To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

czwartek, 13 marca 2014

Antyfona

O Tobie mówi me serce: * „Szukaj Jego oblicza”. * Będę szukał oblicza Twego, Panie, * nie zakrywaj przede mną swojej twarzy. [Ps 27(26),8-9]

 

W kościołach prawosławnych Ikona Przemienienia ma szczególną funkcję: gdy brak specjalnej ikony dla uczczenia tajemnicy przypadającej na dany dzień – można ją zastąpić ikoną Przemienienia. Ta ikona ma szczególne znaczenie dla życia wewnętrznego.

Spójrzmy na tę ikonę w naszej potrzebie otwarcia na Tajemnicę Tajemnic, powołanie człowieka do Przymierza z Haszem, Bogiem będącym Osobą, a zarazem Tym, kto jest najzupełniej INNY.

                                                                        ***

Góra Przemienienia, miejsce osobne. Oblana wiatrem, omiatana przez wiatr, oplatana pasmami mgły, z czołem zasnutym chmurami; droga, ścieżka prowadzi od podnóża za szczelną zasłoną chmur.

                                                                        ***

Przemienienie [Mt 17,1-9].

Nim pójdziemy krwawym śladem, od Ogrójca po biczowanie, Krzyż, śmierć wśród tych, co nie wiedzą, co czynią, po grób i nawiedzenie Otchłani – przyjmijmy umocnienie przez wgląd w to, kim jest Jezus. To On zostaje z nami, gdy wszystko inne zasłania obłok.

                                                                        ***

Myślę o ikonie dla 21 wieku.

Mogłaby ona być zapisem ogołoconym z tego, co mówi zbyt wiele. Wystarczy na początek spojrzenie na czoło Góry przesłonięte obłokiem. Tam ścieżka prowadzi. Udaje się też dojrzeć, że zza obłoku przebija się ku nam światło Jego szaty bielszej od śniegu. Krawędzie obłoku niezupełnie są rozmyte. Scala je obrąbek światła.

Wielkie Przygotowanie po to, by godnie wspomnieć i przyjąć istotę Przywoływanego.

                                                            ***

Ikona Przemienienia jest też Ikoną Powołania.

Ikona – znak, zapis uobecniający Tajemnicę. Ikona nie ilustruje, nie objaśnia Tajemnicy! Ikona uobecnia.

***

Tego dnia na Stole Słowa, obok Ikony Przemienienia, uroczyste wspomnienie Patriarchy, czyli Przodka w wierze. Wspólnym przodkiem wierzących – Abram. Czytając o nim [Rdz 12,1-4a] dowiadujemy się czegoś, co i dla nas jest, czy też ma się stać fundamentalnym faktem. Haszem, będący Stwórcą wszelkiego bytu, wkracza w świat stworzony, w historię i w życie konkretnego człowieka. Abram zostaje powołany, by stać się ojcem wierzących.

Ludzie Przymierza będą jego potomkami według ciała, ale także duchowo będą ludźmi wiary dzięki decyzji Abrama. Kształt tej decyzji – jak ją odczytuję – to posłuszeństwo: pozostawienie za sobą dotychczasowego świata, rozpoczęcie wędrówki, koniecznej, aby spełniła się obietnica. Trudno to sobie wyobrazić – a przecież wierzę, że i we mnie, w niezliczonych  ludziach decydujących się wierzyć – spełnia się obietnica. Haszem będzie nam wierny: z Jego woli za naszą też sprawą wiara w Jedynego jest i będzie w świecie obecna.


                                    ***

Powołanie! Paweł do Tymoteusza [2 Tm 1,8b-10]. Cieszę się myślą, że papież Franciszek też  w tym dniu ten tekst czyta, myślę, że zawarta w nim myśl umocni Franciszka w jego powołaniu do szerzenia radości duszpasterskiej. Jest powołany, by umacniać, a więc pomagać w budzeniu się z gorzkiego snu rezygnacji z tego, po co należymy do pochodu wiary, jakim jest Kościół. Bywa, że przez pewien czas miotamy się na ślepo, zmęczeni zasypiamy snem, który nie przywraca sił.

Ale z tego można wyjść. Teraz jest czas przebudzenia. Ze Stołu Słowa, z zapisu o Przemienieniu, możemy wziąć nadzieję, że w radości z pomagania zaczerpniemy coś takiego, jak uczniowie, gdy odsłonił im coś z tego, Kim jest i co może.

            

***

Kolekta:

Boże, Ty nam nakazałeś słuchać Twojego umiłowanego Syna, + ożywiaj naszą wiarę swoim słowem, * abyśmy odzyskawszy czystość duszy, mogli się cieszyć oglądaniem Twojej chwały.
                         

17:40, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 marca 2014

Tradycyjne określenie Wielki Post jest teraz zastępowane bardziej zrozumiałym omówieniem: mamy teraz początek okresu przygotowania do Święta Zmartwychwstania!

Mówi się czasem o konflikcie, wręcz o „walce Postu z karnawałem”. Myślę, że „post” jako taki nie zwycięża. Cała siła w podporządkowaniu się Wielkanocy. To Zmartwychwstanie jest zwycięstwem. Zwycięstwem nad śmiercią, której obecność „karnawał” usiłuje zatrzeć. Nie da się tego zrobić. Trzeba iść ku śmierci, prawdziwej, bolesnej, ale jednak nie będącej końcem.

Bez wiary w prawdziwe zmartwychwstanie Jezusa zmarłego na krzyżu nie ma zwycięstwa człowieka nad śmiercią. Przez chwalebne – święte, radosne zmartwychwstanie i spotkania, które przez nie stały się możliwe – bez tego nie byłoby dla nas wiary, że Najwyższy będzie wszystkim we wszystkich. Każda kolejna Pascha ma nas w tej wierze utwierdzać. Pascha – rekapitulacja i synteza historii zbawienia. Cały okres przygotowania pracuje na to, byśmy byli zdolni uczestniczyć w tym, co niesie Wielki Tydzień i Noc Paschalna. W szerokim sensie jest to wspólne święto Żydów i Chrześcijan, choć mało kto ma tego świadomość. Wspólny jest wspaniały Korzeń, Przymierze, powołanie.

                                                            ***

„Post” nie jest czasem skupienia na „poszczeniu”, na niejedzeniu. To nie ma być okres jakiejś niby to religijnie motywowanej anoreksji. Mamy w tym czasie – przynajmniej w tym czasie – uwolnić się od martwienia się, co będziemy jedli, co będziemy pili (i w co by tu się extra przyodziać). Mamy odkryć wartość skupienia na pomaganiu potrzebującym (to się kryje po określeniem „jałmużna”). Jeszcze bardziej – a może tak samo!? – chodzi o czas na myślenie o rzeczach „godnych siebie”. W tym, choć nie wyłącznie – o wierze, o powołaniu chrześcijańskim, o odnowie Kościoła i o wierności Ewangelii. To program rekolekcji, czasu przebudzenia, także samorekolekcji, karmienia swego życia wewnętrznego udziałem w liturgii i czytaniem Pisma Świętego.

Więcej na te tematy  - w „Już / jeszcze nie”, link http://polona.pl/item/11328482/0/ .

Niedziela po Popielcu: na Stole Słowa długie czytanie o Pierwszych Rodzicach [Rdz 2,7-9; 3,1-7], jak ulegli pokusie, prowokacji, jaką miał wobec nich podjąć „wąż”, upostaciowanie siły zniszczenia szczęścia przez zły wybór, wybór nie godny człowieka–Ogrodnika Raju.

W tysiące trzeba by liczyć próby interpretowania tego tekstu.

W obrębie samorekolekcji proponuję skupić się na przeżywaniu dylematu leżącego u początku historii upadku, który uzyskał wspaniałe, przeobfite lekarstwo w posłuszeństwie Syna Bożego, Mesjasza zapowiadanego przez Patriarchów i Proroków. W Wielką Sobotę uczcimy chrzest, który z upadku podnosi.

                                                                        ***

Prowokacja do grzechu opiera się na proklamacji kłamstwa. „Wąż” prowokator kłamie, że nieposłuszeństwo wobec  Najwyższego zaowocuje wolnością, otworzy horyzont szczęścia, bycia naprawdę sobą.

Tajemnicza historia kuszenia Jezusa, Jego postu – to historia okresu przygotowania do pełnej, ostatecznej realizacji powołania [Mt 4,1-11]. Prowokator-szatan kłamie przywłaszczając sobie, obracając na złe prawdziwe Obietnice Boże. Te obietnice miały leczyć i leczyły, wzmacniały ludzi Przymierza. A teraz wobec Jezusa są wykładane w sposób zmieniający je w fałsz, w drwinę z Najwyższego.

Jezus to wszystko utrąca. Tekst uczy, że ani przez chwilę nie istniało niebezpieczeństwo, by On, będący Prawdą, miał być zwiedziony, oszukany. My z Nim też jesteśmy bezpieczni. Ale naszą siłą nie jest własna sprawiedliwość, lecz wierność Haszem.

                                                            ***

Wróćmy do Stołu Słowa po List do Rzymian [Rz 5,12-19]. Poprzednie rozważania mogą dać klucz do zrozumienia tego tekstu. List do Rzymian to właśnie rekapitulacja historii zbawienia, zasadniczo na użytek nawróconych spoza Narodu Wybranego. Oni z własnej tradycji intelektualnej wiedzą, że nie ma przestępstwa, jeśli nie ma prawnego zakazu… Niełatwo wytłumaczyć im (i także nam), jak mają się sprawy ze stanem grzechu, w którym pogrążona jest ludzkość sama z siebie – i ze stanem łaski, sprawiedliwości, będącej darem w Chrystusie. Może wystarczy pochwycić najbardziej uderzające twierdzenie z tego listu apostolskiego: obfitość, wręcz bezmiar łaski – to rzecz  nieporównywalna z zasięgiem i siłą stanu grzechu.

W Noc Wielkanocną wyrażą to słowa hymnu Zmartwychwstania: „O błogosławiona wino, która aż na takiego zasłużyłaś Odkupiciela”.

Historia zbawienia nie jest historią wyrównania ciężaru zła przez siłę Zbawienia. To nie „wyrównanie”, to nie zwycięstwo niepewne, kruche. Tryumf Łaski, tryumf Miłosierdzia, tryumf Miłości jest nieskończenie większy, jest nadobfity.

To ten tryumf jest treścią Święta Paschy, ku któremu podążamy.

 

KOLEKTA

Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy przez doroczne ćwiczenia wielkopostne postępowali w rozumieniu tajemnicy Chrystusa * i dzięki Jego łasce prowadzili święte życie.

20:22, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lutego 2014

Za kilka dni otrzymamy wezwanie do wielkopostnej wspinaczki.

Może ktoś właśnie teraz próbuje żyć w rytmie karnawału? Jeśli tak, to pewnie prześpi dzień pokuty – środę przyjmowania poświęconego popiołu z zeszłorocznych palm wielkanocnych? Dzień pokuty  powinien być oczekiwany (i przygotowany) jako dzień prawdy na serio, która istotnie musi zaboleć, by mogła zacząć wyzwalać. Tą prawdą jest Jezus. Świat i siebie oglądamy w Jego świetle.

W przedpostną niedzielę śpiewamy:

Antyfona

Pan jest moim obrońcą. * Wprowadził mnie na miejsce przestronne, * ocalił mnie, gdyż mnie miłuje. [Ps 18(17),19-20]

                                                                        ***

Papież Franciszek nie jeden raz zapewniał, że błogosławi ludzkiej radości, może i tej „karnawałowej”. Pisał o radości w „Adhortacji”, którą należy czytać jako zachętę (do radości właśnie!), ale też jako upomnienie. Z końcem karnawału pora, z popiołem we włosach, wrócić do upomnienia, które nie przypadkowo tak bardzo harmonizuje z duchem Przedpościa.

 

Franciszek u steru Łodzi. Tam go umieszczam, bo przecież nie na tronie! Tak usilnie stara się uwolnić swój urząd apostolski od wszelkich królewskich apanaży. Dobrze są znane nie założone czerwone buty i wybór pokoju w hoteliku św. Marty… Dla mnie bardzo wymowny jest fakt, że czekał na uczestników obrad konsystorza, by ich witać w miarę, jak wchodzą. Można było nie zwrócić na to uwagi – takie to normalne. A jednak przez taką organizację Franciszek oderwał się od obyczajów dawnych królów i niektórych współczesnych „oligarchów”, którzy wkraczają do sal, gdzie czekają zebrani. Kiedyś nazywano papieża „sługą sług bożych”. Nie wiem czy Franciszek tak by siebie nazwał. Na pewno chce właśnie „służyć”. A przede wszystkim aby ci, którym służy, także czuli się powołani do usługiwania.

Najpierw muszą, a my z nimi, wyrzec się podporządkowania „mamonie”.

                                                                        ***

Cóż to jest ta „mamona”? Potocznie mniema się, że to pieniądz pozyskany niesprawiedliwie. Myślę, że to mniemanie w zasadzie słuszne.

Coś tu warto podkreślić odwołując się do Adhortacji „Evangelii Gaudium”. Nie pieniądze jako takie są złe, lecz ich używanie zastępcze – jako środka przeciw acedii. Do Mamony, albo Mamona zalecają się ci, co utracili treść życia.

                                                                        ***

Franciszek wiąże słabość duszpasterstwa z szeroko rozpowszechnionym upadkiem ducha, „acedią”, stanem moralnym tak określanym w klasycznych dokumentach.

Acedia to smutek, zniechęcenie, apatia, bierność ludzi, którym wyschły źródła radości duszpasterskiej, entuzjazm w  obronie dobra, świętości we wspólnocie wiernych.

Acedia skłania do szukania pociechy w osiągnięciach „światowych”, a nie ewangelicznych. Tu pojawia się stawianie na pierwszym planie dorobku materialnego, zamożności, symboli statusu oraz własnej wygody, swobodnego korzystania z wolnego czasu.

                                                            ***

Niedziela przed walką Karnawału z Postem…

Ale zwycięzcą nie ma być „Post”, lecz Wielkanoc!

Post jest niezbędną, nieuniknioną wspinaczką pokutną, oczyszczającą.

(Więcej o poście w „Już / jeszcze nie”. Książeczka dostępna w internecie – link z Myślennika: http://polona.pl/item/11328482/0/ )

                                                            ***

Co  mówi Jezus w relacji Mateusza [Mt 6,24-34]? „Nikt nie może dwom panom służyć”… Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”.

Nie możecie” – jest to nie tylko zabronione, lecz i niewykonalne.

Służba Bogu musi być wyłączna. Z tą wyłącznością nie jest sprzeczna troska o bliźniego. Haszem widzi ludzką miłość bliźniego jako pochodną swojej miłości.

Ale jak można służyć Najwyższemu, Niepojętemu, a przy  tym cząstkę jakąś - i to rosnącą - rezerwować dla siebie, aby coś uzyskać od Mamona, niejako poza tym, co Haszem sam nam daje? Przeczytaj, jaka jest miłość Haszem do ciebie [Iz 49,14-15]:
…Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.

***

Ten Traktat zapisany u Mateusza może się zrazu wydawać surowy, kategoryczny. A przecież jest to radosna pieśń, radosna proklamacja wolności człowieka i piękna świata.

Służba Mamonowi jest ciężka, pełna wyczerpującego wysiłku, a ci, co ją wybrali, dręczeni są lękiem o jutro. Wydaje się im, że zginą, gdy ich potrzeby nie będą zaspokojone.

A człowiek może być beztroski  jak ptak, być obdarowany pięknem, jak owe lilie polne. Post, który rozpoczniemy, ma być beztroski, prawdziwiej beztroski niż karnawał.





22:13, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 lutego 2014

Kolejne niedziele tego kończącego się okresu promienieją światłem Ewangelii. Czytamy, rozważamy – aby więcej rozumieć, aby wiedzieć, co mamy czynić teraz. Jakie zadania po chrzcie, obrzędowo dokonanym najczęściej u samego początku, a teraz przyjmowanego do świadomości.

Z radością chrzcielną powtarzamy Antyfonę:

Panie, zaufałem Twemu miłosierdziu. * Moje serce  cieszyć się będzie z Twojej  pomocy, * będę śpiewał Panu, który obdarzył mnie dobrem. [Ps 13(12),6]

                                                                        ***

Teraz właśnie dany jest nam czas na odkrywanie od nowa kim jest Jezus dla nas. W obecnym roku (A) ma się to dokonać jakby przez soczewkę Ewangelii według Mateusza. W tych tekstach, jak i w wyłożonym dziś na Stole Słowa – widzimy Jezusa jako Mesjasza, jako Obiecanego, Syna Człowieczego, zamykającego erę Proroków, w swej ludzkiej duchowości, w świecie wewnętrznym ujawniającym się w nauczaniu – Jezus jest nosicielem doświadczeń Narodu od zarania Wybranego. Dlatego swoim życiem wypełnia nakazy i obietnice zawarte w Torze. Czyniąc tak oczekuje od uczestników Przymierza więcej niż oni sami od siebie.

Haszem oczekuje więcej niż to, co uczeni w Piśmie potrafią w nim wyczytać.

Skalę tego „więcej”, miarę należnej hojności powinni też odczytywać chrześcijanie, sami wierni i ich duszpasterze. W swej pierwszej Adhortacji (zachęcie) Papież Franciszek także akcentuje to oczekiwanie: więcej wierności, więcej radości, więcej posłuszeństwa Radom Jezusa…

***

„Hojnie” - „więcej niż dotąd”. A przecież pierwsze czytanie z Księgi Kapłańskiej [Kpł 19,1-2.17-18] to proklamacja najwyższego wymagania, w najwyższym stopniu uzasadnionego.

…Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan.

To bardzo wiele. Ale „więcej”, to więcej, o które tu rzecz idzie, znajdziesz dopiero w Ewangelii. Oczywiście w wielu miejscach. Pośród tych miejsc najważniejsze jest to, w którym pada pytanie: „kto jest moim bliźnim”.

Tu znajdziemy najwyższe światło zapalone dla ludzi kimkolwiek są lub za kogo się uważają.

***

W siódmą Niedzielę uczymy się hojności, biorąc w siebie posłannictwo zapisane w Ewangelii według Mateusza [Mt 5,38-48]:

‘… Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi.’

Czy potrzebny tu komentarz? A może jednak? Niestety istnieje „tradycja” mylnej jego interpretacji. Sądzi się i  głosi, że Jezus wzywa tu do bierności wobec zła. A przecież owo symboliczne nadstawianie drugiego policzka wymaga decyzji: to  zrobić, wykonać ten ruch, który ma rozbroić napastnika. Trudna to  nauka – ale się sprawdza! Naprawdę zło można zwyciężyć tylko dobrem. Wszelkie inne przewagi są niepewne, ciągną za sobą krzywdę za krzywdą. Trwałym źródłem radości i dumy jest dla mnie fakt, że pogrzeb męczennika, księdza Jerzego Popiełuszki nie przyniósł dalszych ofiar, ofiar zemsty. Żałobnicy nadstawili policzki, ciosy nie padły.

***

Tekst, który czytamy w Siódmą Niedzielę stanowi źródło dla akceptujących zasadę non-violence – bez przemocy. Nie obiecuje im bezpośredniego zwycięstwa,  upragnionej wolności i bezpieczeństwa. Ale umacnia w przekonaniu, że tak trzeba. Choć na pewno nie w zarozumiałym przekonaniu, że to  potrafimy.

 -  Jak mogę o tym pisać w taki dzień jak dziś? (czwartek, 20 lutego 2014) Zwyciężanie zła dobrem znów naocznie ponosi klęskę. Słucham, a właściwie usiłując pisać słyszę, co  dzieje się na Ukrainie. Majdan coraz bardziej upodabnia się do getta walczącego płonącego w środku miasta, które oddziela się od tego doświadczenia ponad siły. A jednak! Jednak perspektywa nadstawiania drugiego policzka w ostatecznym rozrachunku jest jedyną dorzeczną. Może i tym razem pomimo wszystko ocaleje? Wiem też, że nikt nie może przewidzieć, co zrobi, gdy znajdzie się w konfrontacji z wyborem. Modlitwa o wstawiennictwo „teraz i w  godzinę…” w moim odczuciu odnosi się do godziny wyboru – iść za słusznym  gniewem, czy trwać przy nauce z tekstu Mt 5.

***

Dalszy ciąg tekstu Ewangelii Mateusza konsekwentnie przemawia za hojnością. Tą może nieco łatwiejszą niż nadstawianie drugiego policzka. W całości tekst uderza w  ludzką drapieżność, pazerność, nieustępliwość.

Generalny wniosek: nie wystarczy być człowiekiem przyzwoitym – czyż i poganie nie starają się zachowywać godnie? Od swoich uczniów Jezus oczekuje nie  samej wolności od nienawiści, lecz życzliwości dla wszystkich, w tym dla sprawców naszej krzywdy.

Nie sądzimy, że sami z siebie będziemy odczuwać taką powszechną życzliwość. Życzliwość nie będącą formą obojętności. Ale warto podnosić wzrok ku tej wysoko umieszczonej poprzeczce.

Ludzie, którzy nas  z taką życzliwością potraktują – nie są tylko „wzorami”, lecz przekaźnikami tej wspaniałej energii.

***

Jeszcze na Stole Słowa list do Koryntian [1 Kor 3,16-23]. Zawarty w nim obraz człowieka, noszącego w sobie sanktuarium, miejsce spotkania z Bogiem – ten obraz może być pomocny, gdy trzeba chronić bliźniego przed nienawistnym skreśleniem. W tym, co  wydaje się ruiną,  spustoszonym skarbcem – jednak szukać, zakładać istnienie obecności Tego, kto nie skreśla.



22:00, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 lutego 2014

 Antyfona: Pieśń nadziei i wiary – ufności, że Ten, który jest wszystkim we wszystkich, już teraz jest dla nas niezachwianym oparciem. Potrzebujemy Go, by sprostać konfrontacji z tym, co  na Stole Słowa.

Boże, bądź dla mnie skałą schronienia * warownią, która ocala. * Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą, *  kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swoje Imię. [Ps  31(30),3-4]

W dzisiejszej niedzieli, jak w soczewce zebrane w jedno, najważniejsze może, a w każdym razie centralne, z sedna rzeczy płynące odpowiedzi Jezusa. Tym razem znów oczekujemy odpowiedzi na pytanie „jak żyć”. Nie wiem, czy potrafimy zadać to zasadnicze pytanie – czy też ja, w ramach samorekolekcji zdołam rozłożyć na właściwe elementy i przybliżyć naszym czasom. Nad tą refleksją ciąży chmura pewnego, bardzo dzisiejszego lęku: co usłyszę, gdy udam się na mszę niedzielną? Obok tego, co Kościół przeznacza na Stół Słowa w daną niedzielę, jesteśmy konfrontowani z wyborem refleksji danego, konkretnego duszpasterza.

Gdy to piszę – późno, dopiero w poprzedzający niedzielę czwartek – ów duszpasterz zapewne też szuka myśli dla siebie i dla nas. Życzę mu wsparcia Ducha Świętego. Ośmielam się prosić o to wsparcie również dla siebie. Chcę nakarmić się tą niedzielą, a to niełatwe.

                                                                        ***

Pierwsze czytanie z Księgi Syracydesa [Syr 15,15-20]. Ten tekst to piękna odrośl z prastarego pnia judaizmu. Dla tej niedzieli stanowi jakby motto. Oglądamy przejmującą scenę – Najwyższy czeka na decyzję człowieka. Zaprasza: „Jeśli chcesz …” Od odpowiedzi na to wezwanie wszystko zawisło. Najwyższy pyta i czeka. Aby odczytać tę scenę trzeba pamiętać, że „bojący się Boga” to nie osoby przejęte jakimś mrocznym strachem, lecz ludzie Przymierza, którzy chcą w nim wytrwać, nie chcieliby obrazić Najwyższego i utracić Jego bliskość.

Przeczytać ten tekst uważnie, kilka razy, to już dokonane samorekolekcje.

…Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania, a dochować wierności jest Jego upodobaniem. Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane. Ponieważ wielka jest mądrość Pana, potężny jest władzą i widzi wszystko. Oczy Jego patrzą na bojących się Go, On sam poznaje każdy czyn człowieka. Nikomu nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć.

                                                            ***

W  tekście ewangelii Mateuszowej [Mt 5,17-37] Jezus mówi do swoich uczniów. Mówi więc do ludzi, którzy nie cofnęli się przed „Jeśli chcesz”. Byli poniekąd w trakcie rozpoznawania w Jezusie Mesjasza,  o którym słyszeli w Pismach Proroków. Haszem był źródłem Świętych Obietnic. Ale przy mesjańskim przełomie mogła, a właściwie musiała pojawić  się pokusa – uznać, że Prawo już nie obowiązuje, że „Nowe” wymazuje „Stare”.

Jezus prostuje to mylne zrozumienie. „Nowe” jest „dopełnieniem”, albo wypełnieniem tego, co zawarte w „Starszym”. „Wypełnienie” - „Dopełnienie” – to warianty przekładu na polski, konotacje tych słów są nieco odmienne, ale nie sprzeczne. Myślę, że „dopełnienie” może niepotrzebnie sugeruje jakiś brak w tym, co trzeba „uzupełnić”.

A przecież to nie tak! „Wypełnienie” słusznie nasuwa myśl o posłuszeństwie, o napełnieniu blaskiem tego wszystkiego, z czego wywodzi się Mesjasz jako człowiek. To zgodne jest z duchem wielkopiątkowej modlitwy „za Naród Pierwszego Wybrania (w poprawnym przekładzie):

 

... za Żydów, do których przodków Pan Bóg przemawiał,

aby pomógł im wzrastać w miłości ku Niemu i w wierności Jego przymierzu.

Ty dałeś swoje obietnice Abrahamowi i jego potomkom;

U wysłuchaj łaskawie prośby swojego Kościoła,

* aby lud, który najpierwej wybrałeś, mógł osiągnąć pełnię odkupienia.

 

Ciąg dalszy „adhortacji” Jezusa przedstawia drogi owego „wypełniania”. Jezus wypełnia Prawo – sam go przestrzega – ale też wskazuje uczniom drogi życia, w którym Prawo będzie wypełniane nie tylko zewnętrznie, formalnie, w nieznaczących detalach (czyli po faryzejsku). Ważne jest to, że nie chodzi o zaostrzenie wymagań, lecz o ich uwewnętrznienie. To jest w pewien sposób „nowe”, ale przecież w podobny sposób starali się tłumaczyć Prawo Prorocy. Jezus pragnie, by uczniowie w sposób głębszy i bardziej wewnętrzny pojmowali „Sprawiedliwość” czyli zjednoczenie z ładem Haszem, trwanie w Przymierzu. Uczniowie Jezusa ustępują „uczonym w Piśmie” w znajomości Ksiąg, ale z nauki Jezusa zaczerpną gotowość do szczerej, prawdziwej wierności przykazaniom:

…Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego.

Samorekolekcje to nie teoretyczne rozważanie, lecz odmiana życia, decyzja, by starać się odtąd inaczej widzieć, co jest ważne i zmienić postępowanie. Cała nauka rekolekcyjna Jezusa zapisana w Mt 5,17 i dalej… może być bazą dla rachunku sumienia naszych sumień dzisiaj, w życiu prywatnym i publicznym.

                                                            ***

Nie chcąc dalej grzeszyć przeciw zasadzie tworzenia krótkich komentarzy pozostawiam was już sam na sam z dalszym tekstem.

Jeśliby ktoś zechciał dołączyć tu swoje uwagi, pytania czy propozycje interpretacji, bardzo się ucieszę!

20:34, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 lutego 2014

Antyfona:

Przyjdźcie, uwielbiajmy Boga, * zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył, * albowiem On jest naszym Bogiem. [Ps 95(94),6-7]

 

Kolekta:

Wszechmogący Boże, strzeż nieustannie swojej rodziny z ojcowską dobrocią, + a ponieważ całą nadzieję pokładamy w łasce niebieskiej, * otaczaj nas zawsze swoją opieką.

 

Na horyzoncie coraz bliższym wielkie samorekolekcje Kościoła. Ludzie wiary nieraz udzielają „rekolekcji” czyli przypomnienia, przebudzenia wiary i powołania do wypełnienia obowiązków – programu Służby Bożej. Czas nazywany „Wielkim Postem” to dni, gdy to właśnie powinno się w nas dziać. W nas, między nami – nie licząc za bardzo, ani wyłącznie, na „rekolekcjonistów”. W tym miejscu można też sobie przypomnieć to, co przecież zasadniczo wiemy: rekolekcje, a więc i nasze samorekolekcje prowadzi obiecany przez Jezusa Duch Święty.

Nie szkodzi, że nie bardzo wiemy, co to znaczy.

Konfrontacja z wnioskami, które dyktują samorekolekcje, to zadanie czasem bardzo poważne. Potrzebujemy Parakleta, Osoby wspierającej, źródła odwagi.

                                                            ***

Na Stole Słowa Ewangelia na teraz, właśnie teraz szczególnie potrzebna.

[Mt 5,13-16]

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

 

Na to wyzwanie tak od siebie odpowiadam:

Czuję się pojedynczym kryształkiem soli – nie zmienię, nie uzupełnię smaku mdłego pożywienia. Czuję się nikłym płomykiem w mieście gaszącym swoje światła – cóż z tego, że zbudowanym na górze.

Najgorzej ze świecznikiem – na takim wietrze, jak dziś, wszystkie ogarki stracą płomyki.

Chrześcijanie rzadko bywają siewcami dobrego przykładu.

Ale przecież nie o to chodzi w tej przypowieści, nie o to, co potrafimy, lecz o świadomość oczekiwań wobec nas, uczniów Nauczyciela. Nosimy Jego imię, więc musimy od siebie wymagać. Kryształ soli to mało, ale musi swój smak zachować, nie zamienić „solenia” w posiew zgnilizny i pleśni.

Światło – może rzucić tylko jeden błysk. Ci, co czekają na sygnał, będą umocnieni.

                                                                        ***

Pozostałe teksty na Stole Słowa to indeks zadań, albo, jeśli ktoś woli, to odpowiedź na pytanie „jak żyć”.

Z tekstu Pawła [1 Kor 2,1-5] i hymnu Izajasza [Iz 58,7-10] wyławiam to, co naprawdę pozwala czasem posolić materię świata, albo zamigotać wskazując kierunek.

Izajasz szkicuje sylwetkę człowieka sprawiedliwego, to znaczy mającego odwagę udzielić pomocy, jak ów Samarytanin konkretnie dobry, nie chcący zostawić w rowie rannego – i zarazem dający światu odpowiedź na pytanie, kto jest bliźnim.

                                                            ***

Na Stole Słowa czytanie z Listu do Koryntian: w sam raz na czas, gdy poczujemy sens dzielenia się tym, co odsłaniają samorekolekcje, albo gdy uświadamiamy sobie wagę tych refleksji dla własnych decyzji i wyborów.

Paweł pokazuje, jaką drogę wybrał. Dobrze jest nią iść jakby jego śladem, choć własnymi, małymi krokami.

 

Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

                                                ***

Chcę opowiedzieć o człowieku – nie wiem nawet czy wierzącym, w którym zobaczyłam duży, piękny kryształ soli. Funkcjonariusz więzienny (nie ważne, że wysoki funkcyjny) sam zapłacił grzywnę za chorego psychicznie młodego człowieka, który znalazł się w więzieniu za kradzież wafelka. Poruszony współczuciem, żalem, a może i gniewem na system, nie liczył się z faktem, że  płacąc za obcego człowieka, sam popełnia wykroczenie. Krzywda i zagrożenie dla bezradnej osoby nie mogły trwać dłużej, ani dnia więcej, niż trzeba, by zadziałało to, co może zadziałać najszybciej.

Wybawicielowi uciśnionego towarzyszy błogosławieństwo do niego skierowane.

Miłosierni spotkają się z Miłosierdziem, z istotą tego, co uczynili.

Myślę o tym człowieku tak, jak o lekarce, która naraziła się na karę za udostępnienie leków nieubezpieczonym.



14:09, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Komentarze (1) »
piątek, 31 stycznia 2014

W tym roku (2014) czwarta niedziela zwykła zbiega się ze Świętem Ofiarowania w Świątyni – dniem prorokini Anny i starca Symeona witających Jezusa, na którym ma być dokonany obrzęd dotyczący pierworodnych synów.

Niedziela Błogosławieństw – którą gorąco chciałam omówić – znajduje się niejako za powieką, za zasłoną. Święto Ofiarowania Jezusa jest przedstawione w książeczce „Już / jeszcze nie”, dostępnej w zbiorze „Polona”.

            W ramach Samorekolekcji na tydzień pozostałam przy tekstach Niedzieli.

 

Jak zwykle rozpoczynamy od Antyfony:

Ratuj nas, Panie, nasz Boże, * i zgromadź nas z krajów pogańskich, * abyśmy  wielbili święte imię Twoje * i dumni byli z Twej chwały. [Ps 106(105),47]

 

Zaraz po antyfonie, na początek dzisiejszych Samorekolekcji, odczytajmy „Modlitwę Wspólną”, modlitwę tych, co zebrali się razem, by w łączności z tymi, co zbierają się gdzie indziej, prosić o to, co dla Ludu w drodze jest najistotniejsze.

W tę niedzielę, jak i w inne, oczekujemy Jezusa i działania Ducha Świętego, bo urzeczywistniamy warunek spełnienia Obietnicy – jesteśmy przecież razem w Imię Boże, w Imię Trójcy.

Kolekta:

Panie, nasz Boże, spraw, abyśmy chwalili Ciebie z całej duszy * i szczerze miłowali wszystkich ludzi.

                                                            ***

Na Stole Słowa Księga Proroka Sofoniasza [So 2,3; 3,12-13]. Dzięki wizji tego Proroka mamy żywiej i głębiej ujrzeć, czym jest „Lud Boży w drodze”, Lud zachowany w wierności Przymierzu. Lud określony jako „reszta”, mniejszość mocna w swoim wyborze, by należeć do „Boga, który jest dla ubogich” jedynym bogactwem.

Tekst Pawłowy [1 Kor 1,26-31], jedna z głównych osi Listu do Koryntian, każe patrzeć na pochód Ludu Bożego od jeszcze innej strony.

Kogóż widzimy?

Dzisiejszym językiem mówiąc – niepełnosprawnych, wykluczonych – nie zawsze tylko „cyfrowo” zdezorientowanych, uważanych za głupich. Zobaczymy w tym świętym pochodzie ludzi urodzonych nie tam, nie z tych rodziców, którzy by zapewnili im przyszłość… Ci są wybrani, ci są „Resztą”. A chodzi o to, by widzowie Pochodu w ślad za uczestnikami zdali sobie sprawę, że Pan był, jest i będzie kiedyś dla wszystkich i we wszystkich – wszystkim.

 

Nigdy dość namysłu nad istotą błogosławionego ubóstwa, tego, które radził zachowywać Jezus, ubóstwa, do którego powołani są wierzący i ich wspólnota, Kościół.

Ubóstwa życzył swojemu macierzystemu Kościołowi Jan Paweł II – to praktyka ubóstwa w Kościele ma nas ocalić! Na swój pięknie tradycyjny sposób papież imieniem Franciszek – jak „biedaczyna z Asyżu” – stara się pokazać ludziom dzisiejszym, co się zawiera w ubóstwie: wolność od zabiegania o niekonieczne, gotowość dzielenia się wszystkim z potrzebującymi pilnej pomocy…

Ubóstwo to wolna od skrępowania  majestatem bliskość zwykłego człowieka.

Zanim okaże się niedzielą wszystkich możliwych błogosławieństw, ta niedziela jest dniem pouczenia o ubóstwie.

Bardzo życzę Papieżowi Franciszkowi, by był bezpieczny za tarczą swojej praktyki ubóstwa i by skutecznie głosił sens wszystkich wspaniałych błogosławieństw, czyli najwznioślejszych i sprawdzających się życzeń dla nas, jakie na świętej górze wypowiedział i obwołał Jezus [Mt 5,1-12a].

Niejedne rekolekcje osnuto wokół tekstu Błogosławieństw. Każde z tych świętych wezwań, obietnic, rad i wskazań jest godne powrotów myślą i sercem do tego, co jest Testamentem Nauczyciela.   

                                                                        ***

Niedziela Błogosławieństw. Niech będzie błogosławiona szczególnie dla papieża Franciszka. Niech Go umocni w miłości i służbie Kościołów ubogich. Trzeba, aby wielu przyjrzało się od nowa swemu powołaniu, by taki Kościół tworzyć.



12:02, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 stycznia 2014

Mam ponad  80 lat. Moja pamięć sięga lat trzydziestych ubiegłego wieku. Widziałam z balkonu kondukt pogrzebowy Marszałka  Piłsudskiego!

Gdy chodzi o Kościół, o chrześcijaństwo, noszę w sobie znaczną sumę doświadczenia. Wcześnie, jeszcze jako uczennica, przestałam przyglądać się z boku. Wiara jako część ludzkiego dziedzictwa była w moim odczuciu sprawą istotną, w której trzeba dokonać wyboru. Doświadczenie przemian – w tym II Soboru Watykańskiego i zgromadzeń ekumenicznych, a także studia teologiczne dały mi poznać, że chrześcijaństwo i mieszczący się w nim Kościół Rzymsko-katolicki są, jak las, wspólnym bytowaniem różnych istot. Las jest środowiskiem życia, ale i umierania, trwania i zmian. I  tak jest też z Kościołem.

Tak było od początku. Mamy obiecane, że tak będzie do końca tego świata. Przed czasem ostatecznym las nie zginie. Lud Boży będzie w drodze równotrwałej z drogą ludzkości.

Co nieco wiem o drodze za nami, zwłaszcza o niedawno przemierzonej, o tym, w czym zdążyłam uczestniczyć. Bardzo się waham, gdy chodzi o ekstrapolację, o rozciągnięcie wniosków z tego, co było, na to, co będzie. Pewnie wszystko będzie inaczej…

Ufam Obietnicy Przymierza, a więc pomimo wszystko spodziewam się, że Las przetrwa, choć może niemało ucierpieć przez egocentryzm, głupotę i walki swoich mieszkańców. W gruncie rzeczy jestem o nasz święty Las spokojna – w ostatecznym rozrachunku. To jednak nie znaczy, że zapobiegliwość jest zbędna.

Myślę, że na to, by dobrze dbać o Kościół, trzeba go widzieć poniekąd jako całość w czasie i przestrzeni. A teologia katolicka uczy, że Kościół nie utożsamia się z Królestwem Bożym, do którego dążymy. Nasza ostateczna przyszłość jest w tym Królestwie. Tam idziemy jako Lud w drodze. Ale jeszcze wcale nie dochodzimy, jeszcze mamy – jak się wydaje – bardzo daleko.

 

                                                            ***

Od pytań o bieżącą przyszłość Kościoła Rzymsko-katolickiego w Polsce uciekłam do metafizycznego Lasu. Gdy zamęczają nas na przykład debaty o „gender” pełne insynuacji i nieporozumień – doradzam, by schronić się w Lesie. Może to ucieczka, ale nie wyklucza powrotu po zaczerpnięciu oddechu.

Na co mam nadzieję z perspektywy Lasu?

Jeśli kierując się pragnieniem ożywienia ducha wspólnoty (kolegialności) Papież Franciszek zwoła kolejny Sobór Powszechny, albo zacznie go przygotowywać (co zdaje się już czynić), przyszłość chrześcijaństwa odsłoni się nam jako bardziej nieodgadniona niż dotąd. Jednak nadziei, że przyniesie dobro, także będzie więcej niż dziś, gdy tak wielu chrześcijan ulega zniechęceniu, trwa w znużeniu i smutku, albo wykreśla ze swego horyzontu wszystko, co się z Kościołem wiąże. Może  do Lasu nie trafić.

Porozumienie  między Kościołami wydaje się odległe. A przecież to, co dziś nazywa się „ruchem ekumenicznym”, zrodziło się z pragnienia „aby świat mógł uwierzyć”, aby ustało zgorszenie konkurencyjną walką między chrześcijanami. To jest nadal sprawa aktualna.

Ale obecnie świat wciąż nie może wierzyć. Bardziej jeszcze gorszący jest dla świata widok, jak chrześcijanie nie rozpoznają dobra i prawdy, gdy nie ma na niej oczekiwanej wyznaniowej pieczątki. Takim gorszącym zjawiskiem była ostatnio kampania przeciw Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

[tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej 22 stycznia 2014]

09:45, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 stycznia 2014

            Na Stole Słowa oparte o siebie dwie księgi: Izajasza i Ewangelisty Mateusza. Nim je otworzymy, zaśpiewajmy w duchu Antyfonę.

            Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu, ziemio cała. * Przed Nim kroczą majestat i piękno, * a potęga i blask w Jego świątyni. [Ps 96(95),1.6]

                                                                        ***

            Oto klamra, która spina dwa świadectwa:

            «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło» [Iz 8,23b.9,3]; [Mt 4,12-23].

 

            Dla mnie fakt powołania się na proroctwo jest wskazaniem, że w czasie, gdy spisywano Ewangelie, chrześcijanie nie odcinając się od żydowskiego korzenia swojej wiary widzieli w Jezusie Mesjasza takiego, jakim go opisał Izajasz. Uznawali, że wędrując po ziemi Izraela – i po „Galilei pogan” – włączał sygnały, Kim jest, budził z uśpienia oczekiwanie, o którym wiedział. Hymny Izajasza były szczególnie przesycone obietnicami odnoszącymi się do czasu mesjańskiego i ostatecznego.

                                                            ***

            Szczególne wzruszenie budzą we mnie opisy ukazujące, jak powstawało grono uczniów, skąd wzięło się „Dwunastu”. Czytamy, jak Jezus budował grupę uczniów, których nie nazwał sługami, lecz przyjaciółmi [J 15,13-16]. Oni staną się najbliższymi. Wśród tych, którym powiedział „chodźcie ze mną”, znajduje teraz, jako Nauczyciel, prawdziwą, wierną rodzinę – rodzinę z wyboru. To są ci, którzy usłyszeli Słowo Boże i strzegą go [Łk 8,19-21]. Powołani idą za Nim, ale też obok Niego, albo przed Nim, aby przygotować spotkania.

            Dla nich Nauczyciel i wspólna z Nim misja to sprawa najważniejsza, godna, by dla niej opuścić wszystko, zostawić ojca naprawiającego sieć, rzucić matkę.

                        ---

            To bardzo ważna i radosna myśl, że Jezus znaczną i dość dokładnie opisaną część swego życia spędził z uformowaną przez siebie ekipą, pełną żywej interakcji. To nie było jakieś oczadziałe, zauroczone stado bezmyślnych fanów. Ci ludzie wybrali Tego, kto ich wybrał. Nadawali się do tego, by później pójść na cały świat - a także bliżej, wracając na opuszczone.

            W całej historii chrześcijaństwa raz po raz powstawały takie ekipy wokół zadań głoszenia Ewangelii przez wiarę. Byli uczniami i mieli uczniów. Oni, oddani współtwórcy chrześcijaństwa.

            Augustyn z Hippony, Benedykt i Scholastyka, Franciszek z Asyżu i młoda Klara. Dominik i Katarzyna Sjeneńska, Ignacy Loyola… Oni wszyscy rośli i działali w transcendencji, a nieraz opozycji wobec „więzów rodzinnych”.

            Bardziej byli zadomowieni w Królestwie Bożym, które chcieli przybliżać, niż w rodzinie pochodzenia, z której musieli i chcieli się wyzwolić, by iść z Mistrzem.

            Chrześcijaństwo wcale nie było jak się teraz mówi „rodzinne”. Ekipa i wspólnota z własnego wyboru i doboru jest dla wiary może bardziej definitywnym środowiskiem niż rodzina.

Rodzina jak ptasie gniazdo. Jezus żył w rodzinie,  ale przyszedł czas, by się ustanowić na swoim i powołać towarzyszy dalszej drogi.

                        ***

            Nie tak wiele wiemy o ekipie apostolskiej. Da się wiedzieć nieco więcej. Ale trzeba śledzić ich losy na tyle, na ile nie wybiegnie to w obszar fantazji. Nie trzeba nam zresztą apokryficznych dodatków. Mamy fakt: Piotra-Opokę, Listy Pawła i apostolskość Kościoła. Chcemy być w tym zborze, który oni zakładali, nie sobie, Chrystusowi.

                                    ***

Apostoł „doliczony”, Szaweł-Paweł, jego liczne gminy. Po tylu wiekach świecą w Listach imiona mężczyzn i na równej stopie kobiet. W tych kobietach wyczuwam koleżanki, które obok funkcjonowania w  swoich rodzinach, w swoich domach i domach wspólnot, tworzyły tkankę Kościoła-gminy, do których Paweł pisał takie teksty, jak dzisiejszy [1 Kor 1,10-13.17]:

            „Upominam was, bracia, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: «Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa». Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.”



20:35, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 stycznia 2014

Był człowiekiem nauki, której nie rezerwował dla siebie. Miałam zaszczyt współpracować z Nim w kwestiach Festiwalu Nauki, którego był współtwórcą i animatorem.

Skupionych w Stowarzyszeniu POLIS przyszłych młodych dziennikarzy przygarnął w krąg Festiwalu, dając szansę kontaktu dziennikarskiego z wydarzeniami festiwalowymi. Z Jego inicjatywy, wspieranej przez profesor Magdalenę Fikus wydawaliśmy Internetową Gazetę Festiwalu (IGF). Dla mnie i dla wielu osób z POLIS była to wspaniała nowatorska przygoda, wejście w fascynujący świat.

Na początku redakcja IGF mieściła się w budynku ICM, w sąsiedztwie gabinetu profesora.

Pamiętam nasze kłopoty ze współpracą z tamtejszym systemem komputerowym. Profesor powiedział na to „Ja wam jakoś od góry pomogę”.

I pomógł. Nadal liczę na Niego.  W nekrologu od Centrum Nauki Kopernik napisano, że Maciej Geller był sumieniem polskich środowisk naukowych. To wielkie i na pewno prawdziwe słowa. Był sumieniem na straży gotowości służenia, skromności i wytrwałości.

Takim Go z wdzięcznością pamiętam.



16:41, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 stycznia 2014

Taki to czas styczniowy: tylko  co było Boże Narodzenie i dopiero zaczęliśmy czcić chrzest Jezusa, dorosłego już, gotowego przekroczyć próg swojej misji. Nadal srebrzą się jeszcze choinki, po domach księża chodzą z błogosławieństwem i kolędą, ale czas już się „uzwyklił”, przesuwa się poczet niedziel jako takich. Każda z nich jest dniem dziękczynienia, umocnienia Przymierza.

                                                            ***

Na Stole Słowa prorocka Księga Izajasza [Iz 49,3.5-6] i Ewangelia Janowa [J 1,14.12b], dwie Wieże kontemplacji, przylgnięcia…

                                                            ***

Czym jest to, co czytamy w Księdze Izajasza? O kim tam mowa – o Proroku (abyśmy wiedzieli, kto, jaki Człowiek powie nam wiarygodne słowo o Mesjaszu? Czy Izajasz mówi o swoim powołaniu, o swojej odpowiedzi Bogu: „oto idę”? Czy to Izajasz mówi, czy sam Mesjasz, Zbawca, Syn Boży, Bóg z Boga?

A jeszcze – pomiędzy Obietnicą, a spełnieniem - pełna użyczonego blasku postać Jana, o którym można powiedzieć to samo, co o Izajaszu.

Z tymi dwiema postaciami harmonizuje śpiewana jeszcze kolęda o  śmiertelnym Królu nad wiekami.

To w Niego wpatrują się Izajasz i Jan. To może „zwykłą” niedzielę uczynić „niezwykłą”.

Jest to też – niedziela psalmu:

[Ps 40,2.4ab.7-10]
Z nadzieją czekałem na Pana,
a On się pochylił nade mną
i wysłuchał mego wołania.
Włożył mi w usta pieśń nową,
śpiew dla naszego Boga.

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,
ale otworzyłeś mi uszy.
Nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę.

W zwoju księgi jest o mnie napisane:
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, Panie.



18:49, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 stycznia 2014

ANTYFONA

Gdy Jezus został ochrzczony, * otworzyły się niebiosa * i Duch Boży jak gołębica zstąpił na Niego, * i zabrzmiał głos Ojca: * Ten jest mój Syn umiłowany, * w którym mam upodobanie. [por. Mt 3,16-17]

Należało zdobyć się na skupienie, by godnie uczcić wielkie, poważne święto, będące klamrą adwentowego Oczekiwania.

Dziwny, przekorny efekt. Przywrócenie dnia wolnego o dacie 6 stycznia raczej nie wsparło osobistego skupienia wokół Tajemnicy Bożego Synostwa „dziś nam Narodzonego”. Święto Objawienia czyli „Epifanii” nakazuje i uczy dziękować za to, że Niewysłowiony dał nam z siebie swoje Słowo, połączył się ze swoim stworzeniem i jeszcze dał nam wiedzieć o tym.

Daje, teraz daje wiedzieć – tylko kto ma uszy ku słuchaniu?

Któryś z naszych nauczycieli astronomii niedawno powiedział, że moglibyśmy oglądać nocą tysiące gwiazd, gdybyśmy choć na chwilę wygasili nasze iluminacje, które przeszkadzają kontaktowi z Kosmosem. Nasze hałasy, od kłótni o „gender” po szopki, niby pobożne, lecz nieraz odwracające uwagę od prawd zbawczych – wszystko to rozprasza. Przed ucieczką od skupienia – do której się przyznaję – nie uchroni nawet pielgrzymka do Ziemi Świętej.

Można by podjąć wysiłek „pielgrzymki” o wiele bliższej, nad pobliską rzekę, by zobaczyć w niej poświęcony Jordan, wodę gotową stać się wodą Chrztu. Blisko byłoby stąd do tekstu Ewangelii Mateusza [Mt 3,13-17]. Mamy ten tekst na Stole Słowa w niedzielę stanowiącą kontynuację rozważania Epifanii.

Jezus i Jan. Jan – prorok  czyli wiedzący, odczytujący Znaki Mesjańskie. Przed nim Jezus, cały będący Znakiem przez swoje człowieczeństwo, które poddaje uniżeniu w wodach Chrztu Pokuty, którą wykonuje razem z nami, z Ludem Bożym, gromadzącym się wokół Jana.

Warto wspomnieć duszpasterstwo Janowe – co On mówi pokutnikom, wśród nich Jezusowi?

…Niech każdy z was zrobi to, co może! To, co może, by przed sobą prostować ścieżkę. Ścieżkę naśladowania Tego, który też nią idzie na spotkanie [Łk 3,7-14].

Świętujemy Tajemnicę posłannictwa Boga-Człowieka. HASZEM, Ojciec Niebieski, wskazuje, że to od Jezusa dowiemy się, kto jest naszym bliźnim [Łk 10,25-37].

                                                            ***

Inny ważny wątek wspaniałej Niedzieli umacniającej wdzięczność za Epifanię: na Stole Słowa wizja Izajasza, w pełnej harmonii z tajemniczym sensem Chrztu Jezusa [Iz 42,1-4.6-7].

Z wód Jordanu wyłania się Nowy Człowiek. Spoczywa na nim pieczęć Mesjańska. On jest Odnowicielem Ziemi i jej ludów – a poznamy Go po tym, że lituje się nad nadłamaną trzciną i nie gasi tlącego się knotka. Porusza się wśród nas z delikatnością godną najmiłosierniejszego władcy, a raczej brata solidarnego wobec ledwie istniejących istot.

                                                            ***

Dla kogo Objawienie? Minęło Święto, które miało utwierdzić we wdzięczności, że objawił się łaskawie nie samym tylko pasterzom, ubogim, mało co mającym prócz nadziei. Mogą Go odnaleźć również Mędrcy z daleka. Bardzo symboliczni, raczej z nieznanych świątyń i bibliotek, nie z jarmarku. W niedzielę kontynuacji sens pokłonu Mędrców wyjaśnia Piotr, któremu Duch Święty objawia powszechność Misji Mesjasza [Dz 10,34-38]:

«Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim».

KOLEKTA

Wszechmogący, wieczny Boże, po chrzcie w Jordanie uroczyście ogłosiłeś, że Chrystus, na którego zstąpił Duch Święty, jest Twoim umiłowanym Synem, + spraw, aby Twoje przybrane dzieci, odrodzone z wody i Ducha Świętego, * zawsze żyły w Twojej miłości.

---

PS. Śladem Papieża Franciszka nasz Proboszcz zachęcał do wspominania daty swego chrztu.

Tak, istotnie warto wracać myślą do faktu, że mnie kiedyś ochrzczono. Pamięć o okolicznościach tego faktu jest godna zachowania. Samą datę trudno mi będzie ustalić. Było to w roku 1931 lub może 1932, w zakrystii Kościoła Garnizonowego w Toruniu. Mój Ojciec i ojciec Mamy byli  wojskowymi. Ojciec chrzestny, dr Stefan Bogusławski był chyba lekarzem  wojskowym.

Nie mam świadectwa chrztu, bo Toruń, jak całe Pomorze, praktykowłał Bismarckowski rozdział Kościoła i Państwa. Metryka urodzenia nic nie mówi o chrzcie. Tyle wiem, co Mama zdążyła poopowiadać. Ci, co mnie „podali do chrztu” jako niemowlę, nie naruszyli mojego zasobu wolności i niezależności. To, co mi wtedy dano, przyjęłam wolną wolą o wiele później. Może stało się to już w akcie szczerego przyjęcia pierwszej Komunii (miałam wtedy  8 lat). A może raczej wtedy, gdy jako licealistka postanowiłam wziąć poważnie chrześcijaństwo i Kościół (1947, a może 48). Mój nauczyciel teologii Edouard Schillebeckx OP uczył, że chrzest niemowlęcia jest „świętą kąpiółką”. Rodzice, którzy przyjęli swoje dziecko, poddają je działaniu tego samego źródła, któremu zawdzięczają życie-z-Bogiem. To jest jakby najogólniejszy, podstawowy wgląd w Tajemnicę chrztu. Jeszcze tyle tu wyznam, że nie całkiem godzę się z poglądem, że dziecko ochrzczone mam uznawać za inne od tego przed chrztem. „Święta kąpiółka” je wzbogaca – w wodzie chrztu ma zadatek – nowy, dodatkowy, radosny – zadatek tego, że ma wyrosnąć na dorosłe Dziecko Boże. Taka jest Obietnica. Ale co my wiemy o dzieciach powierzonych rodzicom poza szansą chrztu, po laicku biorąc – bez takiej szansy?

Oko serca, oko wiary ma prawo widzieć wszystkie dzieci świata jako należące do Boga, które swego Ojca odkryją w swoim czasie, a może raczej On je sam z siebie przygarnie i otworzy im szczęściodajne źródło.



19:11, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 stycznia 2014

 

Żałuję, że do rozważania tekstów na Stole Słowa na tę niedzielę przystępuję tak późno. Niestety czas pochłonęły inne rozważania. Może też potrzebne, ale uwikłane w toczące się spory. A na Stole teksty  emanujące spokojem mówiące o sednie wiary chrześcijańskiej, o tajemnicy Boga-człowieka.

Dzisiejsza antyfona jest nie do pominięcia. Warto się poddać tchnieniu, które ją dyktuje.

ANTYFONA

Gdy wszystko było pogrążone w głębokim milczeniu, * a noc w swym biegu dosięgła połowy drogi, * wszechmocne Słowo Twoje, Panie, * zstąpiło z nieba, z królewskiego tronu. [por. Mdr 18,14-15]

Jako dalszy ciąg tego tekstu, na tym samym oddechu, warto przebiec myślą tekst hymnu-kolędy Bóg się rodzi.

                                                            ***

A teraz kolekta. Bardzo pomocna i przydatna jest taka modlitwa uporządkowana wewnątrz siebie:

KOLEKTA

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty oświecasz wszystkich ludzi, którzy w Ciebie wierzą, + napełnij cały świat Twoją chwałą, * i ukaż się wszystkim narodom w blasku Twojej prawdy.

                        ***

Apostoł Paweł do Efezjan [Ef 1,3-6.15-18]. Przez ten tekst Paweł ukazuje się jako szafarz Tajemnicy, przekazujący sygnały wskazujące ku temu, co jest z tej tajemnicy ukazane, dane wierzącym do miłowania. Tajemnica jest nie do ogarnięcia, nie jest po to, abyśmy mogli zarozumiale twierdzić, że wiemy to, co przewyższa pojmowanie. Godne podziwu jest to, jak Paweł potrafi mówić o Tajemnicy Boga, potrafi ją głosić w niczym nie naruszając prawdy, że jest głosicielem tego, co nieodgadnione.

Czy tylko święty Paweł potrafi tak ostrożnie obchodzić się z Tajemnicą, że nie przestaje ona świecić swoim blaskiem? Ten sam cud dokonuje się przecież  w prologu do Ewangelii Janowej [J 1,1-18]. Recytując ten tekst, oddając hołd wyrażonej w nim Tajemnicy, chrześcijanie od wieków bronili się przed upadkiem ducha, przed lękami i utratą horyzontu. Dawniej ksiądz czytał pierwszą część prologu na zakończenie odprawiania Mszy świętej. W XX wieku – może, by nie przedłużać? – zrezygnowano z tej praktyki. Pięknie byłoby już prywatnie wracać częściej do Prologu. To, co w nim zapisane, jest światłem, które ma nas czynić ludźmi, którzy rozjaśniają, a nie zacieśniają horyzont.

                                                                        ***

19:21, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 grudnia 2013

„Oktawa” to osiem dni pozostających pod znakiem obchodzonego właśnie święta. Tyle czasu na samorekolekcje! Tylko zebrać się w sobie, przerwać pasmo pilnych zajęć… Jednak nie zawsze to możliwe. Nie całkiem mi się też udało. Ale mogę skorzystać z zapasu wcześniej podjętych namysłów.

                                                                                    ***

ANTYFONA

Pasterze poszli z pośpiechem * i znaleźli Maryję i Józefa, * i Niemowlę złożone w żłobie. [Łk 2,16]

 

Więc po pierwsze: centralnym, najważniejszym i wszystko rozświetlającym tematem każdego z dni Oktawy jest Wcielenie – Bóg się  rodzi… ma granice nieskończony…

Został powitany w świecie ludzkim najpierw przez ubogich. To podkreśla cała Ewangelia, a Ewangelia Dziecięctwa – krótka, ograniczona do świadectw spełnienia Obietnic, mówi to samo.

Jeśli powściągnąć pokusę dorabiania wyobraźnią – to w gruncie rzeczy mało wiemy o rodzinie otaczającej Jezusa, jak łono otacza mającego się narodzić.

Na Stole Słowa znajdujemy wybraną na dzisiejszy dzień ważną wskazówkę wziętą z Ksiąg Mądrościowych [Syr 3,2-6.12-14]. W rodzinie wiernej duchowi Prawa ważne jest odczuwanie i okazywanie szacunku dla „seniorów”. Nie było jeszcze w użyciu tego słowa, ale jasno widać, o kogo chodzi. Nie dorabiajmy wyobraźnią. Ziemscy rodzice Jezusa zapewne jeszcze wcale nie zaczynali się starzeć. Według świadectwa Ewangelii Józef postępuje kompetentnie i zdecydowanie [Mt 2,13-15.19-23]. Skupia się na swoim zadaniu chronienia powierzonego mu Jezusa..

Samorekolekcje doprowadziły mnie do wniosku, że niedziela w oktawie Narodzenia po trochu i po cichu jest świętem rodziców i emerytów-rodziców. Dzieci, małe i dorosłe – pomyślcie o nich jakoś specjalnie.

W Boże Narodzenie to dzieci są ważne – tak jakby… ale Seniorzy na swój sposób też powinni znaleźć się w samym centrum uwagi, najbliżej choinki. No i na tyle wyobraźni możemy sobie pozwolić: wierzyć, że ziemscy rodzice Jezusa starali się Go nie zasmucać, nie gasić, robili Mu miejsce w miarę jak dorastał.

                                                                        ***

Rodzina. W rodzinie bywa strasznie ciasno. Powinna być pierwszym kręgiem bycia dobrym dla siebie nawzajem. Niekoniecznie się to udaje. Ci, co w tym kręgu stają, muszą przede wszystkim pamiętać o prawach człowieka tych obok i tych naprzeciw. Rodzina ma wydawać na świat osoby, ludzi – o to chodzi, a nie o zagarnianie ich, przez żądanie, by „Rodzina” była na pierwszym miejscu.

Samarytanin odwiózł do gospody rannego, który nie był jego wujkiem, lecz kimś „obcym”.

                                                  ***

I tak napisałam coś co w moim odczuciu jest listem… może ktoś zrobi z niego użytek osobisty, a może nawet (dusz)pasterski? Jeśli tak to może zechce przekazać sygnał-potwierdzenie? – „list przeczytany”… Byłoby to miło.

Zapraszam poza ten przedsionek! Myślę sobie, że bardzo pasuje do Niedzieli rodziny Jezusa uznanie jej za dzień refleksji nad tym, co po polsku nazwę „rodzajnością”. Rodzina ludzka zdaje się potrzebować „rodzajności”. Osoby składające się na rodzinę powinny zachować swoją indywidualność i należeć każda do swego rodzaju, rozkwitającego w wymianie z osobami tego samego rodzaju i tego „drugiego”. Ludzka rodzajność wydaje mi się być taka, że w pełni umożliwia realizację tego, co wobec różnicy rodzajów – transcendentne – napełnia rodzajność ludzką treścią.

Przeżywanie transcendencji jest źródłem radości i spokoju, że trwamy we wspólnocie.

Mam nadzieję, ufam i coraz jaśniej przekonuję się, że osoby „LGBT” doznają swojej rodzajności i radości, komunikacji z drugą osobą w całej jej odrębności. Bycie sobą, osobą, tą jednostką, jest ponad rodzajnością.

                                                                        ***



 

16:32, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 grudnia 2013

W ludzkich dłoniach

Jak Calineczka wśród płatków kwiatu

Potem położony na trawie

która stała się siankiem

 by Go otulić.

Nie lalka, nie kukiełka gipsowa…

 

Żywy, choć jeszcze bezsilny robaczek

węzełek człowieczeństwa

większe jeszcze uniżenie znosi

niż my - też rodząc się nadzy

 

Każemy mu lulać

bo pieką nas do żywego

jego łzy takie słone jak nasze

 

Jak to może być                 

że spłakany okryty jest chwałą

I że na króla nad wiekami

czyha już śmierć

a przedtem cierpień niemało – nie mało

Czyżbyśmy sami byli temu winni?

 

 Postawmy znaki pokuty

Przylgnąwszy do nich

Wezwijmy wszystkich

 podobnych nam krzywdzicieli

Od początku świata

Węża biorąc na świadka

I Kaina

I braci Diny, mścicieli

- Oto korowód wyczekujący

aż spłynie do Szeolu

wszechmocna łza już ofiarowana

 

Dopiero później pasterze

I zamieszani wśród nich synowe marnotrawni

Celnik i faryzeusz, nierozłączna para

Zawstydzeni sędziowie kobiety wiarołomnej

kamienie chowając w zanadrzu

I Judasz bez żadnego srebrnika

z naszyjnikiem powroza.

 

Wszyscy podniosą głowy

Wypatrując, kiedy stanie wśród nich

Zmartwychwstały

Już teraz Wszystkim we wszystkich będąc.

 

(Adwent 2013)




16:12, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 grudnia 2013

 

Ta niedziela nadbiega zadyszana. Wcina się w rozpoczęte przygotowania przedświąteczne, te miłe, radosne, i te niespokojne, obciążone napięciem – bo stajemy przed wcale niełatwym zadaniem. Już rozpoczęło się jego wypełnianie, bo w kolejne dni przy różnych okazjach troszczymy się o akcent świąteczny. Połamane kruche opłatki, życzenia, poczęstunki w wigilijnym stylu.

Co zrobić, by przez to wszystko przebiło się coś, co jest istotne?

A co jest istotne?

Czy to w ogóle wiem, a raczej czy odgaduję?

Jeszcze raz, w tym roku przyglądam się temu, co wydaje się moim motywem przewodnim albo raczej stałym akompaniamentem: jak kształtować swoje Boże Narodzenie jako dostępne wszystkim, nie wykluczając nikogo. Jak to stawiać przed sobą i przed innymi – jak nie milczeć o tym, jak podawać swoją nutę jako radosny dar, w którym wszyscy mogą uczestniczyć, nie narzucając nikomu czegoś, co byłoby mu obce.

Wszystkim życzę, by się im taki zamiar powiódł. Nie wymagajmy od siebie i od innych zbyt wiele. Chodzi tylko o to, by przyłączyć się do poczucia, że świętowanie Bożego Narodzenia jest czymś więcej – tajemnicą. Obchodzimy tajemnicę człowieka: jaki jest ważny, cenny, jak wzywa, by go kochać przez wszystko, czym jest albo może być.

 

Ustanowiliśmy sobie i w dobie najdłuższej u nas nocy obchodzimy Narodzenie – po naszemu Urodziny Nauczyciela, autora przypowieści, która nas uczy, kto jest naszym bliźnim.

Przy świątecznych stołach albo od nich z daleka  - wszyscy nasi bliźni. Oni nam dają, my im dajemy Chleb Przebaczenia, życzliwości choć przez tę chwilę – bez zastrzeżeń.

                                                            ***

Czwarta niedziela Adwentu – przez ciemność do tego blasku.

                                                            ***

A może uda się usłyszeć i zapamiętać czytanie z Izajasza [Iz 7,10-14]. Myślę – raczej mało wiedząc, bardziej czując – że prorok usiłuje nam wpoić prawdę, że nie całkiem wypada żądać od Boga znaków. Powściągliwy Achaz otrzymuje od Boga obietnicę przewspaniałego daru. Z własnej suwerennej woli Boga ludzkość otrzyma znak.

Pan przemówił do Achaza tymi słowami: «Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze». Lecz Achaz odpowiedział: «Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę». Wtedy rzekł Izajasz: «Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel».

                                                            ***

Ta niedziela nie jest jeszcze dniem kolęd. Oczekujemy ich długo, oby z sercem otwartym na treści wiary, którą głoszą, czerpiąc treść z Ewangelii Dziecięctwa [Mt 1,18-24]. To Ewangelia bardzo teologiczna. Opowieść o Jezusie zaczyna się od wyznania wiary, że w Betlejem Judzkim narodził się Bóg-Człowiek, Nauczyciel i Zbawca. Wierze, że tak jest, służy cały świetlisty obłok – wszystko, co ma ukazywać, że w Jezusie spełniają się obietnice Mesjańskie.

Ewangelia przywołuje postać Józefa z rodu Dawida, męża Miriam. Ten dobry człowiek, dobry tak, jak to opisuje Psalm 24:

Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
który nie skłonił swej duszy ku marnościom.
i nie przysięgał fałszywie.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,
którzy szukają oblicza Boga Jakuba.

Od Aniołów – z wewnętrznego natchnienia Józef dowiaduje się, czyim ma  być opiekunem. Przyjmuje Miriam, godzi się dźwigać jej niezrozumiałe, niepojęte powołanie. W tle brzmi już echo polskiego hymnu o Wcieleniu – „Bóg się rodzi”.

                                                                        ***

Zanim damy się unieść kolędom trzeba jeszcze koniecznie wysłuchać z uwagą historycznego świadka pochodu Dobrej Nowiny. Oto Apostoł Paweł do Rzymian [Rz 1,1-7]. Oni także: władcy Imperium, jego żołnierze i budowniczowie, a także niewolnicy, mają przyznać, że gdzieś, na peryferiach, w nieznanej wiosce, przyszedł na świat Prawdziwy Król Chwały. Innej, niżby mogli się spodziewać.

Oto Paweł zapowiada o Kim jest Ewangelia, którą głosi:

… którą Bóg przedtem zapowiedział przez swoich Proroków w Pismach świętych. Jest to Ewangelia o Jego Synu, pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym, o Jezusie Chrystusie, Panu naszym.

Powaga tych słów powinna nas wszystkich otrzeźwiać. W zestawieniu z Ewangelią nie wypada głosić, że najważniejsze jest zdrowie (choć na pewno ważniejsze od pieniędzy, za które usiłujemy je kupić). To, co najważniejsze, jest tajemnicą wiary w porządek świata, którego wprawdzie nie ogarniamy, pomimo to  pokładając w nim zaufanie.



22:04, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 grudnia 2013

Jaka radość jest „adwentowa”? jest to radość oczekiwania. Przeżywają ją żyjący obietnicami Boga, przekazanymi przez proroków – potem przez Apostołów i Ewangelistów.

Radość rozpięta pomiędzy „JUŻ” i „JESZCZE NIE”. To, co Bóg obiecuje, jest pewne.

Wracam myślą do Rekolekcji Adwentowych przed laty. O pisanie tekstów rekolekcyjnych prosił Tygodnik Powszechny w roku 2004. Wybór padł na mnie. To było dla mnie bardzo cenne. Od tego czasu pisanie tekstów, które złożyły się na książeczkę „Już / Jeszcze nie”, było ujściem mojej adwentowej radości, rozlewającej się na cały następny rok. Cieszę się bardzo, że ta książeczka ma teraz nowe, drugie urodziny, ukazując się na wirtualnych półkach biblioteki „POLONA”. Wraz z książeczką wracają ówczesne wspólne rekolekcje, pierwszy odcinek serii, którą nadal tworzę z roku na rok. Dziękuję czytającym te teksty. Od  czasu do czasu ktoś z nich się odzywa potwierdzając, że jest odbiorcą – a tym samym nadawcą, dorzucającym swój sygnał. Samorekolekcje to nie rozważania w samotności.

                                                                        ***

Wydarzyło się coś ważnego. Papież Franciszek  - sam o tym nie wiedząc, ale może odgadując taką możliwość – dał   światu osnowę samorekolekcji w postaci swojej „Adhortacji” – impulsu zachęty do radości z tego, że możemy, w ten czy inny sposób,  mnożyć okazje do zetknięcia z Ewangelią.

Czas świąteczny, czas zorientowany ku Świętom, jest okazją do tego.

Wielu ludzi – pewnie więcej niż się domyślam – nie lubi świątecznego czasu, bo dla nich jest on pęknięty. Nie czują radości, jaka jest deklarowana – przez wierzących, jak się podejrzewa, nieszczerze i zupełnie podobnie przez niewierzących – jako zabawna pastorałka dla dzieci, które mają się nią cieszyć, choć wolałyby czym innym i to sobie do „pastorałki” dopisują.

To w ramach świadomości, że „jeszcze nie”, nie ma dookoła nas Królestwa Bożego, na które jeszcze nie pora. A jednak prawdą jest, że już płonie i czeka na nas krzak gorejący, nie wypalając się [Wj 3,1-8a.13-15]. Może to właśnie to spotkanie mają przypominać Światła Adwentu, a potem płomyki na choince.

                                                            ***

Najpierw teksty z tej Niedzieli.

Psalm. Od niego zaczynam, bo najstarszy. Podobnie, jak przed laty  zachęcam, by psalm sobie wewnętrznie odczytywać w łączności z oczekiwaniem proroków, a więc w łączności z Synagogą, miejscem szlachetnego oczekiwania, które nie może być zawiedzione. Cieszę się, że  poniedziałek po Niedzieli Radości mamy spotkanie w Muzeum Historii Żydów Polskich. Nim rozpoczniemy naszą debatę – komentowanie Tory, przymierzanie jej – ostrożnie, dyskretnie – do życia współczesnego, mogę w myśli powtórzyć wersety Psalmu [Ps 146,7-10].

REFREN: Przybądź, o Panie, aby nas wybawić

Bóg dochowuje wierności na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
Chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność więźniów.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych.
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

***

Adwent jest czasem zbliżenia do tęsknoty Izraela za spełnieniem Obietnic Haszem.

Prorok Izajasz jest wytrwałym świadkiem tej tęsknoty i jej wyrazicielem. Chrześcijanie są zaproszeni, by swoją tęsknotę przeżywać, nie odcinając się od korzenia sięgającego Mojżesza i proroków. Na Stole Słowa modlitwa Izajasza: prorok ogłasza Obietnicę i przez to , w swoim akcie głoszenia – błaga, by nadeszło, by już nadeszło to, na co czekamy.

Czy tekst, który tu umieszczam, znajduje we mnie echo? Przecież nie czekam na choinkę, ani na barszcz i rybę, ani na prezenty, nawet na ich dawanie (chociaż to prawdziwa, ale naiwna mała „radostka”).

Warto czekać na dzielenie się opłatkiem – z głębokim pragnieniem, aby to było coś prawdziwego. Każdy może tego pragnąć zupełnie po swojemu i nawet bez oparcia wiary w Boga. To nie zmienia faktu, że chrześcijanom wiara może pomóc w wybaczaniu i odnawianiu dobrych życzeń. Podzielmy się radością w stylu i duchu Izajasza:

[Iz 35,1-6a.10]. Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje także skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: «Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, aby was zbawić». Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. I odkupieni przez Pana powrócą. Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach. Osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.

                                                ***

Cieszmy się też chwytając ton Listu Apostoła Jakuba [Jk 5,7-10]. To właśnie Jakub potwierdza samorekolekcyjną praktykę łączenia oczekiwań:

Trwajcie cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie.

                                                                        ***

Ostatni akord – [Mt 11,2-11]. Jezus potwierdza, że jest Tym, na Kogo czekamy – „…Błogosławiony, kto we mnie nie zwątpi”. Czas Adwentu, czas prośby o to, by nie zwątpić.

                                  ***

KOLEKTA

Boże, Ty widzisz z jaką wiarą oczekujemy świąt Narodzenia Pańskiego, + spraw, abyśmy przygotowali nasze serca * i z radością mogli obchodzić wielką tajemnicę naszego zbawienia.



20:52, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 grudnia 2013

Tygodnik Powszechny  [nr 49] zamieścił mój komentarz do Adhortacji Papieża Franciszka „Evangelii Gaudium”.

Czuję się zaszczycona, że znalazłam się obok takich komentatorów, jak Piotr Sikora, bp Grzegorz Ryś, s. Małgorzata Chmielewska i ks. Andrzej Draguła. Gorąco zachęcam do kontaktów z Adhortacją. Ukazanie się tego dokumentu jest ważnym krokiem w historii katolicyzmu rzymskiego, a może i całego chrześcijaństwa. W moim odczuciu to otwarcie nowego rewiru w Lesie Wiary.

Tu więc zamieszczam mój tekst z TP gorąco zachęcając do przeczytania całego zbioru. Mamy teraz okazję, by wziąć poważnie to, do czego Papież zachęca, nie zadowalając się wyłącznie emocjonalną aprobatą jego stylu i zamierzeń!

 

WIZJA TĘCZY: POKÓJ I SPRAWIEDLIWOŚĆ

Piękna sprawa: list od Papieża Franciszka. Otwieramy i zaczynamy czytać z radością, że się do nas odezwał. Do nas także, do świeckich, również w mało sobie znanej Polsce. 

Czołówka dokumentu jest niestety wzięta z nienajlepszej tradycji. Formalnie list jest skierowany do Hierarchów, do kleru, do „osób konsekrowanych” (czyli zakonników i członków instytutów świeckich) – na samym końcu jednak wymienieni – my, świeccy, czyli podstawa opisanej wyżej piramidy. Ta czołówka jednak niezupełnie pasuje do tekstu. Okazuje się, że myśląc i pisząc po swojemu Papież Franciszek raczej nie dzieli Kościoła na te czy inne stany. Mówi o Ludzie Bożym w drodze, czerpiąc wprost z wizji soborowej (tak jest w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele). Bezpośrednio po Soborze zaczynaliśmy i w Polsce czuć się „Ludem w drodze” – zdaniem Franciszka trzeba to sobie teraz przypomnieć. „Adhortacja” to zachęta, przypomnienie i upomnienie, by pamiętać. To hasło  dla wszystkich w wielkim pochodzie, o którym śpiewali prorocy: zwłaszcza Izajasz i Sofoniasz. Pochód ma być radosny. Franciszkowi nigdy o tym dosyć. Mamy troski, rozliczne i gorzkie. On o tym nie zapomina, ale radość z dobrej nowiny o takim Bogu, jakiego Jezus głosi i obrazuje może nam rozjaśniać życie.

Tak to widziałam przed wielu laty, w czasie, gdy Polska miała znaleźć się i pozostać w radzieckiej strefie wpływów. Uważałam, że z powodu nowoodkrytej wiary powinnam przeżywać czas radości chociaż prawie cała rodzina znalazła się wśród skazanych na więzienie. „Nie musisz wymagać od siebie beztroskiej pogody” – powiedział spowiednik, czcigodny Jezuita. Ale w powołanie do radości jednak nie przestałam wierzyć.

W wierze zawarta była świadomość tego, co dziś kojarzę z wizją tęczy: Pokój, Sprawiedliwość i Czuwanie nad Stworzeniem. To właśnie zaleca Papież w Adhortacji.

Gdybym mogła, posłałabym Papieżowi mój stary, tęczowy szalik z tym ekumenicznym hasłem.

W Adhortacji Lud Boży jest cały wspólnie „konsekrowany” przez chrzest i tak silnie zintegrowany, że jakby szkoda czasu na wyodrębnianie tego, co przynależy świeckim. Może jednak to my powinniśmy szczególnie troszczyć się o świat stworzony, także pozaludzki. W tym wyraża się nasze powszechne kapłaństwo.

A uczestnicy pochodu w ramach przyjętego przez kler służebnego kapłaństwa powinni nas wspierać, słuchając, jak oddychamy (Newman). Przestrzegać przed kultem pieniądza, przed zaniedbywaniem troski o ubogich i wykluczonych.

                                                                        ***

Cały tekst „Adhortacji” chcę dokładnie przeczesać – gdy czas pozwoli – w poszukiwaniu tego, co mogę przyjąć jako odnoszące się do mnie, osoby świeckiej. Po pierwszej lekturze czuję, że jest wiele takich wątków, choć raczej brak wyraźniejszych odniesień do tego, co dotyczy świeckich jako takich. Nie jest to dziwne, bo Papież Franciszek stara się oglądać  Kościół–Lud Boży jako całość, problemy, o których pisze są wspólne.

Na przykład rzecz chyba najważniejsza: idąc razem, wierzący powinni wzajemnie sobie towarzyszyć, nie tylko być obok siebie. Chodzi o wzajemne wspieranie rozwoju, a szczególnie o przezwyciężanie acedii – pogrążania się w smutku prowadzącym do bierności, obojętnej rezygnacji ze starań o dobro. Acedia niszczy duszpasterzy, ale także świeckich (którym na pewno też się udziela). Bywa trudno o wolontariuszy, czy kandydatów na katechetów. A Papież pisze swoją Adhortację z myślą o pobudzeniu aktywności ewangelizacyjnej.

To jasne, że jej podstawą musi być hojne, osobiste zaangażowanie również świeckich. Jest go wciąż mało. Wszyscy – tak duchowni, z biskupami  włącznie, jak i świeccy, zdaniem Papieża coraz usilniej bronią swego prywatnego wolnego czasu, chcą ten czas zatrzymać dla siebie. A przecież udział w ewangelizacji dla wierzących powinien oznaczać szczęście i spełnienie we wspólnocie.

Myślę, że Papież Franciszek wyraźnie stara się nam towarzyszyć. Adhortacje to próba zbliżenia. „Adhortacja” to kolejny gest. Będzie on miał sens tym większy im żywszy będzie nasz wysiłek, by odpowiedzieć.

 

Halina Bortnowska

-------------------------

Nota bene: w notce redakcyjnej towarzyszącej tekstowi Tygodnik przypisuje mi „postulat powołania nowego Soboru”. Śpieszę sprostować: Sobór nie jest „eventem” w Kościele, który mógłby ktoś od siebie postulować. Sobór należy do struktur Kościoła – tak jest od czasów apostolskich. Ta struktura aktualizuje się i działa, udzielając odpowiedzi na znaki czasu. Recepcja – przyjmowanie i wdrażanie wskazań soborowych – to proces ciągły. Minęło sporo lat i wydaje się, że katolicy uważają tę recepcję za dokonaną. Inicjatywa Papieża Franciszka zawarta w Adhortacji Evangelii Gaudium może pobudzić rachunek sumienia. Podobne oddziaływanie mogłaby mieć zapowiedź zwołania Soboru. Myślę, że Papież Franciszek w swojej trosce o Kościół Żywy i Radosny, w swoim czasie podzieli się z Ludem Bożym myślą  Soborze i o niezbędnych przygotowaniach. Wśród tych przygotowań znajdą właściwe miejsce także Synody Duszpasterskie, może podobne do Synodu Krakowskiego, z którego sprawozdanie składaliśmy Janowi Pawłowi II jako inicjatorowi.



19:21, halina.bortnowska , Kościół jak las
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 grudnia 2013

W tym roku (2013) ta niedziela zbiega się ze świętem Niepokalanego Poczęcia Maryi Panny. W dniu 8 XII Kościół Rzymsko-katolicki poleca sercom i uwadze wierzących swoje ukształtowane przez wieki przekonanie, że Ojciec Przedwieczny dał swojemu Synowi godną Matkę, wolną od cienia grzechu.

Wszyscy ludzie rodzą się jako potomkowie Pierwszych Rodziców i obciążeni są ich grzechem; pełna zgoda z Bogiem jest owocem chrztu. Kościół Rzymsko-katolicki naucza teraz, że Matka Zbawiciela została poczęta, jako wolna od grzechu.

                                                                        ***

Intensywnie obcuję teraz z tekstem „Adhortacji” Papieża Franciszka. (Nb „Adhortacja” to „Zachęta”, ale też „Upomnienie”, wskazanie, że o czymś ważnym zapominamy, pomijamy to w praktyce). W Adhortacji na Adwent 2013 papież pisze też o Matce Zbawiciela. Oto fragment, który zamieszczam tu z okazji 8 grudnia:

Dziewico i Matko, Maryjo,

 Ty, któraś pod tchnieniem Ducha

przyjęła Słowo życia

w głębi Twej pokornej wiary,

całkowicie oddana Odwiecznemu,

pomóż nam wypowiedzieć nasze «tak»

wobec pilnej potrzeby, jak nigdy dotąd naglącej,

by wszędzie rozległa się Dobra Nowina o Jezusie.

Ty, napełniona obecnością Chrystusa,

zaniosłaś radość Janowi Chrzcicielowi

i sprawiłaś, że rozradował się w łonie swej matki.

Ty, pełna wielkiej radości,

opiewałaś cudowne dzieła Pańskie.

Ty, któraś stała wytrwale pod Krzyżem

z niewzruszoną wiarą

i otrzymałaś radosną nowinę zmartwychwstania,

któraś zgromadziła uczniów w oczekiwaniu na Ducha Świętego,

by narodził się ewangelizujący Kościół.

 

Wyproś nam nowy zapał zmartwychwstałych w obecnych czasach,

by nieść wszystkim Ewangelię życia

zwyciężającą śmierć.

Daj nam odwagę szukania nowych dróg,

aby dotarł do wszystkich

dar piękna, które nie zaniknie.

 

Ty, Dziewico słuchania i kontemplacji,

Matko miłości, Oblubienico wiecznych zaślubin,

wstawiaj się za Kościołem, którego jesteś najczystszą ikoną,

aby się nigdy nie zamykał i nie zatrzymywał

w swojej misji szerzenia Królestwa.

 

Gwiazdo nowej ewangelizacji,

pomóż nam zajaśnieć świadectwem komunii,

służby, żarliwej i ofiarnej wiary,

sprawiedliwości i miłości do ubogich,

aby radość Ewangelii

dotarła aż po krańce ziemi,

i żadne peryferie nie zostały pozbawione jej światła.

Matko żywej Ewangelii,

źródło radości dla maluczkich,

módl się za nami.

Amen. Alleluja

                                                            ***

 

Druga Niedziela Adwentu. Olśniewa najpierw wizja Izajasza [Iz 11,1-10]. Izajasz rozważa myśl o pochodzeniu Mesjasza. To On jest „różdżką” czyli odrostem od korzenia, szlachetnym, nie dziczką. Podziwiamy jak wzrasta rozkładając koronę gałęzi…

            Miriam, potomkini Abrahama, z rodu Dawidowego, wydaje się być niezbędnym włóknem strzelającej w górę odrośli, spełnienia Obietnic. Tak czytając Izajasza nie przywłaszczam jej sobie (ani katolicyzmowi). Słucham jej i takim odzywa się echem:

…Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się Odrośl z jego korzenia. I spocznie na niej Duch Pana, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pana. Upodoba sobie w bojaźni Pana. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi…

                                                            ***

Kolekta – modlitwa w swej istocie przede wszystkim wspólna. Można ją sobie „przywłaszczyć”, uczynić osobistą, ale zawsze z poczuciem, że jestem włóknem wspólnoty.

Kolekta:

Wszechmogący i miłosierny Boże, + spraw, aby troski doczesne nie przeszkadzały nam w dążeniu na spotkanie z Twoim Synem, * lecz niech nadprzyrodzona mądrość kształtuje nasze czyny i doprowadzi nas do zjednoczenia z Chrystusem.

------------------------

Ciąg dalszy może nastąpi.

 

Można już czytać książkę 'Już, jeszcze nie' w internecie: za darmo i bez logowania

 

Można i warto ten link przesyłać dalej:

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=553250118084655&id=165982203478117

13:31, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 listopada 2013

Nadchodzi Pierwsza Niedziela czasu Adwentu – od Adwentu właśnie rozpoczyna się nowy rok chrześcijan, którzy mają na pociechę Obietnice Boże i są wezwani do życia w oczekiwaniu. Niejedno oczekiwanie  jest udziałem biorących wiarę na serio.

Na Stole Słowa teksty ukazujące perspektywy oczekiwań – oczekiwań przenikających i spajających życie ludzkie z tęczą nadziei.

W zimny dzień tygodnia pre-adwentowego wygrzebuję z kosza stary wełniany szalik w kolorach tęczy, z napisami w kilku językach. To są hasła ekumeniczne, może ze zjazdu organizacji Pax Christi,  a może Światowej Rady Kościołów:

“JUSTICE, PEACE AND INTEGRITY OF CREATION

GERECHTIGKEIT,  FRIEDEN UND BEWAHRUNG DER SCHÖPFUNG“

Dla mnie te słowa są zrośnięte z treścią Soborowej Konstytucji „Radość i Nadzieja“. Jej tytuł jest bardzo adwentowy. Może pierwszy Adwent z papieżem Franciszkiem to właściwy czas, by wrócić  do tej Konstytucji duszpasterskiej. Biorę sobie za samorekolekcyjne zadanie: małą, osobistą realizację tego postulatu.

 

Ledwie to napisałam, już w porządek samorekolekcji wdarła się niespodziewana przeze mnie inicjatywa Papieża Franciszka. Oto w przededniu Adwentu otrzymujemy pierwszy obszerny dokument ukazujący duszpasterskie zamiary obecnego papieża. To długi tekst: ADHORTACJA APOSTOLSKA „EVANGELII GAUDIUM” OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA … O GŁOSZENIU EWANGELII WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE.  Rozdział po rozdziale mówi o Kościele rzeczy raczej nie “nowe”, ale stają one przed nami w nowym blasku. To widzę i czuję wertując na początek sam spis rzeczy. Kiedy tylko zdążę, będę wkładać do adwentowego koszyka wydobyty z Adhortacji pokarm, poczęstunek dla dusz na czas Adwentu i wokół Bożego Narodzenia.

 

                                                            ***

Na Stole Słowa Proroctwo Izajasza [Iz 2,1-5]. Góra Święta, na którą wspinamy się jako Lud Boży w drodze.

Myślę, że w tym symbolicznym obrazie ostatecznej pielgrzymki – już prawie u celu! – prawie zaciera się różnica między nadzieją Starego, a nadzieją Nowego Testamentu. Razem jesteśmy ludźmi Adwentu, czyli oczekującymi. Wypada nam razem czytać, recytować, śpiewać Psalm:

[Ps 122,1-2.4-9]
Idźmy z radością na spotkanie Pana

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Tam wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

Proście o pokój dla Jeruzalem:
Niech żyją w pokoju, którzy cię miłują.
Niech pokój panuje w twych murach,
a pomyślność w twoich pałacach.

Ze względu na braci moich i przyjaciół
będę wołał: „Pokój z tobą”.
Ze względu na dom Pana, Boga naszego,
modlę się o dobro dla ciebie.

Wybierz sobie, jak i ja wybieram, fragment tego psalmu jako osobistą antyfonę adwentową. Jest w tym psalmie cała tęcza. Wybierz i zapamiętaj słowa, które budzą w tobie odzew.

                                                                        ***

Jak ma wyglądać – nie, jakie ma być naprawdę – adwentowe życie chrześcijan. Adwent to czas długich nocy, przynajmniej w naszej części świata. Ale my też mamy żyć jak w jasnym świetle dnia. Pisząc do Rzymian – a więc do całego świata pod ich władzą, Paweł wzywa do jasnej prostolinijności myśli i stylu [ Rz 13,11-14]. Wśród prostych, szczerych dążeń nie ma miejsca na oszukaństwo ani na nienawiść. Tak warto żyć w pokoju, takie życie jest już prawie do dna przeniknięte tym, co obiecane, bliskością Tego, który będzie wszystkim we wszystkich.


 

13:28, halina.bortnowska , Samorekolekcje
Link Dodaj komentarz »