To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

:::::::::::::::::::: "10.10.10" czyli dziesiątego października 2010 Europejski Dzień Przeciw Karze Śmierci ::::::::::::::::::::

piątek, 09 października 2015
Odnajdź miejsce, które kojarzysz z wykonywaniem wyroków śmierci. Pomyśl chwilę - wspomnij tych, co czekali na wyrok i tych, co obecnie mogą się go spodziewać. Są tacy. I dlatego święto 10 października jest potrzebne.
wtorek, 20 września 2011

Listen America
to this voice from Poland:
you are going
to perform a killing
of revenge on Troy
Davis.
The death penalty is not
justice.
Justice means
an opportunity to repair,
to help, to recover
lost values,
penitence,
reconciliation.
We hoped
that the people who act
in name of the US
will see this light.
We will remember
this man, Troy Davis, and
what people
did to him.
May the heart of America
change!

Troy Davis

niedziela, 14 sierpnia 2011
Dziękuję za rozmowy, informacje, komentarze i uwagi wspierające moją pracę myślową wokół praw człowieka i przeciw karaniu śmiercią. To bardzo ważne dla mnie, a przede wszystkim dla tego ogniwa myślenia i zaangażowania, jakim staje się grupa „Horyzont”, w orbicie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka  i POLIS. 

Czuję potrzebę wyjaśnienia kilku spraw, które się z tym wiążą.

Zdaję sobie sprawę, że moje „Notatki o karaniu śmiercią”, podobnie, jak wiele innych tekstów z ostatnich lat – to protokoły osobistych rozważań, czasem tylko upodabniających się do esejów, nie do dysertacji naukowych czy popularno-naukowych. Nie dzieje się tak z mojego wyboru, lecz z racji wykorzystywania możliwości, jakie mi pozostały odkąd nie mogę szerzej korzystać z literatury i redagować tekstów z normalną swobodą. Teraz jest dla mnie czas zapisków, a nie opracowań. Zwłaszcza, że dla artykułów, rozpraw i prac pragnęłabym trzymać się wysokich standardów. To zaś jest obecnie poza moim zasięgiem. Publicystyka – jak mam nadzieję i dotąd obserwuję – toleruje genre „zapiski” vel „medytacje”.Taką twórczością, na jaką mnie stać, chcę jeszcze wspierać poszukiwania, zwłaszcza „Horyzontu”.

Drogi inspiracji są kręte i pełne niespodzianek. To znaczy mogę się spodziewać, że moje notatki będą inspiracją mimo wszystko (mimo braku przypisów, dokumentacji, wskazywania źródeł). 

Inspiracja, która pobudzała mnie do namysłu i pewnych poszukiwań, jest faktem, ale nie potrafię naprawdę prześledzić wstecz trasy, którą przeszłam, do punktu „tu i teraz”. Pewne świadectwa można znaleźć w rozmowach z Jolantą Steciuk („Wszystko będzie inaczej”, ZNAK 2010)

Pamięć, że czytasz „zapiski”, a nie żaden choćby mini-traktacik, może mnie uratować przed zarzutem „spekulatywności” (?), czy prościej – gołosłowia. Myślę, że warto byłoby w przyszłości upodobnić zapiski do „migawek” czy stopklatek. Stałyby się wtedy czymś w rodzaju serii krótkich felietonów. Widzę taką perspektywę! Ale jak zastosować to podejście do kwestii karania śmiercią?

***

Kilka zapisków w odpowiedzi na uwagi do "Notatek o karaniu śmiercią"

1. 

Przeciwstawiając się przekonaniu o zasadności i dopuszczalności karania śmiercią używam – może zbyt beztrosko? – terminów, których znaczenie jest wciąż migotliwe. 

Na przykład „odwet”. Kojarzy się z „wet za wet” – cios za cios, ból za ból, ostatecznie śmierć za śmierć. Podkreśliłabym słowa „ból za ból”, bo w gruncie rzeczy i w śmierci odwetowej chodzi o ból umierania.

Ból, jakim jest doznanie gwałtu, może być zrównany z bólem umierania. Kara odwetowa – w odróżnieniu od zobowiązania czy zadania naprawczego, to taka, która polega na wyrządzeniu bólu, połączonego z upokorzeniem. To karę odwetową czyni sprzecznym z zakazem obowiązującym w ramach np. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, czy odpowiednich konwencji.

***

Rodzice zadający dziecku „ból za karę” w gruncie rzeczy uczą je strategii unikania czynów, za które zagraża odwet. Z drugiej strony może uczą je wtedy także tego, że sprawiedliwość polega na dozowaniu owego bólu – według uchwytnej skali przewinień. Wielkie przewinienia bardzo gniewają, więc ból odwetowy będzie – ma prawo być – sroższy?

Nauczanie psują rodzice nieprzewidywalni: raz łoją, raz tylko łają, innym razem machają ręką.

Temat kar w instytucjach wychowawczych zaczynając od rodziny zasługuje na gruntowne opracowanie właśnie w relacji do kultu odwetu, jaki pojawiał się w społeczeństwie i jest jedną z przyczyn powracających preferencji dla karania śmiercią. Jakie będzie pod tym względem pokolenie wychowane nie tyle „bezstresowo”, co bez kar fizycznych i bez upokorzenia w odwecie?

*


2. 

Kwestionuję opinię, by odwet był udatną strategią i by naprawdę załatwiał problemy. Znane jest zjawisko nie kończących się łańcuchów obowiązującego odwetu. „Śmierć za śmierć” może generować łańcuch odwetu.
Do tego tematu trzeba będzie wrócić. Może jeszcze w zapiskach, ale przede wszystkim potrzeba tu refleksji naukowej i analizy tego, co można zaobserwować.

Natomiast interesującą ilustracją jest film „At the Death House Door” (reż. Peter Gilbert). Bohater tego dokumentu, pastor Carroll Pickett, wspomina w pewnym momencie swego surowego, boleśnie karzącego ojca, który go ustawicznie upokarzał. To wspomnienie wraca, gdy pastor kwestionuje swój ofiarny udział w opiece nad skazańcami w trakcie egzekucji. Płakał potem nad nimi, ale nie kwestionował procederu – aż do czasu. Przez kilkanaście lat – ale potem wreszcie stanowcze NIE.

W jakiego Boga wierzył pastor? Co sprawiło, że w pewnym momencie tę wiarę nie tyle utracił, co zmienił? Jakiej wiary do dziś uczą Kościoły? A jaka ona może być w świetle refleksji teologicznej, Proroków i Ewangelii? Pierwsze jaskółki takiej refleksji mamy w naszej broszurze („Przeciw karze śmierci”). Czy rzeczywiście „pierwsze”? Pierwsze, które udało nam się dostrzec i pochwycić.

***


3. 

Sugeruję więc, by tradycyjnej „główczyzny” i innych form obciążania sprawcy zbrodni ciężarem rekompensaty dla ofiar nie określać mianem „odwetu”. Myślę, że takie obciążenie może być początkiem, fundamentem czy warunkiem postępowania naprawczego. Tu potrzebna jest mediacja jako rodzaj pośrednictwa pomiędzy winowajcą i ofiarą. (por. w broszurze „Przeciw karze śmierci” na ten temat wywiad z prof. Nilsem Christie z Norwegii).
W Polsce bardzo potrzebne jest podnoszenie autorytetu mediatorów i uzasadnienie głębokiego sensu tej właśnie praktyki, by rozwijała się nadal przy poparciu sędziów, a nie zanikła pod wpływem nacisku części prawników, może widzących w niej konkurencję. 
Podkreślam, że szczególnie cenna, choć kontrowersyjna wydaje się być mediacja po wyroku.
Obok celów doraźnych mediacja może pomóc w osiągnięciu warunków sprzyjających przebaczeniu i wysiłkowi dokonania naprawy – odtworzenia porządku świata zranionego zbrodnią.

***


4. 

Może to nie przypadek, wierzę, że to prawidłowość – ludzie sumienia, wierzący i niewierzący, zwracają się przeciw moralnemu przyzwoleniu na odwet. Zbieranie wypowiedzi do broszury było dla mnie pięknym, radosnym przeżyciem.

Ryzykuję taką hipotezę: liczni wyznawcy wielkich religii abrahamicznych – judaizmu, chrześcijaństwa oraz islamu – a także buddyści są w jakiś sposób przygotowani na przyjęcie perspektywy, w której – może dopiero na horyzoncie – jawi się wszechogarniające przebaczenie. Przebacza Haszem, Bóg Jedyny, błogosławione Jego Imię. I wybaczają sobie nawzajem istoty ludzkie. Chrześcijanie są powołani do wiary, że z nami i w nas to przebaczenie urzeczywistnia Mesjasz, Chrystus Pan. Tego też od Mesjasza mogą oczekiwać Żydzi. Myślę, że coś takiego musi być do odnalezienia także w Islamie, choć nie znam go na tyle, by umieć to wskazać. Zło zadawania śmierci w odwecie za śmierć na pewno uznają konsekwentnie także liczni ludzie od wszelkiej religii dalecy, agnostycy i ateiści. Trzeba ich tylko odszukać!

***


5. 

Podzielam zainteresowanie zilustrowaniem, co rozumiemy (albo co cenimy, czcimy) pod pojęciem „godność człowieczeństwa”. Mówię o wyjaśnieniu, opisaniu, ukonkretnieniu – nie o definicji. Myślę, że jest to pojęcie pierwsze, właśnie niedefiniowalne. Taki kamień węgielny, pewna intuicja zawiera się w kantowskim adagium: człowiek tylko celem, nigdy narzędziem.

Inaczej można to sformułować: kto posługuje się człowiekiem tak, jak posługujemy się rzeczami, ten czyni krzywdę, samego siebie hańbi.

Ja jednak do tej hańby nie chcę ręki przykładać, nie chcę jej mnożyć.
Człowieczeństwo jest niezbywalne, trwa jako wymagające ratowniczego, naprawczego szacunku. Potrzebuję takiego szacunku, więc staram się nim obdarzać.

***

Mam wrażenie, że byłoby miło zamknąć ten wpis jakimś obrazem. Może mógłby to być obłok, taki z Góry Tabor.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011
poniedziałek, 25 lipca 2011
Mentalność karania śmiercią i celebracji odwetu trwa: pomimo doświadczenia jakie ciąży na naszym stuleciu i wbrew kontaktowi ze współczesną myślą religijną i filozoficzną. Budzi grozę nie tylko w egzekucjach na Białorusi, w Chinach i w Teksasie, ale też w reakcjach na zabicie Ben Ladena i na zamach w Norwegii

Zapotrzebowanie na karanie śmiercią jest wynikiem szeroko rozpowszechnionej wizji świata. Zgodnie z tą wizją mieszkańcy świata to istoty kruche, które dość łatwo uszkodzić. Te istoty mają też dobytek, równie zniszczalny. Wszystkie istoty, gdy doznają bólu i straty, czują się w prawie zadać ból sprawcy; to odwet. Norma moralna poucza, że odwet powinien być proporcjonalny. W odwecie za wybity ząb – oddaj sprawcy sprawiedliwie, wybij mu ząb jeden, nie całą szczękę i oko na dodatek; miarkuj odwet. Mimo to za życie należy się życie: mają to wyegzekwować bliscy tego, kto zginął. Tak jest „sprawiedliwie”. Wielu przyznaje, że źle się dzieje, gdy życie odbiera się w odwecie za coś mniej cennego. Są jednak i ludzie, którzy nad życie cenią pewną swoją własność, opinię o sobie, czy też swoje przekonanie, coś dla nich świętego. Również za naruszenie tych wartości zadawano śmierć. To obyczaj decyduje, jakie zachowanie godne jest śmierci w odwecie. Odwet wydaje się być świętym prawem i pełni ważną funkcję: perspektywa odwetu budzi strach. Czyny zagrożone odwetem opłaca się popełniać tylko wobec istot, za którymi nikt się nie ujmie. Niektórzy szczęśliwie wierzą, że tak czy owak sprawców krzywdy sprawiedliwie ukarze Bóg. Ale czy dość mocno w to wierzą, naprawdę się z karą Bożą liczą? Nieraz pragną wyręczyć Boga. Skrócić zbyt długie oczekiwanie. Karanie śmiercią ma tu swoje miejsce.

Motywem rozpoczęcia pisania tego tekstu były trzy egzekucje: w Chinach, na Białorusi i w Teksasie. Miał on też być nawiązaniem do rozważania opublikowanego w broszurze grupy „Horyzont” i jego rozwinięciem. Rozpowszechnianie broszury poprzedza Europejski Dzień Przeciw Karze Śmierci, który 10 października będzie po raz piąty obchodzony przez Radę Europy, a po raz czwarty przez Unię Europejską. Europejczycy podjęli w ten sposób inicjatywę organizacji pozarządowych z kilkunastu krajów świata, które zawiązały koalicję przeciw karze śmierci i od dziewięciu lat obchodzą 10 października jako Światowy Dzień Przeciw Karze Śmierci. W Polsce działania te animuje „Horyzont”. Nie jest to dzień radosny, bo wciąż musi być dniem pamięci o ofiarach zbrodni i o skazanych w tylu celach świata. Trzeba więc podtrzymywać tradycję bycia w tym dniu szczególnie razem przeciw karaniu śmiercią. Może z aktów takiej solidarności rozwinie się, pogłębi, rozszerzy koncepcja sprawiedliwości naprawczej. Śmierć nie nadaje się bowiem do tego, by jej używać do karania. Nie mieści się w arsenale środków do dyspozycji, narzędzi sprawiedliwości. Jest zjawiskiem, faktem, wydarzeniem innej kategorii. Co więcej, im straszniejsze, im bardziej rozdzierające moralnie były czyny zbrodniarza, tym bardziej niewspółmierna do nich jest perspektywa jego własnej śmierci z wyroku.

W trakcie tworzenia tych notatek o karaniu śmiercią zaczęły do mnie trafiać wiadomości o wydarzeniu w Oslo i na wyspie Utoya. Wkrótce po wiadomościach o tragedii pojawiły się dające do myślenia komentarze. Mój pierwszy wniosek jest taki – jak od dawna podkreślam – że sprawa stosunku do karania śmiercią nie przestała być aktualna ani w Europie, ani w Polsce. Osiągnięcie, jakim jest wykluczenie kary śmierci z systemów wymiaru sprawiedliwości przez Unię Europejską i Radę Europy, jest faktem. Jednak proces dorastania do podjętej już decyzji toczy się z wolna. Do intensyfikacji napięcia dochodzi ilekroć zdarzy się i dojdzie do wiadomości publicznej jakieś groźne przestępstwo, przede wszystkim szokujące nieposzanowaniem ludzkiego życia i okrucieństwem. Tak dzieje się teraz. Swoją szansę wyczuwają ludzie twardo i wytrwale sprzeciwiający się odrzuceniu kary śmierci. Z drugiej strony dramatyczna sytuacja sprzyja też wysiłkom abolicjonistów. Widzę zadanie dla „Horyzontu”: w sposób naturalny wznawia się dialog o abolicji. Wymaga to lepszej niż dotąd znajomości faktów, ich norweskiego i europejskiego tła. Wskazuje też na potrzebę ponownego przejrzenia w nowym świetle licznych zagadnień pozostających w relacji z abolicją: sumienia, dialogu, równowagi, przebaczenia, godności, człowieczeństwa, ale też samosądu, terroru, ludobójstwa czy celebracji odwetu.


Gorycz odwetu a wychowanie w orientacji naprawczej

Obserwuję wypowiedzi komentatorów. Większość z nich jest przewidywalna, bo pojawiała się w podobnym kształcie wcześniej. Koronny argument to zarzut pięknoduchostwa i naiwności w stosunku do propagatorów i nieustępliwych zwolenników abolicji kary śmierci. Zdaniem komentatorów złudzeniem jest, że każdego zbrodniarza można zresocjalizować, że ludzie w ogóle są dobrzy. Mówią, że nie widzimy, ile zła tkwi w ludzkości. Lekceważymy jakoby zło i krzywdę, troszcząc się bardziej o los zbrodniarzy niż ich ofiar. Myślę jednak, że moje własne doświadczenia z czasu wojny i później stawiają mnie poza grupą „naiwnych z racji niewiedzy”. Moja niezgoda na karanie śmiercią wywodzi się nie z naiwności, ale z upartości w nadziei i z przekonania, że do poprawy losu ludzkości trzeba dążyć z totalnym uporem. Jedną z dróg jest ukazywanie goryczy odwetu i skuteczności pracy naprawczej – choćby i skuteczności ograniczonej.

Wychowanie do naprawiania błędów, do pokuty za złe opcje, musi znaleźć przedłużenie i oparcie w naprawczym pojmowaniu systemu penitencjarnego. To jasne, że będzie wiele porażek, ale pewne zwycięstwa też się osiągnie. Osiągną je ludzie, jednostki, którym damy realne wsparcie. W grupie „Horyzont” ludzie zaczynają się wzajemnie umacniać w wyznawaniu i rozwijaniu takiej wizji świata, w której naprawianie zła ma zastąpić odwet i może go stopniowo wyprzeć. Najpilniejsze jest działanie wprost, a więc przeciw prawnemu statusowi karania śmiercią i przeciw konkretnie zagrażającym egzekucjom. Naprawianie zła zakłada dialog przebaczenia – zaofiarowanie przebaczenia i prośbę o przebaczenie. To trzeba przełożyć na bardzo długoterminowe działanie.

Nie mniej ważna jest długofalowa sprawa etyki i wychowania. W nauczaniu etyki, tak w ramach lekcji religii, jak i w przestrzeni świeckiego dialogu na temat tego jak żyć, potrzebny jest czas na refleksję nad przebaczeniem i nad złem karania śmiercią. Tu przede wszystkim musimy zadbać o wątek naprawczy. Tak zwane kary wychowawcze powinny być wyłącznie zadaniami naprawczymi, a nie odwetem na wychowanku czy uczniu. Taki styl i projekt wychowawczy może uzdolnić znaczniejszą część społeczeństwa do rozwiązywania konfliktów drogą mediacji. Z drugiej strony rozwój mediacji może nadać całemu wymiarowi sprawiedliwości silniejszą orientację naprawczą. To marzenia, ale też impuls programowy. Orientacja naprawcza i w jej duchu sprawiedliwość naprawcza to dążenie do tego, by nie powiększać sumy cierpienia i zniszczenia przez egzekucję kar, lecz dążyć do zredukowania szkód, strat i cierpienia przez praktykowanie pomocy. Chodzi o – w miarę możliwości – odtwarzanie tego, co zostało zniszczone i pracę na rzecz nowych, pozytywnych wydarzeń na przekór nieszczęściom i zbrodniom. Myślę, że pewną determinację w tym kierunku widać w Norwegii. Trzeba ten ruch śledzić i przenosić poza Skandynawię.

Uważam, że zabijania ludzi nie czyni sprawiedliwszym żaden poprzedzający je wyrok. Śmierć sprawców zbrodni, nie mówiąc już o śmierci pomniejszych winowajców, nie zmienia świata na lepsze. Ta śmierć przekreśla szansę rzeczywistej naprawy dokonywanej z udziałem tych, co zawinili. Niestety, wydaje się pewne, że nie wszyscy podejmą szansę swego udziału w naprawianiu czy redukowaniu szkód, za które są odpowiedzialni. Nie wiemy ani czy, ani kto, ani kiedy uczyni ten krok. Skoro jednak nie wiemy, to... próbujmy! Skarbem jest nawet niedoskonała, mizerna szansa czegoś tak wielkiego, jak odkrycie własnej godności ludzkiej. Według mnie – dla mnie – gwarantem ludzkiej godności jest Stwórca, nieodwołalnie miłujący to, co stworzył. Myśl o Nim jest dla mnie ważna i pomocna. Dzięki niej jasno widzę i cenię moją własną godność i tę bezwarunkowo należną innym. Ufam jednak, że także poza wizją Stwórcy i Miłośnika Stworzenia niezbywalna godność ludzka ma fundament w tym, że chcąc ją cenić, muszę mieć w największej cenie wszelki jej ślad oraz miejsce na nią i jej promieniowanie w każdym człowieku. Bóg Bogiem; ja z Nim – lub nie myśląc o Nim – nie zgadzam się przeczyć człowieczeństwu żadnego człowieka, odmawiać godności choćby nawet tylko cieniowi istoty ludzkiej.


Nie debata, lecz aksjomat abolicji i dialog

W Polsce wielu obywateli chętnie wspiera protest przeciw egzekucjom na osobach, które – naszym zdaniem – niczym nie zawiniły. Te osoby to na przykład więźniowie sumienia, karani za przekonania religijne lub polityczne. To także skazani na śmierć za przestępstwa i wykroczenia, które z zachodniej perspektywy nie powinny być karane w ten sposób: za zdradę małżeńską czy delikty gospodarcze. Dość powszechne jest przekonanie, że kara śmierci jest do przyjęcia tylko wtedy, gdy wyrok dotyczy rozmyślnych zabójców, gwałcicieli i terrorystów. Odnośnie zdrajców ojczyzny jest to w społecznym odczuciu już bardziej wątpliwe, bo chyba wszyscy jeszcze pamiętają, za co zarzuty „zdrady ojczyzny” stawiano polskim bohaterom. Dobrze, że wielu Polaków – i generalnie Europejczyków – nie chce już szafować karą śmierci tak ochoczo, jak to kiedyś miało miejsce. Sądzę jednak, że to jeszcze nie wystarcza.

Trzy najnowsze przeprowadzone w świecie egzekucje są różne.
W Chinach – o ile wierzyć tamtejszym wyrokom i ich uzasadnieniom – chodzi o przestępstwa gospodarcze. Na Białorusi chodzić miało o rozbój, połączony z zabiciem ofiar. W Teksasie idzie zaś o człowieka, który zabił muzułmanów w zemście za terrorystyczny atak na World Trade Center. Jest to więc przypadek „śmierci za śmierć", łańcucha odwetu. Warto byłoby poznać bardziej szczegółowo okoliczności zarówno przestępstwa jak i wyroku w sprawie teksańskiej, a zwłaszcza próby obrony. To ważne dla rozwoju naszego myślenia o prawach człowieka, sprawiedliwości i odwecie. W polskiej sferze publicznej, przy mniejszej niż we Francji czy Szwajcarii aktywności ruchu abolicjonistycznego, tego zadania może podjąć się grupa „Horyzont” czy Amnesty International. Jednak niezależnie od tego, za co i w obrębie jak poprawnych procedur sąd wydaje wyrok śmierci, z przekonaniem podkreślam, że nie akceptuję kary śmierci. Kara śmierci nie powinna istnieć we współczesnych kodeksach karnych. W dwudziestym pierwszym wieku, z całym doświadczeniem jakie na tym stuleciu ciąży i w kontakcie ze współczesną myślą religijną i filozoficzną, nie ma też na karę śmierci miejsca w sumieniach sędziów.

Niemal już półtora roku pracy „Horyzontu" przyniosło mi wniosek, którego oczywistością proszę się nie zrażać: otóż dialog wokół kary śmierci nie powinien się zatrzymać na pierwszej warstwie. Tę pierwszą warstwę stanowi wypracowanie przekonań takich jak: nie należy za karę zabijać przestępców pewnego typu (na przykład nieletnich); nie należy za karę zabijać w dany sposób (na przykład kamienując); nie należy za karę zabijać przy wadliwych procedurach (stronniczy sąd, wątpliwe dowody). Przez tę pierwszą warstwę musimy iść dalej i sami podjąć namysł nad podstawami systemu karnego – a następnie do takiego namysłu skłaniać, zapraszać. W takim dialogu niejedno może się nam odsłonić, chociaż wierzę, iż nie to, by karę śmierci jednak w pewnych przypadkach dopuścić. Zdarzało się, że jednak wracano do karania śmiercią w krajach, w których fachowcy już debatę zamknęli i wykluczyli to, co kiedyś uchodziło za „karę główną”, szczyt hierarchii kar, postrach ostateczny. Pisząc o dialogu nie mam na myśli kolejnego reanimowania „debaty o karze śmierci” skoncentrowanej wokół pytania „tak czy nie?”. Chciałabym to jasno stwierdzić: „debatę” stanowią obrady, prowadzące do rozstrzygających wniosków, zwykle otoczonych wiankiem tak zwanych zdań odrębnych. O karaniu śmiercią nie trzeba i nie warto „debatować”. Odrzucenie karania śmiercią jest – jak powszechnie wiadomo – częścią europejskiego dorobku prawnego, dorobku wspólnego państw członkowskich Unii Europejskiej i Rady Europy. Obrońcy praw człowieka mają się z czego cieszyć. Mamy rozstrzygnięcie i jako zwolennicy abolicji nie wzywamy do debaty nad nim. Ten tekst, powstający z inspiracji dorobku abolicji, jest jednak wezwaniem do dialogu. W dialogu jest miejsce na szerzenie zrozumienia, jakim dobrem jest abolicja. Jest miejsce na szerzenie zrozumienia, że bez karania śmiercią można się obyć i że nie dzieje się to kosztem bezpieczeństwa obywateli ani wbrew świeckim i religijnym wymogom sprawiedliwości.

Abolicja w kodeksach karnych i w praktyce nie wystarcza. Chodzi o to, by jej uzasadnienie przeniknęło do sumień i natchnęło do mocnego przekonania: nie karać śmiercią, nie zabijać żadnych skazanych, uznawać ich człowieczeństwo i nietykalną godność. Proponuję – jako podstawę dialogu – przyjęcie hipotezy roboczej: „karanie" śmiercią nie jest konieczne, bo nasze bezpieczeństwo może być dostatecznie zapewniane bez tego. Dla mnie nie jest to hipoteza, lecz aksjomat, pewnik. Karanie śmiercią nie zabezpiecza przed zbrodnią. Przeciwnie: demoralizuje, banalizuje zadawanie śmierci, wręcz nobilituje. Istnieją mordercy, którzy czują się wykonawcami jakiegoś wyroku, dla nich oczywistego.

Bardzo istotna jest kwestia zdarzających się pomyłek prowadzących do egzekucji, czyli ukarania śmiercią osoby nie będącej rzeczywistym sprawcą zbrodni, której dotyczył proces. To straszne zjawisko powinno być ostrzeżeniem i na pewno  przemawia za aksjomatem: nikogo nie należy karać śmiercią.  To zasadniczy fundament opcji przeciw używaniu śmierci jako kary. Używając określenia „aksjomat” redukuję wagę poszukiwania i opisywania „fundamentu" abolicji. Aksjomat ma swe umocowanie w całym systemie czy zbiorze tez, które się z nim wiążą. Odrzucenie karania śmiercią pełni funkcję aksjomatyczną w koncepcji sprawiedliwości zrywającej z paradygmatem zbrodni i odwetu.


Równowagę przywraca przebaczenie, nie odwet

Odwet nie przywraca dobra utraconego przez czyn zbrodniczy. W szczególności taki odwet jak śmierć sprawcy nijak ma się do równowagi świata, zakłóconej zbrodnią. Zło zbrodni pozbawia świat dobra, jakim jest życie ofiary zbrodni. Zbrodniarz odbiera kosmosowi pewien byt czy byty ludzkie. Zwolennicy karania śmiercią mówią: niech sprawca też swój byt utraci. Pytam wówczas: dlaczego to miałoby przywracać „równowagę"? Jaką „równowagę"?

Przy naszych założeniach, uznając niezbywalną godność –wartość – każdego człowieka, musimy przyjąć, że powrót do równowagi może nastąpić przez więcej dobra. Więcej dobra to choćby częściowe wynagrodzenie straty. Pokutujący sprawca może stać się sprawcą dobra. Ukarany śmiercią, zabity, sam staje się kolejną ofiarą zła, które popełnił. To nie naprawia świata. Nierównowaga pogłębia się. Jest jeszcze gorzej niż było przed zbrodnią i przed jej ukaraniem poprzez odebranie sprawcy życia. Po dokonaniu odwetu świat nie powraca do równowagi sprzed pierwszego złego czynu. Odwet nie wyrównuje krzywdy, która nadal jest odczuwana. Człowiek okaleczony przez cios złoczyńcy nie odzyskuje swojej dawnej sprawności. Zabity nie wraca do życia, gdy wymiar sprawiedliwości dotknie sprawcę, gdy zabójca będzie zabity.

Przyznaję: możliwe, że zdarza się osobista, głęboka satysfakcja z powodu dokonania zemsty, być może jej składnikiem jest przekonanie o „wyrównaniu rachunku”. Tak, jakby uprzednio przez krzywdę naruszona była godność ofiary, a odwet restytuował tę godność. Jakby przywracał ją dzięki ujmie, której dozna sprawca krzywdy. Jednak uważam, że efekt przywrócenia godności może być uzyskany inaczej. Moja bohaterka, Eva Kor, ofiara eksperymentów doktora Mengele w Auschwitz, szansę niewiedzy o złu straciła dawno. Siostra bliźniaczka Evy wkrótce po wyzwoleniu zmarła na skutek tego, co z nią robiono. Według świadectwa Evy Kor – o czym więcej pisałam w tekście „Łaska szarej myszy” zamieszczonym w miesięczniku „Znak” nr 3(598)/2005 – ze stanu poobozowego urazu uratowało ją to, że zdołała przebaczyć doktorowi Mengele, którego ona i siostra były ofiarami. W swoich wypowiedziach Eva Kor głosi zwycięstwo przez przebaczenie. Nie domaga się śmierci oprawców. Jako do głębi zraniona ofiara szczególnego okrucieństwa chce teraz ratować siebie, swoje myślenie i życie wewnętrzne. Staje się świadkiem faktu, że zło jej uczynione może naprawić akt przebaczenia, na który się zdobywa. Zasadniczym czynnikiem sprawczym przywrócenia godności nie jest akt zemsty, lecz przebaczenie. To w przebaczeniu urzeczywistnia się zwycięstwo nad złem zbrodniczego czynu: ciosu, który zranił, zabił. Przebaczenie jest pierwsze, samo w sobie ma swoją wystarczającą przyczynę. Może, ale nie musi nastąpić na prośbę winnego. To surpassement, wyjście ponad, afirmacja wartości zranionej – ale wyższej ponad to, co w nią uderzyło.

Przebaczenie kojarzy się ze wspaniałomyślnością, hojnością. Może łatwiej o przebaczenie, gdy jesteśmy o nie proszeni, gdy spojrzymy we wnętrze napełnione żalem z powodu wyrządzenia zła. Widok wspaniałomyślności przyczynia się do wzniecenia żalu. Ale szczera prośba o przebaczenie może pobudzić do wspaniałomyślności, do przebaczenia. Słyszałam kiedyś – nie wiem, czy dokładnie powtórzę – o takiej talmudycznej zasadzie, czy raczej ostrzeżeniu: ten, kto wielekroć odmawia przebaczenia, o które jest błagany, naraża się na karę taką jak wina, której odpuszczenia odmówił. Według powyższej zasady umieranie tych, co żądają karania śmiercią, może okazać się bardzo gorzkie, ponad zwykłą miarę goryczy. I odwrotnie: praktykowanie przebaczenia przynosić może spokój i ufność. Przebaczenie leczy obie strony. Jest uzdrowieniem obu stron, bo obie potrzebują uzdrowienia. Karanie śmiercią jest antytezą przebaczenia. Można „jeszcze nie” przebaczyć a nawet wątpić, czy się kiedykolwiek zechce i zdoła przebaczyć. Jednak ukarać śmiercią to tyle, co zniszczyć, zdruzgotać wszelką ostatnią szansę. Ukarać śmiercią to nie dopuścić także innych ludzi do szansy okazania łaski, czyli do odniesienia zwycięstwa. W efekcie przegrywa ten, kto jako karę stosuje śmierć. Nie ratuje godności człowieczeństwa. Przeciwnie, egzekucja ponownie tę godność rani i poniża.


Samoobrona a groza samosądu: czy Ben Ladena zlinczowano?

Ścigany przestępca może w trakcie pościgu zostać nawet zabity, jeśli to konieczne dla zapobieżenia temu, że sam zabije – czy wręcz że zabije ponownie. Jeśli w trakcie wydarzeń w Norwegii celny strzał w ciało nieszczęsnego Andersa Breivika mógłby był ocalić którąś z jego ofiar, to uważam, że szkoda, iż nie padł. Od chwili, gdy zamachowiec już rzucił broń, jego śmierć stałaby się częścią hekatomby. Doświadczenie dotychczasowych prób dialogu w kwestii karania śmiercią przekonuje, że wielu uczestników z początku nie odróżnia prawa do skutecznej obrony od prawa karania śmiercią. Możliwość zastosowania kary śmierci pojawia się dopiero od chwili, w której ścigany jest już „w rękach sprawiedliwości”, skutecznie pokonany, pozbawiony możliwości ponawiania zbrodni. Podnoszą się głosy osób uznających się za realistów, nie chcących liczyć na resocjalizację: w więzieniu może znów zabić. Ale jaki z tego przyjmiemy wniosek? Praktykować karę śmierci, czy raczej poprawiać stan więziennictwa? Wyrok śmierci to kapitulacja i kompromitacja. Musimy zabić przestępcę, bo nie potrafimy go upilnować i powstrzymać od natychmiastowej recydywy? Strach przed rzekomo nieposkromionym więźniem nie uzasadnia egzekucji.

Karanie śmiercią nie jest postacią uprawnionej koniecznej samoobrony. Zadanie śmierci w toku samoobrony nie może być traktowane jako egzekucja. Te dwie rzeczy trzeba odróżniać. Bronić się i bronić kogoś to co innego niż karać czy też „egzekwować odwet”. Myślę, że tylko wnikliwy, kontrowersyjny proces przed niezawisłym sądem może rozgraniczyć zjawiska, które tak ściśle mogą się splatać. Zwłaszcza od „sił porządku” mamy prawo oczekiwać umiaru i precyzji w samoobronie tak, aby nie zmieniała się w bezprawną egzekucję. Śmierć przeciwnika nie mieści się w granicach zwykłej samoobrony. To rozważanie przywodzi na myśl szeroko komentowane zabójstwo terrorysty Osamy Ben Ladena i amerykańskie dziedzictwo samosądu. Stany Zjednoczone – widziane jako całość – wciąż dopuszczają i praktykują karanie śmiercią. Tępią natomiast zjawisko samosądu. Lincz jeszcze w drugiej połowie ubiegłego wieku pojawiał się w Stanach jako fakt albo jako realna groźba. Zabójstwo Ben Ladena nie było klasycznym linczem. Nie popełnił go rozjuszony tłum, lecz oddział wojska – być może na wyraźny rozkaz albo mając licencję, by zabić. Jest jednak w tym zabójstwie element wspólny z linczem: zwątpienie, zniecierpliwienie, brak zaufania do procedury sądowej, prowadzące do decyzji, że trzeba zabić na miejscu, bo proces będzie trudny, przewlekły, kłopotliwy. Myślę, że jeszcze nie zgłębiliśmy całej grozy tego wydarzenia, a także znaczenia postaw i komentarzy. Dla odmiany w Norwegii premier staje się obrońcą norweskiej tożsamości i humanitarnego dorobku. Zachowanie napastnika przy życiu i chronienie przed zemstą – szczególnie zagrażającą z rąk innych zbrodniarzy – okazuje się dumnym zadaniem praworządnego państwa Norwegów.


Śmierć nie odstrasza przestępców, lecz terroryzuje i obciąża społeczność

Przyznaję, że brak mi już cierpliwości do rozprawiania na temat odstraszania od zbrodni przez karanie śmiercią. Argument, że karanie śmiercią miałoby odstraszać od zbrodni, jest nietrafiony. Chociaż w przekonywanie wierzących w odstraszanie włączam się z motywów praktycznych, to w istocie nie chcę rozpatrywać kwestii „odstrasza, czy nie?”. Bo jeśliby nawet kara śmierci niekiedy odstraszała, to niczego by to nie usprawiedliwiało. W tej kwestii nie ma o czym „dialogować”. Faktem jest, że karanie śmiercią wcale nie odstrasza a praktyka takiego karania nie przyczynia się do spadku krzywej zbrodni. Na poziomie statystyki, a także doświadczenia z procesów przekonanie o hamującym wpływie kary śmierci nie sprawdza się. Nie obserwuje się śladów krytycznych rozważań potencjalnych morderców. Nie dokonują oni kalkulacji, czy przyszła kara nie przekreśla pożądanych owoców przestępstwa. W ewentualnych kalkulacjach nie chodzi o wysokość czy dolegliwość kary. Jeżeli kalkulacja się pojawia, to liczy się w niej jedno: jak dalece pewne jest wykrycie mnie jako sprawcy. Ośmielę się od razu zapytać, czy zwolennicy karania śmiercią sami powstrzymują się od przestępstw pod wpływem wysokości kar, jakie za nie grożą? Czy gdyby sankcje były niższe, lżejsze, to by kogoś na przykład obrabowali, zgwałcili? Warto namyślić się nad odpowiedzią na to pytanie.

Nie można pogodzić się ze strategią zabijania ludzi już rozbrojonych, unieszkodliwionych, aby ich śmiercią nastraszyć innych, aby nauczyć moresu. Straszenie przestępców perspektywą kary śmierci wiąże się z celebrowaniem w tym celu egzekucji publicznych, choćby przez rozgłos medialny. Taka praktyka – waham się, czy to napisać, bo nie chcę powodować nieporozumień – przypomina mi logikę terroryzmu. Mianowicie: budząc strach i niosąc niespodziewaną śmierć z naszego wyroku chcemy zdobyć, rozszerzyć, utrzymać władzę. Przed tym niebezpieczeństwem naprawdę chroni tylko usunięcie karania śmiercią poza zasięg władzy. Między innymi dlatego powinny zniknąć możliwości powrotu do karania śmiercią w sytuacjach takich, jak wojna. Właśnie w takich sytuacjach możliwość terroryzowania karą śmierci może wydawać się atrakcyjna.

Dostrzegam związek pomiędzy karaniem śmiercią, a ideologią ludobójstwa. Mechanizm jest wręcz ten sam. Naprawa społeczeństwa, zapewnienie mu szczęśliwszego jakoby losu, ma nastąpić przez uwolnienie od obecności niechcianych osób. Takimi osobami są obcy, ale też przestępcy, zbrodniarze, zwłaszcza ci, co popełnili czyny etycznie i estetycznie budzące odrazę. Do opisu tego zjawiska silnie narzuca się psychologiczna strategia odczłowieczania. Karząc śmiercią, dokonując egzekucji wmawiamy sobie, a także katom, że nie zabijamy ludzi, tylko pozbywamy się potworów. Na tak przygotowanym gruncie łatwiej może się przyjąć ideologia czystek etnicznych lub dokonywanych w oparciu o kryteria inne niż etniczność, których narzędziem staje się mord. Taki ciąg wydarzeń można dostrzec i w zagładzie Żydów, i w hekatombie Tutsi w Ruandzie.

Godząc się na karanie śmiercią przekreślamy uniwersalizm praw człowieka. Oto człowiek ukarany wyrokiem ludzkiego sądu już nie ma prawa żyć. Jego godność ludzka – naruszona przez czyn, który popełnił, ale przecież istniejąca – traci swoją nietykalność: tego człowieka wolno zabić. Wolno zabić jakby nie był człowiekiem. A nawet zabić należy. Skoro przestępca ma być ukarany śmiercią, ktoś inny zostaje zwolniony z obowiązku poszanowania jego życia. Tak wracamy do wątku krzywdy kata, który zabija na polecenie służbowe. A kto to polecenie wydaje? Ten człowiek też wciągany jest w topiel nieludzkości. A za nim państwo, w którego imieniu odbywa się egzekucja, wykonanie woli odebrania życia. Nie tylko więc śmierć niczego nie naprawia, ale przeciwnie: obciąża zarówno wykonawców wyroku, jak i społeczność, która się jej domaga.


poniedziałek, 11 października 2010
Następnego ranka:
Kończy się pośpieszny przegląd zapamiętanych twarzy i gestów, krótkich i dłuższych rozmów przy stoisku Horyzontu, w tym roku ustawionym na Nowym Świecie, przy bramie prowadzącej do księgarni "Wrzenie świata" (na ul. Gałczyńskiego 7). Byliśmy przy stoliku od godziny 9 do 21.
Przez cały czas podchodzili przechodnie i goście, którzy wybrali się do nas specjalnie. Byli też towarzyszący mnie i Maćkowi wolontariusze z Amnesty International i POLIS, a także - po raz pierwszy! - drodzy seniorzy z Uniwersytetu (uniwersytetów?) III wieku. Ich obecność i aktywność była bezcenna.
Nie wszyscy, którzy nas wspomagali, godzą się, by ich wymieniać. Musimy o to jeszcze zapytać. Na razie więc podziękowanie ogólne - po prostu do wszystkich, co sami wiedzą; jak zdecydowali się postąpić i co zrobili - dla Dnia Europejskiego 2010 i dla tych, komu pamięć w Polsce może dopomóc w podważaniu praktyki kary śmierci.
Dziękujemy "Wrzeniu świata" za wsparcie nas jako ciepła baza pełna zrozumienia i życzliwości. Dziękujemy dziennikowi METRO za informowanie i wyjaśnianie tej akcji już po raz kolejny. To waszej opiniotwórczej pracy zawdzięczamy kontakt z Warszawą i krajem. Pozdrawiamy i prosimy o wiadomości wszystkie grupy w innych miastach - czekamy na wiadomości i zdjęcia; starajmy się przy tym przestrzegać prawa do prywatności.
To nie koniec, lecz początek następnego roku pracy.
Dziękujemy wszystkim, którzy to umożliwili i umożliwiają nadal. Uśmiechnijmy się do siebie przeczytawszy te słowa.
środa, 06 października 2010
Odpowiem we własnym imieniu:

--> bo wierzę w sprawiedliwość opartą na możliwości naprawiania zła, a nie na odwecie, zemście i śmierci;

--> bo nie chcę, aby sędziowie mogli decydować o śmierci człowieka, a potem pracownicy wymiaru sprawiedliwości wykonywali taki wyrok - czyli zabijali człowieka;

--> bo mam poczucie omylności wyroków i nie udzielam mandatu na wyrok nieodwracalny;

--> bo nie wierzę w zemstę, jako lekarstwo na cierpienie z powodu utraty bliskich i cierpienie współczucia z pokrzywdzonymi.

***

--> Jeszcze jeden argument kieruję do współwierzących. Tamte już wyliczone mogą wystarczyć, by karę śmierci potępić - ale dla mnie ten dodatkowy ma szczególną wagę.
Wierząc w Boga żywego i miłosiernego, takiego, o jakim nauczał Jezus z Nazaretu - temu Bogu powierzam los zbrodniarza, jak i nasz los grzesznych ludzi. Chcę odmawiać modlitwę, której istotne zdanie brzmi:
"odpuść nam, jak i my odpuszczamy..."


- Taki jest sens światła na horyzoncie -

SPOTKAJMY SIĘ W NIEDZIELĘ NA NOWYM ŚWIECIE!
niedziela, 28 marca 2010
"Metro" - to gazeta, którą trudno zdobyć, bo darmowe rozdawnictwo trwa bardzo krótko: nakład znika. Niektóre kartki zdają się jednak pełnić opiniotwórczą funkcję jeszcze przez nawet kilka dni. "Metro" zamieściło moje zdjęcie i mały opis "samotnego protestu" przed ambasadą amerykańską w Warszawie. Była to z pewnością promocja akcji "Horyzont - przeciw karze śmierci". Ale protest wcale nie był tak zupełnie samotny. Chwilę przed 20tą, gdy fotograf już pobiegł zamykać warszawską edycję - pojawili się dalsi uczestnicy. W porywach towarzyszyło mi 9 osób. Dwóch studentów na własną rękę dostrzegło akcję w Internecie. Była zapowiedziana późno, ledwie kilka godzin wcześniej. Światełka dla skazańca, który miał zostać stracony tego dnia w Teksasie, podczas naszej nocy, paliły się tylko niecałą godzinę. Skinner nie został jeszcze zabity! W ostatnim momencie dano jeszcze czas na wykonanie testów, o które się upominał, licząc, że powstaną wątpliwości co do jego winy.
To była tylko łaska, albo raczej łaskawy błysk poszanowania prawa. I to dobre.
Ale taka łaska nie czyni kary śmierci mniej okrutną. Może się jednak wydawać, że jesteśmy o pół kroku bliżej do moratorium, do prawdziwego zaniechania egzekucji. Teksańczykom bardzo daleko do stanu rzeczy w Polsce, gdzie znikły podstawy prawne karania śmiercią (choć - czy trzeba to zaznaczać? - nie pożegnaliśmy się z okrucieństwem, ani wśród złoczyńców, ani w wymierzaniu "sprawiedliwości").

Coś jeszcze chcę tu prywatnie wyjaśnić: nie przyszłam pod Ambasadę przeciw USA. Raczej z nadzieją, że wszystkie Stany zechcą wrócić do ducha abolicji. Kiedyś, w kontekście Praw Człowieka - słowo "abolicja" oznaczało obalenie niewolnictwa. Dziś chodzi o obalenie kary śmierci. Moim zdaniem duch konstytucji amerykańskiej sprzyja tej drugiej abolicji. Wielu ludzi tam walczy o to właśnie. Coraz liczniejsi, także w Teksasie. O ich wysiłkach mówi film "At the Death House door". W "Zachętach" napiszę, gdzie i kiedy będzie kolejny pokaz. Słyszałam, że już 16 kwietnia. A wcześniej, jeszcze w marcu, dowiemy się, jak było z karą śmierci na świecie w roku 2009.
wtorek, 02 marca 2010
3 marca (środa) o godz. 20.00 w Auli Starej Bilioteki Uniwersytetu Warszawskiego (ul. Krakowskie Przedmieście 26/28) odbędzie się pokaz filmu "At the Death House Door" w reżyserii Petera Gilberta i Steva Jamesa. Film rozprawia się z mitem, że można bezkarnie zabijać. Państwo, legalna władza, też nie ma takiego przywileju. W tym filmie możemy to zobaczyć.
czwartek, 18 lutego 2010
Przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka powstaje grupa młodych ludzi "HORYZONT - przeciw karze śmierci".
Uznajemy uniwersalność i niezbywalność praw człowieka, dlatego oburzenie zbrodnią i współczucie dla jej ofiar łączymy z przekonaniem, że kara śmierci nie powinna być praktykowana; nie powinna istnieć ani w kodeksach karnych, ani w myśleniu o sprawiedliwości.
Popieramy działania na rzecz abolicji - obalania kary śmierci wszędzie, gdzie jeszcze jest praktykowana.
Nasz horyzont to świat wolny od kary śmierci.
Zamierzamy publicznie obchodzić 10. 10. 2010 jako europejski dzień poświęcony tej idei.
W Polsce taki dzień jest potrzebny, aby wzmacniać poparcie dla faktu, że nie ma u nas kary śmierci, a także w imię solidarności z abolicjonistami na całym świecie.
Dziękujemy wszystkim, którzy swoją postawą i działaniem już przyczyniają się do przybliżenia tego horyzontu.
Wszystkich zainteresowanych tą sprawą prosimy o kontakt z nami.

Halina Bortnowska
uczestniczka-seniorka
piątek, 22 stycznia 2010




Właśnie dowiedziałam się, że w roku 2007 - tylko co - było w Polsce dwa razy więcej zwolenników kary śmierci niż jej przeciwników. Wciąż jest zapewne podobnie. Czy ma to znaczenie, skoro w polskim kodeksie karnym nie ma tej kary, wyrok śmierci nie może być ani orzeczony, ani wykonany?

Zawsze wierzyłam, że to, co myślą obywatele, jest ważne. Dla mnie istotne jest to, że wciąż jesteśmy zatruci fałszywą wiarą w przywracanie sprawiedliwości i naprawianie świata przez zadanie śmierci. Smutny i niepokojący jest też fakt, że Polski - i w ogóle naszej części Europy - wyraźnie brak wśród ludzi zabiegających o to, by kara śmierci znikła z tej planety.

24 lutego 2010 - po raz czwarty - zbierają się w Genewie przeciwnicy kary śmierci - abolicjoniści z całego świata. Program tego kongresu wskazuje, że byłoby tam kogo wysłuchać i komu powiedzieć, jak widzimy problem. I przypomnieć o Białorusi, gdzie wciąż nie ma moratorium i wyroki śmierci są wykonywane.

Przy nazwiskach niektórych uczestników są jeszcze gwiazdki, trwa oczekiwanie na ostateczne potwierdzenie udziału. Na pewno będą liczni działacze Koalicji przeciw karze śmierci z USA, Francji i Szwajcarii, a ponadto dyplomaci, przedstawiciele Unii Europejskiej i Rady Europy, profesorowie prawa karnego, adwokaci. Może przybędzie z Iranu noblistka Shirin Ebadi, na pewno będzie Siostra Helen Prejean, wielka postać amerykańskiego ruchu na rzecz abolicji.

Lista uczestników robi wrażenie, ale bardziej przecież chodzi o tematy. Znów przykładowo wyliczam: Oddziaływanie na polityków. Budowanie koalicji przeciw karze śmierci. Osłona grup szczególnie wrażliwych: młodzież, osoby z zaburzeniami psychicznymi. Jak reagować na przemoc i zadośćuczynić potrzebom ofiar zbrodni - bez kary śmierci? Praca nad argumentami dla przekonania opinii publicznej. Strategie dążenia do abolicji.

Z dorobku Kongresu można będzie wiele zaczerpnąć. W Polsce oddziaływanie na opinię publiczną jest w tej kwestii zaniedbane. Potrzebujemy rozwinięcia różnych argumentów przeciw karze śmierci. Twardych, rzeczowych, konkretnie wskazujących, że jest nieskuteczna. Głębokich: że akceptacja kary śmierci opiera się na takich przesłankach religijnych czy filozoficznych, jakich nie chcemy przyjmować, bo w gruncie rzeczy są nam obce.

Powie ktoś, że nie stać nas na uczestniczenie w ruchu międzynarodowym dotyczącym sprawy, która interesuje nas tylko marginalnie. Taka ocena znaczenia abolicji dla świata (i dla Białorusi) jest niesłuszna. Polski udział w myśli abolicyjnej i w działaniach na rzecz osób zagrożonych jest potrzebny. Zainteresowanie budzi się, trzeba je podtrzymywać. Skromne środki wystarczą na kontakty i szersze, bardziej intensywne wprowadzanie tej tematyki w to, co i tak już robimy w sprawie przestrzegania praw i wolności człowieka.
niedziela, 25 października 2009
PRZECIW KARZE ŚMIERCI DZIAŁAMY DALEJ Nawiązując do zainteresowania sprawą przeciwstawiania się karze śmierci zamieszczam tu nowy list skierowany ku przyszłej akcji, która już powinna się rozpoczynać. Życzliwych proszę o propagowanie sprawy, przekazywania listu, komentarze, zgłaszanie gotowości do udziału (również mailem na adres: habor1@neostrada.pl ).
niedziela, 11 października 2009
Również w tym roku 10 października jako Europejski Dzień przeciw karze śmierci docierał do świadomości czytelników dziennika METRO, ich przede wszystkim - choć nie tylko.
Organizatorzy akcji tego dnia (z Amnesty International, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Stowarzyszenia Młodych Dziennikarzy POLIS) dziękują za pomoc oraz zamieszczenie Listu Otwartego, zebranych przez nas komentarzy oraz wywiadu ze mną.
piątek, 09 października 2009
Zapraszam na Krakowskie Przedmieście, obok posesji nr 11, dyżur w intencji zagrożonych egzekucją, od g. 8 do 20!
Przyjdź, bądź z nami, podpisz apel.
Składając gratulacji Prezydentowi Obamie, a przede wszystkim jego wyborcom, przypominam, że czeka również kampania o moratorium w sprawie kary śmierci.
środa, 30 września 2009
Na tę sobotę przypada Trzeci Europejski Dzień przeciw karze śmierci.
Staramy się go obchodzić jako dzień radości, że nie zabijamy nikogo w imieniu państwa, z wyroku sądu - stać na to Europę i Polskę!
Upominamy się o życie skazańców na całym świecie - winnych zbrodni i niewinnych.
W tym dniu poświęć chwilę czasu na refleksję i poparcie akcji na rzecz świata bez kary śmierci.
Przyślij komentarz do hasła:
Niech świat zmierza do uwolnienia się od kary śmierci.
***
W Warszawie, podobnie jak w latach poprzednich, zapraszamy na osobiste spotkanie na jednej z ulic miasta. W tym roku, inaczej niż poprzednio - nasza stacjonarna pielgrzymka przeciw karze śmierci będzie miała miejsce na Krakowskim Przedmieściu przy stoliku i plakacie, obok kamienicy nr. 11 (róg Królewskiej, koło "Sklepu z kanapkami").
Będziemy tam od godz. 9ej do 20ej. Czekamy.
Przyjdź, podpisz apel o ratowanie życia skazańców.

Więcej informacji sukcesywnie w tym miejscu.
Halina Bortnowska,
"Wirydarz", przyjaciele z "POLIS" i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Wpisz się na listę przyjaciół tej akcji.
Ucieszymy się też z obietnicy "przyjdę".

Prosimy o umieszczanie zaproszenia na blogach i mobilizację znajomych.
poniedziałek, 13 października 2008
Drodzy uczestnicy Europejskiego Dnia przeciw karze śmierci, a raczej - drodzy WSPÓŁTWÓRCY tej kampanii: Nie kończę dziś pracy nad dorobkiem i pokłosiem tego, co się działo wokół tej sprawy w ostatnich dniach. Polemiki z wpisami i głosami osób opowiadających się za karą śmierci zostawiam na trochę później. Najpilniejsze jest podziękowanie, trzeba potwierdzić dobro, jakie otrzymaliśmy od siebie nawzajem. Dzięki licznym współtwórcom w Polsce Europejski Dzień przeciw karze śmierci uzyskał nowe szanse na przyszłość: naprawdę może stać się ważnym dniem edukacji o prawach człowieka, dniem liczącym się w Polsce i na świecie. Bo to prawda, że w postawie wobec kary śmierci skupia się i ujawnia zasadnicze podejście do człowieka i jego praw. Taka edukacja jest w Polsce (i gdzie indziej!) wciąż potrzebna. Pracować nad nią, to nasze wewnętrzne zadanie, w stosunku do najbliższego środowiska. To może nam dać siłę przebicia do ludzi w innych krajach, także tam, gdzie kara śmierci jest nadal wykonywana. W kontakcie z Amnesty International możemy występować na rzecz wstrzymania egzekucji konkretnych osób i zmiany kary śmierci na inną. Możemy też oddziaływać na organizacje międzynarodowe pobudzając je do bardziej aktywnego występowania przeciw karze śmierci. Szczególne podziękowania należą się wielu osobom, których inicjatywa, czas i praca pomogły w widzialnym zaistnieniu dla 10. X na ulicach Warszawy. Chcę podkreślić, że zupełnie wyjątkową rolę wzięła na siebie Redakcja gazety METRO - z sercem, zrozumieniem i przekonaniem gazeta odważnie promowała sprzeciw wobec kary śmierci i nasz europejski dzień temu poświęcony. To było w skali europejskiej zjawisko precedensowe, pionierskie zaangażowanie, pociągające inne media. Śmiało spodziewam się, że to początek tradycji. Dobrze było robić to z Wami, co potwierdzam od siebie i wolontariuszy z POLIS współdziałających w akcji.
sobota, 11 października 2008
http://ec.europa.eu/polska/news/081010_przeciwko_karze_smierci_pl.htm

Przedstawiciele instytucji UE i Rady Europy podpisali wspólną deklarację, która potwierdza ich dążenie do zniesienia kary śmierci na świecie. W Warszawie organizacje pozarządowe propagują list otwarty i przygotowują happening.

Z okazji Światowego i Europejskiego Dnia przeciwko karze śmierci, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Rady i Komisji Europejskiej, jako przedstawiciele Unii Europejskiej, oraz Przewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego, Przewodniczący Komitetu Ministrów i Sekretarz Generalny Rady Europy podpisali wspólną deklarację. Deklaracja ta potwierdza ich zaangażowanie w kontynuację prac mających na celu zniesienie kary śmierci na świecie.

Wiceprzewodniczący KE Jacques Barrot, odpowiedzialny za sprawiedliwość, wolność i bezpieczeństwo, powiedział, że "Europa utworzyła strefę wolną od kary śmierci, która rozciąga się od Islandii na zachodzie do Władywostoku na wschodzie i od Norwegii na północy do południowo-wschodniej Turcji. To niewątpliwie jedno z największych osiągnięć Europy. Tym niemniej, publiczna debata społeczna wskazuje na potrzebę ciągłego powtarzania, że zniesienie kary śmierci ma zasadnicze znaczenie dla ochrony godności ludzkiej. Dlatego też Komisja Europejska działa wspólnie z organizacjami pozarządowymi, bardzo aktywnymi na tym polu."

Zarówno Rada Europy, jak i Unia Europejska sprzeciwiają się całkowicie stosowaniu kary śmierci - bez względu na okoliczności - i systematycznie apelują o zniesienie tej kary na całym świecie. Kara śmierci stanowi pogwałcenie najbardziej fundamentalnego z praw człowieka – prawa do życia. To dlatego zakaz stosowania kary śmierci jest jednym z kluczowych zapisów unijnej Karty Praw Podstawowych. Jasno stwierdza ona, że w Unii "nikt nie może być skazany na karę śmierci ani poddany jej wykonaniu."

Obchody w Warszawie

W ramach obchodów Europejskiego dnia przeciw karze śmierci w Polsce przed siedzibą Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej organizacje pozarządowe zorganizowały spotkanie, podczas którego zbierano podpisy pod listem otwartym.

Unia Europejska bazuje na wartościach, które również mówią o poszanowaniu godności człowieka, a kara śmierci nie odpowiada tym wartościom. Zależy nam, aby Unia Europejska promieniowała na cały świat wartościami, które wyznaje. Dzień przeciwko karze śmierci przypominać ma całemu światu, że człowiek wymaga szacunku. Nie mamy żadnego prawa do wymierzania kary śmierci. - podkreślała Róża Thun – Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie, która spotkała się z organizatorami akcji.

"Szczęśliwie doczekaliśmy udziału Polski w ustanowieniu tego uroczystego dnia. Cieszymy się, że prawie cały nasz kontynent jest wolny od kary śmierci, pragniemy, by cały świat się od niej uwolnił." – napisano w liście przesłanym do władz Rady Europy.

"Polska wychodzi do roli promowania Europejskiego dnia przeciw karze śmierci, dzięki młodzieży i ludziom dobrej woli, którzy prywatnie angażują się, żeby to święto dzisiaj było. To wielka radość." – mówiła Halina Bortnowska – przewodnicząca rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Ten dzień obchodzony w całej Europie jest bardzo ważny, ponieważ wskazuje, że cywilizacja europejska oparta na wartościach poszanowania życia musi dać przykład światu, że istnieje gama innych środków, które mogłyby być podejmowane wobec sprawców przestępstw. – stwierdziła dr Hanna Machińska - Dyrektor Biura Informacji Rady Europy.

To jest inicjatywa, która ma trafić do polityków i zwykłych ludzi, ma poruszyć społeczeństwa na całym świecie i przekonać, że kara śmierci jest złem - dodała Hanna Machińska.

Ludzie mogą bardzo dużo zrobić, jeśli faktycznie chcą znieść karę śmierci. Jest to kara okrutna, nieodwracalna, a zdarzają się błędy i co najgorsze nie zmniejsza ona liczby przestępstw - powiedziała Draginja Nadaždin z Amnesty International.
sobota, 04 października 2008

Instrukcja do Listu otwartego

Ten tekst dociera do Was jako komunikat przekonań, coś do przemyślenia i przekazania innym.

To jest najważniejsze - dać ten list kilku osobom, albo chociaż jednej! I zastanowić się razem nad treścią. Uczestnicy rozmowy, jeśli chcą, razem podpisują list. Byłoby pięknie, gdyby dodali swoje komentarze. Albo pytania.

Zachęcamy do umieszczania listu na swoich blogach i stronach, w całości, z własnymi podpisami albo w postaci linku do tej strony.

Gorąco popieramy zbieranie podpisów na wspólnej liście grupy, którą coś łączy - rodzinnej, przyjacielskiej, zawodowej.

Przesyłajcie na tę stronę linki do miejsc, gdzie zbieracie w internecie podpisy.

Jeśli podpisy są złożone na papierze - można je przynieść 10 października na spotkanie w Warszawie na rogu ul. Świętokrzyskiej i Jasnej.

Przyjaciół z innych miast prosimy o opisanie swojej akcji i przesłanie mailem na ten adres lub pocztą na adres Redakcji Metra.

piątek, 03 października 2008
Zaczynamy odliczanie. Dziś będzie można przeczytać List otwarty, podpisany przez 31 osób - tylko tyle i aż tyle, biorąc pod uwagę tempo akcji.
czwartek, 25 września 2008




Nowa jesień przypomina poprzednią, jakby całkiem niedawną: znów nadchodzi październik. W zeszłym roku prowadziliśmy w tym czasie akcję na rzecz Europejskiego Dnia przeciw karze śmierci. Chodziło o to, by brak zgody ówczesnego Rządu Polskiego nie blokował ustanowienia takiego dnia, dnia, który ma być wezwaniem i wyzwaniem dla krajów, gdzie kara śmierci wciąż jest praktykowana. Tak, nawet właśnie teraz konkretne rodziny przeżywają ostatnie dni jeszcze dzielące od egzekucji na ich bliskich.

Piszę to i wiem, że ktoś zaraz powie, napisze w komentarzu: "Gdzie ty kierujesz swoje współczucie? Do rodzin potworów, morderców? I ku nim samym, ku autorom krzywdy niewinnych? Żałujesz, że zakończy się ich życie, które obrócili na zło? O ich ofiarach nie myślisz?"

Myślę najpierw i przede wszystkim o nich. Ale nie wierzę, że naprawdę pierwszą potrzebą ofiar jest kara i to jak najsurowsza, najokrutniejsza - najlepiej kara śmierci dla sprawców nieszczęścia. Uważam, że skrzywdzeni bardziej potrzebują skierowanej ku nim ofensywy dobra, pomocy, solidarności, opieki. Takiej ofensywy, takiej akcji wymaga nasze poczucie solidarności ludzkiej - osobistego, ciepłego związku. Ten związek czujemy niezależnie od tego, kim są skrzywdzeni. Starczy, że są ludźmi. Tak czuł pomocny Samarytanin z przypowieści Jezusa.

Jesteśmy bliźnimi cierpiących, ale także bliźnimi tych, co ból zadali, narazili, może odebrali życie. Przestępcy także są ludźmi, nie przestają nimi być. Nikt nie ma takiej władzy, by kogoś pozbawić człowieczeństwa. Karę wymierzamy ludziom, wciąż bliźnim. Nasza własna godność i sumienie wymaga miarkowania kary - nie może ona być okrutna, nie może poniewierać człowieczeństwa - bo to jest niegodziwe i zawsze dzieje się kosztem człowieczeństwa tych, co karę wymierzają i realizują.

Sądzę, że przypominanie tych myśli niestety jest nadal potrzebne!

Potrzeba więcej argumentów? Czytam teraz ważny dokument Rady Europy: "Śmierć nie jest sprawiedliwością" (www.coe.org.pl). Oto jedna z głównych tez:

"...Kara śmierci jedynie brutalizuje społeczeństwa poprzez dalszą legitymizację zabójstwa z zimną krwią w imię sprawiedliwości. Błędem jest przekonanie, że kara śmierci jest środkiem zapobiegającym okrutnym zbrodniom..."

Warto do tego tekstu sięgnąć. Chociaż tyle możemy zrobić dla ofiar i zarazem dla sprawców ciężkich przestępstw - przemyśleć poważne argumenty specjalistów. Tak nauczymy się bronić przed biernym, bezkrytycznym przyjmowaniem poglądu, że prawa człowieka to kosztowny sentymentalny luksus, a kara śmierci jest nam potrzebna dla bezpieczeństwa.

Święto 10 X ma nam pomóc trzymać się linii, że ja, człowiek, nikomu człowieczeństwa nie mogę odebrać, nikt też sam nie może go stracić. Karać można tylko ludzi...

**

Przypominam te myśli oraz nasz list zeszłoroczny:
"...W Polsce są przeciwnicy kary śmierci gotowi publicznie potwierdzić, że 10 października chcą obchodzić Europejski Dzień przeciw Karze Śmierci z radością, że nasz kontynent jest od niej wolny..."

10 X spotkajmy się znów - po pierwsze: w internecie, zaznaczając swoje solidarnościowe odwiedziny w miejscu, które wkrótce będę mogła wskazać. A osobiście złożymy sobie życzenia w punkcie "stacjonarnej pielgrzymki" (jak w zeszłym roku). Tam też będzie można dokonać symbolicznego aktu potwierdzenia swego marzenia o świecie bez kary śmierci.



 
1 , 2