To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

Karta Praw Podstawowych

środa, 30 maja 2012
Dla anglojęzycznego cudzoziemca "polskie" jest to, co się na terenie Polski znajduje lub znajdowało. Błąd Obamy, istotnie szkodliwy i przykry, jest jednak naturalny. Jedyna rzecz, o której ten bardzo zapraccowany absolwent Harvardu pewnie nie wie, to ile razy Polacy protestowali przeciw wyrażeniu, którego nieopatrznie użył. Ktoś z jego sztabu powinien na to zwrócić uwagę.
Ze swej strony nie rozumiem po co i dlaczego sami interpretujemy nieszczęsne wyrażenie na swoją niekorzyść? Przecież padło w odwrotnym kontekście - uczczenia polskiego bohatera informującego świat, a zwłaszcza USA, o horrorze getta i obozów śmierci? Czy to się nie liczy, czy Prezydent wręczający medal nie wie co robi?
O niewiedzę, w dodatku złośliwą, posądzam raczej polityka, oskarżającego Baracka Husajna Obamę o brak wykształcenia.
W naszym interesie leży dobre prostowanie nieszczęsnego wyrażenia, a nie atakowanie osoby prezydenta.
Sugeruję sposób prostowania: obozy na terenie Polski były tak polskie, jak kubańską jest baza Guantanamo.
Możemy też z dumą podkreślić, że bazy położone w Iraku czy Afganistanie my jednak nazywamy amerykańskimi.
środa, 05 grudnia 2007
 Słucham radiowej dyskusji o losach Karty Praw Podstawowych. Z nowym Rządem ta sprawa powraca w nieco innym klimacie.
Jak pisałam komentując Exposé Premiera Tuska - na normalność nadal trzeba czekać i dopraszać się łaski. Podobnie, jak w sprawie Święta Europy bez kary śmierci - te same cienie odbierają nam poczucie, że można się już nie wstydzić. Jest wprawdzie milej, jest lepiej - ale nie do końca, nie całkiem na pewno. Partia dopuszczona do rządów w znacznej mierze głosami młodzieży, w sprawie Karty nie idzie tropem tego, co obchodzi młody elektorat. Właśnie tych wyborców obchodzi lub logicznie powinno żywo obchodzić wszystko, co wiąże się z postępem i kształtem integracji Europy.
Co teraz robić? Na razie widzę jedną akcję, na pewno bezpieczną dla decyzji o ratyfikacji Traktatu Reformującego. W Polsce pora na intensywne wyjaśnianie i propagowanie treści zawartych w Karcie (zresztą również w innych dokumentach, które już Polska przyjęła).
A więc czytajmy tę Kartę rozdział po rozdziale - nawet jeśli to trudne czy wydaje się  nudne. Czytajmy, by naprawdę dokładnie wiedzieć, o czym tam naprawdę mowa, komentujmy w wykładach, lekcjach, rozmowach, artykułach, wywiadach, felietonach i blogach. A może w kazaniach! Jakaś mocna, zakorzeniona w Europie organizacja pozarządowa powinna zorganizować otwarty konkurs na przedsięwzięcia pomagające Kartę poznać, zrozumieć i docenić.
 W moim poczuciu Karta Praw Podstawowych ma taki charakter, że najważniejsza jest jej znajomość, zrozumienie, osobiste uznanie jej  autorytetu. To jest nie tylko dokument dyplomatyczny, lecz i wskazanie stylu, w jakim Europejczycy chcą kształtować przyszłość swoich krajów.
Już startujmy. Teraz na to pora, a trzeba też myśleć o następnych krokach.
sobota, 24 listopada 2007
 Do normalności czegoś brak - nie podpisana Karta Praw!
Nie otaczam kultem różnych Wielkich, Złotych Kart. Cenię moją małą niebieską kartę seniora, bo otwiera coś naprawdę: bramkę do metra. Bramki do reszty Europy mamy otwarte.
To prawda - istotny jest unijny Traktat Reformujący. W nim są zawarte rzeczywiste gwarancje tego, o czym mówi Karta Praw Podstawowych. Gdyby Karta została spokojnie podpisana, pewnie nie często sięgalibyśmy po nią. Byłoby normalnie.
Karta nie podpisana czyni Polskę wyjątkiem. Przykład Wielkiej Brytanii jest nie do naśladowania, nigdy nie będziemy takim wyjątkiem, jak oni. Najpierw trzeba by  znaleźć się na wyspie i posiąść Izbę Lordów, a także być etnicznym matecznikiem USA.
Dlaczego nie możemy podpisać Karty, która jest nasza - bo niesie w sobie tę samą dynamikę, co 3 Maja i Pierwsza "Solidarność"? Jeżeli naprawdę nie możemy, póki nie możemy - niestety nie jest normalnie. Jeszcze nie.