To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

Zamyślennik

piątek, 02 października 2015

ŚWIATŁO PAMIĘCI O ANDRZEJU

 

CO MYŚLI ŚWIĘTA LIPKA?

NA GROBIE ANDRZEJA CHCIAŁABY ZŁOŻYĆ SWOJE LIŚCIE, TYLE SERC.

SERDECZNA PAMIĘĆ TOBIE, TOWARZYSZU DŁUGIEJ DROGI.

TO CENNE I PIĘKNE, JAK ZBLIŻAŁEŚ NAS DO SIEBIE REDAGUJĄC NASZ „SAMIZDAT”.

 

ANDRZEJ PRZYMUSIAŁA

ZMARŁ 26 WRZEŚNIA.

POGRZEB 2 PAŹDZIERNIKA.

 

DZIĘKUJEMY I ZA TO, I ZA WSZYSTKO!

 

12:00, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2014

Światło pamięci, kamyk, który ją symbolizuje

Dla STEFANA STARCZEWSKIEGO, obrońcy Praw Ludzi, osoby zbudowanej z życzliwości i szacunku dla innych,

Za wiele spotkań,  słów i myśli pozostaję Mu wdzięczna, a zwłaszcza za wprowadzenie w krąg Komitetu Helsińskiego w Polsce. Cokolwiek się jeszcze zdarzy, czuję się jego członkiem, co się wyraża w łączności nieprzerwanej z Helsińską Fundacją Praw Człowieka.

Cokolwiek robimy dobrego, Stefan ma w tym nieprzemijający udział.



18:47, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 czerwca 2014

PILNE!

W ŚRODĘ 11 CZERWCA ZAPRASZAM NA SPOTKANIE W POMNIKU UMSCHLAGPLATZ O GODZINIE 17.00.  BĘDZIEMY WSPOMINAĆ W CISZY I MODLIĆ SIĘ SŁOWAMI JANA PAWŁA II, KTÓRE TAM SWEGO CZASU WYPOWIEDZIAŁ.



09:43, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 stycznia 2014

Był człowiekiem nauki, której nie rezerwował dla siebie. Miałam zaszczyt współpracować z Nim w kwestiach Festiwalu Nauki, którego był współtwórcą i animatorem.

Skupionych w Stowarzyszeniu POLIS przyszłych młodych dziennikarzy przygarnął w krąg Festiwalu, dając szansę kontaktu dziennikarskiego z wydarzeniami festiwalowymi. Z Jego inicjatywy, wspieranej przez profesor Magdalenę Fikus wydawaliśmy Internetową Gazetę Festiwalu (IGF). Dla mnie i dla wielu osób z POLIS była to wspaniała nowatorska przygoda, wejście w fascynujący świat.

Na początku redakcja IGF mieściła się w budynku ICM, w sąsiedztwie gabinetu profesora.

Pamiętam nasze kłopoty ze współpracą z tamtejszym systemem komputerowym. Profesor powiedział na to „Ja wam jakoś od góry pomogę”.

I pomógł. Nadal liczę na Niego.  W nekrologu od Centrum Nauki Kopernik napisano, że Maciej Geller był sumieniem polskich środowisk naukowych. To wielkie i na pewno prawdziwe słowa. Był sumieniem na straży gotowości służenia, skromności i wytrwałości.

Takim Go z wdzięcznością pamiętam.



16:41, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lipca 2013

Dawno jej nie widziałam, choć myślałam często, liczyłam, że może jednak trafię do Wrocławia. A teraz wiem, że chorowała, zmarła w minionym tygodniu, a urnę z jej prochami pochowano wczoraj w grobie rodzinnym.
Raz po raz znika ktoś z przyjaciół młodości, także tych, co pozostali w kręgu „Świętej Lipki”. Są wciąż jeszcze tu z nami albo cały krąg unoszą za sobą – tam, gdzie w niepojęty sposób wszystko ma ciąg dalszy, albo raczej znajduje metę. Staram się ponawiać akt wiary w oczekującego Ojca, Syna i Ducha Świętego. W każdym z nas ten akt trwa inaczej. Ale jest wspólny naznaczonym blaskiem spotkań, także z tymi, co już uczestniczą w spotkaniu wiecznym.
Urna z prochami Cioci Joasi, jak opowiada nasza Dorota – jej chrześniaczka – otoczona była pięknym wieńcem. To dobrze, to pasuje. Joasia była piękna, dobra i pilna jak Marta z Ewangelii. Póki mogła, była oparciem dla wielu. Można jej było ufać i liczyć na nią. Tak czyńmy i teraz. Ci, co niby odeszli na zawsze, bardziej są teraz możni, wolni i spokojni.
19:56, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 czerwca 2013

O ludziach zmarłych mówi się, że „odeszli”. To znaczy opuścili swoje miejsce obok nas, to miejsce, gdzie sięgaliśmy ręką, aby się upewnić, że są i przekazać im potwierdzenie naszego uczucia dla nich.
Myślę, że Twój pies, umierając, nie odszedł, lecz odbiegł od Ciebie, w wielkich susach jak wtedy, gdy był młody. Odbiegł, zostawiając miejsce, które wypełniała jego obecność.
To miejsce puste teraz nas boli. Tęsknimy za częścią życia, która nie wróci, nie odnajdziemy jej. Odbiegły od nas zwierzęta, z którymi zawarliśmy przymierze. Litujemy się w gruncie rzeczy nad sobą, bo z ich odbiegnięciem i my też trochę odchodzimy. Wolnym krokiem opuszczamy czas, który minął.
Żal za nimi wcale nie jest tak różny od żalu za ludźmi, których pożegnaliśmy. Czy idę na łatwiznę, naiwnie pocieszam się fikcją, że to, co minęło, jednak trwa w oczekiwaniu następnego spotkania?
A jednak w cichości, nie rozgłaszając tej nadziei, ufam, że wstaniemy z martwych nie sami. Że nie będziemy bezpowrotnie ogołoceni z czułości międzygatunkowej, na przykład z psiej przyjaźni.
Nosimy w sobie świat, aby go przedstawić Zmartwychwstaniu. Jeśli wskrzeszenie to jeden z darów, to nie jest on zarezerwowany dla ludzi wierzących. W moim spodziewaniu taka będzie natura rzeczy, wszechobejmujące życie.
Tak sobie marzę, że to, co odbiegło, przybiegnie.
11:11, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (1) »
środa, 12 czerwca 2013

Są okoliczności, w których niemal z reguły dochodzi do iskrzenia na styku życia publicznego i wewnętrznego życia Kościoła Rzymsko-katolickiego.
Dzieje się to zwykle wtedy, gdy w ogóle wiele się zmienia w różnych układach – pokoleniowych, kulturowych, politycznych, gospodarczych. Rosną wtedy różne wrażliwości wcześniej tłumione. Tak dzieje się właśnie teraz.
Ruchy tektoniczne - coś się kruszy, przesuwa, daremnie usiłuje scalić. Takie tło sprawia, że na wydarzenia w Kościele Rzymsko-katolickim patrzy się uważniej (to dobrze!), ale też bardziej podejrzliwie (i to niekiedy dobrze). W tej uwadze, skierowanej na Kościół pojawia się wątek czujnego śledzenia wysiłków hierarchii mających prowadzić do odzyskania swego rodzaju supremacji, moralnej przewagi w życiu publicznym.
To wydaje się być sednem sprawy, celem i zarazem narzędziem w staraniach o byt, o podstawy finansowe i uprawnienia. Tę sprawę chcę tu poddać refleksji.
***
„Bóg nie konkuruje z człowiekiem” mawiał mój mistrz duchowy z czasów Soboru Watykańskiego II, którego był teologicznym ekspertem. Tak, to był ten Edouard Schilleebeckx, flamandzki teolog, dominikanin, wtedy wykładowca uniwersytetu w holenderskim Nijmegen.
Bóg nie staje do konkurencji ze Swoim Stworzeniem, z umiłowanymi dziećmi. Jakże by mógł?! Jeśli istnieje, to na swój sposób jest świadom swego majestatu. Dając nam, ludziom, dając człowiekowi, Mojżeszowi, znajomość swego Imienia, Bóg daje wyraz Temu, kim Jest.
Sam jest Najwyższy – tak o Nim mówimy językiem wiary. Lepiej dla mnie brzmi powiedzieć: jest Swoją Najwyższością. Dlatego z przekonaniem śpiewam o Nim, że jest „w Dobroci nigdy nie przebrany, żadnym językiem niewypowiedziany…”
***
Tak opisałam – bardziej opisałam, niż zadeklarowałam swoje odczucia i związane z nimi przekonania. W świetle tego opisu nie będzie razić deklaracja, że zgadzam się z tym, co na wstępie swego kazania głosi Kardynał krakowski ks. Stanisław Dziwisz [homilia wygłoszona podczas procesji Bożego Ciała, 30 maja 2013]: Prawo Boże, jako Prawo Najwyższego, musi być – w oczach wierzących – „Prawem Najwyższym”.
Myślę, że to Prawo nie tyle leży u szczytu hierarchii praw, co mieści się poza wszelką hierarchią. O istnieniu Najwyższego Prawa świadczy Objawienie. Starać się zrozumieć to Prawo, to poznawać Tajemnice Boże, wolę Stworzyciela Wszechrzeczy. Z woli Boga, z Jego pomocą i łaską poznajemy „Prawo”, to znaczy tworzymy sobie jakieś pojmowanie Jego sensu. W duchu wiary to Prawo Najwyższe nie może być uznawane za jakąś naszą własność, tych czy innych ludzi. Jest „inne”, jak On jest Inny. Jest Światłem, które otrzymaliśmy i pokochaliśmy, niekiedy od młodości, a niekiedy dopiero u samego końca ziemskiej drogi. Miłując to Prawo wyrażamy miłość i cześć dla Prawodawcy. Starając się być posłusznymi temu Prawu wyrażamy swoją wierność dla Tego, kto nas stworzył i ocalił.
Prawo Najwyższe jest światłem sumień, obowiązuje wprost stamtąd inaczej niż najczcigodniejsze owoce demokracji, konstytucje i konwencje.
Pragnienie, by świat żył i rządził się Prawem Bożym, jest konsekwencją własnej osobistej czci dla Tego Prawa. Ale błędem i głupotą byłoby przywłaszczanie sobie Prawa, którego podmiotem jest Bóg, a nie my.
Bóg nie konkuruje z człowiekiem! A więc Prawo Boże nie wynosi się ponad ludzkie. Prawo, stanowione przez ludzi, bywa aż nadto ludzkie, ułomne. Prawo Boże trwa w sumieniach, w wolnych sumieniach. Nie konkuruje z treścią kodeksów, działa na innej płaszczyźnie.
***
Jak powiedzieć jasno, jak zrozumiale ukazać, od którego punktu poczynając, wywód Kardynała Dziwisza staje mi się obcy?
Najpierw cieszę się, że mogę z nim razem i z całą świąteczną procesją czcić Prawo Najwyższe. W tym jest nadzieja! Ufam, że udziału w tej czci nie tracę z tego powodu, że inaczej niż kardynał-kaznodzieja widzę i treść, i zwłaszcza tryb powstawania Prawa ludzkiego. Skoro Bóg nie staje do konkurencji z człowiekiem, to ja, trwając przy Nim, mogę we własnym imieniu, autonomicznie uczestniczyć w demokratycznym ustanawianiu prawa dla cząstki wspólnoty ludzkiej, jaką jesteśmy jako obywatele konkretnych państw, a także Unii Europejskiej. Mój głos oddaję za pewnym określonym kształtem prawa. Ten kształt, który wybieram uznając za dopuszczalny i sprzyjający dobru ogółu. Dopuszczalne jest prawo, jeśli nie nakazuje, nie przymusza do czynienia zła.
Prawo powstaje na skrzyżowaniu różnych interpretacji wiedzy o rzeczywistości, a także różnych interpretacji dyktatów sumienia i różnych wizji Prawa Bożego. Chodzi mi o to, że za i przeciw pewnemu kształtowi prawa głosujemy my sami – a nie „Bóg przez nas”. Ludzie religijni nie mają podwójnego głosu: nie mają pełnomocnictwa Boga w tym zakresie i nie przysługuje im żaden rząd dusz. Oczywiście mogą wykładać swoje racje, pouczać i radzić – ale w imię poszanowania sumień powinni powstrzymywać się od moralnego przymusu, nie sugerować stosowania sankcji.
***
Zasadniczo sądzę, że skoro Bóg nie konkuruje z człowiekiem, to powinniśmy koniecznie pamiętać, że nasze myśli nie są Jego myślami. W sumieniu mozolnie odnajdujemy ścieżkę dla siebie, którą wolno nam też proponować innym.
Szeroką drogę, którą musimy iść wszyscy razem, możliwie nikogo nie spychając – taką drogę wytyczamy wspólnie. Sobie możemy nakazać i zakazać więcej – innych tylko ostrożnie ograniczać o tyle, o ile to konieczne i znajduje uzasadnienie również w ich przekonaniach.
[tekst w skrócie ukazał się w Gazecie Wyborczej 12.06.2013]
20:28, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (1) »
sobota, 04 maja 2013
Śmierć jest ścianą. Czasem widoczną, zbliżamy się do niej jak rozpędzony samochód do muru, który nagle wyrasta w poprzek drogi.
Co za murem? Co za przerażającą chwilą zderzenia? Czy nie lepiej – nie lżej byłoby podchodzić powoli, krok za krokiem aż do nieuniknionego, które wchłonie zmierzającego ku niemu?
Chyba o to prosimy śpiewając „Święty Boże”. Święty Bóg ma uchronić nas od śmierci nagłej, niespodziewanej. Istotne jest to, że nie wiem, co czeka za śmiercią. Co czeka chcielibyśmy wyobrazić sobie, jakiś dalszy ciąg losu, z którym jesteśmy obeznani.
Są ludzie, którym wiara, a raczej religia, której się nauczyli, pozwala wypełnić świat poza śmiercią tworami wyobraźni po części własnej, po części ukształtowanej w obrębie kultury.
Nie wynoszę się ponad tych, kogo uspokaja i pociesza wizja przenosin do innego świata, w którym odnajdziemy szczęście trochę już znane stąd, z miejsc i sposobów bytowania dotąd dostępnych. Nie wiem dlaczego, ale od dawna odmawiam sobie tak ukierunkowanych ćwiczeń wyobraźni. Nie ufam jej tworom.
Co mi dyktuje wiara? Nadzieję. Nadzieję na spotkanie zwiastowane w Ewangelii. Z Ojcem wychodzącym naprzeciw z gotowym pierścieniem na miejsce utraconego, z szatą, która zastąpi skalane odzienie. Oczekuję bólu i żalu, który mnie oczyści. Ojciec kieruje się swoją sprawiedliwością – a jest ona naprawcza. Prowadzi do Jego zwycięstwa w każdym przypadku. Jeśli – jak uczy Ewangelia – On, Niepojęty, Niewysłowiony nie chce śmierci grzesznika, lecz aby żył oczyszczony, uzdrowiony, w pełni swego należenia do Stwórcy – to tak musi być. Moja przyszła nicość, odrzucenie byłyby Jego klęską, taką jakiej nie chce akceptować żaden partner zawartego związku.
Moja wiara dotyczy obietnicy, że będzie wszystkim we wszystkich, czego nie mogę sobie wyobrazić, ale zgadzam się na to, co wyobraźnię przekracza.
Mogę witać nadchodzenie tego, ale jednocześnie czuć się podobnie jak agnostycy. Nie jest mi obca ich tęsknota, w której zaspokojenie nie wierzą.
Ja jednocześnie zdaję się wiedzieć, co nas czeka, czym jest owo nieznane i czuć lęk przed nieznanym, przed odejściem od znanego, które kocham.
Myśląc o śmierci otwierającej nowe życie, trzeba zwinąć wyobraźnię, odłożyć ją na bok razem ze wszystkim, czego z sobą nie wezmę. Cały bagaż to wiara, nadzieja na Jego wierność, ufność w Nim. Ale tym, co przetrwa odpadanie wszystkich łusek na pąku, tym, co rozkwitnie, będzie miłość.
12:43, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 marca 2013

Z wdzięcznością dla mistrza ogarniania całości, swego czasu rozszerzającego mój świat przez cotygodniowe przeglądy wydarzeń w Tygodniku Powszechnym. Jako redaktor u boku Jerzego Turowicza był wzorem pojmowania pracy dla pisma jako służby publicznej.

Dziękuję za słowa,  że „warto było”. Dobrze wyrażają one i obejmują wszystkie jego zaangażowania. Z Krzysztofem warto w oszczędnych słowach ponawiać akt wiary: „Polska ma sens”. Krzysztof był jednym z ludzi, którzy tego uczyli. Przyjaciele zadbają o utrwalenie tej lekcji.



11:55, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 marca 2013

DLA MARKA SKWARNICKIEGO

niezapomniaznego “SPODKA” z  dawnego Tygodnika Powszechnego, promotora dialogu z czytelnikami, nieraz dotyczącego spraw najważniejszych; dla poety, w którego wierszach rzeczywistość zyskiwała nowe wymiary.

Z wdzięcznością za przekłady psalmów, a także za opiekę nad twórczością poetycką Kardynała Wojtyły – Jana Pawła II, szczególnie nad Tryptykiem Rzymskim.

Odpoczywaj w pokoju, otrząsnąwszy sandały z ziemskiego pyłu.

Wiara pociesza mnie, że Twój odpoczynek jest twórczością wyzwoloną i radosną jak gregoriańskie nieszpory.

 

Psalm 116 (114)

… Oplotły mnie więzy śmierci,

dosięgły mnie  pęta Otchłani,

ogarnął mnie strach i udręka.

 

Ale wezwałem imienia Pana:

“Panie, ratuj moje życie!”

 

Pan jest łaskawy i sprawiedliwy,

Bóg nasz jest miłosierny.

 

Pan strzeże ludzi prostego serca:

byłem w niedoli, a On mnie wybawił.

 

10:32, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 stycznia 2013

            Myślę, że świat odbity w niej mógł być rozpoznany jako ten właśnie, który naprawdę istnieje. Odbicie świata w człowieku, w ludziach, wraz z nimi trwa tam, gdzie oni trwają. Chcę mieć nadzieję, że ten obraz jest rozjaśniany miłosiernym spojrzeniem.

            Teresa była odważna, mężna, śmiała w oddawaniu sprawiedliwości światu, który widziała,  a także we współczuciu.

            Jak pisała – wiemy, powinniśmy pamiętać, sięgać po jej teksty. Nie zastąpi to jednak jej trenerskich usług wobec kolegów początkujących. Byliśmy jej uczniami jako animatorzy i uczestnicy Warsztatów Dziennikarskich Młodych POLIS. Zawdzięczamy jej nie tylko nabywanie pewnych sprawności, lecz także rozszerzanie wrażliwości i świadomość centralnych tematów nie do wymijania.

            Bez Teresy tu, między nami, jesteśmy słabsi nie mogąc już sięgać po jej wsparcie.

            Nie tylko nas zostawiła, na pewno tego nie chcąc. Wiem, jak bardzo troszczyła się o psy, zwłaszcza nieszczęśliwe, brzydkie, uwiązane na łańcuchu. Ciężko jej było, że tak niewielu może skutecznie pomagać.

            Na koniec: spostrzeżenie ks. Twardowskiego, że kochani przez nas tak szybko odchodzą – nie przestaje być celne. Opiera się zbanalizowaniu. Tak, trzeba się spieszyć, być przyjacielem nie z daleka, uważnym towarzyszem, niezachwianym w docenianiu kontaktu. Pilnujmy się, pilnujmy jedni drugich. Z żalem i wstydem przyznaję, że śmierć Teresy była dla mnie niespodziewana. Nie spodziewałam się, że uściskamy się na spotkaniu we Wrzeniu Świata po raz ostatni.



19:13, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 listopada 2012

Gdy był jego pierwszym sternikiem, Wydawnictwo ZNAK było wierne swemu powołaniu wobec kultury wysokiej i  chrześcijaństwa.

Takim był też kierowcą – panował nad pojazdem i drogą.

Przyświecało Mu wszystko, co piękne,

I to nie zgaśnie.



19:32, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 października 2012

Światło pamięci dla ANNY LASZUK, komentatorki Radia TOK FM
Nie znałam Jej osobiście, tylko z Radia. Głos znałam jeszcze z Inforadia.
Anna Laszuk przeniosła swoją indywidualność i poglądy przez wszystkie zmiany koncepcji tego Radia. Była sobą i pomagała stacji zachować niepowtarzalną tożsamość.
Śmierć przeniosła Ją gdzie indziej, mam nadzieję, że to rzeczywistość, jakiej dla siebie chciała.
I lepsza jeszcze.


18:57, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 września 2012


Budzę przez to, że nie śpię; budzę zbyt głębokim westchnieniem.
Budzę otwierając okno, by wpuścić ptasi świergot, skrzeczenie srok, pokrakiwanie gawronów i wron; budzę rześką piosenką - jak należy - pocałunkiem i łzą spływającą z policzka.
Budzenia dopełnia zapach kawy i psia wizyta w nogach łóżka.
                ***
Śpiących nie wypada budzić krzykiem, tupaniem i przygotowaniami do zadania ciosu.
Nie jest też miły śmigus dyngus z lodowatej wody.
                ***
Ucz się budzić wołając po imieniu: "Samuelu, Samuelu" - oto zaczął się dla ciebie dzień pełen darów i zadań.

20:18, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 września 2012


Dziękuję za wpisy świadczące, iż korespondenci chcą kontynuować refleksję i może dyskusję nad istotnymi aspektami wydarzeń wokół zbrodni Breivika.
Dziękuję zwłaszcza za cenne informacje o źródłach informacji. Autora postu "Breivik nie jest osamotniony" zapraszam do nawiązania mailowego kontaktu [ bordab@poczta.onet.pl ]. Zjawisko opisane przez Pana znam z USA. Co można zrobić? Mam nadzieję, na długofalowy wpływ miejscowych środowisk wolnych od rasizmu i fobii wobec perspektyw wielokulturowego społeczeństwa. Takie społeczeństwo, o ile jest silne, jak w Norwegii, sprzyja też Polakom-imigrantom.
Oczywiście nie ze wszystkim, co widnieje w komentarzach, mogę się zgodzić. Ale tylko jeden post usunęłam zgodnie z zasadą, że mój blog ma być wolny od oszczerstw i prób niszczenia ludzi. Nie godzę się więc, aby w moim blogu nadawał kumpel funkcjonariuszy SB, który im bezwarunkowo wierzy.


17:26, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 sierpnia 2012


Refleksja nad wyrokiem w sprawie Breivika powinna potrwać dłużej niż przeciętny okres komentowania znaczących wydarzeń. Wyrok ma wiele aspektów, norweski Sąd podjął decyzje, które, choć w sposób pozaformalny, stanowią precedensy dla myślenia o sprawach kluczowych dla Europy, a więc i naszych. A właściwie są to sprawy jeszcze szersze, globalne. Spróbuję wyliczyć te obszary i związane z nimi pytania.
    Breivik to postać o randze symbolu. Jego szaleńcza akcja to przykład tego, do czego prowadzi niepowodzenie w praktykowaniu wielokulturowości. To bunt egcentryczny jednostki przeciw ideom i nadziejom humanitarnym, przeciw nadziei, że ludzie różnych kultur i wiar, mogą - mogliby? - żyć obok siebie we wzajemnym porozumieniu. Zakwestionowane jest przekonanie, że warto takie porozumienie na teraz budować. Warto, bo życie razem, na jednej planecie, zakłada sąsiedztwo, a więc współtworzenie wspólnego porządku. Taki porządek musi najpierw kształtować się w istniejących społeczeństwach i państwach. Breivik podjął bunt przeciw takiej perspektywie. Bunt wynikający z przeżyć związanych z tym, co psychiatrzy określają jako "objawy wytwórcze", dawniej zwane "urojeniami".
    Rzeczywisty świat Europy i Norwegii wraz z obecnymi w nim elementami "multi-kulti" nie jest taki, jak uważa Breivik. Rozwoju świata odmiennego od dawnych i dzisiejszych stosunków nie odwrócą tragiczne, szaleńcze, mordercze protesty. Większe szanse, ale też - na dłuższą metę znikome - ma angażowanie populistycznych polityków w redukowanie prądów imigracyjnych, udaremnianie ucieczek ze świata biedy i niebezpieczeństw w świat dobrobytu.
    Jakie wnioski - i czy w ogóle jakieś - można wyprowadzić w oparciu o przypadek Breivika? Jednak chcąc iść  w tym kierunku, trzeba ten przypadek gruntowniej poznać i dalej obserwować.
    SZALONY - "POCZYTALNY"
    Wyrok opiera się na diagnozie medycznej: A. Breivik jest "poczytalny".
    Co to właściwie znaczy?
    Ogólnie biorąc tyle, że może odpowiadać za swoje czyny. To znaczy, że był świadomy co robi. Przecież długo i przemyślnie przygotowywał zadawanie śmierci. Podjął świadomą i na swój sposób uzasadnioną decyzję.
    Nie działo się to jakby we śnie: pod wpływem objawów wytwórczych, na sygnał głosów skadś płynących czy widziadeł. Podtrzymuję jednak swoje zdanie, że kontakt z rzeczywistością miał zaburzony, zniekształcony. I jak się wydaje - nadal trwa w partnerstwie z czymś nierealnym.
    Kogóż to przepraszał, że mało "wrogów" zdążył zabić? Kto rzekomo oczekiwał od Breivika większych osiągnięć? Czy człowieka świadomie wchodzącego w takie partnerstwo-do-zbrodni naprawdę można nazwać "poczytalnym"? Gdyby się sprzysiągł z konkretnym gangsterem (politycznym lub czysto kryminalnym), byłby to akt nie wywołujący wątpliwości co do poczytalności. A jak to ocenić w przypadku, gdy ktoś - jak Breivik - zawiera zbrodniczy sojusz z niewidzialną, powiedzmy to - urojoną siłą?
    Świat realny nie jest taki, jak go sobie Breivik przedstawia. Ale on działa w odniesieniu do swojej wizji świata, w oparciu o socjo-halucynację, wytwór chorego mózgu?
    Chciał być uznany za "poczytalnego", uwięziony, a nie leczony. Ale to wcale nie jest dowód poczytalności! Chorzy psychicznie bardzo często odrzucają diagnozę, która ich marginalizuje, odbiera szansę realizowania misji, jaką sobie przypisują.
    Oskarżony Norweg, sprawca udowodnionych zbrodni, bynajmniej nie dyktował swoim sędziom, jaka ma być podstawa wyroku. Oni sami uznali, że "jest poczytalny". Tak zeznali biegli, którzy mieli z oskarżonym kontakt długotrwały. Na tyle długotrwały, ze musieli brać pod uwagę wiele czynników.
    Myślę, że uznali, że decyzja Breivika nie była wymuszona bardziej niż wymuszane przez okoliczności bywają zbrodnicze decyzje. Breivik wiedział, co wybiera, dążył do tego, nie był niesiony jakąś przemożną falą.
To jedna z możliwych interpretacji. Odbiega ona od przekonania, że objawy wytwórcze muszą czy mogą mieć siłę bardziej zniewalającą niż rzeczywiste zjawiska,  obserwowane przez innych mieszkańców tego samego świata. Można sądzić, że "poczytalny" jest ten, komu pozostało pewne quantum wolności, wolności odpowiedzi "TAK" lub "NIE". Jak to stwierdzić? Jak ocenić? Na czym bieggli oparli swoją opinię?
    Czy utożsamienie ze swoim pomysłem, z wizją może w pewnym sensie prowadzić do "niepoczytalności"?; myślę tu o utożsamianiu tak silnym, że kuszony czuje, iż odpowiedziawszy "NIE", zaprzeczy sam sobie, zginie.
                    ***
    Czytając niektóre komentarze do wyroku na Breivika odnoszę wrażenie, że przychylne audytorium szalonego mordercy jednak istnieje w tzw. realu, nie tylko w jego umyśle, gdzie wypełnia braki, dziury i białe plamy. Ludzie, po których bym się tego nie spodziewała, uczestnicy bieżącego życia politycznego, ni z tego ni z owego zaczynają ostrzegać przed grozą "multi-kulti", jak przed potworem, który czai się w zaroślach tolerancji - różowej naiwności i tęczowych złudzeń. Mnie słowo to kojarzy się z nazwą sympatycznej berlińskiej radiostacji, w której również przemawiałam po polsku do miejscowych Polaków. Ci ludzie starali się tworzyć swobodne platformy integracji, w sensie kontaktu, zainteresowania, szacunku dla prób porozumienia.
    OCALENIE NORWEGII
    Podzielam  radość profesor Moniki Płatek z ocalenia Norwegii przed próbami zmieniania prawa. Pod wrażeniem zbrodni, wątpliwi doradcy spoza tego kraju proponowali zaostrzanie prawa karnego, a nawet powrót do kary śmierci (w Polsce też cokolwiek się stanie, choćby nie na miarę zbrodni na wyspie Utoya, zaraz ktoś krzyknie, bąknie lub podszepnie, że jednak kara śmierci jest potrzebna...). Każdy zamysł obrócenia prawa kodeksowego przeciw Prawom Człowieka byłby zwycięstwem Breivika... Nawet wtedy, gdy odejście od bezwzględnego zakazu tortur miało przynieść możliwość dręczenia jego samego jako osadzonego w więzieniu.
    Nawet gdyby egzekucja miałaby być jego własnym końcem - wewnętrznie państwo Breivika celebrowałoby zwycięstwo. Pięknie więc, że nic takiego nie było nawet brane pod uwagę w Norwegii. Byłoby jednak warto, aby Breivik sam dokładnie wiedział to, czego dowiadujemy się od prof. Płatek: że Breivik traktowany jest z takim samym humanitaryzmem, jak wszyscy więźniowie w Norwegii. Nie czyni się dla niego wyjątków. Wszyscy więźniowie mają do dyspozycji pojedyncze, przestronne cele. W trakcie życia z ograniczeniem wolności wszyscy są bezpieczni. Nikt ich nie zaatakuje, nie zgwałci, nie popchnie do samobójstwa.
    Szczególny kraj ta Norwegia, która potrafiła to osiągnąć...
    Z wizyty u internowanego wtedy w Iławie Stefana Jurczaka (+2012) zapamiętałam jego gorące oświadczenie, że kiedy zwyciężymy (my, czyli "S"), to od razu musimy zająć się humanitarną reformą więziennictwa.
    Pewne próby zostały zrazu podjęte, ale do dziś jest tak, jak jest i jak być nie powinno...
    DO KIEDY W WIĘZIENIU
    Moim zdaniem godny podziwu i może naśladowania jest obejmujący Breivika jak innych więźniów z długimi wyrokami (ok. 20 lat) system poniekąd rutynowych, obowiązkowych przeglądów sytuacji, stanu więźnia i jego profilu moralnego. Obowiązkowo po 10 latach, potem co 5 lat. Może to przynieść zmianę reżymu, któremu poddany jest więzień, a nawet przedterminowe zwolnienie. Ale także możliwe jest przedłużenie dalszego pobytu w więzieniu - jako izolacji w imię bezpieczeństwa publicznego. Rozprawa penitencjarna tego rodzaju odbywa się z urzędu. Osadzony nie musi o nią prosić. To dobrze.
    Reakcja na wyrok w sprawie Breivika wiąże się zasadniczo z pojmowania, czym jest karanie. Jeśli kara jest odwetem, zemstą, to powstaje pytanie - jaka kara byłaby "sprawiedliwa" dla takiego zbrodniarza? Ile razy miałby umierać ten, kto tyle niewinnych osób pozbawił życia? A także, czy swoją jedną śmiercią - bo jedna jest możliwa - mógłby dać odwet za wszystkich?
    "Śmierć za śmierć" - brzmi dewiza zwolenników karania śmiercią. Za śmierć nawet jednego tylko człowieka nie da się odpłacić życiem skazanego. Sprawiedliwość naprawcza - jedyna, w którą osobiście wierzę - nie oznacza odwetu dopasowanego do krzywdy. Sprawca, nawet gdy tego najszczerzej pragnie - nie zdoła naprawić nieodwołalnego zła, które popełnił. Norwegia, a właściwie - ludzkość powinna podjąć wysiłek, by zadośćuczynić, naprawić moralną krzywdę, jaką spowodował Breivik... to brzmi moralizatorsko i niekonkretnie. Przechodząc do konkretów powiem, że ta straszna historia umocniła mnie w decyzji, by jak chcą Norwegowie wkładać przede wszystkim wysiłek w naprawianie szkód, jakie przynosi nienawiść.

21:05, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
OEICUMENE OIKOUMENE zamieszkały okrąg Ziemi. Z tą ideą kojarzy mi się widok tęczy i pamięć o Przymierzu Noego, protoplasty ocalałej ludzkości. W tradycji biblijnej to Przymierze najszersze, obejmujące wszystkich, wszystkie istoty ludzkie, dla których po ostatecznym kresie Bóg będzie wszystkim [1 Kor 15,26-28]. Z Przymierzem wszechobejmującym wiąże się wiodąca idea Papieża Jana XXIII i jego Soboru (Wat. II) - "rodzina ludzka". Szkoda, że obecnie rzadko patrzymy na populację planety z tego punktu widzenia. Może dlatego współczesny "ekumenizm" nie prowadzi tak prosto do OECUMENE, do Rodziny Ludzkiej.
środa, 27 czerwca 2012

Zainteresowanych informuję, że z dniem 25 czerwca 2012 upłynęła moja kolejna kadencja jako Przewodniczącej Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Postanowiłam już nie kandydować do pełnienia tych obowiązków, pozostając nadal członkinią Rady.
Na stanowisku Przewodniczącego Rady witam jednogłośnie obranego kolegę, Marka Antoniego Nowickiego.
[ por. www.hfhrpol.waw.pl ]
18:52, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2012

Był moim nauczycielem Solidarności, wzorem animatora związkowego i przywódcy ludzi ciężko pracujących nad urzeczywistnieniem Wielkiej Zmiany. Praca z nim skłaniała do niezależnego myślenia i działania ze zrozumieniem celu. W pracy kierowanej przez Stefana nieodmiennie było miejsce na dawanie ludziom drugiej i trzeciej szansy. Powinnam napisać obszerny tekst wspomnieniowy, by potwierdzić prawdę każdego słowa prezydenckiego nekrologu Stefana. Nie wiem czy zdołam taki tekst stworzyć. Tu narazie to, co najważniejsze: Stefan był dobry, mądry i wyrozumiały.
Niech Rodzina przyjmie wyrazy współczucia od Halińci.

--------------------------------------------------------------
Z głębokim żalem
przyjąłem wiadomość o śmierci
ŚP
Stefana Jurczaka
wybitnego działacza "Solidarności", internowanego w stanie wojennym,
Przewodniczącego Małopolskiego Komitetu Obywatelskiego,
uczestnika obrad Okrągłego Stołu, senatora,
Wicemarszałka Senatu i działacza społecznego.

Był Człowiekiem zasad i honoru, patriotą oddanym służbie Narodowi i Polsce.
Bezpośredni i skromny, niezawodny w działaniu, serdeczny i życzliwy, otwarty na dialog i porozumienie - odszedł od nas niespodziewanie.
Będziemy o Nim pamiętać.

Rodzinie i Przyjaciołom

Składam
wyrazy głębokiego współczucia

Bronisław Komorowski

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
19:52, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 maja 2012
Blog może być cennym i ciekawym miejscem dialogu. Albo raczej mógł czy mógłby stać się takim miejscem. Jest to szansa prawie stracona. Dialog mogą nawiązać i długo rozwijać ludzie wzajemnie ciekawi siebie i okazujący sobie szacunek. To się zdarza, ale rzadko. Jestem o tym informowana, ale brak mi oczytania w materii blogowej. Piszę swój (z pomocą męża) i odbieram komentarze. Nie sięgam poza to doświadczenie, bo jako osoba słabowidząca nie widzę napisów na ekranie. Słuchanie zajmowałoby zbyt wiele czasu.
Staram się, aby moja przestrzeń w internecie (to, co widnieje pod hasłem "myślennik"), była wolna od wpisów nieżyczliwych, pełnych nieporozumień, z gry zakładających, kim ja też jestem i co rzekomo reprezentuję.
Odkąd w Wydawnictwie ZNAK ukazała się książka rozmów J. Steciuk ze mną "Wszystko będzie inaczej" uważam, że korespondenci powinni wiedzieć coś o mnie choćby z tego źródła, albo po prostu z Wikipedii. Chciałabym, żeby polemizowali z tym, co piszę i mówię, a nie z jakimś wytworem swojej niechętnej wyobraźni, któremu nadają moje imię i nazwisko, sami czając się za nickami. Niektórzy korespondenci (np. osoba zwąca się "Dio") są u mnie skreślani i to, co sobie piszą, będzie nadal usuwane. To nie cenzura, bo mają wszelkie możliwości publikowania w całym internecie. Natomiast kolegę "Starszego Inkwizytora" zapraszam do kontynuowania rozmowy. Chciałabym, by mi wyjaśnił swój wybór nicka. Wobec kogo i w czyim imieniu chce być "Inkwizytorem" czyli kontrolerem poglądów, tekstów i doktryn? Osobiście nie popieram takiej kontroli, nie uprawiam "inkwizytorskiej" krytyki i się jej nie poddaję. Proszę o dowody, że jest inaczej, konkretne, na podstawie moich tekstów. Proszę spróbować. Może to umożliwi nam dialog.
11:18, halina.bortnowska , Zamyślennik
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6