To zdjęcie
"trzynastego kosza
na ułomki"
prowadzi
do szczegółów
przedsięwzięcia:









Kliknij w okładkę poniżej
i dowiedz się
o "Co to, to nie".
Nowa książka
Haliny Bortnowskiej
z przedmową
Adama Michnika
i posłowiem
Jerzego Sosnowskiego:
"Co to, to nie.
Myślennik
Haliny Bortnowskiej",
książka, która
może stanowić
początek istotnej debaty
o tym,
jak nie wykluczać
i jednocześnie
trzymać standardy








W sprzedaży są jeszcze
ostatnie egzemplarze
poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki:

Książka
"Wszystko będzie
inaczej"


Książka do czytania
w całości za darmo
w Cyfrowej Bibliotece Narodowej
Polona

- nie tylko
na Adwent


---

Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest.

Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie.

Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje.

Jak przygotować potrawę z charakterem

wtorek, 16 listopada 2010
[] Zawczasu - tak z 10 dni przed Świętami - kupuję buraki. Dużo! Myję i moczę je przez noc w żywej wodzie, najlepiej postarać się o oligoceńską. Następnego dnia - obieranie i krojenie. Warto przy tym słuchać muzyki klasycznej.
Odliczam po dwa spore buraki na osobę, której barszcz ma być podany. I jeszcze kilka dodatkowych z myślą o nieobecnych, którzy byliby za mną, gdyby mogli. Ta robota dobrze łączy się z przemyśleniem życzeń. Można je już posyłać.
[] W dużym garnku czeka czysta żywa woda. To, co pokrojone, wrzucam do niej od razu. Woda musi pokryć krajankę.
Teraz istotny moment zaszczepienia kwasu. Dolewam filiżankę świeżego soku z dobrze kiszonej kapusty, albo klarownego żurku. Wrzucam czosnek - obrane, przekrojone ząbki. Czosnek broni barszcz przed demonami pleśni i zgnilizny. Na wierzch kładę kromkę suchego razowego chleba.
[] Przykryty sitem garnek ustawiamy w bardzo ciepłym i zacisznym miejscu. Powinien osiągać temperaturę ludzkiego ciała.
Jeśli pleśń jednak się pojawi - szybko ją usuwam.
[] Gdy barszcz pachnie barszczem i dobrze smakuje - odcedzam i prędko krótko przegotowuję. W zamkniętych butelkach barszcz może czekać na swoją porę nawet cały Adwent.

Przyrządzanie:
[] Garść grzybów moczę całą noc, potem podsmażam na maśle z dodatkiem oliwy (lub odwrotnie), dolewam wodę, w której się moczyły, duszę na małym ogniu. Osolony wywar dodaję do barszczu.
[] Co jeszcze dodać:
Koniecznie co najmniej pół butelki wytrawnego czerwonego wina (im lepsze, tym lepiej)
Oraz: łyżkę tartego chrzanu, łyżeczkę musztardy, liście bobkowe, ziele angielskie, czosnek przez praskę.
I jeszcze zioła: macierzanka, bazylia, tymianek i rozmaryn ku pamięci.
Barszcz gorący podaję w kubkach; druga porcja może być z uszkami! Albo do kulebiaka czy słonych paluszków z kminkiem.