Ostatnie wpisy
Zakładki:
Animuję, publikuję
Blogi
Już - jeszcze nie
Kliknij w okładkę poniżej i dowiedz się o "Co to, to nie". Nowa książka Haliny Bortnowskiej z przedmową Adama Michnika i posłowiem Jerzego Sosnowskiego: "Co to, to nie. Myślennik Haliny Bortnowskiej", książka, która może stanowić początek istotnej debaty o tym, jak nie wykluczać i jednocześnie trzymać standardy
W sprzedaży są jeszcze ostatnie egzemplarze poprzednich książek, wystarczy kliknąć w okładki: Książka "Wszystko będzie inaczej"
Książka nie tylko na Adwent
--- Jestem uparcie nazywana publicystką katolicką , bo wielu redaktorom zależy na tym, by pokazać istnienie opinii katolickiej tego typu, co moja. Uzupełniam paletę. Redaktorzy mogą się kierować szlachetnymi względami. Bardziej liczyłabym się dla nich jako reprezentantka Kościoła niż mogę znaczyć po prostu jako ja. Biorąc realnie - tak na pewno jest. Może szkoda - ale ja nie chcę z tego korzystać. Czuję w sobie głęboką niechęć do uzurpowania sobie tytułu, który właściwie każdy może zakwestionować: w imieniu władzy piastowanej w Kościele, albo w przekonaniu, że lepiej wie, co się z katolicyzmem zgadza, a co nie. Jako publicystka bezprzymiotnikowa jestem świadkiem swojej wiary wolnym i dobrowolnym. Każdy może sam ocenić, z jakich pozycji wychodzę, dlaczego mówię to, co mówię. Racje zawarte są w tekście, nie w podpisie piszącego. Proszę o tej deklaracji łaskawie pamiętać czytając ten blog i inne moje publikacje. |
środa, 16 maja 2012
Antyfona: Głoście radosną nowinę, * niech będzie słyszana, * po krańce ziemi rozpowiadajcie, * że Pan wyzwolił swój naród. * Alleluja. [Iz 48,20] *** Ze skarbów na Stole Słowa na początek ten: Apostoł Piotr przyjmuje zaproszenie poganina Korneliusza [Dz 10,25-26.34-35.44-48]. Witany jest czołobitnie, ale przerywa akt zbędnego hołdu: "Ja też jestem człowiekiem". Tłumaczy zebranym Żydom i poganom to, co właśnie zrozumiał: Bóg wybiera sobie tych, co Mu otwierają serca, Pan nie bierze pod uwagę, kim kto jest w ludzkich oczach. Tę prawdę potwierdza pojawienie się oznak obecności Ducha Świętego wśród słuchaczy - dotąd będących poganami. Potwierdzone jest ich powołanie do grona uczniów; Piotr każe ich ochrzcić w Imię Jezusa. My też przyjęliśmy chrzest w ślad za tymi, co niegdyś uprosili Piotra, by kilka dni jeszcze został z nimi. W tym uprzywilejowanym czasie pierwszych gmin wszystko działo się tak prędko, tak bezpośrednio i prosto - choć dostrzeżenie, odkrycie woli Boga, było i wtedy poważnym zadaniem, tak poważnym, że Wspomożyciel Duch Święty wspierał śmielsze kroki w sposób oczywisty. Tak dom Korneliusza stał się zaczątkiem jeszcze jednej nowej gminy. *** Wracam myślą do odpowiedzi Piotra na akt hołdu. Różne akty uczczenia godności osób wciąż mają miejsce nie tylko w życiu politycznym, lecz i w Kościele, w różnych jego gminach. Apostoł Piotr rzadko bywa naśladowany w swej trzeźwej ocenie, kim jest. Dla mnie ta reakcja na hołd - "wstań, przestań okazywać mi cześć należną jedynie Haszem" - ta reakcja wskazuje, że Szymon będąc Piotrem, pamięta o pianiu kogutów w straszną noc sądu nad Jezusem. Pamięta, jak się wtedy zachował. Każdy ma coś do pamiętania ze wstydem. Bywają to sprawy od dawna wybaczone. Ale w łasce wybaczenia zawiera się rada: "nie rób tego więcej". Strzeż się, licz się ze swoją słabością: to, co wybaczone, to, co Pan zechciał wybaczyć - minęło, ale jest wciąż ziejącą otchłanią. Nadal jesteś zdolny do zaparcia się Tego, kto ci zdradę wybaczył, kto umył ci nogi, ręce i głowę. Uczynił to, chcąc cię umocnić. Ale dalej jesteś człowiekiem! *** Ma to być niedziela tęsknoty do "pełnej radości". Tęsknoty, która budzi się, skłania do dobra, ale fala odpływa i znów jest szaro. Pokonywaniu szarości służą dni świąteczne. Przed gminą chrześcijańską, którą tworzymy - ostatnie wielkie święto cyklu: Święto zsyłania Ducha Świętego. Tak to określam, bo Ten wtedy obdarzający uczniów darami Mocy Boga i do dzisiejszego Kościoła jest posyłany. Wprost od Boga, wprost z ogniska miłości Ojca i Syna. My, uczniowie i nasi Pasterze, wołamy o obecność Wspomożyciela, ale nią nie zarządzamy. W dniu Pięćdziesiątnicy przypominamy, oczekujemy wspólnie Wspomożenia - wiedząc, że Wspomaganie, obecność, radość trwa nieustannie odnawiana. Pięćdziesiątnica to Święto Wolności Haszem. Tego dnia mamy odnowić wiarę w to, że Duch, który wdraża w nas naukę Jezusa, czyni to wciąż od nowa, sam z siebie, z ogniska Trójcy - a nie z ludzkiego mandatu. W tę niedzielę, przy pomocy świadectw Janowych [J 4,7-10; J 15,9-17], umacniamy się w wierze, wobec której wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Jakie to piękne i bogate w sens - że Piotra i Korneliusza jednoczy człowieczeństwo. Że na tym jednoczeniu zaszczepia się wspomożycielska siła Ducha. *** Kolekta: Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy w tych radosnych dniach gorliwie oddawali cześć Chrystusowi zmartwychwstałemu; + niech misterium paschalne, które wspominamy, * przemienia nasze życie...
wtorek, 15 maja 2012
Niedziela Barnaby i Pawła czyli świętego zaufania. Antyfona: Śpiewajcie Panu pieśń nową,* albowiem uczynił cuda;* na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.* Alleluja. [Ps 98(97),1-2] Zgodnie z tradycją ta niedziela to "półmetek". Bardzo łatwo zaniedbać samorekolekcje. Może nie samo przemyślenie tekstów, lecz pisanie!... Nad tekstem o zaufaniu Barnaby-ucznia do Szawła-Pawła, który daremnie zabiegał o przyjęcie do grona uczniów [Dz 9,26-31]. Była to młoda gmina, wspólnota o skromnym dorobku świadectwa. Ale już bali się ryzyka. Ryzyka, że ten "nowy" o złej reputacji (bo działał przeciw wspólnocie uczniów) - teraz może ich szpiegować. Co by było, gdyby nie Barnaba? Gdyby nie prawdziwy uczeń przeniknięty odwagą Ducha Świętego, albo po prostu ufający ludziom z sympatii do nich. Dla Barnaby Szaweł był tym, kto po swojemu spotkał Jezusa, a raczej został znaleziony przez Zmartwychwstałego, osobiście przyjęty na służbę Ewangelii. Trzeba było uwierzyć, że to nie chytra legenda, nie upozorowanie, lecz rzeczywiste spotkanie. Jezus wybrał Barnabę, by dać nam wszystkim po dziś dzień - apostoła Pawła. Barnaba zaś miłował Jezusa, wyrażał to czynem dobroci i ufności do braci.
sobota, 05 maja 2012
Blog może być cennym i ciekawym miejscem dialogu. Albo raczej mógł czy mógłby stać się takim miejscem. Jest to szansa prawie stracona. Dialog mogą nawiązać i długo rozwijać ludzie wzajemnie ciekawi siebie i okazujący sobie szacunek. To się zdarza, ale rzadko. Jestem o tym informowana, ale brak mi oczytania w materii blogowej. Piszę swój (z pomocą męża) i odbieram komentarze. Nie sięgam poza to doświadczenie, bo jako osoba słabowidząca nie widzę napisów na ekranie. Słuchanie zajmowałoby zbyt wiele czasu. Staram się, aby moja przestrzeń w internecie (to, co widnieje pod hasłem "myślennik"), była wolna od wpisów nieżyczliwych, pełnych nieporozumień, z gry zakładających, kim ja też jestem i co rzekomo reprezentuję. Odkąd w Wydawnictwie ZNAK ukazała się książka rozmów J. Steciuk ze mną "Wszystko będzie inaczej" uważam, że korespondenci powinni wiedzieć coś o mnie choćby z tego źródła, albo po prostu z Wikipedii. Chciałabym, żeby polemizowali z tym, co piszę i mówię, a nie z jakimś wytworem swojej niechętnej wyobraźni, któremu nadają moje imię i nazwisko, sami czając się za nickami. Niektórzy korespondenci (np. osoba zwąca się "Dio") są u mnie skreślani i to, co sobie piszą, będzie nadal usuwane. To nie cenzura, bo mają wszelkie możliwości publikowania w całym internecie. Natomiast kolegę "Starszego Inkwizytora" zapraszam do kontynuowania rozmowy. Chciałabym, by mi wyjaśnił swój wybór nicka. Wobec kogo i w czyim imieniu chce być "Inkwizytorem" czyli kontrolerem poglądów, tekstów i doktryn? Osobiście nie popieram takiej kontroli, nie uprawiam "inkwizytorskiej" krytyki i się jej nie poddaję. Proszę o dowody, że jest inaczej, konkretne, na podstawie moich tekstów. Proszę spróbować. Może to umożliwi nam dialog.
piątek, 04 maja 2012
Ktoś napisał, że starość zaczyna się po osiemdziesiątce. Da się tej tezy bronić. Właśnie mija pół roku od tych moich nieprawdopodobnych 80tych urodzin. Doświadczam ulegania starzeniu się. Naprawdę teraz czuję to z całą siłą. Zresztą może nie jeszcze nie z "całą", ale jednak mocno. Myślę o młodszych ode mnie z wielką serdecznością. Łatwiej znosić to, na co człowiek jest wewnętrznie przygotowany. Może was jednak nie spotkać to, przed czym ostrzegam: pewne pułapki zdołacie ominąć. Co jest naprawdę smutne, to rozstania. 80+ oznacza, że wielu bliskich ludzi już koło nas zabrakło. Niestety umierają. Nie przypadkiem pewne popularne ubezpieczenia oferowane są do 75 roku życia. Przerzedzają się nasze szeregi! Co na to poradzić? Jest nadzieja, że za kilka lub kilkanaście lat 80+ nie będzie czymś tak wyjątkowym. Mniej też będzie tego, co jest plagą starości: że się zaskorupiamy, odcinamy od ludzi przez wstyd lub lenistwo. To rezygnacja z zaangażowań, nie zawsze wymuszona przez choroby, walnie przyczynia się do osamotnienia. Osobiście raczej nie doświadczam rosnącej samotności, choć czasem tęsknię za tymi, co zniknęli z mojego horyzontu. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że wciąż mam nowych młodszych, po prostu młodych przyjaciół, z formuły 80:3! Co mogę im zaofiarować? Dużo uwagi i zainteresowania. Czasem trzeba w ogóle w czymś zastąpić, zaopiekować się tym, co im przeszkadzałoby biec naprzód. To nie tylko piastowanie wnuków, także różne aspekty pracy zawodowej, pielęgnowanie kontaktów, pogłębianie umiejętności. Ale... ale jest wielkie ALE. 80+ może oznaczać bardziej powolną, utrudnioną orientację w różnych sprawach, zapominanie, błędy oceny czasu i trudności, pokusy udzielania zbędnych porad, gadulstwa, wspominków nie na czasie, przywierania do szczegółów. Ulegając pokusom możemy przyśpieszyć nastawanie pustki wokół. Przejawy zniecierpliwienia młodych sprawiają przykrość. Ale przyczyna jest we mnie, nie w nich. Są, jacy są. To ja tracę realizm w stosunku do siebie. Warto porozumieć się w porę w kwestii tego, jakim dysponujemy czasem. Osoba z 80+ nie ma wiele czasu! Po pierwsze - często wie czy przeczuwa, że teraz albo nigdy. Teraz jeszcze może; potem, kto wie, czy nie jutro? - nie będzie wcale mogła. Nie możemy w tym wieku być cierpliwi, gdy nam jeszcze na czymś zależy. Nie zawsze też rozumiemy niecierpliwość młodych (tyle czasu jeszcze mają). My z trudem zdążamy, chociaż mamy mniej obowiązków. Ale to, co jeszcze musimy lub chcemy zrobić - idzie wolno, coraz to wolniej. Obezwładnia dezorientacja i łatwe zmęczenie (byle czym, nie tak jak dawniej, jak choćby rok temu). Niełatwo nam przychodzi uczenie młodych, jakie są teraz nasze potrzeby i możliwości, informowanie, że się zmieniają, gasną albo rosną; ustaje niezależność, nie ustaje jej pragnienie. Dlatego tak jesteśmy trudni! *** Im dalej od jej progu, tym większy opór starości przeciw zmianom. A jednocześnie człowiek starzejący się powinien zawalczyć właśnie o zmiany, bez których utknie w któkrejś z pułapek. Kilka takich sytuacji spróbuję wyliczyć. Na wstępie muszę jeszcze zaznaczyć, że wiem, iż zmiany są kosztowne. Ale brak pieniędzy to nie jedyny i nie zawsze najsilniej działający powód braku pożytecznych zmian. Akceptacja zmian wymaga energii i zaufania do tych, co chcą pomóc. Przychodzą z pewną gotowością, a spotykają się z deklaracjami, że to, co chcą zrobić - jest zbędne, że utrudni życie zamiast ułatwić itd. Zostaliście ostrzeżeni, zabierzcie się do zmian w porę, jak najprędzej, póki da się to zrobić. Przygotowanie i realizacja zmian - sprawą pilną. 1. Pierwsza pułapka, to mieszkanie wysoko, a bez windy. Co na to poradzić? Może da się jednak sprzedać czy zamienić na inne, nim pułapka zapadnie i osoba 80+ przestanie wychodzić z domu. Pewną pomocą mogą być krzesła na półpiętrach i troska o to, by poręcze były oparciem. Sprwdzić ergonomię poręczy. Pamiętać, że wełniane rękawiczki często uniemożliwiają pewny chwyt za poręcz. Kapitulacja wobec schodów to kapitulacja obejmująca wiele spraw życiowych. O problemie dostępu do mieszkania warto pamiętac zawczasu. 2. Łóżko. To też piłapka - leżąc osoba starsza starzeje się we wzmożonym tempie. Łóżko musi być takie, by łatwo było z niego wstać (dość wysokie). Zaopatrzone w ułatwienia podnoszenia się. Ten, kto się postarzał, potrzebuje nowego materaca odpowiedniego typu i na pewno się do niego przyzwyczai. Dodam, że odpowiednie meble też mogą ułatwić życie. Zamiast niskich kanap i głębokich foteli - dobrze wybrane krzesła z podłokietnikami, aby było lekko wstawać i siadać. Takie siedziska są też potrzebne w instytucjach, gdzie osoby 80+ muszą czekać lub chcą przebywać dla przyjemności i pożytku. Rzadko i krótko bywam na konferencjach, bo nie wytrzzymuję siedzenia w studenckich ławach. 3. Bezpieczna łazienka. Praktyczne poręcze i uchwyty. Może prysznic zamiast wanny, ale nie koniecznie. Bywa, że właśnie w wannie można odpocząć, a da się zabezpieczyć wejście i wyjście, i chronić przed poślizgiem. Osoba w wieku 80+ nie powinna śpieszyć się przy korzystaniu z łazienki. Najlepiej, gdyby miała własną osobną, dostępną bez skrępowania czy rodzinnej kolejki. 4. Bezpieczna kuchnia. Warto zastąpić gaz urządzeniami elektrycznymi, najlepiej takimi, które zapomniane potrafią same się wyłączyć. Stały dostęp do ciepłych napojów może zapewnić lekki termos lub czajnik elektryczny. Szkoda, że nie ma już modeli naśladujących samowar, z kranikiem i koroną, na której podgrzewa się napary. Osoby doświadczone mogą doradzić, jak unikać zagrożeń (upadków, oparzeń). 5. Ostatni problem, bardzo ważny: zwierzęta-towarzysze na starość! Świetnie się sprwdzają, chociaż bywają narzekania na fatygę. Nie namawiajmy, by się tej "fatygi" pozbyć! Warto pomagać, ale nie bez reszty wyręczać. Zwierzęta dość jeszcze młode, by mieć inicjatywę, działają znakomicie. Nie tylko dzieciom dobrze robi dogoterapia, albo przyjaźń z kotem. Ważne jest by "późny" pies wybrany na stare lata, był nieduży i nie rokował charakterologicznyc problemów. Obok zwierząt są eszcze rośliny. Niech przyjaciele pomagają utrzymać je w zdrowiu, aby cieszyły wzrostem, rozwojem, a potem były pamiątką. Mam te lata. Wydaje mi się, że znam ich muzykę, wiem, co jest grane. Dla mnie. Każdy swojej muzyki sam musi się dosłuchać. Najpierw poznać to, potem, jeśli się zdąży, zbudować sobie jakąś filozofię czy aksjologię nie-bezkresnego życia. Wiara chrześcijańska nie przekreśla świadomości, że przez jakiś kres trzeba będzie przejść. 80+ to czas zauważania, że to i owo jest nam dostępne pewnie ostatni raz. Możemy się jeszcze mylić w tej kwestii; jeszcze nie ostatnie to Święta, wakacje, podróż, sukces... Nie warto poświęcać życia żegnaniu się z życiem. Ale coś sensownego zrobić z ostatkiem czasu - należałoby. Pakiet myśli, dobrych życzeń, pokornych rad tuż sprzed końca albo z końcem na horyzoncie - to rzecz, którą przyjaciele docenią. Milenkowce 29 kwietnia 2012.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Antyfona: Ziemia jest pełna łaski Pana, * przez Jego słowo powstały niebiosa. * Alleluja. [Ps 33(32), 5-6] W kościele Arce Pana, którego budowę oglądałam na własne oczy, są dwa szczególne kamienie. Jeden, przywieziony przez ks. Józefa Gorzelanego z Rzymu, dar papieski, pochodzi z miejsca, gdzie najprawdopodobniej pochowano umęczonego Apostoła Piotra. Widzieliśmy tę niewielką bryłę, jak się wydaje - marmuru, otoczoną nimbem pochodzenia. Tak, ten kamień, gdy prosto z czcigodnych ruin dostał się w ręce Budowniczego, od razu, jeszcze przed wmurowaniem, stał się zadatkiem budowy dla przyszłości. Nikt go już z fundamentów nie wyłuska. Dziesiątki tysięcy drobnych otoczaków zebranych przez parafian pokrywa potężne ściany, betonowe kurtyny odpowiadają śmiałym obliczeniom. Wszystkie te kamienie przystają do siebie i wszystkie są "węgielne", to znaczy, że objawia się w nich zasada, która przyświecała budowie. Jedna ze ścian kościoła opiera się - w jednym tylko punkcie - na polnym głazie, przyjętym jako podstawa. Podczas śpiewania psalmu tej niedzieli ogarnęło mnie wspomnienie tamtego miejsca, budowy i duszpasterstwa, którego byłam - tak to chyba trzeba określić - "robotnicą". Też zbierałam te kamienie na ściany, lecz o wiele więcej tych żywych miałam szczęście dotknąć. Ludzi, w których było coś, co jest przez "świat" odrzucane. Nie byli na zamówienie PRL, zachowali w sobie godność i odwagę przyznawania się do wiary. Stworzyli inną budowę niż PRL, choć i w świeckiej budowie miasta i fabryki mieli swój udział. Poświęcam tę niedzielę Nowej Hucie, parafii Bieńczyce, naszej wspólnej kamiennej Arce i duszpasterzom, naśladującym jak umieli, Pasterza, który zna i którego znają. Tu spotykali się szukający, wśród tak wielu budowanych obiektów, gdzie jest Krzyż święty nade wszystko. *** Kolekta Wszechmogący, wieczny Boże, prowadź nas do niebieskich radości, + niech pokorny lud dojdzie do Ciebie, * podążając za zwycięskim Pasterzem. ... *** Na Stole Słowa, który wyobrażam sobie na wzór bryły-ołtarza w Arce, teksty wychylone w przyszłość Kościoła, tę, której my także jeszcze nie znamy. Słowo Piotra z najgłębszego fundamentu: tylko Jezus, sam Jezus, Mesjasz, nikogo innego nie oczekujemy, nie znajdziemy. On sam niesie zbawienie. Tak to rozumiem: wszystko, co zbawia, wyzwala, ratuje, jednoczy, scala z ładem i dobrem Stworzenia - wszystko to jest z Jezusa. Taka jest nasza nadzieja, którą ten tekst wspiera [Dz 4,8-12]. *** [1 J 3,1-2]; [J 10,11-18] "Jeszcze się nie ujawniło to, czym będziemy". Nie ujawniło się światu ani nam samym. Wspólnie z resztą Stworzenia trwamy w dobie "Jeszcze nie". Czekamy na to, by nas ten fakt ogarnął. To, co wiemy o Jezusie, jest zadatkiem i przedsmakiem, przeczuciem, iskrą. Ale pogrążone to jest w prowizoryczności naszego obecnego poznania. Czy szukać przekroczenia tych granic? "Szukanie" (czyli pragnienie, świadomość dobra nadchodzącego) ma mieć postać życia, w którym jest miejsce na każdego własne -samorekolekcje. Tak przecież jest, że Jezus powiedział, objawił Kim jest, na czym Mu zależy. To Ewangelia tej niedzieli. Jezus nie jest najemnikiem. I my nie będziemy najemnikami. Wzajemnie dla siebie będziemy ludźmi, którym zależy na Pełni Zbawienia. Aby to się stało, aby był Wszystkim dla wszystkich.
sobota, 28 kwietnia 2012
W tym roku ta niedziela przypada na czas fiołków w trawie. Do samorekolekcji włącza się wiatr w czubach sosen. Słońce prześwietla drobinki mżawki w powietrzu. Antyfona wzywa do radości, wciąż trwa jej czas. Antyfona: Z radością sławcie Boga wszystkie ziemie, * opiewajcie chwałę Jego imienia, * cześć Mu wspaniałą oddajcie. * Alleluja. [Ps 66(65),1-2] Z czego dziś cieszę się jako z daru dnia i tygodnia żywienia się treścią Niedzieli? Oto na Stole Słowa nauczanie Apostoła Szymona Piotra [Dz 3,13-15,17-19]. Oto synteza początków chrześcijaństwa, która powinna była zapobiec powstawaniu chrześcijańskiego antyjudaizmu. Bolesną śmierć swego Mesjasza Haszem przyjął jako najwyższy wyraz miłości Syna, miłości do ludzi, dzieci Bożych i swojej miłości do Ojca. Piotr stwierdza - teraz wiemy, że okrutny sąd nad Mesjaszem był skutkiem nieświadomości. Aby przyłączyć się do dzieła Mesjasza, trzeba pokuty. Żadna nienawiść nie ma swego oparcia w Piotrze. Piotr już wie, choć i on nie zdoła w pełni wyłożyć tajemnicy swego Mistrza - Mesjasza, to znaczy Tego, który naprawia zło, aby kiedyś Haszem był radością wszystkich. *** Aby się do tego przybliżyć, od Piotra skierujmy wzrok ku samemu Jezusowi. O Nim opowiadają ci, co uczestniczyli w łamaniu chleba w Emmaus, a wtedy On sam zjawia się wśród nich jeszcze raz [Łk 24,35-48]. Coś w tym jest, że tak trudno uwierzyć, że to On. Ta obecność jest czystym darem, nie jest zasłużona. Ich wiarę - wiarę swoich najbliższych - wypracowuje On sam. Dowodzi On, że jest człowiekiem, że to, co widzą, to ciało, nie zjawa. On się z nimi pożywia, w braterskim kręgu. Kęs ryby nie Jemu, im daje siłę i jednoczy. *** W tę niedzielę modlimy się o przywrócenie wszystkim godności dzieci Bożych; dziękujemy za to, że to się dzieje.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Jest to Niedziela Niedziel: tak ją widzę, sprawia to pamięć o zmianach akcentów, które jej dotyczą. Antyfona skupia wszystkie promienie wielkanocnego światła: Radujcie się i dziękujcie Bogu, * który was wezwał do królestwa niebieskiego. * Alleluja. [Ezd 2,36-37] Była to najpierw Niedziela "Przewodnia". Bohaterami dnia byli nowoochrzczeni. Święcili swoją pierwszą chrześcijańską niedzielę, za którą mają iść następne, całe życie wypełniania obietnic. Program życia wewnętrznego dla niedawno lub bardzo dawno ochrzczonych zawarty jest w modlitwie dnia: Modlitwa: Boże zawsze miłosierny, Ty przez doroczną uroczystość wielkanocną umacniasz wiarę Twojego ludu, + pomnóż łaskę, której udzieliłeś, abyśmy wszyscy głębiej pojęli, jak wielki jest chrzest, przez który zostaliśmy ochrzczeni, * jak potężny jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni, * i jak cenna jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni... Współczesny Kościół uczynił tę niedzielę Świętem Miłosierdzia Bożego. W ten sposób spełnione zostało życzenie wiernych. Szczególnie tych głęboko zapatrzonych w wymowny obraz przedstawiający Jezusa, z którego Serca - z głębi tego, kim On jest - zdają się wypływać i biegnąć po kres wszechświata strumienie, promienie łaski. To Jezus przedstawiony pod natchnieniem objawień polskiej zakonnicy Siostry Faustyny, ale przecież ten Sam, który miłosiernie wspomógł wiarę Apostoła Tomasza. I wspomaga tych, co Go nie widzieli i nie widzą. Ale wyznają jak Tomasz, zanim zdołał skorzystać z przyzwolenia na to, czego żądał i już wyznał, że stoi przed swoim Panem i Bogiem. To był tryumf Miłosierdzia, przypomnienie, że z Miłosierdzia mamy wiarę, mamy ją, bo Bóg pierwszy nas umiłował, gdy byliśmy "daleko" czyli w ciemnościach, wypatrywaliśmy światła, albo nawet jeszcze nie potrafiliśmy tego. Pierwszy pociągnął ku sobie Stworzenie. Dlatego w tę niedzielę wracam do swoich obietnic chrzcielnych, ale też do wielkiej nadziei i obietnicy, że w swoim Miłosierdziu będzie Wszystkim dla wszystkich, wszystkich ku sobie pociągnie aż z ciemności "potępienia". Ciemności nie należą do tryumfu ostatecznego. Tak patrzę na Przewodnią Niedzielę Miłosierdzia. *** Przedwiośnie przełamuje się w wiosnę. Tam, gdzie długo leżały białe złogi śniegu, tam krokusy i ranniki otwierają olśniewające kielichy, kieliszki raczej, ale coraz śmielej wybijające się ponad suchą trawę. Kwitną też przylaszczki, demonstrując prawie krokusowy błękit. Coś ma to wspólnego z ukazaniem się kogoś wchodzącego przez zamknięte drzwi. *** Przy okazji tego czytania [J 20,29] jeszcze raz chcę przypomnieć, że ze strachu "przed Żydami" drzwi zamknęli dokładnie tacy sami Żydzi, z tą różnicą, że jedni, ci przestraszeni, doznali już nawrócenia, a ci, co mogli wtargnąć, Jezusa nie znali, czy też nie rozpoznali. Może chwila rozpoznania nastanie dla nich kiedy indziej, kto wie, czy po końcu świata nie okaże się im, że On jest wszystkim we wszystkich. *** A co jeszcze z Miłosierdzia Bożego znajdujemy dziś na Stole Słowa? Pamiętny opis życia pierwszej gminy na etapie entuzjazmu: "wszystko wspólne" [Dz 4,32-35]. Entuzjazm raz po raz zacicha i powraca w nowych formach. "Entuzjazm" to nie to samo, co gorliwość, determinacja w służbie Bożej. Może tej determinacji towarzyszyć, ale nie jest jej koniecznym składnikiem. Entuzjazm to wielki poryw, któremu towarzyszy oderwanie od rzeczywistości i wiele niebezpieczeństw. Entuzjaści nierzadko popadają w pychę, czują się "dwakroć wybrani", lepsi. Pierwsza gmina mogła realnie żyć tak, jak opisano. Ludzie mogli nie liczyć się z faktem, że aby dzielić się pieniędzmi ze sprzedaży domów i pól, trzeba je przedtem zdobyć lub odziedziczyć! Życie pierwszej gminy mogło być takie, bo konkretnie przeżywano jego prowizoryczność. Dla nich czas "jeszcze nie" w istocie dobiegł końca; "Już" zaczyna się Królestwo, w którym łzy będą otarte na zawsze. Ale już wkrótce, gorąco popierając jałmużnę i dzielenie się dobrami, Apostoł Paweł będzie wymagać od wiernych życia z pracy. Twarda logika: kto nie chce pracować (bo świat jest tymczasowy), ten też niech nie je! Ale jednocześnie, byśmy nie zapomnieli o oczekiwaniu, że "JUŻ", potrzebne są ogniska entuzjazmu - zakony ścisłej obserwancji Rad Ewangelicznych, w tym - ubóstwa, a także gminy, w których się te rady dobitniej głosi i praktykuje, dając mocniejsze świadectwo. *** Kolejne czytanie [1 J 5,1-6] prowadzi ku wizji źródła entuzjazmu - myślę, że tego samego, ilekroć się pojawia, bo jest on echem radości ze Zmartwychwstania. Dzięki wierze jesteśmy przeświadczeni, że "Jeszcze nie". To słowo "jeszcze" przekreśla negację, bezsens, nudę, rozpacz... Jeszcze nie, nie całkiem, tylko w zapowiedzi, nadziei, przedsmaku - ale TAK. To czytanie jest proklamacją zwycięstwa nad rozproszeniem, które niesie to, co nazywane jest "światem". Przeciwstawia się to życiu samą powierzchnią, a przede wszystkim lekceważeniu braterstwa w fakcie pochodzenia od Boga i przyjęcia za synów i córki, za dzieci Boże. Już powołani jesteśmy do braterstwa. Czasem będziemy realizować to powołanie w porywach entuzjazmu, a czasem na przekór obezwładnieniu, przeżywaniu zawodu i obecności nienawiści w rodzinie ludzkiej. Dzisiejsze święto wskazuje, by na tę niełatwą rodzinę patrzeć z perspektywy miłosierdzia.
sobota, 07 kwietnia 2012
W tym roku tłem dla tych dni jest milenkowskie przedwiośnie. Jeszcze przed Wielkim Czwartkiem znikł śnieg, który nas powitał. Znikł zupełnie także wokół kęp żółtych krokusów i białych przebiśniegów. Biały jest też kwiat ciemiernika wśród kamieni.
piątek, 30 marca 2012
Antyfona: Osądź mnie, Boże, sprawiedliwie * i broń mojej sprawy przeciw ludowi nie znającemu litości, * wybaw mnie od człowieka podstępnego i niegodziwego, * Ty bowiem, Boże, jesteś moją ucieczką. [Ps 43(42),1-2] Przed kim ma nas bronić Haszem? Na to pytanie odpowiada antyfona. Trzeba tylko to dostrzec! My sami zagrażamy samym sobie. To my - z pełną świadomością lub bezrozumnie - napędzamy miażdżące tryby machiny. A On jest naszym obrońcą i ucieczką. Jeżeli z pełną świadomością lub jak Jego przerażone dzieci, z porywu serca zwracamy się ku Niemu. *** Wyrocznia Pana! - te słowa, te przypomnienia przetykają tekst Jeremiasza [Jr 31,31-34]. Nie od siebie mówi prorok Przymierza; nie wplata Przymierza we własne kategorie; to Pan chce, abyśmy tak widzieli Przymierze, tak nazywali to, co Przymierza dotyczy. U początku lud prowadzony za rękę. Teraz przez odnowę, przez trwające Przymierze, które staje się Nowym, teraz przybliża się pełnia: nowe życie, w którym wszyscy, każdy samodzielnie, przez darowany mu wpis w sercu zna Pana. Wiara spełnia się w osobistej "znajomości" czyli związku z Bogiem. Wyrocznia Pana! - woła Jeremiasz - ponad wiekami i do nas. Równolegle, a niekiedy i razem z teologami judaizmu, jako chrześcijanie odkrywamy wiarę-więź z Haszem. Tworzenie instytucji Kościoła i trwanie w ich obrysie, w murach, w szrankach, granicach - to sprawa wobec wiary wtórna. Wyrocznia Pana! Słowa ze Stołu Słowa to właśnie te, które budzą nas i przywołują do Przymierza. Do tego Przymierza, które uroczyście wyznamy w Sobotę Świętą, dzień pamiątki naszego chrztu. Przyznanie się do swego chrztu i obietnic, które powtarzamy. To jest naprawdę wielka sprawa Wielkanocy. To się ma dokonać w czasie nocnych obrzędów wielkosobotnich. To może być ważne przeżycie. Ktoś, kto jeszcze nie nakłonił się do obchodzenia Trzech Dni Wielkiego Tygodnia, Czwartku, Piątku i Soboty - osoba, która jeszcze nie wywalczyła sobie (czy na sobie) wolności udziału w skupieniu wokół najważniejszych Tajemnic - może przecież znaleźć w tych dniach jeśli nie godziny, to chwilę, na powtórzenie sobie: kim jestem, co mój chrzest dla mnie znaczy. Niech Tajemnica zaświeci ponad Świętem Wiosny. *** List do Hebrajczyków - mimo różnych zastrzeżeń co do konkretnego autorstwa - pozwala skupić się wokół myśli o spotkaniu czy o styku chrześcijaństwa z judaizmem. Tekst ze Stołu Słowa na tę niedzielę [Hbr 5,7-9] jest jednym z najważniejszych, a zarazem jest trudny. Mimo tych trudności wyłania się z niego poruszający, majestatyczny obraz Chrystusa, w którym jest nasza nadzieja. Nadzieję pokładamy w osobie Jezusa, ale przez obraz osoby dociera do nas prawda - chciałabym zobaczyć ikonę opartą na tym tekście. Trudno byłoby ją napisać na pięknej desce. Słowami nie łatwiej. Tak to próbuję dla siebie wyrazić, teraz utrwalam na piśmie. Jezus z Nazaretu, ten co był dzieckiem z ciesielskiego warsztatu, a potem stał się nauczycielem, prorokiem, któremu, w którego uwierzyli ci, co szli za nim gromadą, ci, których On wybrał, a oni przyjęli wyzwanie. Bolesny okrzyk widzącego przed sobą śmierć, wyrok i egzekucję. Ugodzone ciosem człowieczeństwo, prawdziwe, wspólne z nami, zwłaszcza ze wszystkimi zabijanymi w odwecie. Na mojej ikonie przybiera on postać "Ecce homo", wyszydzonego Króla w czerwonej szacie, na którego głowę ktoś już splata i związuje koronę z cierni. Ten Jezus z Nazaretu jest odwiecznym Synem, miłującym Ojca ze czcią pełną delikatności, z jaką miłując czuwa się nad tym, by nic nie rozdzielało, nie było niezgodne z więzią, tą więzią, jaką się stale w sobie umacnia, potwierdza, z radością widzi i pielęgnuje. "Uległość" - słowo z Listu do Hebrajczyków - niesie tę treść, z tym, że ta uległość nie ma w sobie nic ze strachu przed karą, przed odrzuceniem, oddaleniem, jakimś skreśleniem. Jedność Syna z Ojcem jest zwycięska, choć przyjmując śmierć Syn zgłębia też ból umierania. Ten ból ukazuje ikona, ból, ale nie rozpacz. Ikona tej prawdy jednocześnie ukazuje, że zmartwychwstał, że ratunek, o który błagał w bólu - naprawdę otrzymał, dla siebie i dla nas, Jego śladem. Pisząc tę ikonę trzeba mieć w pamięci scenę, w której reporterskie sprawozdanie przechodzi w hymn. Ukrzyżowanie, egzekucja, staje się zbawczym dla nas wywyższeniem. Zabiegajmy o to, by to wywyższenie dostrzegać, przyłączać się do niego choćby spojrzeniem w stronę znaku, wciąż widniejącego w naszym świecie.
wtorek, 20 marca 2012
Antyfona: Raduj się, Jerozolimo, * zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. * Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, * weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy [por. Iz 66,10-11] Już niedziela aż czwarta - blisko, coraz bliżej! Jeśli dotąd nie wzięłam oczekiwania dość poważnie - to już najwyższa pora! Nie wiem, co od jakości życia wewnętrznego zależy: czy zwyczajnie, postawienie kolejnego kroku długiej drogi? Ten krok mam zadany wspólnie z całym ciałem-Kościołem. Stół Słowa nakryty jest dla całej duchowej rodziny - do wszystkich kierowane jest słowo, wszyscy są zaproszeni na pielgrzymkę rozumu i woli. Wszyscy tak różni między sobą. Więc pielgrzymka musi być wspólna, ale jednocześnie osobista, bez ostentacji, zamknięta we wnętrzu. Tym, co wytrwale łączy wspólnotę, jest pamięć. Jak ważne i aktualne jest ciche, milczące pobudzenie łaski, na które wierni wspólnie i każdy od siebie odpowiadają refrenem psalmu - Kościele święty, nie zapomnę ciebie! ... Psalm 137 jest pieśnią tęsknoty za utraconą ojczyzną, za ziemią, z której wygnano, za zburzoną Świątynią. Czy tęsknimy do Kościoła? Przecież w nim jesteśmy! Wierzę, że nikt nie zdoła odebrać nam więzi z tym, co kiedyś wybraliśmy albo wybieramy teraz, ponawiając akt przymierza chrzestnego (w nadchodzącą Wielką Sobotę). Także na płaszczyźnie przeżyć zachowujemy więź z duchową ojczyzną. To znaczy - możemy zachować, jeśli dopatrzymy się w niej wartości trwalszych, wyprowadzających ponad zgorszenie wszystkim tym, co uważam za "bramy piekielne" - hipokryzją, lenistwem duchowym, chciwością, pychą, nadużywaniem władzy, niewiernością własnemu poczuciu, gdzie leży słuszność, wreszcie ujawniającą się również w Polsce - pedofilią. Co powiem od siebie: tęsknię do Kościoła, który w połowie XX wieku penetrowany przez niszczycieli, jednak pozwalał świeckim uczestniczyć w duszpasterstwie bardziej niż się teraz pozwala. Tęsknię do Kościoła w stanie soborowym, dzięki Janowi XXIII skupionemu na reformowaniu swoich działań, na poszukiwaniu dróg niezbędnego świadectwa. Kościół katolicki, chrześcijaństwo wraz z nim - powinien trwać w stanie soborowym, nie zastygać. Mocniej powtarzać: nie zapomnę radości Soboru. I nadziei, że Duch Odnowy jeszcze powróci. *** Na Stole Słowa czytanie z Księgi Kronik [2 Krn 36,14-16.19-23]. Myśląc zawczasu o wydarzeniach związanych z cierpieniem Jezusa, z Jego świadectwem przez Mękę - otrzymujemy do przemyślenia tekst rejestrujący zło, upadek moralny - to, co nazywam "machiną świata" przestawioną ku złu przez grzech. Działanie tej machiny zadaje cierpienie, straszne, niszczące. Czytając ten tekst myślę o ciele Jezusa, które będzie - a raczej jest - wystawione na Krzyżu. Spojrzenie na krucyfiks, a nawet na sam znak, może budzić świadomość, że prawda zbawcza jest prawdą o zbawczym cierpieniu, będącym wyrazem miłości. Krzyż jest dźwigany i przyjęty ze względu na miłość, którą pozwala wyrażać. To nie wyjaśnienie, lecz raczej wskazanie tajemnicy, która pozostaje niezgłębiona. Przeżywając starość coraz bardziej godzę się na to, że religia - przy całym szacunku naszej religii, chrześcijaństwa, dla rozumu - jest jednak i musi być znoszeniem obcowania z tajemnicą. Tekst, który usiłuję komentować, niesie w sobie wielką obietnicę. Wygnanie - dla tych, co je przetrwają - kończy się powrotem. Ci, co nie zapomnieli pieśni tęsknoty, wrócą, znów będą u siebie; przecież nie zostali wyłączeni z Przymierza. *** Myślę, że Ewangelię Janową [J 3,14-21] trzeba czytać z myślą o wygnaniu i powrocie. Ten tekst rysuje obraz (ikonę) Zmartwychwstania, z tej perspektywy każe patrzeć na Ukrzyżowanie i śmierć. Tekst zawiera też trudne prawdy o zbawieniu przez samą wiarę (która jest przyjęciem łaski, miłości Boga do tego stworzenia - do człowieka potrzebującego ratunku). Łaska jest gotowa. Nie ma jej w tym, kto jej (teraz) nie chce. Ale trwa gotowa. Taką nadzieję odkrywam w chrześcijaństwie i w tym tekście pragnę wyczytać. Wszystko zależy od łaski, od zmiłowania, trwania w gotowości ożywienia Przymierza. Taki jest nasz Bóg, pełen zbawienia, to znaczy gotowości, by naprawić człowieka, uratować z trybów machiny. *** | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||