laborem exercens. Nikt jednak nie  wziął jej z sobą w dalszą drogę do wolności i do urządzania wolności. Przesadzam! Może ktoś wziął, ale zabrakło czasu na czytanie i rozważanie. Chyba nie  pracował nad tym ani Episkopat, ani profesura katolickich uczelni z wyjątkiem ks. Tischnera. Czy by nam coś dało, gdyby było inaczej?
A inne centralne sprawy?Świadectwo, jakim byłoby świadome wybieranie ubóstwa w Kościele, ubóstwo w jego instytucjach. Praktyka miłosierdzia jako cechy działania w imię Kościoła? I wreszcie - podejście do śmierci i umierania, którego przykład dał najpierw Jan XXIII, a po nim Jan Paweł II. Na boleśnie przeżywaną agonię Jana Pawła II zareagowaliśmy najpierw niewiarą, że jednak umrze, a potem pocieszyliśmy się (nie wszyscy) budową pomników. Pomników, a nie przede wszystkim hospicjów. Myślałam wtedy, że fala w to ujście się wleje, ale tak się nie stało. Sam nasz Papież za życia niezbyt umiał coś organizować i niewielu miał kompetentnych, nowocześnie myślących współpracowników. Teraz ważna jest szansa, że następca - Franciszek - zechce i potrafi wznowić przede wszystkim odnowicielski wątek świętego Jana XXIII i duszpasterskie próby świętego Jana Pawła II, tak w mieście Rzymie, jak i po świecie i w Polsce. Liczę, że Franciszek skutecznie pośle duszpasterzy godnych biskupstwa - nie do biur i pałaców, lecz do młodzieży.

14:49, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 kwietnia 2014

Im bliżej do niedzieli Przewodniej, do rzymskich uroczystości, tym żywsza ciekawość, co też papież Franciszek zdecyduje się powiedzieć dzisiejszemu światu, jak zagospodaruje tę duszpasterską szansę.Ufam, że nie podda się pokusie odsunięcia w cień Jana XXIII, którego chwilami przypomina.Ci dwaj, jednocześnie proklamowani jako godni publicznego kultu, nie przeciwstawiają się sobie. Krótki soborowy pontyfikat Jana XXIII otworzył mnóstwo możliwości. Niektóre z nich wykorzystał Jan Paweł II, zwłaszcza w pierwszych latach po wyborze.  Po kanonizacji rozpocznie się recepcja zawartego w niej posłannictwa. Marzę o odrodzeniu duszpasterstwa, o które Franciszek zabiega.Jan XXIII i Jan Paweł II to godni partnerzy duchowi tego przedsięwzięcia:Jan XXIII - inicjator reformatorskiego Soboru Watykańskiego II i Jan Paweł II, uczestnik i komentator Soboru, duszpasterz-pielgrzym i pokutnik, autor encykliki o człowieku pracującym i o godności pracy ludzkiej. Niełatwo zamknąć misje dwóch wielkich papieży w niewielu słowach.

***

Marzę o tym, by kwietniowa uroczystość przybliżyła Kościołowi Powszechnemu sens czci okazywanej osobom, które za swojego ziemskiego życia były przyjaciółmi Boga, głosicielami Ewangelii. Niestety, raz po raz spotykam się z pojmowaniem "kanonizacji" jako swoistej promocji osób zasłużonych, które na skutek ceremonii rzymskiej stają się odtąd "świętymi", czyli tak jakby uzyskują nowy status (w niebie). My, ludzie wierzący, mianujemy ich świętymi (co powinni odwzajemnić okazując nam pomoc, wstawiennictwo w różnych potrzebach).Wiara w "świętych obcowanie" to coś zupełnie innego. Ta wiara głosi, że "święci" czyli objęci łaską Boga - żywi i żyjący po ziemskiej śmierci - pozostają w kontakcie - mogą się wstawiać do Boga za siebie nawzajem, z Jego objęć kochać dalej inne Jego dzieci. Mam takie przekonanie o obu dobrych Papieżach, w których życiu i śmierci widać łaskę Bożą, Boży zamiar i miłosierdzie. Ten fakt jest uczczony w ceremonii kanonizacji.Widzę też w tej ceremonii sposobność do błogosławienia Boga i dziękowania Mu za dary życia drogich Jana i Jana Pawła. Mnie przychodzi to łatwo. Do obu "kanonizowanych" mam bardzo osobisty stosunek.Jan XXIII wspomógł moją wiarę nadzieją i radością z orędzia Soboru. Ten Sobór papież zwołał u kresu swego życia jako starzec ufnie zdążający do Pana.

***

Świętość - żywioł zjednoczenia z Bogiem. Historia chrześcijańskich dążeń do tego faktu ukazuje wielość dróg i postaci tego daru, bo ostatecznie to Bóg nachyla się ku człowiekowi, który odpowiada "TAK".Trudno to pojąć. Jednak w tym rozważaniu nie głoszę jakiegoś oryginalnego poglądu, odkrycia nielicznych. Bóg przygarnie człowieka i to wszystko. Rzeczywistość "Tak" człowieka wyraża się w posłuszeństwie Bogu.

***

Jaki pożytek może przynieść kanonizacja?Komu ten pożytek może przypaść w udziale?To rozważanie ma wskazać, że nie marzę o pożytku w kategoriach analogicznych do pożytku ze znajomości z ważną osobą. Osoba, której Kościół pozwala publicznie oddawać cześć, nie staje się jakąś własnością grupy ludzi, zakonu czy kraju, choć bywa tak traktowana; jest to jednak uzurpacja.Marzę o tym, by uroczystość przyniosła ożywienie zainteresowania soborowym programem Jana XXIII. Chodzi o przezwyciężanie pokusy dopatrywania się dobra jedynie w tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. A przecież chrześcijańska tradycja sięga nieznanych nam dzisiaj wyrazów wiary, a tradycja rozwija się też dzięki wkładowi nowych pokoleń i powinna zadziwiać i cieszyć ludzi do niej nienawykłych.Myślę, że wolno i warto ufać Kościołowi i zmysłowi wiary, który nim rządzi. Sobór - o czym wiedział historyk Jan XXIII - to wielkie wysłuchanie wiary, nadziei i miłości uczniów Chrystusa. Sobór ma prawo zmieniać przyzwyczajenia, oczyszczać je z tego, co bezpotrzebnie przeszkadza światu uwierzyć i wytrwać. 

14:16, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Uważam, że ks. Lemański traktowany jest przez diecezję warszawsko-praską w sposób spełniający definicję mobbingu. W świetle prawa polskiego mobbing to przestępstwo, więc należy się obrona.

Niestety diecezja nie jest normalnym zakładem pracy. Kościół Rzymsko-katolicki cieszy się autonomią.

Obrona ks. Lemańskiego, skuteczny protest przeciw krzywdzie tak jego, jak i parafian, może być podjęty tylko z wnętrza Kościoła, którego  nie chce opuścić.

Taki protest jest zadaniem dla wyższych władz Kościelnych. Odwołanie do nich, w tym do Stolicy Apostolskiej i do Papieża, to jedyny sposób. Członkowie Kościoła powinni dostępnymi sobie środkami (media!) zabiegać o szybką, skuteczną odpowiedź, która położyła by kres mobbingowi, jaki obserwujemy z niepokojem, smutkiem i gniewem. Mobbing jest groźny i niebezpieczny także w Kościele i gdy dotyka kapłana. Zbudźcie się więc wszyscy, od kogo cokolwiek zależy. Nie wolno opuszczać ofiary tego przestępstwa, zwłaszcza jeśli sprawcami krzywdy są przełożeni czy koledzy.

Papież Franciszek wyraźnie wzmacnia działania przeciw pedofilii namnażającej się w Kościele. Oby tak dalej i głębiej…  niezależnie od oporu niektórych środowisk. Mnie jednak nasuwa się myśl: może nie przypadkiem właśnie teraz nobbing skierowany jest przeciw ks. Lemańskiemu, który dowiódł, że potrafi być oskarżycielem demaskującym zło?

Świadomie decyduję się napisać te słowa.

 

Halina Bortnowska



09:34, halina.bortnowska , Co to, to nie!
Link Komentarze (5) »
środa, 09 kwietnia 2014

W Polsce - niedziela wierzbiny, nieśmiertelników, ale też  zeszłorocznych kłosów traw i barwinku nie dającego się zimie. A tam, w Rzymie, w Jerozolimie i w sąsiedzkim Neokatechumenacie wspaniałe grzywy prawdziwych palmowych liści.

                                                            ***

Z Ewangelicznego reportażu [Mt 21,1-11]: jak to było wtedy. Tak zapewne, jak już zdążyliśmy zaśpiewać – Jezu strwożony, przed Męką zmęczony…

Tak mówi Tomasz, ten potem wątpiący: chodźmy i my umrzeć z nim.

Od przedmieść świętego  miasta formuje się pochód. Oto nadchodzi Mesjasz! Nie na koniu bojowym, nie w rydwanie. Sam tak wybrał: dosiąść oślęcia jako jego pierwszy jeździec.

Łagodność, uniżenie, bliskość – to, z czym papież Franciszek usiłuje nas zapoznać. Powolny pochód, w  którym spełniają się wizje proroków. Oto dzieci hebrajskie niosąc gałązki oliwne,  zielone, wiosenne, zabiegły drogę Panu, wołając i oznajmiając – „Hosanna Synowi Dawida”.

Dzieci jak stadko wróbelków, mali  prorocy, wznoszący oczy ku niebu.

Dziwny, tajemniczy pochód, rosnący, im bliżej miasta, im wyżej.

Kto z idących za Nim może mieć pojęcie, kogo wiedzie i ku czemu? Kim jest, albo raczej: jaki jest Mesjasz obiecany Dawidowi, potomek wyzwoliciel, ten, kto wszystko naprawi? Hosanna Synowi historii, jaką Haszem dał nam w darze.

Zmiłuj się nad nami Synu Dawida dosiadający oślęcia. Obejmij nas swym błogosławieństwem z głębokości, gdzie zmierzasz wchodząc w bramę swego miasta.

I my mamy prawo szepnąć ku Niemu: Hosanna. Hosanna Tobie, błogosławiony, bo  przychodzisz w niewysłowione Imię Pańskie.

My dajemy Ci głos śpiewając w Twoim Imieniu pieśń Palmowej Niedzieli: Jużem dość pracował dla ciebie, człowiecze, trzydzieści lat i trzy na tym nędznym świecie. Pójdę, pójdę do Jerozolimy, co o mnie pisano, to wszystko wykonam.

                                                            ***

Idźmy z Nim i za Nim w pochodzie, ni to triumfu, ni to poniżenia, w pochodzie ludzi gotowych się zaprzeć Mesjasza innego, niż próbowali oczekiwać.



17:28, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 kwietnia 2014

 

W Wielki Czwartek: jak sługa

stopy uczniów obmywa

Nauczyciel i Pan

---------------------------------------------

W Wielki Czwartek

chleb łamie, rozdaje

Bierzcie wszyscy me ciało

----------------------------------------------

W Wielki Czwartek pospołu

niech upiją z kielicha

w wina postaci Jego krew

------------------------------

W Wielki Czwartek w ogrodzie

sen ich skosił

On się modli sam

------------------------------


 

W Wielki Czwartek po zdradzie

On wtrącony do celi

Jutro śmierć

-------------------------------------------

W Wielki Piątek

Krzyż swój niesie

bardzo stromą drogą

Pozwól niech pomogę

-------------------------------------------

W Wielki Piątek przebacza

światu bezmiar win

Nikt  nie wie

co naprawdę czyni

--------------------------------------------

W Wielki Piątek

raz za wszystkich

umarł Boży Syn

by życie dać im

---------------------------------------------

 


ŚWIĘTA SOBOTA I NIEDZIELA ŚWIĘTA

 

Śmierć i życie przedziwnie

zwarte w pojedynku

Dawca życia po swej śmierci

powstał znowu żywy

nasz Zbawca prawdziwy

-------------------------------------------------

Magdaleno powiedz

Kto zastąpił ci drogę?

On sam żyjący Pan mój i nadzieja

a miejscem spotkania słodka Galilea

-------------------------------------------------

 

Wieczernik

Przez drzwi zamknięte

wchodzi tam

Tak wita swoich „pokój wam”

a oni liczą ślady ran

 

-------------------------------------------------

Błogosławiona wino

która aż takiego zyskałaś Odkupiciela

My Go witamy pełni wesela

Alleluja

--------------------------------------------------------

19:23, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 kwietnia 2014


Antyfona

Osądź mnie, Boże, sprawiedliwie * i broń mojej sprawy przeciw ludowi nie znającemu litości, * wybaw mnie od człowieka podstępnego i niegodziwego. * Ty bowiem, Boże, jesteś moją ucieczką. [Ps  43(42),1-2]

                                                ***

Najpierw spojrzenie proroka ku temu, co wiara odnajduje za kresem życia [Ez 37,12-14]. Dla Ezechiela nie jest to jakaś nicość i ciemność. Chyba się nie mylę czując, że do wizji Ezechiela należałoby powrócić w Wielki Piątek i Sobotę, gdy staramy się rozważać prawdziwość śmierci Jezusa ofiarowanej za nas i za całe stworzenie, które trwa i znika z naszego horyzontu. Haszem, Najwyższy, nie jest ograniczony żadnym horyzontem.

Dla człowieka śmierć to horyzont nieodwołalny, ale nie dla Stwórcy. Stworzenie nie chce ginąć. Takim upartym Bóg sam je uczynił.

Apostoł Paweł wspomina o niewysłowionym błaganiu [Rz 8,8-11]. Ewangelia [J 11,1-45] daje nam najpierw reporterski obraz: Jezus przed grobem przykrytym głazem. Tam złożono martwe ciało przyjaciela, Łazarza. Jezus modli się głośno, wyraża swoją ufność położoną w Ojcu, który Go zawsze wysłuchuje. W tej ufności jest, musi być radość. Ale Jezus w swym uniesieniu płacze. Może słysząc niewysłowione błaganie o życie?

Błagają ludzie skonfrontowani ze śmiercią, ze zniszczeniem, jakie niesie. Cuchnie rozpadające  się ciało. Już nie należy na nie patrzeć. Lepiej trzymać się wiary – jak Marta, która pamięta o Dniu Ostatecznym, może pociesza się obietnicą zapisaną u Ezechiela. Może byłoby dobrze właśnie tym proroczym tekstem czcić pamięć o umarłych przy ich grobach…

A w tę niedzielę potwierdzać wiarę jak Marta: że zmartwychwstaniemy i my, i przyjaciele.

Jezus chce tej wierze  dać silne wsparcie. Najpierw tu, przy grobie Łazarza, żądając otwarcia przestrzeni śmierci, a potem sam wychodząc z grobu po nawiedzeniu Otchłani. Łazarz wraca do życia. Z jego żywego ciała trzeba zdjąć grobowe okrycia.

Wielka sprawa. Niedziela wzywająca do odnowy wiary w Zmartwychwstanie. Wielki dzień przed wielkimi dniami.

                                                            ***

Myślę, że Ezechiel i święta Marta pomogą wziąć w siebie naukę Listu do Rzymian, który jest przecież listem do mieszkańców metropolii, ludzi nowej epoki, która wtedy nastała, zaczynała się daleko od grobów, położonych gdzieś na peryferiach.

Ten List mów o wszystkich rzeczach najważniejszych. Są one ważne także w świeckiej stolicy imperium. Dziś Kościół  prowadzi pielgrzymów do katakumb, miejsc pochówku, gdzie koniecznie trzeba w duchu wiary myśleć o zmartwychwstaniu.

Horyzont śmierci otwiera się,  wypuszcza  na wolność tych, którzy idąc ku śmierci, w duchu idą dalej. Świat życia Chrystusa jest już ich światem, choć jeszcze tego tak nie doświadczają. „Już nie”, bo „Jeszcze nie”.

W Liście do Rzymian mowa o „życiu według ciała”, które jest utożsamiane z horyzontem śmierci. I o życiu „według Ducha”, o przygarnięciu przez Ojca. „Życie według”, to życie porządkowane i pobudzane przez wybraną orientację. Życie według Ducha to życie ze świadomością istnienia jego kontynuacji pełnej szczęścia – gdy On będzie wszystkim we wszystkich.

[Rz 8,8-11]
A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na [skutki] grzechu duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.



20:58, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 marca 2014

Stał się ubogim, aby wzbogacić nas swoim ubóstwem (por. 2 Kor 8, 9)

 

Drodzy Bracia i Siostry!

W czasie Wielkiego Postu chcę podzielić się z wami kilkoma refleksjami, które mogą wam być pomocne na drodze nawrócenia osobistego i wspólnotowego. Punktem wyjścia niech będą słowa św. Pawła: „Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2Kor 8,9). Apostoł zwraca się do chrześcijan Koryntu, zachęca ich, aby szczodrze dopomogli wiernym w Jerozolimie, którzy są w potrzebie. Co mówią nam, współczesnym chrześcijanom, te słowa św. Pawła? Co znaczy dla nas dzisiaj wezwanie do ubóstwa, do życia ubogiego w rozumieniu ewangelicznym?

1. Łaska Chrystusa

Słowa te mówią nam przede wszystkim, jaki jest styl Bożego działania. Bóg nie objawia się pod postaciami światowej potęgi i bogactwa, ale słabości i ubóstwa: „będąc bogatym, dla was stał się ubogim...”. Chrystus, odwieczny Syn Boży, mocą i chwałą równy Ojcu, stał się ubogi; wszedł między nas, stał się bliski każdemu z nas; obnażył się, „ogołocił", aby stać się we wszystkim podobny do nas (por. Flp 2,7; Hbr 4,15). Wcielenie Boże to wielka tajemnica! Ale źródłem tego wszystkiego jest Boża miłość, miłość, która jest łaską, ofiarnością, pragnieniem bliskości, i która nie waha się poświęcić i złożyć w darze samej siebie dla dobra umiłowanych stworzeń. Kochać znaczy dzielić we wszystkim los istoty kochanej. Miłość czyni podobnym, ustanawia równość, obala mury i usuwa dystans. To właśnie Bóg uczynił dla nas. Jezus przecież „ludzkimi rękami wykonywał pracę, ludzkim umysłem myślał, ludzką wolą działał, ludzkim sercem kochał. Zrodzony z Maryi Dziewicy stał się prawdziwie jednym z nas, podobny do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu” (Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes, 22).

Jezus stał się ubogi nie dla ubóstwa samego w sobie, ale – jak pisze św. Paweł – po to, „aby was ubóstwem swoim ubogacić”. To nie jest gra słów czy tylko efektowna figura retoryczna! Przeciwnie, to synteza Bożej logiki, logiki miłości, logiki Wcielenia i Krzyża. Bóg nie chciał, by zbawienie spadło na nas z wysoka, niczym jałmużna udzielona przez litościwego filantropa, który dzieli się czymś, co mu zbywa. Nie taka jest miłość Chrystusa! Kiedy Jezus zanurza się w wodach Jordanu i przyjmuje chrzest z rąk Jana Chrzciciela, nie dlatego to czyni, że potrzebuje pokuty czy nawrócenia; czyni to, aby stanąć pośród ludzi potrzebujących przebaczenia, pośród nas grzeszników, i wziąć na swoje barki brzemię naszych grzechów. Taką wybrał drogę, aby nas pocieszyć, zbawić, uwolnić od naszej nędzy. Zastanawiają nas słowa Apostoła, że zostaliśmy wyzwoleni nie przez bogactwo Chrystusa, ale przez Jego ubóstwo. A przecież św. Paweł dobrze zna „niezgłębione bogactwo Chrystusa” (Ef 3,8), „dziedzica wszystkich rzeczy” (por. Hbr 1,2).

Czym zatem jest ubóstwo, którym Jezus nas wyzwala i ubogaca? Jest nim właśnie sposób, w jaki Jezus nas kocha, w jaki staje się naszym bliźnim, niczym Dobry Samarytanin, który pochyla się nad półżywym człowiekiem, porzuconym na skraju drogi (por. Łk 10,25 nn). Tym, co daje nam prawdziwą wolność, prawdziwe zbawienie i prawdziwe szczęście, jest Jego miłość współczująca, tkliwa i współuczestnicząca. Chrystus ubogaca nas swoim ubóstwem przez to, że staje się ciałem, bierze na siebie nasze słabości, nasze grzechy, udzielając nam nieskończonego miłosierdzia Bożego. Ubóstwo Chrystusa jest Jego największym bogactwem: Jezus jest bogaty swoim bezgranicznym zaufaniem do Boga Ojca, swoim bezustannym zawierzeniem Ojcu, bo zawsze szuka tylko Jego woli i Jego chwały. Jest bogaty niczym dziecko, które czuje się kochane, samo kocha swoich rodziców i ani na chwilę nie wątpi w ich miłość i czułość. Bogactwo Jezusa polega na tym, że jest Synem. Jedyna w swoim rodzaju więź z Ojcem to najwyższy przywilej tego ubogiego Mesjasza. Jezus wzywa nas, byśmy wzięli na siebie Jego „słodkie jarzmo”, to znaczy byśmy wzbogacili się Jego „bogatym ubóstwem” albo „ubogim bogactwem”, byśmy wraz z Nim mieli udział w Jego Duchu synowskim i braterskim, stali się synami w Synu, braćmi w pierworodnym Bracie (por. Rz 8,29).

Znane jest powiedzenie, że jedyny prawdziwy smutek to nie być świętym (L. Bloy); moglibyśmy też powiedzieć, że istnieje jedna tylko prawdziwa nędza: nie żyć jak synowie Boga i bracia Chrystusa.

2. Nasze świadectwo

Moglibyśmy pomyśleć, że taka „droga” ubóstwa była odpowiednia dla Jezusa, my natomiast, którzy przychodzimy po Nim, możemy zbawić świat odpowiednimi środkami ludzkimi. Tak nie jest. W każdym czasie i miejscu Bóg nadal zbawia ludzi i świat poprzez ubóstwo Chrystusa, bo On staje się ubogi w sakramentach, w Słowie i w swoim Kościele, który jest ludem ubogich. Bogactwo Boga nie może się udzielać poprzez nasze bogactwo, ale zawsze i wyłącznie poprzez nasze ubóstwo, osobiste i wspólnotowe, czerpiące moc z Ducha Chrystusa.

Na wzór naszego Nauczyciela jesteśmy jako chrześcijanie powołani do tego, aby dostrzegać różne rodzaje nędzy trapiącej naszych braci, dotykać ich dłonią, brać je na swoje barki i starać się je łagodzić przez konkretne działania. Nędza to nie to samo co ubóstwo; nędza to ubóstwo bez wiary w przyszłość, bez solidarności, bez nadziei. Możemy wyróżnić trzy typy nędzy. Są to: nędza materialna, nędza moralna i nędza duchowa. Nędza materialna to ta, którą potocznie nazywa się biedą, i która dotyka osoby żyjące w warunkach niegodnych ludzkich istot, pozbawione podstawowych praw i dóbr pierwszej potrzeby, takich jak żywność, woda, higiena, praca, szanse na rozwój i postęp kulturowy. W obliczu takiej nędzy Kościół spieszy ze swoją posługą, ze swoją diakonią, by zaspokajać potrzeby i leczyć rany oszpecające oblicze ludzkości. W ubogich i w ostatnich widzimy bowiem oblicze Chrystusa; miłując ubogich i pomagając im, miłujemy Chrystusa i Jemu służymy. Nasze działanie zmierza także do tego, aby na świecie przestano deptać ludzką godność, by zaniechano dyskryminacji i nadużyć, które w wielu przypadkach leżą u żródeł nędzy. Kiedy władza, luksus i pieniądz urastają do rangi idoli, stawia się je ponad nakazem sprawiedliwego podziału zasobów. Trzeba zatem, aby ludzkie sumienia nawróciły się na drogę sprawiedliwości, równości, powściągliwości i dzielenia się dobrami.

Nie mniej niepokojąca jest nędza moralna, która czyni człowieka niewolnikiem nałogu i grzechu. Ileż rodzin żyje w udręce, bo niektórzy ich członkowie – często młodzi – popadli w niewolę alkoholu, narkotyków, hazardu czy pornografii! Iluż ludzi zagubiło sens życia, pozbawionych zostało perspektyw na przyszłość, utraciło nadzieję! I iluż ludzi zostało wepchniętych w taką nędzę przez niesprawiedliwość społeczną, przez brak pracy, odbierający godność, jaką cieszy się żywiciel rodziny, przez brak równości w zakresie prawa do wykształcenia i do ochrony zdrowia. Takie przypadki nędzy moralnej można słusznie nazwać zaczątkiem samobójstwa. Ta postać nędzy, prowadząca także do ruiny ekonomicznej, wiąże się zawsze z nędzą duchową, która nas dotyka, gdy oddalamy się od Boga i odrzucamy Jego miłość. Jeśli sądzimy, że nie potrzebujemy Boga, który w Chrystusie wyciąga do nas rękę, bo wydaje się nam, że jesteśmy samowystarczalni, wchodzimy na drogę wiodącą do klęski. Tylko Bóg prawdziwie zbawia i wyzwala.

Ewangelia to prawdziwe lekarstwo na nędzę duchową: zadaniem chrześcijanina jest głosić we wszystkich środowiskach wyzwalające orędzie o tym, że popełnione zło może zostać wybaczone, że Bóg jest większy od naszego grzechu i kocha nas za darmo i zawsze, że zostaliśmy stworzeni dla komunii i dla życia wiecznego. Bóg wzywa nas, byśmy byli radosnymi głosicielami tej nowiny o miłosierdziu i nadziei! Dobrze jest zaznać radości, jaką daje głoszenie tej dobrej nowiny, dzielenie się skarbem, który został nam powierzony, aby pocieszać strapione serca i dać nadzieję wielu braciom i siostrom pogrążonym w mroku. Trzeba iść śladem Jezusa, który wychodził naprzeciw ubogim i grzesznikom niczym pasterz szukający zaginionej owcy, wychodził do nich przepełniony miłością. Zjednoczeni z Nim, możemy odważnie otwierać nowe drogi ewangelizacji i poprawy ludzkiej kondycji.

Drodzy bracia i siostry, niech w tym czasie Wielkiego Postu cały Kościół będzie gotów nieść wszystkim, którzy żyją w nędzy materialnej, moralnej i duchowej, gorliwe świadectwo o orędziu Ewangelii, którego istotą jest miłość Ojca miłosiernego, gotowego przygarnąć w Chrystusie każdego człowieka. Będziemy do tego zdolni w takiej mierze, w jakiej upodobnimy się do Chrystusa, który stał się ubogi i ubogacił nas swoim ubóstwem. Wielki Post to czas ogołocenia: dobrze nam zrobi, jeśli się zastanowimy, czego możemy się pozbawić, aby pomóc innym i wzbogacić ich naszym ubóstwem. Nie zapominajmy, że prawdziwe ubóstwo boli: ogołocenie byłoby bezwartościowe, gdyby nie miało wymiaru pokutnego. Budzi moją nieufność jałmużna, która nie boli.

Duch Święty, dzięki któremu jesteśmy „jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko” (2 Kor 6,10), niech utwierdza nas w tych postanowieniach, niech umacnia w nas wrażliwość na ludzką nędzę i poczucie odpowiedzialności, abyśmy stawali się miłosierni i spełniali czyny miłosierdzia. W tej intencji będę się modlił, aby każdy wierzący i każda społeczność kościelna mogli owocnie przeżyć czas Wielkiego Postu, proszę was też o modlitwę za mnie. Niech Chrystus wam błogosławi, a Matka Boża ma was w swojej opiece.

FRANCISCUS

 



12:14, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 marca 2014

Antyfona:

Raduj się, Jerozolimo, * zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. * Cieszcie się wy, którzy byliście smutni, * weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy. [por. Iz 66,10-11]

                                                            ***

Na Stole Słowa znajduję „kolektę”, wspólną modlitwę – ma ona jednoczyć uczestników eucharystii niedzielnej, ale przecież mogą ją oni rozciągnąć na wszystkich ochrzczonych albo rozważających przyszły chrzest. 

Kolekta:

Boże, Ty za pośrednictwem swojego Syna pojednałeś ludzkość ze Sobą, * spraw, aby lud chrześcijański z żywą wiarą i szczerym oddaniem spieszył ku nadchodzącym świętom wielkanocnym.

Dziwna sprawa: taka uroczysta, błagalna modlitwa – o co? – powiem: o podjęcie samorekolekcji i ich owocność. Znów mamy spróbować czy zdołamy uczynić dni wielkanocne dniami przybliżenia się do ofiary Chrystusa i Jego Zmartwychwstania. Są osoby, które wstydzą się przed sobą, że bezkrytycznie poddają się praktyce: Wielkanoc równa się święto wiosny i obżerania się nie poprzedzonego postem. Jak się z tego wyłamać? Drogą jest rzetelny udział w liturgii Wielkich Dni – od Czwartku o Niedzieli.

Czas na to można uzyskać praktykując wielkanocną prostotę: tylko stół musi być sprzątnięty i nakryty. I jedna szyba przetarta, by zaświeciło słońce.

Zwykłe, choć dobre jedzenie, bez nadobfitości. Kilka jaj ufarbowanych w łuskach cebuli, taki czy inny baranek ze zwycięską chorągiewką.

                                                                        ***

Ewangelia na tę Niedzielę [J 9,1-41] najpierw do odczytania jako jeden ze świetnych reportaży o Jezusie, uczniach i faryzeuszach. Widzimy to wszystko – łuski ugniecionego kurzu na niewidzących oczach, które mają stać się widzącymi po obmyciu w mesjańskiej sadzawce SILOE (co się wykłada: „posłany”). Rozmowy, które znakomicie charakteryzują uczestników wydarzenia. Przepytywanie aż do znudzenia byłego ślepego żebraka i jego rodziców.

Złość przepytujących – że nie udało się narzucić odmiennego sensu wydarzenia, które rzuca na Jezusa blask mesjański.

Na koniec Jezus dopełnia to, co uczynił. Prosto w uzdrowione oczy mówi, kim jest. Poszukujący staje się oświeconym.

                                                                        ***

Reportaż ewangeliczny daje do myślenia. Myśli, które niesie, można rozwijać, słuchać ich tak, by światło w nich zawarte mogło nadać sens naszym przeżyciom.

Rozważam fakt, kim jest uzdrowiony, jaki był los, z którego szukał wybawienia. Urodził się niewidomy. Sama pomału zaczynam tracić dobry wzrok, ale to zupełnie co innego, co nie zaznać widzenia, nie mieć pojęcia o wzrokowym odbiorze świata. W takiej sytuacji nawet słusznie dziś praktykowane „audiodeskrypcje”, mając nadal sens, są jednak zubożone w odbiorze. W kwestiach wiary, istoty Boga, jako Jedynego w Trójcy – wszyscy przychodzimy na świat bez odpowiedniego wzroku. Nie możemy wyobrazić sobie co to znaczy „życie wieczne”, myślimy i mówimy o nim „jak ślepy o kolorach” – może nawet nie błędnie, ale bez wyczucia. Nie nadajemy się na świadków, póki woda Siloe nie otworzy nam tego, co Paweł nazywa oczami serca. Póki nie działają, jesteśmy zdani na audiodeskrypcje – „wiara ze słyszenia”. Czego słuchać? Świadectwa tych, co „widzą”.

                                                                        ***

Słuchając o namaszczeniu Dawida, syna Jessego, na króla (przewodnika Izraela , Psalmisty), zwracam uwagę na upomnienie, które daje prorok Samuel [1 Sm 16,1b.6-7.10-13a]: trzeba pamiętać, że ludzie widzą inaczej niż Bóg. Dokonując wyboru nie należy zwracać uwagi na to, co zdaje się świadczyć o doskonałości kandydata. Spośród urodziwych starszych braci to najmłodszy Dawid ma być namaszczony. Ma piękne oczy i wyróżniające go rude włosy – ale nie to Bóg w nim znalazł. Przypuszczam, zgaduję, że Pan upodobał duszę poety, którym Dawid był lub miał się stać.

Nie potrafimy patrzeć jak Bóg, lepiej nie wyobrażajmy sobie, że idziemy za Jego spojrzeniem.

Samuel dokonał namaszczenia jako prorok, czyli ten, kto rozmawia z Panem.

Najbliżsi jesteśmy temu, gdy staramy się mieć otwarte oczy serca. Co to może znaczyć? Staraj się to sprawdzić.

Patrz też Orędzie Papieża na Wielkanoc 2014 - zakładka KOŚCIÓŁ JAK LAS

17:07, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 marca 2014

Antyfona:

Oczy moje są zawsze zwrócone ku Panu, * bo On uwalnia moje nogi z sidła. * Wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną, * bo jestem samotny i nieszczęśliwy. [Ps 25(24),15-16]

 

Przygotowanie do Święta Paschy rozpoczęliśmy od rozważania postu i „kuszenia” Jezusa  tłem jest pustynia.

Pustynia jest miejscem próby. Na pustyni zapada i zostaje ujawniona, ogłoszona, potwierdzona decyzja wiary.

Trzecia niedziela znów ten krajobraz przenosi.

Mojżesz prowadzi Synów Izraela ku Ziemi Obietnicy – przez pustynię. Tam wędrowcy doznają głodu, poczucia dezorientacji, niepewności tych doświadczeń.

Chyba najdotkliwsze jest pragnienie. W Refidim (gdzieś na południe od Synaju) Mojżesz zarządza postój.

Ale bez dostępu do wody pitnej, której zapasy się kończą – nie ma odpoczynku.

Udręczeni ludzie pytają: „czy aby na pewno Pan jest wciąż wśród nas?” [Wj 17,3-7].

Bez Jego obecności pustynia staje się miejscem śmierci. Gniew obraca się ku Mojżeszowi. Udręka każe wątpić w sens wiary, której uczył Mojżesz.

Najwyższy każe Mojżeszowi uderzyć laską w skałę – i natychmiast tryska ze skały woda, która daje biologiczny ratunek i potwierdza wiarę.

Pan jest wśród swojego Ludu.

Na pamiątkę wydarzeń Mojżesz nazywa to miejsce oraz czas tu spędzony „MASSA” i „MERIBA”, „spory” i „próba”.

                                                                        ***

Inkrustowane w tekst tłumaczeń Księgi słowa z języka jej oryginału zawsze budzą we mnie wzruszenie. To, co te słowa nazywają, musiało być nad wyraz doniosłe, wyznaczało jakiś duchowy etap.

My też pogrążamy się w „MASSA” i „MERIBA”, gdy się w nas kłębią, potrzebujemy koniecznie łyku wody spod laski Mojżesza.

                                                                        ***

W Ewangelii Janowej (dziś na Stole Słowa [J 4,5-42]) na tę Niedzielę Ikona Jezusa Spragnionego. Znużony wędrowiec czeka przy Studni Jakubowej na osobę, która wkrótce się zjawi. „Daj mi pić” mówi do kobiety, która przyszła napełnić swój dzban. Wędrowiec, który nauczy nas, kto jest naszym bliźnim, prosi o czyn bliźniego, jeden z wyliczonych w Piśmie. Każdy wie, że bliźni ma bliźniego napoić.

Dusza Jezusa karmi się tym aktem żywej katechezy w spotkaniu z Nieznajomą (którą przecież zna i miłuje będąc Tym, kim jest).

Przeczytajmy powoli, słowo za słowem, rozmowę tych dwojga. Ona przybywa z „MASSA” i „MERIBA”, w tym pogrążone jest jej życie, które Jezusa przenika.

Jezus przyjmuje wodę ze studni jakubowej, a sam udziela tej innej, która gasi wewnętrzny pożar i udrękę. Pełen radości jest Ten, kto przyjmuje i udziela.

Uczniowie wracający z miasteczka widzą Jezusa rozpromienionego radością Nauczyciela. Przed tą ikoną prosimy o radość ze służby dla zagrożonych „MASSA” i „MERIBA”, smutkiem, niepewnością.

                                                            ***

A teraz List do Rzymian [Rz 5,1-2.5-8]. W jego świetle my, ludzie Massa i Meriba, widzimy i czujemy, co to znaczy, że Jezus umarł za nas jeszcze pogrążonych w nieufności, jeszcze dalekich od wiary. Uczynił rzecz trudną nikogo nie wyłączając ze swojej ofiary, obejmując wszystkich. On się okazał bliźnim. To nie może zawieść, nie idzie na marne - Wybawiciel z Massa i Meriba okaże się wszystkim we wszystkich. 




19:34, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 marca 2014

Biskupi, bójcie się jezuity

 Tomasz Dostatni OP 2014-03-13, ostatnia aktualizacja 2014-03-14 21:23:05

Franciszek interpretuje słowa Chrystusa dosłownie. A gdyby Jezus usłyszał, że mówimy do kogoś: ''Ojcze Święty'', wziąłby do ręki bicz i postąpił energiczniej niż wobec kupców ze świątyni. Z ks. Tomášem Halikiem rozmawia Tomasz Dostatni OP

Tomasz Dostatni OP: Niedawno papież postanowił, że zasłużeni księża już nie będą otrzymywali tytułów prałata i infułata. Tomaszu, ty sam jesteś prałatem...

Ks. Tomáš Halik: Przypominam sobie pewną anegdotę. Pan Bóg i święty Piotr oglądają wiadomości. Leci materiał z Chin o tym, jak biedni rolnicy ciężko pracują na polach ryżowych. Pan Bóg mówi: ''Okropne, jak ci ludzie cierpią, to naprawdę ciężka praca''. Na co święty Piotr przypomina: ''Przecież sam tego chciałeś! To Ty powiedziałeś: >>w trudzie będziesz zdobywał pożywienie dla siebie<<''. ''Ale ja nie myślałem o tym tak dosłownie''. Chwilę potem wiadomości z izby porodowej, kobieta rodzi w bólach, krzyczy. Pan Bóg: ''Jak ta kobieta cierpi!''. Piotr mu odpowiada: ''Ale tego przecież chciałeś, mówiąc: >>w bólach rodzić będziesz<<''. ''Ale ja nie myślałem o tym tak dosłownie''. Kolejne doniesienie, z Watykanu. Podjeżdżają limuzyny, wysiadają kardynałowie w purpurze, sekretarze niosą za nimi teczki. Pan Bóg zdziwiony: ''A co to za jedni?''. Na co święty Piotr: ''To ci, którzy już dawno zrozumieli, że o tym wszystkim nie myślałeś dosłownie''.

Co ma do tej anegdoty Franciszek?

- To, że mamy papieża, który ewangeliczne wypowiedzi Chrystusa rozumie dosłownie. A to szokuje i drażni wielu ludzi w Kościele.

Przez wieki braliśmy w cudzysłów słowa Chrystusa o tym, żeby nikogo nie nazywać ojcem, że nie powinniśmy nosić długich sukien i zachowywać się jak faryzeusze. Wypracowaliśmy całą kulturę tytułów i nazewnictwa, która przewyższa to, co wymyślili faryzeusze. Gdyby Jezus usłyszał, że mówimy do kogoś: ''Ojcze Święty'', wziąłby do ręki bicz i postąpił energiczniej niż wobec kupców ze świątyni.

Widzę, że Franciszek poważnie i dosłownie interpretuje słowa Chrystusa.

Ale czy Kościół jest w stanie to wytrzymać? Już słychać, że papież swoim zachowaniem i wypowiedziami niszczy autorytet Kościoła. I kiedy z jednej strony Franciszek przypomina o ubóstwie czy o solidarności z potrzebującymi, to z drugiej słychać, że główne wyzwanie dla Kościoła to gender.

- Trudno mówić o szkodzie dla powagi Kościoła, jeśli w Chinach papież staje się jednym z największych światowych autorytetów. A reakcja ludzi Kościoła jest zrozumiała. Boją się Franciszka, bo przynosi im trzęsienie ziemi.

Część z tych, którzy dobrze się czują w dzisiejszym Kościele, szuka w nim bezpieczeństwa, dlatego chcieliby zmienić go w cichą wyspę oderwaną od codziennych problemów. Wśród ludzi Kościoła są tacy, dla których świata jest wręcz za mało, więc pragną wielkich duchowych dzieł i otwierają się na transcendencję. Ale są też tacy, dla których jest tego świata za dużo, boją się go, przerażają ich zmiany. Dla nich Kościół jest matką, do której można przybiec i ukryć głowę w jej sukni.

Są też w Kościele ludzie, którzy pojawili się w nim, bo mają wewnętrzne problemy, np. kompleks niższości, lgną więc do władzy i pragną wpływów. Im zależy na zewnętrznych atrybutach, więc są nieszczęśliwi jak dzieci, którym zabierze się zabawki.

Niektórzy w Rzymie mówią, że papież jest już stary i wkrótce wszystko wróci na dawne tory. Ale to niemożliwe. Już nie mamy dokąd wracać.

Franciszek przypomina mi trochę Jana XXIII przez swoją dobroć i odwagę,, a trochę Jana Pawła II, który czynił odważne kroki, że przypomnę tylko dialog międzyreligijny czy krytykę totalitarnych reżimów, która doprowadziła do upadku komunizmu. Obecny papież kontynuuje ich linię, ale znacznie energiczniej.

A Benedykt XVI?

- Cenię go za wkład teologiczny, ale za większą zasługę uznaję to, że wiedział, kiedy ustąpić. Ta dobrowolna rezygnacja zdemitologizowała papiestwo. Pozbawiła je aury świętości, którą papiestwu przypisali romantycy. Romantyczny konserwatyzm był reakcją na pojawienie się modernizmu i to on przyniósł idolatrię papieża. Czym ona jest, najlepiej wiecie wy, Polacy, obserwując to, co dzieje się z Janem Pawłem II.

A to właśnie Jan Paweł II wezwał do ekumenicznej dyskusji o nowym rozumieniu papiestwa, choć do niej nie doszło. Teraz papież Franciszek idzie tą drogą i oto papiestwo znowu nabiera znaczenia, choć straciło realną polityczną władzę. Okazuje się, że mniej władzy może oznaczać więcej moralnego autorytetu.

Papież jak zwykły człowiek: ''W Watykanie nowe''


''Pope Francis, the Jesuits and liberation theology'' - analizuje dominikanin Alejandro Crosthwaite

Franciszek to pierwszy w historii papież jezuita. I pierwszy papież zakonnik od niemal dwustu lat. To coś zmienia?

- Bardzo się cieszę, że jest zakonnikiem, bo to znaczy, że nie jest sam. Benedykt XVI kojarzył mi się ze starym, samotnym człowiekiem. Zakonnik ma za sobą wielką zakonną rodzinę i doświadczenie wielu lat życia we wspólnocie.

A gdy po wyborze Bergoglia dziennikarze wypytywali mnie o nowego papieża i dowiedziałem się, że jest jezuitą, wygłosiłem w telewizji entuzjastyczny komentarz.

Bardzo lubię jezuitów, to w dużej mierze dzięki nim rozpoznałem swoje powołanie. Mamy w Czechach czarną legendę jezuitów, bo odegrali specyficzną rolę w czasach rekatolizacji. Kiedy jako student usłyszałem o słynnych redukcjach, osadach zakonnych chroniących Indian przez niewolnictwem, o tzw. państwie jezuickim, odważnym eksperymencie ze wspólnotą i równością, odkryłem nie tylko jezuitów, ale także Kościół. Dziś żartuję nawet, że jestem anonimowym jezuitą.

A jakim jezuitą jest Franciszek?

- On w ciekawy sposób łączy dwa charyzmaty - ignacjański i franciszkański.

Ignacjański charakteryzuje się odwagą podejmowania najważniejszych wyzwań. Jezuici nie mieli specjalizować się w jednej dziedzinie. Powstali, aby realizować zadania najważniejsze w danym czasie dla Kościoła, i realizują je pomysłowo i z odwagą. U Franciszka świetnie widać tę odwagę i pomysłowość.

A związki z charyzmatem franciszkańskim, z jego zrozumieniem dla ubóstwa i życiowej prostoty pokazuje już wybór imienia Franciszka. Jak widać, to rzeczywiście był znak rozpoznawczy misji tego papieża. On naprawdę interesuje się ludźmi ubogimi, wykluczonymi, żyjącymi na marginesie.

To zresztą wywołuje zakłopotanie w krajach postkomunistycznych. Widać, że Franciszek był pod wpływem teologii wyzwolenia, a my patrzyliśmy na nią podejrzliwie, bo wyczuwaliśmy wpływy marksistowskie. A przecież również Jan Paweł II w encyklice o pracy ''Laborem exercens'' zaznacza, że marksizm, choć niebezpieczny, ma w sobie pierwiastki prawdy. I że potrzeba, aby Kościół prawdziwe jądro tej herezji - herezji, bo, jak powiedział Chesterton, herezja to zbzikowana prawda - rozpoznał.

Herezje są jak kompleksy. Psychologowie mówią, że to, co człowiek w sobie zdusił, nie przestaje istnieć, tylko dochodzi do głosu w podświadomości. I wtedy staje się niebezpieczne. Psychoterapia musi wyciągnąć to jądro, rzeczywisty problem, na światło dzienne.

Tak było w czasach świętego Franciszka. Wtedy Kościół zapomniał o wezwaniu do ubóstwa. Był Kościołem bogatym, więc ideał ewangelicznego ubóstwa przejęły ruchy heretyckie, jak albigensi. Wielcy charyzmatycy, jak Dominik i Franciszek, uświadomili sobie, że już czas, by ubóstwo jako wartość powróciło do codziennego życia Kościoła. Wydaje mi się, że o tym samym mówi dziś papież. I działa trochę jak psychoterapeuta.

Jak rozumiesz to Franciszkowe ubóstwo?

- W swoich książkach wskazywałem, że to ubóstwo ma sens nie tylko socjalny. Musimy interesować się również tymi, którzy żyją na marginesie wiary - nie w pełni identyfikują się z klasycznym parafialnym duszpasterstwem, nie przyjmują nauczania moralnego Kościoła, mówią, że nie stracili wiary, ale stracili zaufanie do instytucji.

Możliwe, że dziś na Zachodzie jest więcej takich ludzi niż praktykujących katolików. Papież zwraca się do nich - i jest słuchany. Mówi, że nauka moralna Kościoła, choć bardzo ważna, nie jest pierwszym przykazaniem. I że nie tylko aborcja czy antykoncepcja są kryterium pozwalającym rozpoznać dobrego albo złego katolika.

Mnie bardzo ważne wydaje się to, że Franciszek przypomina, abyśmy nie żyli tylko dla siebie. Nie skupiali się na wewnętrznych problemach Kościoła, ale wychodzili do ludzi.

- Papież jest bezpretensjonalny i bezpośredni. To wielka wartość. Heidegger mówił, że technika pokonuje każdą odległość, ale nie wytwarza żadnej bliskości. W dzisiejszej cywilizacji technicznej tracimy właśnie poczucie bliskości. Jej odbudowa to wielkie zadanie dla chrześcijan. Przecież medycyna to nie tylko diagnoza i leczenie, ale też relacja z pacjentem. Albo weźmy ubogich - skupiamy się na skuteczności systemu socjalnego, a zapominamy okazać im szacunek.

Chodzi o to, abyśmy zaświadczyli o tym, o czym mówimy w kazaniach: że Bóg kocha grzeszników.

Jak papież z komunistą: ''Dwór to trąd papiestwa. Czasem bywam antyklerykałem''


Franciszek zwraca na to uwagę, gdy chrzci dzieci ludzi bez ślubu kościelnego, kiedy w Wielki Czwartek umywa nogi kobiecie, a do tego muzułmance, kiedy obejmuje człowieka z ropiejącymi ranami.

Ktoś powie, że to tylko gesty. Ale gesty bywają różne. Ludzie widzą, że te papieża nie są puste ani obliczone na konkretny efekt, ale wychodzą z głębi tego człowieka. Również duchowej - bo czasem umyka nam, że Franciszek jest człowiekiem modlitwy. Wstaje o czwartej i modli się, a kiedy pierwszy raz wyszedł do ludzi na balkon bazyliki św. Piotra, poprosił wiernych, aby - nim udzieli błogosławieństwa - oni się za niego pomodlili.

To, że do pierwszych zdań wypowiedzianych publicznie jako papież włączył tak ważny dla niego akt modlitwy, pokazuje, że w swoich gestach jest wiarygodny.

Franciszek używa pochodzącego z Ameryki Łacińskiej pojęcia ''nawrócenie duszpasterskie''. Tamtejszy Kościół zrozumiał, że najpierw nawrócenie musi dotknąć tych u góry, a potem zejść w dół Kościoła.

- W Ameryce Łacińskiej hierarchowie zobaczyli, że już nie mogą stawiać na ''Kościół ludowy'' - taki, w którym dominuje tradycja i przekonanie, że wciąż mamy władzę, bo wszyscy są katolikami. Okazało się, że w tradycyjnie przecież katolickich krajach latynoamerykańskich następuje wielki odwrót od Kościoła katolickiego. Coraz więcej ludzi szuka życiowej drogi w innych Kościołach, w ruchach charyzmatycznych, w małych wspólnotach protestanckich. Również w sektach.

Reakcją na te procesy nie może być tylko przerażenie. Trzeba uczciwie postawić sobie pytanie: co to znaczy? Co ci ludzie utracili w Kościele? A wydaje się, że Kościół stracił wiarygodność w ich oczach.

I tu pojawia się Franciszek.

- Który wzywa do ponownego nawrócenia ludzi Kościoła. A niektórzy z nich dostrzegają, że tędy droga, i starają się zmienić styl życia.

Skoro jesteśmy przy Ameryce Łacińskiej... To, że wybraliśmy papieża spoza Europy, to logiczny krok. Dziś najwięcej katolików żyje poza naszym kontynentem, a Kościoły pozaeuropejskie są dużo bardziej dynamiczne. Ale myślę, że Franciszek jest papieżem przechodnim. Argentyna, skąd pochodzi i gdzie sprawował posługę, oraz Chile, gdzie odbywał nowicjat, nie są najbardziej typowymi przedstawicielami Ameryki Łacińskiej. To kraje bliskie kulturze europejskiej, nazywane ''Wielką Brytanią Ameryki Łacińskiej''. Rodzina papieża ma włoskie korzenie, a on sam studiował w Europie. A więc nie do końca jest papieżem z drugiego końca świata. Moim zdaniem Franciszek jest mostem między kontynentami i kulturami.

Jeżdżąc z wykładami po świecie, przyglądasz się pozaeuropejskim Kościołom. Czego możemy się od nich nauczyć?

- Dziś Kościół jest globalnym graczem i właśnie dlatego powinien bez uprzedzeń zastanawiać się, czym inne kultury mogą nas zainspirować. Przykład pierwszy z brzegu - japońskie chrześcijaństwo. W Japonii działa wielu niezwykle ciekawych teologów zgłębiających i przekazujących tradycje wiary w stylu koan - japońskiego myślenia. Tamtejsze chrześcijaństwo zrozumiało, że sposobem przekazywania wiary może być paradoks. To właśnie koan pomógł mi głębiej zrozumieć Biblię. Dlatego myślę, że pozaeuropejskie kultury mogą dostarczyć nam inspiracji i teologicznych, i duszpasterskich, których stara Europa i Kościół bardzo potrzebują.

*Tomasz Dostatni jest duszpasterzem inteligencji, publicystą i tłumaczem. W latach 90. był korespondentem Radia Watykańskiego i KAI w Pradze. Ostatnio wydał ''Różnorodność pojednania. Rozmowy z Tomasem Halikiem'' (Znak 2013).

**Tomasz Halik - ur. w 1948 r. wybitny czeski filozof, teolog i eseista. Ksiądz katolicki, święcenia kapłańskie otrzymał potajemnie w 1978 r. Wykładowca Uniwersytetu Karola w Pradze, rektor praskiego kościoła uniwersyteckiego pw. Najświętszego Salwatora w Pradze, przewodniczący praskiej Chrześcijańskiej Akademii w Pradze. Był jednym z doradców czeskiego prezydenta Václava Havla. W Polsce ukazały się m.in. jego książki: ''Wyzwoleni, jeszcze nie wolni. Czeski katolicyzm przed i po 1989 roku'', ''Wzywany czy niewzywany, Bóg się tutaj zjawi. Europejskie wykłady z filozofii i socjologii dziejów chrześcijaństwa'', ''Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą'', ''Drzewo ma jeszcze nadzieję. Kryzys jako szansa'', ''Przenikanie światów. Z życia pięciu wielkich religii''. Nakładem Agory ukazała się jego książka ''Hurra, nie jestem Bogiem!''. Można ją kupić w księgarniach, na Publio.pl i Kulturalnysklep.pl.

 

Za Gazetą Wyborczą 15-16 marca 2014

18:08, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46