To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

Być animatorem

poniedziałek, 01 grudnia 2014

ANIMACJA GRUP

link do archiwum Znaku
 
 



11:55, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 listopada 2014

Sens warsztatów – czyli o co chodzi?

Wychowanie i kształcenie powinno wyglądać inaczej niż do tej pory, powinno polegać na współpracy. Tylko współpraca przynosi dorodne owoce, bo człowiek to nie „pusty garnek”, do którego wlewa się wiedzę. Tu pojawia się bardzo ważna funkcja dziennikarstwa i wychowania – potrzeba kształcenia, które nie zatraca poczucia ludzi, że mają coś na własność, że mogą tworzyć coś własnego.

Animator – kto to taki?

Po pierwsze, animator to nie nauczyciel! To człowiek, który nauczył się jak uczyć się razem. Animator ułatwia ludziom zrozumienie tego, co chcą robić. Animator nie narzuca grupie swoich pomysłów, ale wie jak dochodzić do pewnych umiejętności wspólnie. Ważne jest, aby animator potrafił odnosić się od źródeł, sięgać do książek, do fachowców. Istotniejsze dla animatora jest to, aby „umiał to”, a nie „wiedział to”. Animator musi mieć posługiwać się metodą czynną.

Metoda czynna – o sposobie pracy animatora.

Metoda czynna najlepiej się sprawdza w grupie liczącej maksymalnie 8 osób. Dlaczego grupa nie może być większa? Bo animator nie pracuje z tłumem. Grupa ma swoją wewnętrzną strukturę mniejszych podgrup, animator musi dostrzegać, kiedy grupa chce pracować w podgrupach, kiedy chce rozmawiać. Mała grupa jest motorem większej grupy. Animator musi inicjować mechanizm napędzania grupy przez małe grupy.

Jakie są zalety metody czynnej? Jeśli grupa pracuje tą metodą, to wychowuje własnych animatorów. Jest naturalną metodą doprowadzenia do powstania ciągłości. Następnym walorem metody jest to, że prawie wszyscy biorą odpowiedzialność za całość.

Jak wygląda planowanie w metodzie czynnej? Otóż jest ono konieczne, ale musi być inne niż w szkole. Trzeba być przygotowanym na sytuację, kiedy plany nie wyjdą.

Justyna Głogowska

 

I jeszcze fragmenty z notatek Marty Strzeleckiej:

Dyskusje, rysowanie plakatów, pisani ulotek – tak właśnie wyglądały pierwsze warsztaty akcji związkowych, zajęcia dla animatorów zapoczątkowane przez Halinę. – Wierzyłam, że można wybrać ludzi, żeby mogli robić swoje – mów Hala. Potem był barak z zabrudzoną podłogą – to miejsce początkowych spotkań, które z czasem przybrały wyraźnego kształtu, sensu i trwają do dziś.

Animator i animacja

Pomaga i ułatwia innym znaleźć lub odnaleźć swoje zainteresowania. Ważna jest przy tym metoda pracy czynnej, metoda w której człowiek angażuje się czynnie, może wykazać swój talent, zaangażowanie. Odwaga, sprawność robienia wielu rzeczy swobodnie odgrywają w tym wszystkim ważną rolę. Perspektywa spotkania się z innymi grupami i przedstawienia własnych dokonań napędza całość, powoduje, że pojedyncze, małe grupki mobilizują się do działania, żeby jak najlepiej wypaść na tle całej grupy.

Praca zespołowa wywołuje dynamikę, zwiększa chęć do działania. Ludzie mogą i potrafią w pewnym momencie swojego życia znaleźć czas, żeby zostać takim animatorem i poprzez aktywność pomagać innym znaleźć to co pozwala im odnaleźć się i dowartościować w dzisiejszym świecie.

A na koniec tekst Zosi Kirejczyk:

Co będzie, jeśli spotkają się ludzie bez podstaw teoretycznych ani doświadczenia dziennikarskiego i zaczną rozmawiać o tym zawodzie? Czy z takiego spotkania może wyniknąć coś istotnego? Według Haliny tak – o ile żaden z uczestników nie będzie się starał wejść w rolę wszystko wiedzącego mentora, ale raczej spróbuje być po trosze animatorem.

Wydawać by się mogło, że animatorów spotkać można głównie w różnorodnych placówkach wychowawczo-oświatowych. Jeśli jest to prawda, to za instytucje najbardziej wychowawcze należałoby uznać media, a pracujących w nich dziennikarzy za (potencjalnych) animatorów pierwszego kontaktu.

Animator to nie wykładowca, który podaje do wiadomości gotowe treści, ani nie nauczyciel, który uczy tego, czego sam się nauczył. Zamiast prezentować wiedzę, za cel stawia sobie „ożywianie duszy”. Animator nie musi umieć tego, czego uczy, ale musi umieć uczyć – animować, czyli pobudzać oraz uzdalniać do samodzielnego działania. Animator ma po prostu ułatwiać ludziom robienie swojego.

Nie mają racji ci teoretycy, według których młody człowiek jest jak puste naczynie, w które wystarczy wlać nowe treści. Takie podejście zakłada z jednej strony pewien element przymusu, uniemożliwiając tym samym prawdziwą współpracę, z drugiej – całkowicie bierną postawę człowieka „pobierającego” naukę. Metoda czynna, charakteryzująca działanie animatora, prezentuje nastawienie całkowicie odmienne. Członkowie animowanej grupy nie są bezwolnymi i biernymi odbiorcami treści, ale ich współtwórcami. Jakie są efekty takiej pracy?

Napełnianie kogoś umiejętnościami, wiedzą i wartościami jakby był pustym naczyniem nie musi za sobą pociągać rozumienia, ani świadomego i pełnego przyjęcia nowych treści. Inaczej się dzieje, jeśli pod wpływem działań animacyjnych człowiek samodzielnie do nich dojdzie – to, co sam wypracuje, odczuje i zrozumie będzie w nim trwale zakorzenione. Taki człowiek będzie gotowy dalej się angażować i brać na siebie odpowiedzialność.

Z pewnością, animatorem może być każdy, niezależnie od tego, czym się zajmuje. Jednak dziennikarze są do tej roli szczególnie predestynowani. Sposób przygotowywania do tego zawodu poprzez animację wydaje się również bardzo naturalny. Sposób przygotowywania do tego zawodu poprzez animację wydaje się również bardzo naturalny. Bo nie wystarczy biernie przyjąć wiedzę o tym, jak coś należy pisać. Nie mniej istotne jest, by nauczyć się to pisać.



18:09, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 października 2014

Chcąc pozyskać ludzi jako uczestników dobrowolnego wysiłku trzeba

1)     odczytać ich silnie odczuwane potrzeby przekonać ich namacalnie, że uczestnictwo w danym przedsięwzięciu może te potrzeby w jakimś uchwytnym stopniu zaspokajać i to natychmiast.

2)     zainicjować pracę tak, aby rozbudzić dalsze, ważne, choć dotąd nie uświadomione potrzeby, które wspólna praca będzie zaspakajać.

Odczytaniu potrzeb służy znajomość środowiska, jego planowana obserwacja (choć przez pewien czas), ankiety i sprawdzanie propozycji w grupach pilotujących.

Trzeba przy tym liczyć się z ambiwalencją potrzeb, z tym, że przyciąganiu, atrakcyjności często towarzyszy opór, odpychanie. Dla przezwyciężenia tego oporu potrzebne są dodatkowe bodźce, jak atmosfera uwagi i przyjaźni, urok osobisty inicjatorów, możność uzyskania dodatkowych satysfakcji osobistych, takich jak wykorzystanie i uznanie grupy dla posiadanych talentów, pomoc w pokonaniu życiowych trudności, kontakt z ciekawym środowiskiem.

Samokształcenie odwołuje się do bardo żywej potrzeby wolności, do chęci działania według własnych decyzji, swobodnego wypowiedzenia się, rozszerzania horyzontu informacji i należenia do wspólnoty praktykującej zaufanie i życzliwość.

Jednakże osoby pragnące wolności jednocześnie odczuwają zwykle lęk przed odpowiedzialnością, kierują się nawykiem bezpiecznej bierności i chowania się za zwierzchnikami, tłumią w sobie świadomość, która kazałaby działać w sposób niezależny, a więc wymagający wysiłku i podjęcia ryzyka.

Przedsięwzięcie samokształcenia w swej istocie odpowiada potrzebie wolności, ale nie jest to związek bezpośrednio oczywisty. Aby się o istnieniu tego związku przekonać, potrzebna jest na wstępie jakaś „majoutyka”, pomoc w głębokim, angażującym dostrzeżeniu tego związku. W tym celu potrzebne jest przeżycie ukazujące samokształcenie jako wyraz i warunek zachowania godności własnej.

Uczestnicy muszą doświadczyć faktu, że niezależne zdobywanie wiedzy pozwala przezwyciężyć bezradność w konkurencyjnych sytuacjach – być kompetentnym – przewodnikiem, wychowawcą, doradcą i przywódcą.

Program samokształcenia musi więc brać pod uwagę sytuacje, w których takie przeżycia sukcesy były, są lub prawdopodobnie będą możliwe.

Nauczyciele potrzebują samokształcenia jako czynności uzupełniającej braki przygotowania zawodowego i korygującej zniekształcenia powstające na skutek warunków pracy w szkole. Samokształcenie stanowi przeciwstawiający się nieświadomej sowietyzacji i rutyniarstwu, w które nauczyciele są spychani.

Samokształcenie musi oczywiście być odróżniane od zaocznego dokształcenia się, przebiegającego według narzuconego programu i stanowiącego element systemu władzy nad społeczeństwem. Dokształcenie ma cele przystosowawcze – chodzi o spełnienie wymagań stawianych przez pracodawcę. Samokształcenie zmierza do realizacji własnych celów i wymagań stawianych sobie samemu.

Nauczyciele powinni z autopsji znać metody i samą rzeczywistość procesu samokształcenia, ponieważ wdrażanie uczniów do samokształcenia musi być dziś głównym celem pracy w szkole dla każdego nauczyciela i realistycznie pojmującego swoją rolę społeczną. Przez społeczeństwo – nie przez władzę – nauczyciele będą rozliczani z tego czy i jak przygotowali uczniów do szukania i poznawania prawdy i wiedzy poza ofertą systemu. Tylko praktyka samokształcenia stanowi trwałe studium przeciw dezorientacji i zakłamaniu. Nie wystarczy unikanie czy prostowanie tych czy innych fałszów – potrzebny jest nawyk i umiejętność samodzielnego sprawdzania i korygowania. Problem głodu rozwiązuje nie ten, kto da rybę, lecz ten, kto da wędkę.

Samokształcenie odpowiadające dostatecznie szerokiej skali potrzeb nie może by czysto indywidualne. Pojmujemy je tutaj jako pracę zespołową, prowadzącą niekiedy do powstawania trwałych wspólnot ideowych, a z reguły inicjujących silną więź między uczestnikami.

 

Program samokształcenia nie powinien być nie tylko narzucany, ale nawet sugerowany odgórnie. Kształtowanie własnego programu jest konstytuującym czynnikiem powstawania autentycznego zespołu samokształceniowego, odróżniającym taki zespół od grupy szkoleniowej, podporządkowanej jakiejś instytucji czy organizacji.

Zespół samokształceniowy może jednak, a nawet powinien korzystać z inspiracji i analiz nie tylko własnych; trzeba bowiem, aby program był syntezą własnych pytań i doświadczeń oraz recepcji wielkich prądów myślowych i poszukiwań obejmujących całe społeczeństwo, a nawet cały świat. Lokalne zespoły potrzebują styczności z różnymi środowiskami. Dzięki temu wzbogaca się skala ich zainteresowań i mogą uczestniczyć w kształtowaniu się etosu całego społeczeństwa i epoki.

Np. prelegenci z innych ośrodków, ludzi bywali w szerokim świecie mogą być czynnikami otwierającymi zespoły ku globalnym horyzontom. Ale równie potrzebne jest otwarcie na lokalny konkret – przeżycia, problemy i potrzeby społeczności, w której żyją uczestnicy samokształcenia.

Ten aspekt dotąd jest zaniedbany. W jego rozwijaniu mogła by pomóc obecność ekspertów odwiedzających zespoły czy to na ich  zaproszenie, czy systematycznie. Eksperci tacy mieliby inicjować i podtrzymywać poznawanie i analizowanie własnego środowiska działania.

Takich ekspertów trzeba przygotować do prowadzenia pracy seminaryjnej typu case-study.

Wdrażenia do samokształcenia jako element pracy nauczycielskiej nie sprowadza się do prowadzenia czy inspirowania specjalnych dodatkowych zajęć pozalekcyjnych („koła zainteresowań”). Chodzi także, a nawet głównie o wprowadzenie i podtrzymywanie pewnej samodzielności  uczniów, ich własnych prób i poszukiwań, w tym – pracy zespołowej.

Normalne lekcje, a przede wszystkim godziny wychowania pozostawiają pewne możliwości tego typu. Ich prawdziwe rzetelne wykorzystywanie powinno stać się sprawą łączącą nauczycieli, uczniów i rodziców niejako ponad liniami tradycyjnego podziału – w imię wspólnych wartości, które trzeba odszukać i w jakiś sposób proklamować.

Bardzo jest przy tym ważne, by akcentując wzajemną solidarność nie zatrzeć właściwego, antykonformistycznego charakteru cechującego samokształcenie. Byłoby tragicznym nieporozumieniem, gdybyśmy mieli przyczynić się do erozji jeszcze jednego cennego pojęcia, jak to się stało z ideą pracy społecznej, Dy weszła ona na listę zaliczanych obowiązków szkolnych.

Samokształcenie powinno być podtrzymywane przez nauczycieli i rodziców w ramach niekonformistycznego przymierza zwróconego przeciw systemowi, a nie jako krok ku „udomowieniu” czy wręcz kastracji wolnościowej sensu samokształcenia.

Inicjatywą zespołowego samokształcenia należałoby objąć oprócz nauczycieli pracujących w swoim zawodzie także i tych, których od tej pracy odsunięto, względnie korzystających z rent, urlopów macierzyńskich, oraz w miarę możności również przyszłych nauczycieli, obecnie w toku przygotowania do zawodu.

Dalsze kategorie osób to:

A)    młodzi, aktywnie rodzice, dający się poznać w różnych kręgach, np. takich jak KIK, Cazy, czy duszpasterstwa ludzi pracy.

B)    studenci i niektóre inne osoby mogące udzielać korepetycji, czy to płatnych (przez rodziców lub z funduszu społecznego) czy w pewnym zakresie bezpłatnych (jako forma wymiany usług lub służby społecznej). Mamy tu na myśli zarówno korepetycje wyrównawcze  dla dzieci zaniedbanych, pozbawionych pomocy rodziców, jak i korepetycje uzupełniające braki szkoły tak pod względem treści, jak i usprawnienia intelektualnego, rozwoju krytycyzmu i samodzielności. W przypadku zdolnych dzieci i młodzieży korepetycje mogą przekształcać się w inspirowane i podtrzymywane, ale jednak już samokształcenie.

Korepetytorzy i rodzice chcący w tym stylu pracować z dziećmi potrzebują uzupełniające formacji dydaktycznej, wskazówek, a przede wszystkim wymiany doświadczeń w kwestii metod, programu pracy, literatury i innych pomocy.

Działanie samokształceniowe dorosłych w zespołach złożonych z nauczycieli, rodziców i studentów ma wiele zalet, przede wszystkim prowokuje do szerszej wymiany doświadczeń, ułatwia nauczycielom przełamanie schematu własnej roli „pracowników państwowych” – uprzytamnia i umacnia więź z rodzicami, sugeruje wizję nauczyciela jako wolnego, przyjacielskiego współpracownika wychowujących rodzin i zespołów rodzin.

Z drugiej strony dla rodziców obecność nauczycieli jest pomocą w przełamywaniu nieufności czy służalczego fałszu w stosunkach z nauczycielami. Studenci mogą unosić swój dynamizm i nawyk wspólnotowego przeżywania i rozwiązywania problemów.



17:57, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2012

Z przyjemnością witam uczestników kontynuacji Warsztatów Dziennikarskich Młodych POLIS.
Miałam być z Wami, nie dotrę z powodu awarii metra, nie mam dość zdrowia, by się przebić w porę przez bałagan, który i Wam mógł przeszkodzić.
Dzisiejsze spotkanie uważam za kolejny początek! Będzie on ważny i dla nowych i dla ponownych uczestników. To są zajęcia, które wpływają na całe dalsze życie, choć nie każdy od razu to czuje. Ale przekonacie się, że tak jest. Ja to wiem od tych dwudziestu lat, które dzielą mnie od pierwszego spotkania w Baraku Helsińskiej Fundacji - "Baraku Praw Człowieka", jak go nazywaliśmy. Od początku trwa w zasadzie ten sam cel: otwieranie drogi do radzenia sobie z odbiorem i przekazem informacji, dla części uczestników - do zawodu dziennikarza: redaktora i reportera.
Redakcje wielkich, ważnych gazet nie zajmują się pracą nad dobrym początkiem początkujących. Trzeba się tam pojawiać już z pewnymi umiejętnościami, które są potrzebne i poszukiwane. Nad tym będziemy tu pracować w duchu dobrego koleżeństwa i przyjaźni, nie konkurencji!
Naszym celem było też zawsze popieranie dziennikarstwa otwartego na sprawę Praw Człowieka. Dlatego spotykamy się tutaj, w Helsińskiej Fundacji. Poznacie tu stopniowo wiele osób, które warto znać, zaczynając od współuczestników aż po mistrzów.
Na początek prośba: bądźcie krytyczni wobec tego, co się tutaj dzieje, ale jednocześnie odważnie uczcie się smakować nowe - nowe treści i metody. Mobilizujmy się nawzajem.
Do zobaczenia niedługo.
Starszy animator
Halina
17:45, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 lutego 2011
Na Waszej tablicy ogłoszeń zobaczyłam kartkę, która skłoniła mnie do napisania tego listu. Jeśli macie go przeczytać i wziąć poważnie, musicie wiedzieć, kim jestem: nie uczestniczę bezpośrednio w ruchu oazowym, ale mam za sobą już prawie czterdzieści lat pracy z różnymi grupami - od zuchów i harcerstwa, pracy katechetycznej i szkolenia katechetek, przez pracę w duszpasterstwie akademickim, po zespoły dorosłych. Myślę więc, że mogę wam coś przekazać z mego doświadczenia. Podaliście najpierw charakterystykę "animatora" jako osoby wzorowej pod względem religijnym i moralnym. A potem piszecie dosłownie "od animatora zależy, jaka będzie grupa... od animatora zależy wszystko". To hasło trzeba koniecznie gruntowniej przemyśleć, a potem przedyskutować. Dlaczego? Podam kilka argumentów.
czwartek, 13 stycznia 2011
Są różne formy dobrej komunikacji między ludźmi, także tymi o odmiennych poglądach, pozostających w sprzeczności ze sobą. Na przykład rozmowa - dająca różnie zorientowaną informację o poglądach uczestników. Albo dyskusja, w której konfrontujemy racje i argumenty zmierzając do przekonania partnerów lub świadków danej wymiany informacji o poglądach.
wtorek, 14 grudnia 2010
Po dyskusji "Media. Rzetelność. Edukacja" zorganizowanej przez Stowarzyszenie Młodych Dziennikarzy "Polis" w ramach Międzynarodowego Festiwalu Watch Docs. Prawa Człowieka w Filmie dostałam - jako pierwszy animator - piękny, oryginalny bukiet kwiatów z okazji 15-lecia istnienia organizacji (opartej o jeszcze wcześniejsze warsztaty dziennikarskie).
Bukiet, wiele mówiący symbol pluralizmu, rozmaitości i współdziałania.
Dziękuję za lata przyjaźni i wspólnej pracy - działajmy dalej! Wszystko bywa, jest i na pewno będzie inaczej - to dobrze! - ale też dobrze, że pozostajemy razem.

15:58, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 marca 2008
W "Myślenniku" to wypada. Więc nieco sentymentalne to zamyślenie nad salą, w której coś się odbywało, coś innego ma się znów odbywać.
Zgromadzenie zostawia po sobie ślady (chyba, że po indiańsku postanowi je zatrzeć, albo tym zacieraniem zajęła się już ekipa sprzątaczy). Ale jeśli wszystko jest tak, jak było, kiedy mówili sobie "dowidzenia"?
Czytam tropy. Stoliki możliwie najdalej od siebie rozstawione, krzesła parami przy ich odleglejszych krańcach. Czy odbywał się tu jakiś egzamin? Wypełniano testy? Raczej ustnemu przepytywaniu mogłoby służyć hasło na krzywo zwisającym flip-czarcie: "Zastanów się, co mówisz!" Czy wszyscy się w porę zastanowili? Widzę ich pochylonych nad arkuszami. Ale ktoś też siedzi sztywno, wpatrzony w oczy egzaminatora. Coś się tu decydowało. Świetny wynik, wynik słaby - mogło wpłynąć na wybór ścieżki, którą pójdą dalej. Liczy się każde dotknięcie cudzego życia, szczególnie takiego młodego, nie zastygłego, bogatego w możliwości. Zastanów się, co mówisz, egzaminatorze! Także, co mówisz bez słów, samym wyrazem twarzy.

Teraz scena dramatu jest pusta. Stygnie - może od wczoraj, przez długą noc. Ale jest tak cicho, że słyszę, jak sama z siebie skrzypi podłoga, po której nikt nie chodzi.
Przedmioty dźwigają nas i nasz wysiłek. A potem, gdy nikt nie widzi, prostują swoje drewniane kości i czekają.

Na stole zapomniana notatka, plan dalszej pracy, na niej nieznane i znane imiona.
19:01, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2007

Napisałam wcześniej parę słów o tym naszym niezwykłym spotkaniu, tak na gorąco. Dodaję teraz następny paragraf: pierwsze wnioski (tylko pierwsze, bo planuję dalsze).

Otóż był projekt, aby na spotkanie każdy przyniósł przedmiot - jakąś pamiątkę udziału w czwartkowych warsztatach i obozach. Wiem, że niektórzy przynieśli, ale nie zdążyliśmy pooglądać i poopowiadać. A szkoda. Więc teraz szybko proponuję: zgłoście tu w formie komentarza, jaką pamiątkę chcielibyście zaprezentować, opiszcie krótko jak "to" wygląda i mniej więcej z jakiego etapu pochodzi. A potem na przykład na Wigilii, albo w któryś czwartek możemy ten przedmiot zobaczyć i coś o nim posłyszeć. To taka akcja, w której mogą wziąć udział młodzi i starsi "weterani". Wszystkich proszę o odwiedzanie czwartkowego Klubu: od 17ej przyjmuję indywidualnie lub grupowo, od 18ej jest okazja, by powitać nowy narybek i coś opowiedzieć. Odwiedzający dostaną nowe pamiątki!

Ciąg dalszy nastąpi, ale proszę juz komentować, opisywać swoje pamiątki i obiecywać wizyty.

Zobacz też http://klubczwartkowy.blox.pl

20:46, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 grudnia 2007

Wbrew jego nazwie to święto obchodziliśmy w sobotę, 1 grudnia. Pewnie dlatego dziś, w niedzielę, wciąż mam wrażenie, że jest dopiero piątek.

Co się tam działo - w tym klubie "Apartament", przypominającym sławny "Barak Praw Człowieka", w dodatku położony nie na placu budowy przy takiej ulicy, jak Piękna, lecz w nadwiślańskich haszczach?

Z kominka promieniowało ciepło. Migotliwe światło czasem pozwalało rozpoznać rysy dawno nie widzianych twarzy.

Otrzymałam w hołdzie artystycznie wykonane koronę i berło. I niekończące się pasmo wymownych i bezsłownych hołdów. Naprawdę, poważnie, szczerze wyznaję, że była to lekcja, jak niewiele wystarczy zrobić, by ludzie odpowiedzieli taką wspaniałomyślną wdzięcznością. Postanowiłam nie wyliczać tu, kto był obecny ciałem, a kto tylko duchem, wspomnieniem. Niejeden nieobecny zamigotał mi w świetle kominka jakby chciał dotrzeć metodą znaną z "Harryego Pottera". Powiem tyle tylko - co zrozumieją wtajemniczeni - że Paszczak zmaterializował się skutecznie z wielkim koszem róż, a fundacyjna Ciocia Danusia obiecała, że we czwartek zawsze będzie wolna największa sala dla POLIS.

Jeszcze szczególne wyrazy wdzięczności dla pozostałych "dorosłych" przyjaciół POLIS, którzy odważnie dodarli do "Apartamentu" i dla najmłodszego pokolenia, dla polisowych maluszków. Są wśród nas, biegają, tańczą. Okazują zaufanie - to naturalne, bo dzięki zaufaniu są tutaj.

Długo będę myśleć nad tym spotkaniem, składającym się z tylu migawek - a każda daje do myślenia.

16:11, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 grudnia 2007
W Gazecie Stołecznej, Magdalena Dubrowska pisze o spotkaniu w Klubie "Apartament".
środa, 13 czerwca 2007

Zwierzając się z tego, jak przeżywam sprawy szkoły, napisałam, że pytaniem życia jest dla mnie:  "jak wychować lepszych od siebie".

Wielu jest w naturalny sposób lepszymi ode mnie już w punkcie startu naszej relacji. Co to znaczy, że ktoś jest "lepszy", lepszy w czym? Nie jest mi trudno uznać, że młodzi są po większej części "lepsi" na przykład ode mnie, bo są bardziej u siebie w domu w świecie, dla nich zwykłym, podobnym do wczorajszego. Młodzi są lepsi w mnóstwie spraw - od obcowania z telefonem komórkowym po energię, empatię i ofiarność. Pierwsze zadanie to troska, by nie stracili tej swojej świetnej jakości, która mnie zachwyca. Instynktownie okazuję im zachwyt, bo go po prostu czuję. To działa na plus. A nieraz widzę, jak "dorośli" odbierają wielkie możliwości młodych jako zagrożenie dla siebie. Skoro tak, to nie potrafią być animatorami. Będą blokować to, co mieli wspierać.

**

J. student dziennikarstwa i wieloletni warsztatowicz. Teraz asystent, prowadzi to spotkanie ze mną. Chodzi nam o to, by - jak później napisze uczestniczka - wszyscy poczuli się "częścią czegoś ważnego".

Ważne jest to, co animacja daje ludziom. Zarówno bycie animatorem, jak i udział w grupie nie sterowanej, lecz ożywianej - daje większą, szerszą wrażliwszą świadomość siebie i świata ludzkiego dookoła. Przede wszystkim ludzkiego, ale i innych istot żywych. Świadomość zależności i szans działania, powodowania zmian - rozkwitu. Dzięki animacji ludzie stają się bardziej zdolni do tego, by być "reporterami" w sensie, jaki z tym słowem związał Kapuściński. Najpierw: żyć bardziej świadomie. Potem: wyrażać swój odbiór świata. Jeśli chcę wyrażać, muszę odbiór uczynić pełniejszym i lepiej zapisanym we mnie.

Z. K., uczestniczka tego spotkania, słusznie dostrzega i akcentuje szczególny związek pomiędzy dziennikarstwem i animacją: dziennikarze - animatorzy pierwszego kontaktu.

**

Co robiliśmy w gorący majowy weekend? Właśnie układaliśmy scenariusze przyszłych warsztatów dziennikarskich dla licealistów, troszcząc się o ich styl animacyjny; nie mają to być "szkolenia", lecz doświadczanie bycia reporterem, komentatorem... nie tylko na próbę, także naprawdę, choć w drobnej skali.

Ci tutaj, skupieni w grupki, przejęci, onieśmieleni, ośmielający się, znajdujący własny styl, doświadczający sensowności tego, co zaczynają robić. Zastanawiam się, którzy z nich będą do tego wracać, animacja stanie się ich sposobem na życie, więcej niż narzędziem, raczej kontekstem, którego będą wszędzie szukać, znajdując w niespodziewanych okolicznościach, w Polsce i daleko.

Tak, jak ja sama kiedyś.

Będą planować, myśleć nocami, organizować sobie współpracowników, ustawiać krzesła, powielać teksty... Będą się bać porażki, zniechęcenia uczestników, nieodczytania ich potrzeb i  możliwości, zazdrosnych niechętnych obserwatorów, niesolidnych osób, od których zbyt wiele zależy... Będą cierpieć i męczyć się, i wątpić, gubić ścieżkę i wracać na nią. Będą szczęśliwi. To na pewno.

**

"Inni": - oni - młodzi - są naprawdę inni. Odczuwam, zauważam ich odmienną tożsamość. Pomału  mi się odsłania, fragmentami, niespójny obraz. Widzę ich, jak się dostrzega coś, co przemyka w gęstym lesie, daje znać o sobie, pozostając tajemnicze.

Oni, gromadka zmieniająca się w zespół, w jeszcze jedno kolejne grono przyjaciół. Za nimi jako ich tło wspomnienia o tych, którzy kiedyś, dawno temu też przyszli pierwszy raz.

Teraz tą "różną godziną" słucham ich obrad w małych grupach, ściszonych głosów. Da się wyróżnić ton pytania, nagle zapadającą ciszę namysłu, śmiech, gwar wokół ciekawej myśli, pociągającego projektu.

Pożegnać się z tym? A może nie, może tu znajdą się animatorzy, którzy pozwolą mi słuchać swoich zajęć, tego koncertu osobowości. Czy choćby już tylko chwytać znajomy szum, wyobrażać sobie taniec iskier, przebłysków, świateł odkryć.

14:41, halina.bortnowska , Być animatorem
Link Komentarze (4) »